<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Trading For a Living &#8211; blog na temat inwestowania</title>
	<atom:link href="https://www.tradingforaliving.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.tradingforaliving.pl/</link>
	<description>Najlepszy blog o inwestowaniu na giełdzie</description>
	<lastBuildDate>Mon, 12 Oct 2026 11:00:14 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.4.12</generator>

<image>
	<url>https://www.tradingforaliving.pl/wp-content/uploads/2024/02/cropped-t_sybmol_2-32x32.png</url>
	<title>Trading For a Living &#8211; blog na temat inwestowania</title>
	<link>https://www.tradingforaliving.pl/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Prąd, dług i robo-taksówki. Pięć powodów, żeby zainwestować w chińskie AI</title>
		<link>https://www.tradingforaliving.pl/chinskie-ai/</link>
					<comments>https://www.tradingforaliving.pl/chinskie-ai/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Trela]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 29 Sep 2026 13:42:41 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Pozostałe]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.tradingforaliving.pl/?p=9513</guid>

					<description><![CDATA[<p>W lutym rozpisałem na tym blogu mapę amerykańskiego ekosystemu AI i pokazałem, kto w nim naprawdę zarabia. Portfel, który z tego wyszedł, jest już od początku roku 74 procent na plusie. Ten artykuł jest o tym, dlaczego do jego amerykańskiej części warto dołożyć chińską. Zacznę jednak od tego, czego w tym tekście nie będzie. Nie [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/chinskie-ai/">Prąd, dług i robo-taksówki. Pięć powodów, żeby zainwestować w chińskie AI</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>W lutym rozpisałem na tym blogu mapę amerykańskiego ekosystemu AI i pokazałem, kto w nim naprawdę zarabia. Portfel, który z tego wyszedł, jest już od początku roku 74 procent na plusie. Ten artykuł jest o tym, dlaczego do jego amerykańskiej części warto dołożyć chińską.</strong> <strong>Zacznę jednak od tego, czego w tym tekście nie będzie.</strong></p>



<p>Nie będzie listy spółek, wycen ani wag w portfelu, bo to wszystko umieściłem w osobnym raporcie, który można pobrać za darmo zostawiając maila w formularzu poniżej.</p>



<p>W artykule będzie za to o tym, co widać dopiero, kiedy odsuniemy się od wykresu notowań Nvidii na kilka kroków i spojrzymy na temat nieco szerzej: o prądzie, o długu, o tym, kto na świecie faktycznie używa chińskiego AI, ale też o tym, co Pekin tak naprawdę robi po swojej stronie granicy, i o tym, dlaczego chińskie AI to nie tylko chatboty do flirtowania.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>


<div class=""><div class='_form_118'></div><script type='text/javascript' src='https://tradingforaliving.activehosted.com/f/embed.php?static=0&id=118&6AD0C134DAA1E&nostyles=0&preview=0'></script></div>


<p></p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">O wszystkim rozstrzygnie prąd</h2>



<p>Jest jedna rzecz, w której Jensen Huang, Sam Altman i Elon Musk zgadzają się publicznie z Pekinem: w wyścigu energetycznym to Chiny mają przewagę. I to nie jest przewaga, którą da się nadrobić w kwartał.</p>



<p>Sztuczna inteligencja w skali przemysłowej to przede wszystkim prąd, którego serwerownie AI zużywają przeogromne ilości; chip jest tylko jego najdroższym odbiornikiem. I w tej jednej kategorii Stany Zjednoczone nie są liderem.</p>



<p>BloombergNEF szacuje, że w ciągu najbliższych pięciu lat Chiny dobudują ponad sześć razy więcej mocy wytwórczych niż Stany. W samym 2024 roku Chiny dołożyły do sieci 543 gigawaty, czyli więcej, niż Ameryka zbudowała w całej swojej historii. Morgan Stanley prognozuje amerykańskim centrom danych 44 gigawaty deficytu w ciągu trzech lat, a według Data Center Watch między połową 2024 a połową 2025 roku lokalne społeczności w USA zablokowały lub wstrzymały co najmniej 36 projektów centrów danych.</p>



<p>Amerykańskie centrum danych czeka dziś na przyłącze do sieci latami; transformator, na który w Chinach czeka się rok, w Stanach zamawia się na trzy.</p>



<p>Z kolei Chiny do 2030 roku mają mieć około 400 gigawatów wolnej mocy: trzykrotność tego, co według prognoz zużyją wszystkie centra danych świata razem wzięte. I co najważniejsze – żadne lokalne protesty im tego nie zablokują. Ameryka ma więc najlepsze chipy, ale za mało prądu, żeby je wszystkie obsłużyć. Chiny mają gorsze chipy, ale tyle prądu, że mogą użyć ich trzy razy więcej, żeby wyszło na to samo. Można obłożyć sankcjami litografię, pamięć HBM i oprogramowanie projektowe. Ale chińskich elektrowni Waszyngton na swoje czarne listy nie wpisze.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Kto płaci za budowę</h2>



<p>Druga rzecz, której nie widać na wykresie Nvidii, to skąd biorą się pieniądze na amerykański boom.</p>



<p>Do 2024 roku odpowiedź była prosta: z gotówki. Microsoft, Alphabet, Amazon i Meta miały tyle wolnych przepływów, że mogły postawić centrum danych z bieżącego rachunku przepływów. Tylko, że to się właśnie skończyło. Epoch AI policzyło z raportów do SEC, że łączne wydatki inwestycyjne pięciu największych hiperskalerów rosną szybciej niż ich przepływy operacyjne i obie krzywe przecinają się mniej więcej w trzecim kwartale 2026 roku. Czyli teraz.</p>



<p>Od tego momentu boom finansuje się z cudzych pieniędzy: już w 2025 roku Alphabet, Amazon, Oracle, Meta i Microsoft wyemitowały około 121 miliardów dolarów obligacji wobec 40 miliardów w 2020. Alphabet ogłosił w czerwcu emisję akcji na 80 miliardów, największą w historii spółki giełdowej. Oracle ma przepływy wolne na minusie 24 miliardów, kontrakt CDS na jego długu urósł z 40 do blisko 180 punktów bazowych, a fundusze zaczęły finansować centra danych obligacjami zabezpieczonymi na kartach graficznych, co Jeffrey Gundlach porównał do trzydziestoletnich obligacji zabezpieczonych bananami.</p>



<p>Nie piszę tego, żeby straszyć. Piszę, żeby pokazać różnicę w profilu ryzyka. Amerykańska infrastruktura AI jest od tego roku budowana na kredyt, w tempie, które rynek obligacji już zaczął wyceniać. Chińska infrastruktura dla odmiany jest budowana w dużej mierze z wpływów do budżetu państwa i z oszczędności gospodarstw domowych. Jeden model ma swoje kowenanty, spready i inwestorów z Wall Street, którzy mogą pewnego dnia powiedzieć „dość”. Drugi ma plan pięcioletni wspierany przez drugą największą gospodarkę świata. </p>



<p>Nie twierdzę, że drugi model jest lepszy. Państwo jako inwestor przepala kapitał z entuzjazmem, którego prywatny rynek mu zazdrości. Twierdzę tylko, że te dwa ryzyka są różne, a różne ryzyka w jednym portfelu to dokładnie to, o co chodzi w dywersyfikacji. Kiedy rynek obligacji zacznie mieć problem z amerykańskim AI, chińskie fabryki i centra danych tego nie zauważą, bo nie finansują się na rynku obligacji, tylko z budżetu i z depozytów, których nikt na Wall Street nie wycenia.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Świat już używa chińskiego AI (tylko o tym nie mówi)</h2>



<p>Trzecia rzecz zaskakuje najbardziej, bo jest sprzeczna z tym, w co wierzy wiele osób. Powszechnie zakłada się, że chińskie modele to produkt na chiński rynek: tanie, dobre, ale politycznie nie do przełknięcia na Zachodzie. Tymczasem liczby mówią, że Zachód je przełknął i to z dużym smakiem, tylko nie chwali się tym w komunikatach prasowych.</p>



<p>Rodzina modeli Qwen Alibaby przekroczyła w marcu miliard pobrań na Hugging Face i wyprzedziła Llamę Mety jako najczęściej pobierany otwarty model w historii. Według Hugging Face w ciągu ostatniego roku modele z Chin odpowiadały za 41 procent wszystkich pobrań na platformie i po raz pierwszy wyprzedziły amerykańskie. Około 70 procent nowych modeli pochodnych, które programiści na świecie budują na cudzej bazie, powstaje na bazie Qwena.</p>



<p>Na OpenRouterze, czyli platformie, przez którą firmy kupują hurtowo dostęp do modeli, udział chińskich dostawców wzrósł z niecałych dwóch procent do ponad 45 procent w ciągu roku. A według CSIS, waszyngtońskiego think tanku, który trudno posądzić o sympatię do Pekinu, europejski start-up, agencja rządowa w Azji czy programista w Ameryce Łacińskiej mogą dziś używać chińskiego modelu przez zewnętrznego dostawcę bez wysyłania czegokolwiek do Chin, co obniża polityczny próg bólu praktycznie do zera.</p>



<p>Dlaczego to ma znaczenie dla infrastruktury, skoro w modele raczej nie inwestujemy? Ano dlatego, że każdy z tych modeli był trenowany w chińskim centrum danych, na chińskim prądzie, częściowo na chińskich chipach, przez ludzi, którzy siedzą w Hangzhou i Pekinie.</p>



<p>Popyt na chińską infrastrukturę nie jest więc tylko popytem chińskim. Jest popytem globalnym, który przechodzi przez chińskie hale. Strategia Alibaby jest zresztą jawna: otwarte wagi są lejkiem ściągającym użytkowników (tak jak wyszukiwarka Google), a płatne wnioskowanie i chmura zbierają resztę.</p>



<p>Przychody chmurowe Alibaby urosły w ostatnim roku obrotowym o 34 procent, przychody z produktów AI rosły trzycyfrowo jedenaście kwartałów z rzędu, a spółka podniosła nakłady inwestycyjne do 126 miliardów juanów. Te nakłady lądują u producentów serwerów, modułów optycznych i u operatorów centrów danych, o których pisałem w raporcie.</p>



<p>Półtora roku temu śmiałem się z tego zagrożenia. Dziś 80 procent amerykańskich start-upów AI używa w produkcie przynajmniej jednego chińskiego otwartego modelu. To już przestało być powodem do śmiechu i zaczęło być powodem do podziwu.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Pekin zamknął drzwi od środka</h2>



<p>O amerykańskich sankcjach mówi się wszędzie. O tym, co Chiny zrobiły z własną stroną granicy, mówi się dużo mniej, a dla inwestora to właśnie jest ta ciekawsza część.</p>



<p>W listopadzie 2025 roku Reuters ujawnił dyrektywę, według której każde nowe centrum danych, które dostało choć juana z publicznych pieniędzy, ma używać wyłącznie chińskich chipów. Projekty ukończone w mniej niż 30 procentach muszą już zainstalowane zagraniczne układy po prostu usunąć i zastąpić, a projekty bardziej zaawansowane przechodzą indywidualną ocenę. Od 2021 roku publiczne pieniądze zasiliły chińskie centra danych kwotą ponad stu miliardów dolarów. Wcześniej Cyberspace Administration of China zabronił największym firmom kupowania okrojonych kart Nvidii przygotowanych specjalnie na chiński rynek.</p>



<p>Efekt jest taki, że kiedy Waszyngton w tym roku zgodził się jednak sprzedawać do Chin układy H200, Nvidia zaraportowała z tego tytułu zero przychodu. Nie dlatego, że Chińczycy nie mogli kupić, ale dlatego, że nie chcieli. Dla odmiany w maju dziewięć kategorii krajowych chipów, od Huawei, Alibaby, Birena i Moore Threads, przeszło państwową ocenę bezpieczeństwa i zostało dopuszczonych do wdrożeń w administracji. Szach mat.</p>



<p>Proszę zwrócić uwagę na sekwencję. Najpierw Ameryka zamknęła Chinom dostęp do najlepszych chipów i myślała, że wygrała. Potem jednak to Chiny zamknęły Ameryce dostęp do swojego rynku, i zrobiły to szczelniej, niż Ameryka. I kto tu komu dokopał? Nvidia miała w tym kraju 95 procent rynku. Dziś nie ma w nim prawie nic i nie odzyska go niezależnie od tego, kto wygra następne wybory w Stanach, bo drzwi zostały już zamknięte z drugiej strony.</p>



<p>Dla chińskiego producenta chipów, modułów optycznych czy serwerów oznacza to coś, czego nie ma nigdzie indziej na świecie: rynek, na którym jedyny prawdziwy konkurent został usunięty dekretem partii, a klient jest zobowiązany kupować tylko lokalne produkty. To nie jest przewaga konkurencyjna. To jest brak jakiejkolwiek konkurencji.</p>



<p>Niestety brak konkurencji oznacza złe produkty, i tak, chińskie chipy są dziś gorsze: Rada Stosunków Zagranicznych szacuje, że najlepsze amerykańskie układy mają pięć razy więcej mocy obliczeniowej niż najlepsze chińskie i że ta różnica do 2027 roku może urosnąć.</p>



<p>Ale gorszy produkt sprzedawany z gwarancją zbytu to dla akcjonariusza wciąż bardzo dobry biznes. Huawei sprzedał w zeszłym roku około 812 tysięcy układów Ascend i planuje w tym roku 12 miliardów dolarów przychodu z procesorów AI, czyli o 60 procent więcej niż rok wcześniej. Huawei nie jest na giełdzie. Ale każdy z tych układów ktoś wyprodukował, zapakował, połączył światłowodem i wstawił do szafy. Ci ktosie są już na giełdzie.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">AI z USA pisze. Chińskie patrzy, jeździ i podnosi</h2>



<p>Ostatnia rzecz to pytanie, które w Ameryce zadaje się coraz głośniej, a w Chinach prawie wcale: do czego to AI właściwie służy i kto za to na końcu będzie chciał zapłacić?</p>



<p>Proszę zrobić prosty eksperyment i przypomnieć sobie, do czego sami Państwo użyli sztucznej inteligencji w tym tygodniu. Ktoś napisał maila. Ktoś streścił dokument. Ktoś poprosił o kod, o prezentację, o przepis na obiad. Amerykańskie AI, w tej postaci, w jakiej trafiło do konsumenta i do firm, jest przede wszystkim maszyną do pisania: czatuje, redaguje, podsumowuje, odpowiada.</p>



<p>To jest realna produktywność i nie zamierzam jej lekceważyć, ale ma jedną cechę, o której inwestor powinien pamiętać: monetyzuje się przez subskrypcję, reklamę i nadzieję, że ludzie zapłacą za lepszy tekst więcej, niż płacili za gorszy. Hiperskalerzy budują moc obliczeniową pod popyt, który dopiero ma nadejść.</p>



<p>W Chinach sztuczna inteligencja ma inne ciało. Ma oczy, koła i ręce.</p>



<p>Oczy najpierw, bo od nich się zaczęło. Według branżowych szacunków ponad połowa kamer monitoringu na świecie wisi na chińskich ścianach i słupach, a analiza obrazu wideo, rozpoznawanie twarzy, tablic, zachowań i wad produkcyjnych, była pierwszym zastosowaniem AI, na którym chińskie firmy zarabiały na skalę przemysłową, zanim ktokolwiek na Zachodzie usłyszał o czacie.</p>



<p>O etyce rozpoznawania obrazu z milionów kamer można mieć swoje zdanie, ale z punktu widzenia popytu na infrastrukturę to jest wnioskowanie, które działa dwadzieścia cztery godziny na dobę w milionach punktów naraz i nie potrzebuje, żeby ktokolwiek wykupił abonament.</p>



<p>Potem przyszły koła. Apollo Go Baidu realizuje dziś ponad 300 tysięcy przejazdów robotaksówkami tygodniowo w szesnastu miastach i przekroczyło w lutym 20 milionów przejazdów łącznie. Pony.ai jako jedyna firma w kraju wozi pasażerów bez kierowcy we wszystkich czterech miastach pierwszej kategorii, w Kantonie i Shenzhen przez całą dobę, i ogłosiła, że jej samochód siódmej generacji zarabia na siebie już w drugim mieście.</p>



<p>Łączna flota chińskich robotaksówek zbliża się do dziesięciu tysięcy pojazdów. Waymo w Stanach jest wciąż liderem, ale jest liderem samotnym; w Chinach w tym samym wyścigu biegnie pięć firm i każda ma za sobą kolejne miasta, które dają jej pozwolenia na działalność.</p>



<p>I wreszcie ręce, czyli to, co uważam za sedno. Międzynarodowa Federacja Robotyki opublikowała właśnie dane za 2025 rok: na świecie zainstalowano 603 tysiące robotów przemysłowych, z czego 354 tysiące, czyli 59 procent, w Chinach. Wzrost o jedną piątą rok do roku. Stany Zjednoczone, drugi rynek świata, zainstalowały w tym samym czasie 38 tysięcy. Chińska flota robotów w pracy jest pięć razy większa od amerykańskiej, a od 2024 roku chińscy producenci sprzedają w kraju więcej niż wszyscy zagraniczni razem wzięci.</p>



<p>Piętnasty plan pięcioletni, ten sam, z którego pochodzą cztery biliony juanów na moc obliczeniową, kieruje chińskie badania nad AI wprost do zastosowań fizycznych: fabryki, magazyny, porty, pojazdy.</p>



<p>IFR spodziewa się wzrostu chińskiego rynku o 5 do 10 procent rocznie do 2029 roku i podaje powód, który nie ma nic wspólnego z modą: starzejące się społeczeństwo zostawia fabryki bez rąk do pracy. Chiny nie mają innego wyjścia niż&nbsp;postawić na robotykę sterowaną przez AI.</p>



<p>To jest różnica, która decyduje o wszystkim. W Ameryce AI jest opcją, na którą trzeba znaleźć klienta. W Chinach AI jest koniecznością, na którą klient już czeka, bo ludność w wieku produkcyjnym kurczy się tam o miliony rocznie, a fabryka, która ma produkować dla całego świata, musi kimś te miliony zastąpić.</p>



<p>Robot nie zastępuje pracownika bez modelu, który nim steruje; model nie działa bez chipu, na którym liczy; chip nie działa bez hali, prądu i światłowodu. Cały łańcuch, o którym piszę w raporcie, ma w Chinach gotowego odbiorcę końcowego: kamery, pojazdy i największą bazę przemysłową świata, która nie ma innego wyjścia, niż go kupić.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Raport: spółki, portfel, ryzyka</h2>



<p>Wszystko, czego w tym tekście celowo nie ma, znajduje w raporcie: chiński łańcuch AI rozpisany na osiem ogniw, jedenaście spółek z Hongkongu, Szanghaju, Shenzhen i USA z opisem, co robią i co mówią ich liczby, przykładowe portfolio z wagami dobranymi do zmienności, jeden ETF dla tych, którzy nie chcą pilnować jedenastu pozycji, oraz sześć ryzyk z sygnałami, po których poznamy, że się materializują. Jedenaście stron, stan danych na 24 września 2026.</p>



<p>Raport jest bezpłatny. Zostawcie Państwo adres e-mail poniżej, a trafi do Was w ciągu kilku minut.</p>


<div class=""><div class='_form_118'></div><script type='text/javascript' src='https://tradingforaliving.activehosted.com/f/embed.php?static=0&id=118&6AD0C134DAA6E&nostyles=0&preview=0'></script></div>


<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading">Nie widziałeś jeszcze wideo? Obejrzyj pełne nagranie</h3>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe title="Czy Chiny powinny trafić do portfela AI? Partia mówi, że tak. A dane?" width="500" height="281" src="https://www.youtube.com/embed/csKURSSo3u0?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p>PS. Artykuł napisany z pomocą AI (a jakże), ale jednak w wersji amerykańskiej, a nie chińskiej (jeszcze).</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/chinskie-ai/">Prąd, dług i robo-taksówki. Pięć powodów, żeby zainwestować w chińskie AI</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.tradingforaliving.pl/chinskie-ai/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>15</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Mit dywidendy. Dlaczego inwestowanie dywidendowe nie ma sensu</title>
		<link>https://www.tradingforaliving.pl/inwestowanie-w-spolki-dywidendowe/</link>
					<comments>https://www.tradingforaliving.pl/inwestowanie-w-spolki-dywidendowe/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 12 Jun 2026 10:01:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Pomysły]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.tradingforaliving.pl/?p=5247</guid>

					<description><![CDATA[<p>Dywidendowa Mekka, do której tak ochoczo zmierzają tłumy inwestorów indywidualnych, po bliższym przyjrzeniu okazuje się wyłącznie fatamorganą. Brak zrozumienia tego, czym naprawdę jest dywidenda, prowadzi do pogoni za niewłaściwym króliczkiem. A króliczek ten kosztuje: Ile dokładnie, to policzą Państwo na własnym portfelu przy pomocy arkusza, który jest do pobrania poniżej. W&#160;przyrodzie nic nie&#160;ginie, podobnie jak [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/inwestowanie-w-spolki-dywidendowe/">Mit dywidendy. Dlaczego inwestowanie dywidendowe nie ma sensu</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Dywidendowa Mekka, do której tak ochoczo zmierzają tłumy inwestorów indywidualnych, po bliższym przyjrzeniu okazuje się wyłącznie fatamorganą. Brak zrozumienia tego, czym naprawdę jest dywidenda, prowadzi do pogoni za niewłaściwym króliczkiem. A króliczek ten kosztuje: Ile dokładnie, to policzą Państwo na własnym portfelu przy pomocy arkusza, który jest do pobrania poniżej.</p>


<div class=""><div class='_form_120'></div><script type='text/javascript' src='https://tradingforaliving.activehosted.com/f/embed.php?static=0&id=120&6AD0C134DDCB0&nostyles=0&preview=0'></script></div>


<p>W&nbsp;przyrodzie nic nie&nbsp;ginie, podobnie jak w&nbsp;finansach. Jeśli posiadacz nawet najlepszych akcji dywidendowych otrzymuje na&nbsp;swoje konto regularnie jakąś kwotę gotówki, to&nbsp;można mieć pewność, że&nbsp;nie&nbsp;została ona wykreowana z&nbsp;powietrza. W&nbsp;tym momencie pracownicy banków centralnych uśmiechają się pewnie pod&nbsp;nosem, ale&nbsp;w&nbsp;każdym innym przypadku pieniądze naprawdę nie&nbsp;biorą się z&nbsp;niczego.</p>



<p>Wypłata dywidendy rzeczywiście oznacza więc, że&nbsp;na&nbsp;koncie inwestora przybyło środków i&nbsp;że&nbsp;powiększyła się kupka z&nbsp;napisem „gotówka” (to&nbsp;akurat jest fakt), ale&nbsp;cały czas pozostaje pytanie o&nbsp;to, z&nbsp;jakiej innej kupki środki te zostały zabrane? Teoretycznie więc wydaje się, że nie ma nic prostszego jak kupić akcje dywidendowe i odcinać kupony. Ale&#8230; </p>



<p>Czytaj dalej, żeby dowiedzieć się, czym tak naprawdę jest inwestowanie dywidendowe.</p>



<hr class="wp-block-separator has-css-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Mechanizm odcięcia dywidendy</h2>



<p>Jak świat długi i&nbsp;szeroki, w&nbsp;momencie wypłaty dywidendy, każda zorganizowana giełda publiczna dokonuje redukcji kursu akcji dokładnie o&nbsp;kwotę, w&nbsp;jakiej dywidenda ta została wypłacona. Nie&nbsp;działają tu siły popytu i&nbsp;podaży, ani żadni arbitrażyści, lecz&nbsp;zwykły automat. Nie ma tu też znaczenia czy są to polskie spółki dywidendowe czy spółki dywidendowe z USA. </p>



<p>Jeśli dana spółka wypłaca dzisiaj 0,30&nbsp;USD dywidendy, to&nbsp;dokładnie o&nbsp;taki sam zakres na&nbsp;otwarciu rynku zredukowany zostanie cena akcji oraz&nbsp;wszystkie zlecenia oczekujące w&nbsp;arkuszu giełdowym. Mechanizm ten nazywany jest odcięciem dywidendy i&nbsp;ma bardzo logiczne uzasadnienie.</p>



<p>Wypłata dywidendy oznacza bowiem, że&nbsp;walne zgromadzenie decyduje, iż spółka pozbywa się części swojego zysku i&nbsp;części posiadanej gotówki. To z kolei prowadzi do tego, że spada wartość księgowa przedsiębiorstwa. Firma przed&nbsp;wypłatą dywidendy i&nbsp;po&nbsp;wypłacie dywidendy nie&nbsp;jest więc&nbsp;tą samą firmą, ponieważ jej wartość uszczuplona zostaje o&nbsp;sumę dokonanych wypłat. Z&nbsp;tego powodu automatycznie obniżana jest jej kapitalizacja na&nbsp;giełdzie, a&nbsp;obniżka ta równa jest łącznej kwocie wypłaconej dywidendy.</p>



<p>Przed&nbsp;mechanizmem tym nie&nbsp;ma ucieczki, a&nbsp;jego wpływu nie&nbsp;można w&nbsp;żaden sposób zniwelować, ponieważ przeprowadzany jest w dzień dywidendy bezpośrednio przez&nbsp;operatora giełdy, na&nbsp;której&nbsp;handlowane są dane akcje i&nbsp;dotyczy wszystkich akcjonariuszy – od&nbsp;tych malutkich, po&nbsp;największych. Tak po prostu działa inwestowanie dywidendowe.</p>



<p>W&nbsp;praktyce więc, z&nbsp;punktu widzenia inwestora, wypłata dywidendy nie&nbsp;generuje żadnej wartości dodanej. W&nbsp;dniu odcięcia dywidendy powiększana jest co prawda kupka z&nbsp;napisem „posiadana gotówka”, ale&nbsp;jednocześnie pomniejszana jest kupka z&nbsp;napisem „wartość akcji”. Dlatego samo inwestowanie w&nbsp;spółki dywidendowe nijak nie&nbsp;sprawdza się jako strategia.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Inwestowanie dywidendowe na przykładzie</h3>



<p>Dla zobrazowania tej&nbsp;sytuacji załóżmy, że&nbsp;inwestor posiadał wczoraj jedną akcję, której&nbsp;kurs na&nbsp;zamknięciu giełdy wynosił 100&nbsp;USD. To&nbsp;była jego jedyna inwestycja, co oznacza, że&nbsp;majątek inwestora wynosił&nbsp;łącznie 100&nbsp;USD. Powiedzmy, że&nbsp;dzisiaj akcje te wypłacają dywidendę w&nbsp;wysokości 3&nbsp;USD. Kiedy rynek zostanie otwarty, na&nbsp;koncie inwestora pojawi się więc&nbsp;3&nbsp;USD w&nbsp;formie gotówki, ale&nbsp;jednocześnie wartość jego akcji zostanie automatycznie obniżona do&nbsp;poziomu 97&nbsp;USD. W&nbsp;takiej sytuacji łączna wartość majątku inwestora dalej wyniesie… 100&nbsp;USD.</p>



<p>Wypłata dywidendy nie&nbsp;generuje zatem absolutnie żadnej dodatkowej wartości. Cały mechanizm przypomina trochę rządowy program 500+, w&nbsp;którym&nbsp;z&nbsp;jednej strony najpierw komuś trzeba coś zabrać, żeby&nbsp;móc to&nbsp;coś dać potem komuś innemu. O&nbsp;ile w&nbsp;przypadku programów socjalnych ma to&nbsp;jeszcze jakiś&nbsp;sens, ponieważ tutaj zabieramy bogatszym, żeby&nbsp;dać biedniejszym, to&nbsp;w&nbsp;przypadku dywidendy większego sensu już&nbsp;nie&nbsp;ma, bo osobą, której&nbsp;zabieramy i&nbsp;której&nbsp;dajemy, jest ten sam inwestor.</p>



<p>Teoretycznie więc&nbsp;wypłata dywidendy powinna być traktowana jako działanie o&nbsp;charakterze neutralnym, które ani niczego nie&nbsp;przysporzy ani niczego nie&nbsp;odejmie, ale&nbsp;to&nbsp;nie&nbsp;do&nbsp;końca prawda. Sam mechanizm odcięcia dywidendy jest co prawda neutralny, jednak mechanizm podwójnego opodatkowania tej&nbsp;samej dywidendy już&nbsp;taki neutralny nie&nbsp;jest.</p>



<hr class="wp-block-separator has-css-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Podwójne opodatkowanie dywidendy</h2>



<p>Popularny schemat wygląda tak, że&nbsp;spora część inwestorów otrzymaną gotówkę ze&nbsp;spółek dywidendowych od&nbsp;razu reinwestuje. Często w&nbsp;akcje tej&nbsp;samej firmy, czasem w&nbsp;akcje innych firm, ale&nbsp;jednak reinwestuje. Brokerzy umożliwiają nawet automatyzację tego procesu. Z&nbsp;pozoru znowu ma to&nbsp;jakiś sens. Otrzymane od&nbsp;spółki 3&nbsp;USD w&nbsp;formie dywidendy wraca bowiem na&nbsp;rynek i&nbsp;pracuje dalej, prawda? No niestety nie&nbsp;prawda.</p>



<p>W&nbsp;międzyczasie bowiem od&nbsp;każdej wypłaconej kwoty zatrzymywany jest podatek u&nbsp;źródła w&nbsp;wysokości 15% (lub więcej), a&nbsp;po&nbsp;stronie inwestora pozostaje jeszcze zobowiązanie do&nbsp;dopłaty brakujących 4%, aby osiągnąć polski próg 19% podatku od&nbsp;zysków kapitałowych.</p>



<p>Tak&nbsp;naprawdę zatem „do&nbsp;pracy” nie&nbsp;wraca pełna kwota 3&nbsp;USD, tylko&nbsp;3&nbsp;USD pomniejszone o&nbsp;19% podatku, a&nbsp;więc&nbsp;2,43&nbsp;USD. Każda wypłata dywidendy skutkuje zatem tym, że&nbsp;akcjonariuszowi zabieranych jest 19%, co wydaje się dostatecznie bolesne samo w&nbsp;sobie, ale&nbsp;to&nbsp;jeszcze nic w&nbsp;porównaniu z&nbsp;tym, jak cały proces wygląda od&nbsp;strony spółki.</p>



<p>Dywidenda wypłacana jest bowiem z&nbsp;zysku netto, a&nbsp;zysk netto oznacza zysk już po&nbsp;opodatkowaniu na&nbsp;poziomie samej firmy. Tak&nbsp;więc, żeby&nbsp;spółka mogła w&nbsp;ogóle wypłacić 3&nbsp;USD w&nbsp;formie dywidendy, najpierw musi od&nbsp;tego zapłacić&nbsp;podatek korporacyjny, który&nbsp;w&nbsp;USA wynosi 21% (do&nbsp;czasów Donalda Trumpa wynosił 35%). Zatem żeby&nbsp;finalnie inwestor otrzymał 2,43&nbsp;USD netto, firma musi wcześniej ponieść koszt w&nbsp;wysokości 3,80&nbsp;USD!</p>



<p>21% podatku na&nbsp;szczeblu spółki pomniejsza wtedy zysk z&nbsp;3,80&nbsp;USD do&nbsp;3&nbsp;USD, a&nbsp;potem kwotę 3&nbsp;USD pomniejsza jeszcze 19% podatku na&nbsp;szczeblu akcjonariusza, przez&nbsp;co ostatecznie do&nbsp;rąk inwestora trafia jedynie 2,43&nbsp;USD. Okazuje się więc, że&nbsp;na&nbsp;wypłacie dywidendy najlepiej wychodzą oba urzędy skarbowe (amerykański i&nbsp;polski), które łącznie zjadają 1,37&nbsp;USD, co stanowi 36% całego zysku wypracowanego przez&nbsp;firmę.</p>



<p>Co się dzieje dalej? Otóż akcjonariusz często reinwestuje tę kwotę dokupując akcje firmy, która&nbsp;mu tę dywidendę wypłaciła(!). W&nbsp;ten sposób z&nbsp;kasy firmy wychodzi 3,80&nbsp;USD, które po&nbsp;drodze podskubywane jest przez&nbsp;urzędy skarbowe (w&nbsp;efekcie czego 3,80&nbsp;USD zamienia się w&nbsp;2,43&nbsp;USD), by&nbsp;po&nbsp;tym pełnym cyklu skubania i&nbsp;tak&nbsp;finalnie wrócić do&nbsp;spółki w&nbsp;pomniejszonej kwocie.</p>



<p>Niestety z&nbsp;podatkami trudno walczyć i&nbsp;w&nbsp;momencie, gdy&nbsp;do&nbsp;ich zatrzymania dochodzi już u&nbsp;samego źródła, czyli poprzez brokera, to&nbsp;nie&nbsp;ma mowy o&nbsp;żadnych próbach optymalizacji bez&nbsp;względu na&nbsp;to, czy&nbsp;mówimy o&nbsp;inwestowaniu w&nbsp;spółki dywidendowe czy&nbsp;w&nbsp;jakiekolwiek inne.</p>



<p>Dlatego koronny argument fanów dywidendy jest taki, że&nbsp;kwestia podatku nie&nbsp;powinna mieć znaczenia, bo nie&nbsp;mamy na&nbsp;nią wpływu, a&nbsp;sama kwestia mechanizmu odcięcia dywidendy… no cóż. Nawet jeśli kurs akcji stałby latami w&nbsp;tym samym miejscu, to&nbsp;przynajmniej po&nbsp;wielu wielu latach z&nbsp;samej tylko&nbsp;dywidendy uzbiera się tyle, że&nbsp;zwróci nam się koszt zakupu akcji.</p>



<p>Na&nbsp;pierwszy rzut oka to&nbsp;znowu wydaje się prawdą, aczkolwiek inwestowanie dywidendowe wcale nie jest takie proste…</p>



<hr class="wp-block-separator has-css-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Procent składany vs. inwestowanie w&nbsp;spółki dywidendowe</h2>



<p>Załóżmy, że&nbsp;inwestor posiada długoletni horyzont inwestycyjny i&nbsp;spodziewa się, że&nbsp;tuż po&nbsp;wypłacie dywidendy kurs akcji i&nbsp;tak&nbsp;odbije, odrabiając spadki wywołane odcięciem tejże dywidendy. Często to&nbsp;jest zresztą prawdą. Policzmy jednak, jak w&nbsp;takim wypadku wychodzi na&nbsp;tym wszystkim akcjonariusz.</p>



<p>Powiedzmy, że&nbsp;inwestor posiada jedną akcję o&nbsp;wartości 100&nbsp;USD, która&nbsp;rocznie wypłaca 10&nbsp;USD stałej dywidendy i&nbsp;że&nbsp;akcje firmy średniorocznie wzrastają na&nbsp;giełdzie o&nbsp;20%.</p>



<p><strong>Po&nbsp;pierwszym roku</strong>&nbsp;akcje rosną o&nbsp;20% do&nbsp;poziomu 120&nbsp;USD, po&nbsp;czym firma wypłaca 10&nbsp;USD dywidendy, co powoduje odcięcie kursu akcji o&nbsp;tę kwotę i&nbsp;jego redukcję do&nbsp;poziomu 110&nbsp;USD. W&nbsp;tym momencie inwestor posiada więc&nbsp;akcję o&nbsp;wartości 110&nbsp;USD i&nbsp;gotówkę o&nbsp;wartości 10&nbsp;USD, a&nbsp;więc&nbsp;jego łączny majątek wynosi 120&nbsp;USD. Dla uproszczenia przyjmijmy na&nbsp;tę chwilę, że&nbsp;nie&nbsp;istnieją tu żadne zobowiązania podatkowe.</p>



<p><strong>Po&nbsp;drugim roku</strong>&nbsp;kurs rośnie o&nbsp;20% z&nbsp;poziomu 110&nbsp;USD do&nbsp;poziomu 132&nbsp;USD, po&nbsp;czym firma znowu wypłaca dywidendę 10&nbsp;USD, redukując kurs do&nbsp;122&nbsp;USD. Łączny majątek inwestora wynosi 144&nbsp;USD (20&nbsp;USD gotówki i&nbsp;akcja o&nbsp;wartości 122&nbsp;USD).</p>



<p><strong>Po&nbsp;trzecim roku</strong>&nbsp;kurs rośnie do&nbsp;146,40&nbsp;USD, następuje wypłata dywidendy, a&nbsp;potem redukcja kursu do&nbsp;136,4&nbsp;USD. Majątek wynosi 166,50&nbsp;USD.</p>



<p><strong>Czwarty rok</strong>&nbsp;to&nbsp;wzrost kursu do&nbsp;163,80&nbsp;USD, odcięcie dywidendy, redukcja kursu do&nbsp;153,80&nbsp;USD, a&nbsp;łączny majątek wynosi 193,80&nbsp;USD.</p>



<p><strong>Piąty rok&nbsp;</strong>oznacza wzrost o&nbsp;20% do&nbsp;184,56&nbsp;USD, redukcję do&nbsp;174,56&nbsp;USD, kolejną dywidendę 10&nbsp;USD i&nbsp;łączną wartość inwestycji na&nbsp;poziomie 224,8&nbsp;USD. W&nbsp;takiej konfiguracji, po&nbsp;pięciu latach zwróci się z&nbsp;nawiązką cały pierwotny koszt zakupu akcji, a&nbsp;sama akcja ciągle pozostanie&nbsp;na&nbsp;rachunku. Brawo.</p>



<p>Sprawdźmy teraz, o&nbsp;ile gorzej wyszedłby na&nbsp;tym nasz inwestor, gdyby&nbsp;powyższa firma w&nbsp;ogóle nie&nbsp;wypłacała dywidendy, tylko&nbsp;po&nbsp;prostu średnio rocznie rosła o&nbsp;20%.</p>



<p><strong>Po&nbsp;pierwszym roku kurs akcji wzrósłby o&nbsp;20% do&nbsp;poziomu 120&nbsp;USD. Po&nbsp;drugim o&nbsp;dalszych 20% od&nbsp;tej&nbsp;kwoty, czyli do&nbsp;144&nbsp;USD. Po&nbsp;trzecim do&nbsp;172,80&nbsp;USD, po&nbsp;czwartym do&nbsp;207,36&nbsp;USD i&nbsp;po&nbsp;piątym do… 248,83&nbsp;USD.</strong></p>



<p>Podsumujmy to&nbsp;dla jasności raz jeszcze: obie spółki rosną w&nbsp;średniorocznym tempie 20%. Jedna z&nbsp;nich wypłaca dodatkowo 10% dywidendy, a&nbsp;druga nie&nbsp;wypłaca żadnej dywidendy. Łączny majątek posiadacza spółki dywidendowej po&nbsp;pięciu latach wynosi 224,80&nbsp;USD, a&nbsp;posiadacza spółki nie&nbsp;wypłacającej dywidendy 248,80&nbsp;USD.</p>



<p>To&nbsp;wszystko w&nbsp;dodatku przy założeniu, że&nbsp;wypłaty dywidend nie&nbsp;były pomniejszane o&nbsp;19% podatku, a&nbsp;w&nbsp;prawdziwym świecie przecież od&nbsp;zysku trzeba by&nbsp;było odjąć jeszcze i&nbsp;ten koszt. Wypłata dywidendy sama w&nbsp;sobie nie&nbsp;stanowi więc&nbsp;żadnej dodatkowej wartości z&nbsp;punktu widzenia inwestora, a&nbsp;jest jedynie obciążeniem podatkowym, które zabija <a href="https://www.tradingforaliving.pl/procent-skladany-kapitalizacja-odsetek/">procent składany</a>.</p>



<p>Jeśli do&nbsp;kogoś jeszcze to&nbsp;nie&nbsp;dotarło, to&nbsp;może sytuację lepiej pozwoli unaocznić wykres tego, jak spółki dywidendowe zachowują się względem benchmarku, czyli całego indeksu S&amp;P 500, z&nbsp;którego&nbsp;pochodzą. Parametr&nbsp;<em>total return</em>&nbsp;oznacza, że&nbsp;wzrosty uwzględniają już wypłacane i&nbsp;reinwestowane dywidendy.</p>



<p>Jak widać na&nbsp;poniższym wykresie z&nbsp;pięciu ostatnich lat to, co było prawdą dla pojedynczej hipotetycznej spółki z&nbsp;naszego przykładu, jest też prawdą do&nbsp;ogółu spółek dywidendowych.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img fetchpriority="high" decoding="async" width="1024" height="625" src="https://www.tradingforaliving.pl/wp-content/uploads/2021/03/d2-1024x625.png" alt="" class="wp-image-5250" srcset="https://www.tradingforaliving.pl/wp-content/uploads/2021/03/d2-1024x625.png 1024w, https://www.tradingforaliving.pl/wp-content/uploads/2021/03/d2-600x366.png 600w, https://www.tradingforaliving.pl/wp-content/uploads/2021/03/d2-300x183.png 300w, https://www.tradingforaliving.pl/wp-content/uploads/2021/03/d2-768x469.png 768w, https://www.tradingforaliving.pl/wp-content/uploads/2021/03/d2-1536x938.png 1536w, https://www.tradingforaliving.pl/wp-content/uploads/2021/03/d2.png 2000w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Mechanizmy, które odpowiadają&nbsp;za ten fakt to&nbsp;podatki i&nbsp;procent składany. O&nbsp;podatkach rozwodzić się&nbsp;nie ma potrzeby, a&nbsp;o&nbsp;procencie składanym, o&nbsp;którym&nbsp;Albert Einstein powiedział, że&nbsp;stanowi ósmy cud świata, powstał już jakiś czas temu&nbsp;<a href="https://www.tradingforaliving.pl/procent-skladany-kapitalizacja-odsetek/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">wyczerpujący tekst.</a></p>



<hr class="wp-block-separator has-css-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Dla kogo inwestowanie dywidendowe może mieć sens?</h2>



<p>Popularność spółek dywidendowych wśród dużych instytucjonalnych graczy jest faktem. Tak&nbsp;zwani dywidendowi arystokraci często znajdują się na&nbsp;pierwszych miejscach w&nbsp;portfelach funduszy inwestycyjnych, funduszy emerytalnych, banków inwestycyjnych czy&nbsp;innych podmiotów instytucjonalnych. Dlaczego? Czyżby wszyscy ci „wilcy z&nbsp;Wall Street” nie&nbsp;rozumieli, jak działa procent składany? Nic z&nbsp;tych rzeczy.</p>



<p>Inwestowanie w&nbsp;akcje dywidendowe jest zbawieniem dla każdego, kto potrzebuje stałych przepływów gotówki wpadających na&nbsp;konto w&nbsp;znanej kwocie i&nbsp;w&nbsp;znanej dacie. Każdy fundusz emerytalny dokładnie wie, kiedy oraz&nbsp;ile gotówki będzie musiał&nbsp;wycofać ze&nbsp;swoich inwestycji, żeby&nbsp;wypłacić emerytury. Każda instytucja wie, ile wydatków operacyjnych ponosi co miesiąc – jak dużo płaci za&nbsp;wynajem biura, za&nbsp;obsługę prawną czy&nbsp;księgową oraz&nbsp;jakie pensje wypłaca swoim pracownikom.</p>



<p>Dla podmiotów, które każdego miesiąca posiadają koszty stałe, wypłata dywidendy w&nbsp;z&nbsp;góry znanej kwocie pozwala zapanować nad&nbsp;przepływami gotówki, pomaga określić&nbsp;budżet na&nbsp;dany rok i&nbsp;zaplanować wszystkie tematy operacyjne. Bez&nbsp;tego, aby finansować bieżące wydatki, instytucje te musiałyby pozbywać się części swoich akcji, co i&nbsp;tak&nbsp;skutkowało by&nbsp;obciążeniami podatkowymi, a&nbsp;w&nbsp;dodatku pomniejszało by&nbsp;liczbę akcji w&nbsp;portfelu i&nbsp;powodowało konieczność uciążliwego i&nbsp;kosztownego rebalansowania portfolio w&nbsp;celu przywrócenia jego pierwotnych proporcji.</p>



<p>W&nbsp;przypadku indywidualnych inwestorów rzadko kiedy jednak inwestowanie w&nbsp;spółki dywidendowe dla samej dywidendy może mieć jakikolwiek sens. Jedyne uzasadnienie powstaje wtedy, gdy&nbsp;inwestor faktycznie żyje wyłącznie z&nbsp;giełdy, co oznacza regularne wypłacanie środków pieniężnych z&nbsp;rachunku brokerskiego i&nbsp;przeznaczanie ich na&nbsp;bieżącą konsumpcję.</p>



<p>Szczerze mówiąc jednak, w&nbsp;całej swojej kilkunastoletniej karierze nie&nbsp;spotkałem jeszcze ani jednej takiej osoby. Wszyscy inwestorzy, z&nbsp;którymi miałem okazję współpracować, zdecydowanie bardziej woleli reinwestować swoje zyski w&nbsp;ramach konta maklerskiego niż wypłacać je z&nbsp;niego w&nbsp;międzyczasie i&nbsp;zwyczajnie przejadać.</p>



<p>W&nbsp;takim wypadku „przewaga” inwestowania dywidendowego pozostaje natomiast niczym więcej, jak kolejnym mitem wykreowanym przez&nbsp;samozwańczych internetowych guru, którzy&nbsp;nie&nbsp;rozumieją podstawowych mechanizmów działania rynków finansowych, a najlepsze polskie spółki dywidendowe są dla nich górnolotnym hasłem pomagającym przyciągnąć nieświadomych inwestorów. </p>



<p>Inwestować w spółki dywidendowe oczywiście można, zarówno w te z USA jak i z GPW, tylko trzeba rozumieć, że sama wypłata dywidendy nie jest zabiegiem aż tak atrakcyjnym, na jaki mogłoby wyglądać. </p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/inwestowanie-w-spolki-dywidendowe/">Mit dywidendy. Dlaczego inwestowanie dywidendowe nie ma sensu</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.tradingforaliving.pl/inwestowanie-w-spolki-dywidendowe/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Fundacja rodzinna do inwestowania na giełdzie (krok po kroku)</title>
		<link>https://www.tradingforaliving.pl/fundacja-rodzinna/</link>
					<comments>https://www.tradingforaliving.pl/fundacja-rodzinna/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Trela]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 21 Apr 2026 11:24:28 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Pozostałe]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.tradingforaliving.pl/?p=9379</guid>

					<description><![CDATA[<p>Fundacja rodzinna to dziś najpotężniejsze i najbardziej efektywne narzędzie w Polsce do budowania, pomnażania i ochrony majątku. Od czasu wejścia w życie ustawy pozwalającej powoływać te struktury, zarejestrowano już tysiące fundacji. Powód jest prosty: brak podatku od zysków kapitałowych przy inwestowaniu i reinwestowaniu środków fundacji (ale nie tylko). Poniżej znajdziesz kompletny przewodnik od A do [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/fundacja-rodzinna/">Fundacja rodzinna do inwestowania na giełdzie (krok po kroku)</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>Fundacja rodzinna to dziś najpotężniejsze i najbardziej efektywne narzędzie w Polsce do budowania, pomnażania i ochrony majątku. Od czasu wejścia w życie ustawy pozwalającej powoływać te struktury, zarejestrowano już tysiące fundacji. Powód jest prosty: brak podatku od zysków kapitałowych przy inwestowaniu i reinwestowaniu środków fundacji (ale nie tylko). </strong></p>



<p>Poniżej znajdziesz kompletny przewodnik od A do Z, jak zaplanować, zarejestrować i poprowadzić własną fundację rodzinną, głównie do inwestowania na giełdzie.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading">Zanim zaczniesz czytać&#8230;</h2>


<div class=""><div class='_form_113'></div><script type='text/javascript' src='https://tradingforaliving.activehosted.com/f/embed.php?static=0&id=113&6AD0C134E38DB&nostyles=0&preview=0'></script></div>


<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading"><strong>Dlaczego warto założyć fundację rodzinną</strong></h1>



<p>Fundacja rodzinna to potężny wehikuł dla inwestorów, którzy o swoim majątku myślą w horyzoncie kolejnych dekad, a nie pięciominutowych świec na wykresie cenowym. Dla takich osób główne korzyści z założenia fundacji rodzinnej do inwestowania na giełdzie są trzy.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Po pierwsze – podatki</strong></h3>



<p>Fundacja Rodzinna cieszy się zwolnieniem z podatku od zysków kapitałowych. Środki wpłacane do fundacji, a następnie pomnażane w jej ramach, nie podlegają pod tzw. podatek Belki, który w Polsce wynosi 19%. Nie ma przy tym znaczenia, czy majątek fundacji inwestujemy w akcje, waluty, towary, surowce, czy nieruchomości – dopóki nie jest on wypłacany z fundacji, dopóty żaden podatek nie obowiązuje.&nbsp;</p>



<p>W przypadku chęci wpłaty środków z fundacji na konto jej fundatora lub innych beneficjentów – fundacja płaci zryczałtowany podatek CIT w wysokości 15% od wypłacanej kwoty. Jeśli wypłata następuje na konto fundatora lub jego najbliższych (małżonek, dzieci, wnuki, rodzice, rodzeństwo), nie muszą oni płacić żadnego dodatkowego podatku PIT.&nbsp;</p>



<p>Gdy jednak beneficjentem środków ma być dalsza rodzina (np. teściowie), to dodatkowo muszą oni zapłacić 10% PIT od otrzymanych świadczeń, a jeśli beneficjentem są zupełnie obce osoby, to muszą one zapłacić 15% podatku PIT od otrzymanej kwoty. W rzeczywistości jednak najczęściej beneficjentem fundacji jest sam jej fundator lub jego najbliższa rodzina, która w takim wypadku zwolniona jest z jakiegokolwiek podatku innego niż 15% CIT po stronie fundacji.</p>



<p>Szalenie istotne jest zrozumienie korzyści wynikającej z tego, że zapłata 15% CIT zostaje odroczona do momentu, w którym fundacja wypłaca świadczenia na rzecz beneficjenta, co w praktyce oznacza, że takiego podatku można nie płacić latami, a nawet przez całe dekady, pomimo aktywnego zarządzania majątkiem i bieżącej realizacji zysków, np. z inwestycji giełdowych. To ogromna zaleta, ponieważ dzięki temu procent składany przy reinwestowaniu zysków działa z całą swoją mocą.&nbsp;</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Po drugie – ochrona majątku</strong></h3>



<p>Ekstremalnie istotną zaletą fundacji jest także fakt, że w momencie wpłaty środków na jej konto, zostają one oddzielone od majątku fundatora. Mówiąc wprost – z majątku fundacji żadnych należności czy zobowiązań zaciągniętych przez fundatora nie może ściągnąć ani bank, ani urząd skarbowy, ani komornik, ani inni wierzyciele. Przy wnoszeniu środków do fundacji następuje bowiem pełna separacja od jakichkolwiek prywatnych ryzyk czy zobowiązań ponoszonych i zaciąganych przez fundatora.&nbsp;</p>



<p>Jedynym wyjątkiem jest sytuacja, w której fundator w momencie wnoszenia środków do fundacji wiedział, czyli był&nbsp;świadomy swoich zobowiązań, i działając z pełną świadomością pokrzywdzenia swojego wierzyciela celowo wyzbył&nbsp;się swojego majątku wpłacając go do fundacji, aby uniemożliwić zaspokojenie potrzeb wierzyciela. W skrócie chodzi o to, żeby uniemożliwić celowe wyzbywanie się majątku i “parkowanie” go w fundacji wiedząc, że istnieją&nbsp;już nasze zobowiązania do spłaty tego majątku. W takim wypadku wierzyciel może wnieść tzw. skargę pauliańską, która może poskutkować&nbsp;unieważnieniem przez sąd wniesienia środków do fundacji.</p>



<p>Jednakże, aby wnieść skargę pauliańską, musi zostać spełnionych kilka warunków. Najważniejszym z nich jest to, że wierzytelność zasługująca na ochronę&nbsp;musi istnieć w momencie wnoszenia środków do fundacji, a my musimy być&nbsp;jej świadomi i musimy działać ze świadomością pokrzywdzenia wierzyciela.&nbsp;</p>



<p>W praktyce oznacza to, że jeśli dzisiaj obrabujemy bank i skradzione środki wniesiemy do fundacji, to nie będą one podlegały ochronie. Podobnie będzie, jeśli wczoraj dostaliśmy list z urzędu skarbowego informujący nas o tym, że mamy do zapłaty zaległy podatek i postanowimy w tym momencie ukryć środki w fundacji – tutaj też ochrona nie będzie przysługiwała. Tak samo, jeśli mamy do spłaty zaległe alimenty, przeterminowany kredyt bankowy, lub jakiekolwiek inne istniejące zobowiązanie wobec wierzyciela, to ukrycie środków w fundacji również będzie bezskuteczne.</p>



<p>Jednakże… jeśli chcemy zabezpieczyć się przed <strong>przyszłym</strong> potencjalnym zobowiązaniem, np. wobec ryzyk wynikających z prowadzenia biznesu i jego ewentualnego bankructwa czy wobec ewentualnej decyzji urzędu skarbowego w postępowaniu, które jeszcze się nie toczy, to środki wpłacone do fundacji będą już podlegały pełnej ochronie. Kluczowym kryterium jest to, aby w momencie dokonywania wpłaty do fundacji zobowiązanie jeszcze nie istniało, a my żebyśmy nie działali ze świadomością pokrzywdzenia naszego wierzyciela.&nbsp;</p>



<p>W codziennych polskich realiach wniesienie majątku do fundacji rodzinnej będzie więc świetnym zabezpieczeniem choćby przed urzędem skarbowym, który lubuje się we wszczynaniu kontroli u podatników tuż przed upływem pięcioletniego okresu przedawnienia. Dzisiaj wnosząc środki do fundacji nie mamy bowiem świadomości tego, że za cztery lata urząd skarbowy może (ale nie musi) wszcząć postępowanie, w wyniku którego może (ale nie musi) nakazać nam zapłatę zaległego podatku lub nałożyć na nas karę.&nbsp;</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Po trzecie – ciągłość i sukcesja</strong></h3>



<p>Pomimo tego, że największą korzyścią z założenia fundacji jest oczywiście brak podatku od zysków kapitałowych i ochrona majątku przed wierzycielami, to tak naprawdę ustawowym celem istnienia tej instytucji, jest zapewnienie możliwości przeprowadzenia odpowiedniej sukcesji majątkowej.&nbsp;</p>



<p>W ramach fundacji możemy bowiem ustalić dokładne (i dowolne) reguły gry na kolejne dekady, czyli z góry zdecydować, jak po naszej śmierci pomnażane mają być środki fundacji, kto otrzyma świadczenia, w jakich proporcjach, w jakim czasie, i w jakim celu. Dla fundacji możemy ustalić odpowiednią politykę inwestycyjną, czy swoistą instrukcję postępowania z pieniędzmi na wypadek naszej śmierci. Określić co nasi spadkobiercy mogą, a czego nie mogą zrobić z majątkiem, który zgromadziliśmy. Do fundacji możemy powołać zarząd i/lub radę nadzorczą złożoną z zaufanych członków rodziny czy nawet z zawodowych zarządzających, którzy będą pilnowali, aby beneficjenci nie roztrwonili majątku, tylko postępowali zgodnie z zasadami, które sami ustalimy na kolejne lata.</p>



<p>Ustrukturyzowanie naszej wizji odnośnie tego, co z pieniędzmi zadzieje się po naszej śmierci ułatwia spokojny sen nie tylko fundatorom, ale zapobiega też rodzinnym kłótniom, waśniom, podziałom, ciągnącym się postępowaniom spadkowym czy procesom sądowym. Mając z góry określone kryteria, nasi spadkobiercy postępują według z góry znanych zasad, a nie przez pryzmat emocji.&nbsp;</p>



<p>Spisanie reguł&nbsp;postępowania, kryteriów inwestowania czy limitów wypłat ma jednak ogromny sens nie tylko na wypadek naszej śmierci, ale też wtedy, gdy beneficjentem fundacji jest sam jej fundator. Posiadanie realnego planu i z góry określonych zasad pozwala bowiem podejmować bardziej racjonalne i ustrukturyzowane decyzje odnośnie alokacji aktywów w określone klasy instrumentów czy maksymalnych miesięcznych/rocznych wypłat, celu tych wypłat, ustalenie funduszu ratunkowego, rezerwy na bieżące potrzeby i tak dalej.&nbsp;</p>



<p>Nadrzędnym celem jest tu stworzenie systemu do wyeliminowania podejmowania pochopnych decyzji w kwestii zarządzania naszym majątkiem, bez względu na to, czy beneficjentem tego majątku będziemy my sami, nasza rodzina czy dopiero kolejne pokolenia.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Obejrzyj wideo, w którym mówiłem więcej na ten temat</h2>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe title="Fundacja Rodzinna do inwestowania na giełdzie – dlaczego warto ją założyć?" width="500" height="281" src="https://www.youtube.com/embed/Ufeg5h6dKqg?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading"><strong>Co fundacja może, a czego nie może robić</strong></h1>



<p>Fundacja Rodzinna może inwestować w akcje, obligacje, nieruchomości, grunty, udziały w spółkach publicznych i niepublicznych oraz wszelakie instrumenty pochodne, w tym kontrakty, opcje, ETF-y, certyfikaty inwestycyjne. Fundacja może też wynajmować, dzierżawić i udostępniać mienie, udzielać pożyczek beneficjentom i spółkom, w których ma udziały, a także obracać walutami na własny użytek. Nie może natomiast prowadzić aktywnej działalności handlowej, usługowej ani produkcyjnej – do tego służą spółki zależne. W praktyce więc wszystko, co wymaga aktywnych transakcji z klientami lub świadczenia usług na rynku, jest niedozwolone w ramach samej fundacji.</p>



<p>W ramach zarządzania własnym majątkiem, fundacja rodzinna może zatem aktywnie handlować na giełdzie, ale nie może już&nbsp;prowadzić usług maklerstwa, doradztwa, udzielania rekomendacji czy prowadzenia szkoleń. Powyższe ograniczenia można jednak łatwo obejść powołując spółkę zależną (sp. z o.o. lub SA lub PSA), która zajmie się prowadzeniem działalności operacyjnej, a fundacja będzie wyłącznie jej właścicielem.&nbsp;</p>



<p>W takim przypadku największą korzyścią&nbsp;jest zwolnienie z podatku od otrzymanych dywidend wypłacanych właścicielowi (czyli fundacji) z zysku netto wypracowanego przez spółkę zależną. To ogromny plus, bo dywidendy otrzymywane przez prywatnego właściciela takiej spółki opodatkowane są ryczałtem 19%. W przypadku fundacji jednak, cały zysk netto spółki zależnej trafia bezpośrednio do fundacji, po czym jest w pełni reinwestowalny i wolny od jakiegokolwiek podatku aż do momentu wypłaty świadczeń beneficjentom.</p>



<p>Nawet jednak, gdyby fundator chciał od razu ten zysk wypłacić na swoje prywatne konto w celu konsumpcji środków, to fundacja zapłaci 15% CIT od wypłacanej kwoty, co i tak jest korzystniejsze niż 19% podatku Belki w przypadku wypłaty dywidendy bezpośrednio do właściciela spółki.&nbsp;</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading"><strong>Kroki potrzebne do założenia fundacji</strong></h1>



<p>Fundację Rodzinną może założyć każda osoba fizyczna posiadająca pełną zdolność do czynności prawnych. Fundację można powołać samodzielnie (pojedynczy fundator) lub też w kilku fundatorów. Każda fundacja musi mieć określony cel istnienia (np. ochrona majątku, inwestowanie, sukcesja itd.).</p>



<p>Minimalny fundusz założycielski wynosi 100 000 zł (to może być&nbsp;gotówka lub aporty, np. wniesienie akcji z rachunku prywatnego lub wniesienie nieruchomości). W przypadku gotówki można ją wnosić w częściach i nie ma konieczności jej realnej wpłaty na konto przed rejestracją fundacji – wystarczy na papierze zadeklarować jej pokrycie.&nbsp;</p>



<p>Do powołania fundacji niezbędny będzie projekt statutu przyjęty notarialnie wraz z aktem założycielskim (więcej o statucie w dalszej części). Od momentu przyjęcia aktu powstaje tzw. Fundacja Rodzinna w organizacji, która ma jednak pełne prawo do prowadzenia wszelkich czynności, zaciągania zobowiązań etc.&nbsp;</p>



<p>Po zawiązaniu fundacji u notariusza, należy zarejestrować ją w sądzie. Fundacje Rodzinne rejestruje Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim (jedyny w Polsce, który się tym zajmuje). Do sądu należy złożyć formularz o rejestrację (RFR-W) wraz z załącznikami, akt założycielski, statut i spis mienia oraz potwierdzenie wniesienia opłaty 500 zł.&nbsp;</p>



<p>Następnie należy wystąpić o nadanie numeru REGON, NIP i LEI, które będą potrzebne do otwarcia konta bankowego i rachunku brokerskiego. Aby otrzymać numer NIP (a często także konto bankowe) fundacja musi posiadać tytuł do lokalu będącego jej siedzibą. To może być&nbsp;biuro wirtualne lub fizyczny lokal wynajmowany, posiadany lub udostępniony fundacji przez fundatora. Ważne, aby posiadać formalny dokument stwierdzający, że fundacja posiada prawo do jego użytkowania i posługiwania się&nbsp;danym adresem.&nbsp;</p>



<p>Po nadaniu NIP i REGON można już otworzyć konto w banku i rachunek brokerski. Przed otworzeniem rachunku bankowego należy jednak zgłosić&nbsp;fundację&nbsp;i jej organy do CRBR (Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych). Zgłoszenie jest proste i szybkie, odbywa się&nbsp;online, a jako beneficjentów rzeczywistych fundacji należy podać fundatora oraz członków zarządu (jeśli są to osoby inne niż&nbsp;fundator).</p>



<p>Finalnym krokiem jest zatrudnienie biura księgowego posiadającego zdolność do prowadzenia pełnych ksiąg rachunkowych zgodnie z ustawą o rachunkowości (o kosztach w dalszej części artykułu).&nbsp;</p>


<div class=""><div class='_form_113'></div><script type='text/javascript' src='https://tradingforaliving.activehosted.com/f/embed.php?static=0&id=113&6AD0C134E3942&nostyles=0&preview=0'></script></div>


<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading"><strong>Jak przygotować statut fundacji rodzinnej</strong></h1>



<p>Statut to najważniejszy dokument stanowiący serce fundacji rodzinnej, które określa zasady jej działania.&nbsp; Statut musi zostać przyjęty w formie aktu notarialnego, a jego treść musi zaprojektować sam fundator (lub powołana przez niego kancelaria prawna, która zrobi to na bazie udzielonych wytycznych). Konieczne wymogi odnośnie treści statutu są dość proste, ale możliwości jego rozbudowy praktycznie nieograniczone.</p>



<p>Wymaganą podstawą do przygotowania statutu jest, m.in. określenie celu istnienia fundacji oraz wartości wnoszonego majątku, podanie jej siedziby na terenie Polski, ustalenie organów zarządczych, ich kompetencji i sposobu reprezentacji fundacji oraz spisanie zasad świadczeń dla beneficjentów, a także reguł tego, jak w przyszłości można zmienić statut (lub zastrzec brak takiej opcji). W przypadku braku zastrzeżenia możliwości zmiany statutu, dokument ten można bez ograniczeń aktualizować i składać nowe jego wersje do sądu.</p>



<p>W rzeczywistości jednak ustawowe wymagania to za mało, aby powołać realnie działającą fundację. Dlatego przy projekcie statutu warto skupić się na kilku dodatkowych kategoriach wymagających doprecyzowania. Poniżej najważniejsze z nich.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>I. Filozofia istnienia fundacji (preambuła)</strong></h3>



<p>Ta część to swoista instrukcja obsługi wartości rodzinnych towarzyszących fundatorowi przy zakładaniu fundacji. Celem jest pokazanie przyszłym pokoleniom beneficjentów, jaka intencja towarzyszyła fundatorowi przy powoływaniu fundacji. Preambuła to praktyczna wskazówka, która odpowiada chociażby na pytanie, czy celem powołania fundacji jest konsumpcja jej majątku przez przyszłe pokolenia, czy może dalsze pomnażanie dziedzictwa? Preambuła nakłada zatem moralne zobowiązanie na młodsze pokolenia, aby działać w zgodzie z pierwotną wolą fundatora (i tę wolę definiuje).</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>II. Strategia inwestycyjna&nbsp;</strong></h3>



<p>To część, w której fundator ustala, w jaki sposób fundacja będzie inwestowała swój majątek. Do statutu warto wpisać ogólne zasady, a precyzyjne wytyczne (jeśli są porządane) umieścić w oddzielnym dokumencie stanowiącym politykę inwestycyjną.</p>



<p>Na tym etapie fundator ustala zatem dozwolone spektrum działań inwestycyjnych. Czy ograniczamy działania fundacji tylko do nabywania i zbywania papierów wartościowych, czy dopuszczamy też dywersyfikację poprzez inwestycje w nieruchomości, udzielanie pożyczek, zakładanie spółek zależnych? Jeśli zostajemy przy inwestycjach giełdowych, to czy wprowadzamy ograniczenia, co do konkretnego stylu inwestowania, podziału portfela, liczby i proporcji kupowanych akcji? Czy definiujemy rynki, na których fundacja może inwestować? Czy wprowadzamy mechanizmy zarządzania ryzykiem? Czy może zostawiamy zupełną dowolność przyszłym zarządzającym i z góry nie narzucamy żadnych reguł?</p>



<p>Ta część może być tak ogólna lub tak precyzyjna, jak tylko fundator zapragnie zapisać ją zgodnie ze swoją wolą i filozofią.&nbsp;</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>III. Tarcza ochronna&nbsp;</strong></h3>



<p>Kluczowym aspektem jest wprowadzenie do statutu jakiejś formy mechanizmu zabezpieczającego przed sprzeniewierzeniem majątku przez przyszłe pokolenia. Na tym etapie można wprowadzić limity przyznające każdemu pokoleniu możliwość wykorzystania wyłącznie 50% majątku fundacji z obowiązkiem reinwestowania pozostałej części i pozostawienia jej przyszłym pokoleniom w powiększonej wartości.&nbsp;</p>



<p>Dodatkowo, aby wymusić nieustanne pomnażanie kapitału, można zastrzec, że beneficjenci mogą wypłacać corocznie nie więcej niż, na przykład 40% wypracowanego w danym okresie zysku netto, resztę pozostawiając do reinwestycji. W ten sposób mamy pewność, że większa część zysków jest w dalszym ciągu pomnażana, w efekcie czego każde kolejne pokolenie otrzyma majątek większy niż ten przysługujący pokoleniu poprzedniemu (albo przynajmniej nie mniejszy, jeśli od tego momentu nie udałoby się&nbsp;wypracować jakiegokolwiek zysku netto).</p>



<p>Tę część statutu warto dobrze przemyśleć, bo jest ona kluczowa do tego, aby zabezpieczyć majątek fundacji przed potencjalnie nierozsądnymi decyzjami lub złymi intencjami ze strony przyszłych pokoleń. W przykładowym statucie znajdującym się w dokumentach do pobrania zaproponowany został innowacyjny mechanizm wprowadzenia tzw. WRP (Wartości Referencyjnej Pokolenia), która ustala ruchomy limit na wysokość świadczeń przysługujących beneficjentom danego stopnia, który aktualizowany jest co pięć lat w zależności od aktualnej wartości majątku fundacji z roku poprzedniego.&nbsp;</p>



<p>Nieco kontrowersyjnym, ale dla niektórych kluczowym aspektem zabezpieczenia majątku fundacji, jest też ochrona go przed wpływem osób trzecich (tzw. intercyza). W tym miejscu zarząd może więc uzależnić wypłatę środków fundacji od posiadania przez beneficjenta rozdzielności majątkowej, co ma zapobiec wypływowi kapitału rodzinnego w przypadku rozwodów i późniejszych procesów o podział majątku małżonków. &nbsp;</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>IV. Zarządzanie fundacją</strong></h3>



<p>Dopóki fundator żyje, sprawa jest prosta, bo w 99% przypadków, to on będzie zarządzał fundacją. Co jednak po jego śmierci? W statucie określamy, kto przejmie stery i ustalamy ewentualne reguły wymogów, aby zarząd nie był przypadkowy.&nbsp;</p>



<p>Częstym rozwiązaniem jest zatem wprowadzenie kryteriów hybrydowych łączących więź rodzinną z kompetencjami w zarządzaniu kapitałem. Przykładowo, w statucie możemy zastrzec, że zarząd jest co najmniej dwuosobowy, z czego przynajmniej jeden członek musi być&nbsp;spokrewniony z fundatorem, ale dodatkowo co najmniej jeden członek musi posiadać wykształcenie ekonomiczne lub udokumentowane doświadczenie w zarządzaniu majątkiem, firmą lub co najmniej kilkuletnie doświadczenie zawodowe z sektora bankowości, prawa, finansów lub dowolnie określonego wymogu.&nbsp;</p>



<p>Celem jest zapobieganie typowemu problemowi firm rodzinnych, gdzie brak kompetencji następców prowadzi często do upadku biznesu poprzez podejmowanie nierozsądnych decyzji inwestycyjnych. Warto doprecyzować też, czy fundacja dopuszcza zatrudnienie zawodowego zarządzającego w przypadku, gdy nikt z rodziny nie posiada kompetencji inwestycyjnych, a jeśli tak, to jak wyglądać ma forma wynagrodzenia zarządzającego (np. połączenie jakiejś&nbsp;wielokrotności średniego wynagrodzenia na ostatni rok powiększonego o <em>success fee</em> od wypracowanego zysku netto). Pomysły są tu nieograniczone, ale najważniejsze jest to, aby z góry ustalić, jak będzie wyglądała ścieżka wybierania zarządu po naszej śmierci (kto może wejść do zarządu i kto te osoby wybiera, na jak długą kadencję, etc).</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>V. System świadczeń i wykluczeń</strong></h3>



<p>Pomysłem godnym rozważenia jest odejście od automatycznego przyznawania wypłat przyszłym beneficjentom tylko z uwagi na więzi rodzinne, ale raczej uzależnienie ich od jakiejś formy opartej na zasługach członków rodziny.&nbsp;</p>



<p>Możemy tu zastosować kryteria aktywności zobowiązujące zarząd fundacji do przyznania świadczeń tylko wtedy, gdy beneficjent ukończył&nbsp;studia i rozpoczął pracę zawodową lub własną działalność, którą prowadzi przez określony czas. Innym kryterium jest możliwość wykluczenia ze świadczeń osób nadużywających narkotyki, wpadających w konflikty z prawem, usuwanych z uczelni i tak dalej; a przynajmniej do czasu naprawienia błędów i ponownego spełnienia kryteriów.&nbsp;</p>



<p>Warto mądrze przemyśleć te kryteria tak, aby nie były one zbyt restrykcyjne, ale jednak miały siłę motywującą przyszłe pokolenia do tego, by nie zbaczać z właściwej drogi postępowania.&nbsp;</p>



<p>Inną kwestią jest rozważenie, czy istnieją dla nas absolutnie nieakceptowalne kryteria, które automatycznie i dożywotnio wyłączają beneficjentów ze świadczeń. Tutaj można wpisać dowolne obwarowania, np. wyłączenie osób skazanych prawomocnym wyrokiem sądu za hańbiące przestępstwa, jak pedofilia, gwałt, przemoc wobec dzieci, ciężkie przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, znęcanie się nad członkami rodziny, uporczywa przemoc domowa, oszustwa na szkodę osób najbliższych, wyłudzenia, przywłaszczenie majątku rodzinnego, a także świadome działanie na szkodę fundacji rodzinnej lub innych członków rodziny.</p>



<p>W tym miejscu fundatorzy często jednak przyznają sobie samym dożywotnie prawo do dowolnego dysponowania całym majątkiem fundacji, które to prawo jest nadrzędne wobec wszystkich innych zasad przewidzianych dla pozostałych beneficjentów. Na pozór wydaje się to niesprawiedliwe, ale w końcu majątek wnoszony do fundacji został&nbsp;wypracowany przez samego fundatora, więc to on powinien mieć 100% decyzyjności odnośnie dysponowania tym majątkiem do czasu swojej śmierci.&nbsp;</p>



<p>Chyba, że fundator celowo chce pozbawić się uznaniowości na rzecz zaprojektowanego systemu podziału majątku. To też pewna forma zabezpieczenia przed przyszłą ”niepoczytalnością” nas samych. Głośne historie medialnych (i nie tylko) potentatów pokazują, że pod koniec życia ludzie często zmieniają zdanie i pod wpływem manipulacji nowo poznanych osób potrafią zmienić całą strukturę rodzinnego majątku wraz z listą beneficjentów.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>VI. Ciągłość decyzyjna</strong></h3>



<p>W przypadku śmierci fundatora sprawa jest już jasna, bo na wcześniejszych etapach mamy ustalone reguły wyboru zarządu, który będzie kierował fundacją. Co jednak w przypadku trwałej niezdolności fundatora do podejmowania decyzji? Choroba Alzheimera, stwierdzona niepoczytalność czy nawet śpiączka powypadkowa, trwająca dłużej niż kwartał, sparaliżuje bieżące zarządzanie fundacją. Dlatego istotne jest zaprojektowanie mechanizmu, który włączy się w przypadku wystąpienia tego typu zdarzeń.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>VII. Rozwiązywanie sporów</strong></h3>



<p>Dopóki żyje fundator, rozwiązywanie sporów jest uznaniowe i spoczywa na samym fundatorze (patrz punkt niżej). Warto jednak zostawić&nbsp;wytyczne odnośnie tego, jak spory pomiędzy różnymi członkami rodziny będą rozwiązywane po śmierci fundatora.&nbsp;</p>



<p>Zamiast ryzykować publiczne i długotrwałe procesy w sądach powszechnych, statut może narzucić obowiązkową mediację. Jeśli ta zawiedzie, do rozstrzygnięcia sporów zaangażowany może zostać Sąd Arbitrażowy przy Krajowej Izbie Gospodarczej. Dopiero jeśli to zawiedzie, pozostają sądy powszechne. Jednocześnie na beneficjentach wymóc można absolutną tajemnicę i embargo na publikowanie jakichkolwiek informacji w internecie, czy udzielanie ich mediom albo osobom trzecim odnośnie tego, co dzieje się w fundacji pod rygorem utraty praw beneficjenta. Taki system pozwala na szybkie i poufne rozwiązywanie konfliktów wewnątrzrodzinnych, co jest kluczowe dla ochrony reputacji i stabilności majątku.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>VIII. Zmiana statutu i prawo weta</strong></h3>



<p>Ostatnia, ale szalenie istotna (i potencjalnie nieodwracalna) dyspozycja do zawarcia w statucie dotyczy tego, czy statut można w przyszłości zmieniać, a jeśli tak, to kto, na jakich zasadach i w jakim zakresie może to zrobić.&nbsp;</p>



<p>Z jednej strony zastrzeżenie możliwości zmiany statutu przez przyszłe pokolenia zabezpiecza majątek przez jego roztrwonieniem poprzez zmianę zapisów o sposobie jego rozdysponowania, ale z drugiej strony może to zupełnie sparaliżować działanie fundacji w sytuacji, gdy po kilkudziesięciu latach zmieni się otoczenie gospodarcze czy geopolityczne. W takim wypadku warto zostawić jakąś furtkę kolejnym pokoleniom do tego, aby zmienić, np. katalog tego, w jakie aktywa fundacja może inwestować (być może pojawią się do tego czasu nowe instrumenty finansowe, które dzisiaj jeszcze nie istnieją); czy tego, kto może zarządzać fundacją po naszej śmierci (być może udział człowieka nie będzie potrzebny już do zarządzania czymkolwiek).</p>



<p>Interesującym pomysłem jest zastrzeżenie możliwości zmian tylko niektórych części statutu, np. ustalających limity wypłat i wymuszających na każdym pokoleniu zachowanie w fundacji co najmniej 50% środków, które otrzymali do dyspozycji (w celu reinwestycji) albo tych odpowiedzialnych za system ustalania beneficjentów, aby zamrozić przeznaczenie środków tylko dla członków rodziny spełniających określone kryteria, bez możliwości ich zmiany.&nbsp;</p>



<p>Na koniec można rozważyć przyznanie sobie niezbywalnego dożywotniego prawa fundatora do podejmowania decyzji, weta i dowolnej zmiany statutu bez względu na to, jak zaprojektowany został system zarządzania fundacją.&nbsp;</p>



<p>Propozycja konkretnych rozwiązań problemów zdefiniowanych powyżej znajdują się&nbsp;w drafcie statutu, który można pobrać zostawiając maila w formularzu powyżej.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading"><strong>Jak wpłacać środki do fundacji</strong></h1>



<p>Pierwsze wniesienie środków przez fundatora następuje na podstawie uchwały podejmowanej przy ustanawianiu fundacji. Późniejsze dofinansowania fundacji najczęściej odbywają się na podstawie umowy darowizny od fundatora (wzór w paczce dokumentów do pobrania) i można je przeprowadzać regularnie, np. co miesiąc lub nieregularnie, np. raz na kilka lat.&nbsp;</p>



<p>Teoretycznie, poza gotówką, do fundacji można wnosić też akcje giełdowe (tylko u polskich brokerów), udziały w spółkach prywatnych, nieruchomości, grunty czy obligacje. W praktyce jednak najłatwiej i najmniej problematycznie zasilać fundację przelewami, bo te nie wymagają przeprowadzania wycen wnoszonych aktywów.</p>



<p>W dodatku rząd pracował nad wprowadzeniem trzyletniego okresu blokady na wnoszone aktywa inne niż gotówka, co w praktyce będzie oznaczało, że nie można wnieść do fundacji nieruchomości kupionej dziesięć lat temu, tylko po to, żeby od razu ją sprzedać i nie zapłacić od tego żadnego podatku. Na razie ustawa została zawetowana przez prezydenta, więc ta furtka ciągle obowiązuje, ale trzeba monitorować sytuację.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Wpłata darowizny od podmiotu trzeciego&nbsp;</strong></h3>



<p>Istotne jest przyjęcie do wiadomości, że bez konsekwencji podatkowych fundację zasilać może tylko jej fundator lub osoby z pierwszej linii rodziny (rodzice, dzieci, rodzeństwo). W przypadku, gdybyśmy chcieli poprosić podmiot trzeci (np. kontrahenta) o zapłatę nam wynagrodzenia pod płaszczykiem wpłaty darowizny na naszą fundację, należy liczyć się z tym, że proporcjonalnie ta część majątku zostanie opodatkowana dodatkową (poza CIT) stawką 15% PIT po stronie beneficjenta w momencie wypłaty majątku z fundacji (nawet jeśli to my sami będziemy beneficjentem).&nbsp;</p>



<p>Teoretycznie więc podatku w tej sytuacji nie unikniemy, ale w praktyce może to niekiedy okazać się i tak korzystniejsze, bo podatek będzie należny do zapłaty dopiero w momencie jego wypłaty z fundacji na rzecz beneficjentów, więc do tej pory można by te środki bezkarnie reinwestować.&nbsp;</p>



<p>Jednakże wpłata darowizny przez kontrahenta miałaby negatywne konsekwencje po jego stronie, ponieważ darowizny nie można uznać za koszt prowadzenia działalności w przeciwieństwie do opłacenia faktury za usługi. W praktyce więc takie rozwiązanie miałoby zastosowanie wyłącznie przy wpłacie darowizny na fundację od podmiotów trzecich zarejestrowanych w krajach o zerowej stawce podatkowej.&nbsp;</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Pożyczki udzielane fundacji</strong></h3>



<p>Innym sposobem (niż darowizna) na późniejsze zasilanie fundacji jest udzielenie jej pożyczki, która co do zasady zwolniona jest z opodatkowania. Idea zakłada, że fundacja otrzymuje pożyczkę od podmiotu trzeciego (np. banku lub tajemniczej spółki z Delaware), obraca kapitałem inwestując go na giełdzie i wypracowuje zyski, a następnie z wypracowanego kapitału spłaca kwotę główną plus odsetki, zatrzymując cały wypracowany zysk. Taka forma przypomina wykorzystanie dźwigni finansowej i zwolniona jest z podatku, ponieważ otrzymanie pożyczki nie generuje przychodu i jest zobowiązaniem do jej zwrotu.</p>



<p>Kluczowym jest jednak, aby warunki takiej pożyczki (zwłaszcza, jeśli jest udzielana ona przez nietypowy podmiot) miały charakter ceny rynkowej, co w praktyce oznacza ustalenie oprocentowania powyżej minimalnego progu odsetek rynkowych. W przeciwnym wypadku Krajowa Administracja Skarbowa może posądzić nas o otrzymanie “ukrytej darowizny”.&nbsp;</p>



<p>Żeby więc pozostać poza zasięgiem KAS, taka pożyczka musi być udokumentowana umową i przejść przez konto bankowe fundacji, a na koniec jej trwania musi nastąpić faktyczna spłata pożyczki wraz z odsetkami. Wiele osób próbuje umorzyć taką pożyczkę po stronie pożyczkodawcy, aby fundacja nie musiała jej nigdy spłacać, ale to błąd, bo takie działanie sprawi, że zostanie ona retrospektywnie uznana za przychód lub darowiznę.&nbsp;</p>



<p>W zdecydowanej większości przypadków jednak wpłaty do fundacji następowały będą bezpośrednio z majątku fundatora lub jego rodziny, albo ewentualnie w formie dywidendy od spółki zależnej prowadzonej przez fundację.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading"><strong>Jak wypłacać środki z fundacji</strong></h1>



<p>Ustanowienie fundacji i wpłacenie tam swojego majątku nie jest równoznaczne z zamrożeniem środków, bo świadczenia z fundacji można wypłacać z dowolną częstotliwością i w dowolnej wielkości. Do wypłaty środków wystarczy przygotowanie i podpisanie prostej jednostronicowej uchwały zarządu.&nbsp;</p>



<p>Ważne zastrzeżenie jest takie, że środki można wypłacać wyłącznie osobom z listy beneficjentów przyjętej w statucie (tę listę można jednak dowolnie rozszerzać i aktualizować). W praktyce więc zarząd (najczęściej sam fundator) podpisuje uchwałę o wypłacie środków w określonej wysokości i realizuje przelew na konto bankowe. Tylko tyle.&nbsp;</p>



<p>Należy jednak zwrócić uwagę, że w tym momencie fundacja odprowadza 15% CIT od wysokości wypłaconej kwoty, bez względu na to, czy jest to kwota pochodząca z wypracowanego zysku czy poprzedniej wpłaty. Nawet więc, jeśli dzisiaj fundator wpłaca 100 000 zł do fundacji, a jutro postanowi wypłacić tych samych 100 000 zł, to fundacja będzie musiała zapłacić 15 000 zł podatku CIT, pomimo tego, że po stronie fundacji nie powstał żaden dodatkowy zysk. Ten fakt sprawia, że wnoszenie majątku do fundacji ma sens tylko wtedy, jeśli rzeczywiście postanawiamy ten majątek inwestować w jej ramach i realnie nim obracać.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Koszty pozorne i świadczenia ukryte</strong></h3>



<p>Część osób z doświadczeniem w spółkach (nie tylko państwowych) próbuje generować po stronie fundacji sztuczne koszty będące de facto świadczeniami na rzecz beneficjentów czy członków zarządu, aby ominąć konieczność zapłaty podatku.&nbsp;</p>



<p>Dla przykładu fundacja może kupić samochód, który formalnie będzie jej majątkiem, ale w rzeczywistości korzystał z niego będzie beneficjent; lub może wynająć luksusowy apartament jako siedzibę, a prywatnie będzie w niej mieszkał beneficjent; albo może kupić nieruchomość, jako swój majątek, i następnie wynająć go beneficjentowi za symboliczną kwotę.</p>



<p>W każdym z tych przypadków jednak mamy do czynienia z tzw. kosztami pozornymi i/lub świadczeniami ukrytymi na rzecz beneficjenta. Mówiąc w skrócie – wydatki fundacji, które są opisane jako koszty działalności, ale faktycznie służą prywatnym celom beneficjentów czy fundatorów albo nie mają żadnego związku z celem fundacji, zostaną przez KAS uznane za koszty pozorne i opodatkowane 15% CIT tak, jak normalna wypłata świadczeń. W przypadku znacznych naruszeń zarząd fundacji może w dodatku odpowiadać osobiście z kodeksu karnego skarbowego.&nbsp;</p>



<p>KAS ma prosty klucz i rozpatruje każdy wydatek pod kątem tego, czy przynosi on fundacji wymierną&nbsp;korzyść związaną z jej celami, czy jednak jest to korzyść osobista dla beneficjenta? Dlatego zdecydowanie warto unikać mieszania majątku i udzielania beneficjentom innych korzyści niż&nbsp;standardowa wypłata świadczeń opodatkowana 15% CIT po stronie fundacji i 0% PIT po stronie beneficjenta.&nbsp;</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading"><strong>Jak otworzyć konto w banku i rachunek brokerski dla fundacji</strong></h1>



<p>Po zawiązaniu aktu notarialnego następuję ustanowieniu fundacji i można zgłosić ją do sądu okręgowego wysyłając odpowiedni wniosek (dostępny w paczce dokumentów). W tym momencie do życia powołana zostaje tzw. Fundacja Rodzinna w organizacji. W praktyce taka forma “w organizacji” oznacza, że od tego momentu fundacja może prowadzić praktycznie wszystkie dozwolone czynności, ale czeka jeszcze na wpis do rejestru.</p>



<p>Pierwszym krokiem jest więc zgłoszenie fundacji do rejestru REGON i NIP oraz nadanie jej numeru LEI. W tym momencie trzeba też zgłosić&nbsp;fundację&nbsp;do CRBR (Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych). Wszystkie te czynności można dokonać online.</p>



<p>Po kilku dniach, mając już wszystkie dane (NIP, REGON i LEI), można udać się do banku otworzyć rachunek. Teoretycznie każdy bank powinien otworzyć konto fundacji rodzinnej, ale w praktyce większość instytucji robi z tym niebotyczne problemy.&nbsp;</p>



<p>Sprawdzoną i godną polecenia instytucją, która ma doświadczenia z fundacjami, jest bank PKO BP, gdzie proces ten przebiega sprawnie i bez opóźnień. Wystarczy skontaktować się z najbliższym oddziałem obsługującym rachunki firmowe i poprosić o listę potrzebnych dokumentów oraz wyznaczenie spotkania z doradcą w celu wypełnienia wniosku i podpisania umowy (zajmie to około godziny). Gdy konto zostanie otwarte, można wpłacić na nie kapitał założycielski fundacji.&nbsp;</p>



<p>Po uruchomienia rachunku bankowego należy otworzyć firmowe konto brokerskie dla fundacji. Można to zrobić za pośrednictwem polskich brokerów lub duńskiego Saxo Banku, który bez problemu rejestruje rachunki dla fundacji będących w organizacji. Opinie klientów sugerują, że Interactive Brokers działa niekonsekwentnie i w niektórych przypadkach wymaga wcześniejszego wpisu do rejestru fundacji, ale czasem jednak dopuszcza otwarcie rachunku typu corporate dla fundacji będącej jeszcze w organizacji. Warto próbować, a jeśli się nie uda, to tymczasowo można otworzyć&nbsp;rachunek w Saxo Banku lub u polskiego brokera i po zarejestrowaniu fundacji (obecnie ponad rok!) przenieść&nbsp;środki do najkorzystniejszego cenowo Interactive Brokers.</p>



<p>Alternatywnie możemy skorzystać z usług Private Bankingu albo Wealth Management w Polsce, ale to zarezerwowane jest dla fundacji z wielomilionowymi rachunkami i bardzo często niczym nie uzasadnione z uwagi na ekstremalnie wysokie prowizje od transakcji giełdowych oferowanych przez krajowe instytucje oraz niekorzystne przewalutowania przy handlu akcjami za granicą. </p>



<p>Po założeniu konta brokerskiego, można przelać&nbsp;na nie środki z rachunku fundacji. Ważne, aby nie zasilać konta brokerskiego bezpośrednio z rachunku prywatnego, ponieważ jest to konto typu firmowego założone na dane fundacji i broker może odrzucić&nbsp;przelew z rachunku prywatnego. Schemat więc wygląda tak, że najpierw wpłacamy środki w formie pokrycia kapitału założycielskiego (lub późniejszych darowizn) na konto bankowe fundacji, a dopiero potem przelewamy je na konto brokerskie, gdzie możemy środkami dowolnie dysponować.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading"><strong>Księgowość dla fundacji rodzinnej&nbsp;</strong></h1>



<p>Prowadzenie fundacji rodzinnej wymaga stosowania wymogów pełnej księgowości (takiej, jak dla spółek) oraz corocznego składania sprawozdania finansowego do Sądu Okręgowego w Piotrkowskie Trybunalskim (jedynego, który obsługuje fundacje). Dodatkowo raz na cztery lata wymagane jest przeprowadzenie audytu z zarządzania aktywami przez fundację pod kątem ich zgodności z prawem i statutem fundacji.&nbsp;</p>



<p>Teoretycznie od 2014 roku został zniesiony wymóg posiadania licencji Ministra Finansów na prowadzenie księgowości i teoretycznie księgowość mógłby prowadzić każdy, np. członek zarządu samodzielnie, ale… w kontekście wymogów audytorskich i SF, zdecydowanie lepiej zlecić prowadzenie spraw księgowych profesjonalnej firmie, która zadba o nie tylko o poprawność księgowania, wyceny majątku i spełnienie wymogów raportowych do urzędu skarbowego, ale też o “porządek w papierach”, aby w przyszłości audyt przeszedł bezproblemowo i był tylko formalnością.&nbsp;</p>



<p>Wiele osób próbuje na tym etapie ograniczać koszty i znaleźć&nbsp;jak najtańsze biuro podatkowe, ale to krótkowzroczna strategia, bo koszty pozornie oszczędzone dzisiaj, poniesiemy w przyszłości przy audycie i konieczności “prostowania” zaległych nieścisłości.&nbsp;</p>



<p>Dlatego warto znaleźć kancelarię, która zna się nie tylko na prowadzeniu księgowości fundacji rodzinnych, ale też&nbsp;na rozliczaniu transakcji giełdowych (jeśli fundacja zamierza takowe prowadzić), księgowaniu opcji i innych derywatów, czy ma doświadczenia z czytaniem raportów od zagranicznych brokerów takich, jak Saxo Bank albo Interactive Brokers. Przed nawiązaniem współpracy warto zadać te pytania kancelarii.</p>



<p>Po podpisaniu umowy na prowadzenie księgowości, formalności zostają zakończone i fundacja może rozpoczynać swoją&nbsp;działalność inwestycyjną.&nbsp;</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading"><strong>Koszty prowadzenia fundacji rodzinnej</strong></h1>



<p>Nie można jednoznacznie określić sztywnych kosztów powołania i prowadzenia fundacji rodzinnej, ponieważ to zależy od stopnia jej skomplikowania oraz&nbsp; ilości przeprowadzanych transakcji i tego, czy do powołania fundacji będziemy potrzebowali pomocy kancelarii prawnej, czy postaramy się przeprowadzić ten proce sami. Poniżej jednak szacunkowe wytyczne w zależności od źródła kosztów z podziałem na jednorazowe i okresowe.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Koszty jednorazowe</strong></h3>



<p>Koszty jednorazowe to przede wszystkimnotariusz – maksymalnie do 2500 zł oraz rejestracja fundacji, pełnomocnictwa, opłaty, wypis z Rejestru Karnego etc. w wysokości około 600 zł. Dodatkowo numer LEI –&nbsp;około 250 zł. Łącznie <strong>powołanie fundacji powinno więc zamknąć się w kwocie 3500 zł</strong> (może być&nbsp;taniej przy niskim kapitale fundacji, bo koszt notariusza uzależniony jest od wartości).</p>



<p>Gdybyśmy chcieli skorzystać z pomocy kancelarii prawnej do sporządzenia wszystkich dokumentów, wniosków i prowadzenia korespondencji z sądem, należy doliczyć&nbsp;tu jednorazową opłatę w wysokości od 10 000 do 20 000 zł&nbsp;w zależności od kancelarii, stopnia skomplikowania statutu, rozbudowania struktury beneficjentów i tak dalej.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Koszty okresowe</strong></h3>



<p>Koszty późniejszego prowadzenia fundacji opierają się&nbsp;głównie na prowadzeniu księgowości i sporządzaniu sprawozdań finansowych oraz audytu raz na cztery lata. Jeśli chodzi o koszty księgowości, to uzależnione są one od liczby przeprowadzanych transakcji w trakcie miesiąca. Do 20-30 transakcji miesięcznie (każda linijka na wyciągu brokerskim, księgowanie dywidendy, przelewu, opłaty za kartę itd.) koszt profesjonalnej księgowości wynosi około 1500 zł&nbsp;miesięcznie netto. Za każdych kolejnych 10 linijek transakcji zazwyczaj dodatkowo około 100-150 zł. Przy nawiązywaniu współpracy zazwyczaj trzeba uiścić&nbsp;jednorazową dodatkową opłatę w wysokości jednego miesięcznego wynagrodzenia.</p>



<p>Koszt przygotowania sprawozdania finansowego raz do roku to około 1.5x średniomiesięcznych kosztów prowadzenia księgowości (które zależą od liczby przeprowadzanych transakcji). Zatem jeśli mieścimy się w limicie 20 transakcji na miesiąc, to koszt przygotowania sprawozdania powinien wynieść około 3 500 zł plus 250 zł&nbsp;opłaty sądowej.&nbsp;</p>



<p>Koszty audytów nie są jeszcze znane, bo żadna fundacja nie ma skończonych czterech lat, ale szacuje się, że dla prostych struktur wyniosą one około 5000 zł, a dla bardziej skomplikowanych 10 000 zł&nbsp;do 15 000 zł raz na cztery lata. &nbsp;</p>



<p>Ewentualne dodatkowe koszty to wynajęcie biura lub adresu wirtualnego, obsługa korespondencji, okazjonalne przygotowanie wzorów dokumentów czy wycen przy wnoszeniu do fundacji dodatkowych składowych majątku innych niż gotówka etc.&nbsp;</p>



<p>Podsumowując, <strong>koszt powołania fundacji to około 3500 zł</strong> (jeśli robimy to samemu) lub <strong>około 15 000 zł&nbsp;jeśli robimy to przy pomocy kancelarii prawnej</strong> (wariant polecany dla osób, które chcą oszczędzić sobie papierkowej roboty i frustracji w kontaktach z administracją). Potem zostają&nbsp;już&nbsp;wyłącznie <strong>bieżące koszty obsługi księgowej w wysokości około 1500 zł&nbsp;miesięcznie</strong>. Do tego raz do roku <strong>przygotowanie SF (ok. 3500 zł) i raz na cztery lata audyt (ok. 5000 zł).</strong></p>



<p>Powyższe ceny są bardzo mocno szacunkowe i możliwe jest wynegocjowanie zarówno niższych stawek, jak i znaczne zwiększenie kosztów obsługi księgowej czy pomocy kancelarii prawnej przy bardziej skomplikowanych strukturach lub większej liczbie transakcji.&nbsp;</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading"><strong>Jeszcze raz – dlaczego warto?</strong></h1>



<p>Dobrze zaprojektowana fundacja rodzinna to coś więcej niż forma prawna. To system, który może chronić kapitał, porządkować decyzje, ograniczać chaos, zabezpieczać rodzinę i budować ciągłość na pokolenia. Dzięki niej majątek przestaje być zbiorem przypadkowych aktywów rozsianych po prywatnych rachunkach, a staje się uporządkowaną strukturą podporządkowaną konkretnemu celowi, zasadom i wartościom. </p>



<p>Fundacja pozwala zawczasu zdecydować nie tylko jak pomnażać pieniądze, ale też komu, kiedy i na jakich warunkach mają one służyć. W tym sensie nie jest ona narzędziem do samego „posiadania majątku”, lecz do świadomego zarządzania jego rolą w życiu rodziny przez kolejne dekady.</p>



<p>Nawet jeśli dziś nie dysponujesz jeszcze majątkiem, który uzasadnia jej natychmiastowe założenie, to i tak warto już teraz zrozumieć ten mechanizm, przemyśleć własne zasady i zaprojektować strukturę, do której z czasem będzie można dojść. Bo najpierw zawsze powstaje sposób myślenia, potem system działania, a dopiero na końcu pojawia się odpowiednia forma prawna. Największym błędem jest budowanie majątku bez planu, bez zasad i bez pomysłu na to, co ma się z nim stać, gdy pieniędzy będzie już naprawdę dużo.</p>



<p>Fundacja rodzinna nie zaczyna się w kancelarii notarialnej ani w sądowym rejestrze. Ona zaczyna się w momencie, w którym przestajesz myśleć o pieniądzach jak o czymś do wydania, a zaczynasz myśleć o nich jak o narzędziu do ochrony, budowy i zmiany losu swojej rodziny.</p>



<p>A do tego nie ma obecnie lepszego wehikułu niż dobrze zaprojektowana struktura fundacji rodzinnej.</p>


<div class=""><div class='_form_113'></div><script type='text/javascript' src='https://tradingforaliving.activehosted.com/f/embed.php?static=0&id=113&6AD0C134E3988&nostyles=0&preview=0'></script></div><p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/fundacja-rodzinna/">Fundacja rodzinna do inwestowania na giełdzie (krok po kroku)</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.tradingforaliving.pl/fundacja-rodzinna/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>10</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Mapa ekosystemu AI: Jak to działa i kto zarabia na sztucznej inteligencji?</title>
		<link>https://www.tradingforaliving.pl/jak-zainwestowac-w-sztuczna-inteligencje/</link>
					<comments>https://www.tradingforaliving.pl/jak-zainwestowac-w-sztuczna-inteligencje/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Trela]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 12 Feb 2026 13:32:54 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Pomysły]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.tradingforaliving.pl/?p=9352</guid>

					<description><![CDATA[<p>Warunkiem poprawnej inwestycji w sztuczną inteligencję jest zrozumienie tego, jak układa się cały stos AI: od popytu na moc obliczeniową, przez projektowanie i produkcję chipów, aż po sieci, pamięć, chłodzenie i zasilanie. Ten wpis porządkuje role firm, które wymieniłem w najnowszym materiale wideo, i dopowiada do nich nieco szerszy kontekst — tak, aby łatwiej było [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/jak-zainwestowac-w-sztuczna-inteligencje/">Mapa ekosystemu AI: Jak to działa i kto zarabia na sztucznej inteligencji?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>Warunkiem poprawnej inwestycji w sztuczną inteligencję jest zrozumienie tego, jak układa się cały stos AI: od popytu na moc obliczeniową, przez projektowanie i produkcję chipów, aż po sieci, pamięć, chłodzenie i zasilanie. Ten wpis porządkuje role firm, które wymieniłem w najnowszym <a href="https://youtu.be/EQ5K2BBhjKM">materiale wideo</a>, i dopowiada do nich nieco szerszy kontekst — tak, aby łatwiej było zobaczyć, kto w tym ekosystemie realnie „sprzedaje łopaty”, kto buduje fabryki, a kto dostarcza infrastrukturę, bez której cały boom na AI nie miałby jak działać.</strong></p>



<h2 class="wp-block-heading">Zanim jednak przejdziemy dalej&#8230;</h2>


<div class=""><div class='_form_109'></div><script type='text/javascript' src='https://tradingforaliving.activehosted.com/f/embed.php?static=0&id=109&6AD0C134E80AB&nostyles=0&preview=0'></script></div>


<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading">Uproszczona hierarchia kluczowych graczy branży AI</h3>



<h2 class="wp-block-heading">1. Kto generuje popyt i uruchamia strumień pieniędzy?</h2>



<p>W ekosystemie AI najważniejsze jest to, że popyt nie zaczyna się tu od fantastycznego pomysłu na rewolucyjną aplikację i całego opartego na nim <em>wishfull thinking</em>, tylko od realnych budżetów na centra danych i dostęp do mocy obliczeniowej. To właśnie te wielomiliardowe budżety determinują tempo zamówień w całym łańcuchu dostaw.</p>



<p>Kto zatem wydaje tu najwięcej? Otóż mamy dwie kategorie spółek generujących największy popyt na infrastrukturę AI.</p>



<h3 class="wp-block-heading">I. Hyperscalerzy: Microsoft, Amazon, Alphabet, Meta</h3>



<ul>
<li><strong>PLUS</strong>: Rozbudowują centra danych generując największy popyt na GPU/akceleratory, sieć, pamięć, szafy, zasilanie i chłodzenie. Z czasem to może przynieść przewagę</li>



<li><strong>MINUS</strong>: Monetyzacja będzie rozciągnięta w czasie – obecnie duża część inwestycji to wyścig o to, kto zbuduje największe zaplecze. Zyski są&nbsp;drugorzędne</li>
</ul>



<h3 class="wp-block-heading">Microsoft</h3>



<p>Microsoft jest w AI przede wszystkim <strong>operatorem elektrowni i sieci przesyłowej</strong>, tylko że zamiast prądu sprzedaje <strong>moc obliczeniową</strong> (Azure) i narzędzia dla firm. Ich przewaga polega na tym, że spółka ma już gotową infrastrukturę, zaplecze i ofertę dla biznesu: chmurę, bezpieczeństwo, integrację, a do tego masową dystrybucję przez Office/Windows i ekosystem Enterprise.</p>



<p>W praktyce Microsoft robi dwie rzeczy jednocześnie: <strong>wydaje gigantyczne pieniądze </strong>na rozbudowę data-center (czyli uruchamia popyt na GPU, sieć, chłodzenie, zasilanie), a potem próbuje to monetyzować jako „AI-as-a-service” dla firm, które nie chcą lub nie mogą pozwolić sobie na budowę własnych klastrów.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Amazon</h3>



<p>Amazon to w AI <strong>największy dostawca „wynajmowanej fabryki”</strong> (AWS): firmy wchodzą, płacą i dostają zasoby bez budowania niczego od zera. W AI AWS jest szczególnie ważny, bo jego model biznesowy w sposób uczciwy premiuje większe lub mniejsze zużycie zasobów: im więcej ktoś trenuje, uruchamia modele i obraca danymi, tym większy rachunek.</p>



<p>Amazon dodatkowo wzmacnia swoją pozycję własnymi chipami (np. Graviton/Trainium/Inferentia), czyli próbuje być nie tylko wynajmującym halę, ale też być <strong>producentem części maszyn</strong>, żeby obniżać koszty (nawet o 50% względem GPU Nvidii) i poprawiać marże. W łańcuchu popytu Amazon jest więc jednocześnie <strong>wielkim nabywcą sprzętu</strong> do centrów danych, ale też <strong>sprzedawcą usługi</strong>, która zamienia te inwestycje w strumień przychodów.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Alphabet (dawny Google)</h3>



<p>Alphabet od lat rozwija własną infrastrukturę AI i własne układy (TPU), żeby uniezależnić się od Nvidii i mieć <strong>kontrolę nad kosztami i wydajnością</strong> na skalę globalną. Z punktu widzenia ekosystemu popytu Alphabet robi bardzo ważną rzecz: zamienia AI z „nowinki” w <strong>produkt masowy</strong>, który otrzymuje natychmiastową dystrybucję za pośrednictwem własnych kanałów. To sprawia, że ich capex nie jest tylko inwestycją w infrastrukturę, ale też próbą utrzymania i obrony największego na świecie kanału dotarcia do klienta (wyszukiwarka, poczta, YouTube, Android).</p>



<h3 class="wp-block-heading">Meta (Facebook/Instagram)</h3>



<p>Meta to w AI <strong>fabryka rekomendacji i personalizacji</strong>, bo jej biznes polega na tym, żebyśmy spędzali czas na Facebooku czy Instagramie, a reklamodawca, żeby płacił za precyzyjne dotarcie do konkretnej grupy klientów. Dla Mety AI to nie dodatek, ale silnik, który decyduje o przychodach reklamowych, bo każdy procent lepszego dopasowania treści i reklam przekłada się na monetyzację.</p>



<p>Meta jest też jednym z najbardziej agresywnych inwestorów infrastrukturalnych: buduje ogromne klastry obliczeniowe i chce mieć własne kompetencje w modelach oraz narzędziach (często otwartych), żeby przyspieszać rozwój i obniżać koszty. W skrócie: Meta inwestuje w AI, bo to jest dla niej <strong>dźwignia na sprzedaż czasu/uwagi użytkownika</strong>, a skuteczność lepszego dopasowania reklamy pod target realnie przekłada się na przychody.</p>



<h3 class="wp-block-heading">II. Twórcy modeli: OpenAI, Anthropic, xAI (spółki prywatne)</h3>



<ul>
<li><strong>PLUS</strong>: To oni dostarczają najważniejsze rozwiązania w sferze modeli sztucznej inteligencji. Bez nich nie ma całego ekosystemu, ani popytu na infrastrukturę</li>



<li><strong>MINUS</strong>: Wszystkie spółki są dopiero w fazie gwałtownego rozwoju i inwestycji, nie generując jeszcze żadnych zysków, a często nie mając jakiegokolwiek modelu biznesowego</li>
</ul>



<h3 class="wp-block-heading">OpenAI</h3>



<p>OpenAI to pionier technologii LLM, firma, która zużywa ogromne ilości mocy obliczeniowej na trening i utrzymanie modeli (inferencję), a jednocześnie definiuje, czego rynek oczekuje od rozwiązań AI. Można ją porównać do studia filmowego, które kręci najbardziej kasowe produkcje, tylko że zamiast kamer i aktorów potrzebuje <strong>serwerów i GPU</strong>.</p>



<p>Dla ekosystemu to ma fundamentalne znaczenie: OpenAI nie musi być publicznie notowana, żeby napędzać zyski innych spółek i wzrosty całej giełdy. Wystarczy, że jej rozwój „ściąga” od innych rezerwacje mocy w chmurze, wymusza rozbudowę centrów danych i podnosi poprzeczkę dla konkurencji. W praktyce OpenAI jest jednym z tych podmiotów, które najszybciej zamieniają capex innych w realny popyt na obliczenia.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Anthropic</h3>



<p>Anthropic pełni rolę <strong>konkurencyjnego laboratorium jakości</strong> w wyścigu modeli: nacisk na bezpieczeństwo, niezawodność i wdrożenia w firmach sprawia, że popyt generowany przez Anthropic jest obecnie bardziej korporacyjny (czyli stabilniejszy, mniej zabawkowy). Wcześniej tak nie było i to jest ważne dla całego łańcucha dostaw, bo gdy modele przechodzą z etapu ciekawostki do etapu narzędzia biznesowego, rośnie zapotrzebowanie na <strong>ciągłą inferencję</strong>, integracje i niezawodność, a to oznacza stałe obciążenie infrastruktury.</p>



<h3 class="wp-block-heading">xAI</h3>



<p>xAI to przykład gracza, który wchodzi do wyścigu nie dlatego, że „AI jest modne”, tylko dlatego, że <strong>dostęp do modelu i infrastruktury staje się przewagą strategiczną</strong> (szczególnie gdy masz własne kanały dystrybucji i dane). Możemy myśleć o xAI jak o nowym zespole w Formule 1: na starcie pali mnóstwo zasobów (miliard dolarów miesięcznie), ale celem jest zbudowanie własnego silnika i kompetencji, które później można monetyzować na wiele sposobów. </p>



<p>Dla ekosystemu popytu to kolejny dowód na to, że własna moc obliczeniowa przypomina dzisiaj trochę kolejny surowiec strategiczny. Nowi gracze, którzy chcą liczyć się w przyszłości, muszą kupować moc, budować klastry i rezerwować infrastrukturę. Nawet jeśli nie wiemy, kto wygra wyścig, sam fakt dołączania kolejnych zespołów do tego wyścigu zwiększa popyt na pozostałe ogniwa łańcucha dostaw.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Nie widziałeś jeszcze najnowszego wideo?</h2>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Od Nvidii do ASML: 15 spółek z branży AI, które musisz mieć w portfelu" width="500" height="281" src="https://www.youtube.com/embed/EQ5K2BBhjKM?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">2. Do kogo trafiają środki? Nvidia i rozwiązania alternatywne</h2>



<p>W praktyce rynek mocy obliczeniowej to nie tylko wydajność sprzętu. Liczy się też platforma programistyczna, narzędzia oraz to, czy klient ma powód, by uniezależniać się od jednego dostawcy.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Nvidia (NVDA): GPU + platforma</h3>



<ul>
<li><strong>PLUS</strong>: Nvidia jest jednocześnie dostawcą akceleratorów i całego środowiska (software/stack), co zwiększa jej atrakcyjność w oczach klientów. Nvidia ma obecnie prawie 90% rynku zaawansowanych układów</li>



<li><strong>MINUS</strong>: Z czasem może być zastąpiona przez konkurencyjne rozwiązania innych firm; choć póki co produkty Nvidii są ciągle najlepsze.</li>
</ul>



<h3 class="wp-block-heading">Nvidia (NVDA)</h3>



<p>Nvidia jest w ekosystemie AI tym, czym w świecie przemysłu jest <strong>standardowa linia produkcyjna</strong>, na której wszyscy budują swoje fabryki. Firma dostarcza akceleratory (GPU) do treningu i inferencji, ale jej prawdziwą przewagą nie jest sam krzem, tylko <strong>platforma</strong>. GPU to “silnik”, a CUDA, biblioteki, frameworki, sterowniki i gotowe rozwiązania to <strong>cała skrzynia biegów, paliwo i instrukcja obsługi</strong> – dzięki temu firmy nie kupują pojedynczego chipu, tylko wchodzą w ekosystem, który przyspiesza wdrożenia i obniża ryzyko.</p>



<p>W praktyce Nvidia działa jak <strong>poborca podatku od boomu na AI</strong>: nieważne, który model wygra, bo każdy, kto chce trenować modele na dużą skalę, musi w pewnym momencie zapłacić za moc obliczeniową (albo u Nvidii bezpośrednio, albo u kogoś, kto kupił sprzęt Nvidii). To dlatego Nvidia jest tak ważna: n<strong>ie obstawia zwycięzcy, tylko sprzedaje narzędzia wszystkim uczestnikom wyścigu.</strong></p>



<h3 class="wp-block-heading">Broadcom (AVGO) i custom ASIC, czyli własny chip pod siebie</h3>



<ul>
<li><strong>PLUS</strong>: Broadcom pomaga projektować własne układy wyspecjalizowane (ASIC) dla dużych klientów, gdy ci chcą uniezależnić się od zewnętrznych poddostawców (np. Nvidii)</li>



<li><strong>MINUS</strong>: W którymś momencie firmy zdobywając odpowiednie know-how, mogą uznać, że usługi Broadcom są im już niepotrzebne</li>
</ul>



<h3 class="wp-block-heading">Broadcom (AVGO)</h3>



<p>Broadcom w ekosystemie AI jest czymś pomiędzy <strong>architektem układów</strong> a <strong>dostawcą infrastruktury do skalowania</strong>, i dlatego często pojawia się w tle największych projektów tzw. “custom silicon”. Mówiąc najprościej: gdy hyperscaler (Google, Amazon, Meta) chce mieć własny układ pod AI, żeby obniżyć koszt jednostkowy inferencji i uniezależnić się od gotowych rozwiązań, Broadcom bywa firmą, która pomaga im to zmaterializować.</p>



<p>Firma dostarcza kompetencje projektowe, IP, a także kluczowe komponenty do łączności i komunikacji w data-center. To trochę jak firma, która nie buduje samochodu pod własną marką, ale projektuje <strong>silnik i elektronikę</strong> dla producentów, którzy chcą mieć “model specjalny” pod swoje potrzeby.</p>



<p>Broadcom zarabia na tym, że w AI rośnie presja na <strong>optymalizację kosztów i sieci</strong>, a to oznacza więcej projektów ASIC, więcej specjalizowanych układów i więcej infrastruktury do łączenia całych klastrów w jedną maszynę.</p>



<h3 class="wp-block-heading">ARM (ARM): architektura CPU i coraz większa rola w data centers</h3>



<ul>
<li><strong>PLUS</strong>: ARM pomaga projektować chipy nie tylko do rozwiązań AI, ale też, np. smartfonów, komputerów czy samochodów, co sprawia, że ich dochody są zdywersyfikowane</li>



<li><strong>MINUS</strong>: Podobnie jak w przypadku Broadcom: w którymś momencie giganci mogą uznać, że nie potrzebują już pomocy ARM przy projektowaniu swoich chipów</li>
</ul>



<h3 class="wp-block-heading">ARM (ARM)</h3>



<p>ARM to w ekosystemie półprzewodników coś jak <strong>architektura budynków</strong>: nie sprzedaje gotowych “domów” (chipów), tylko dostarcza standard, na którym inni mogą je szybko i efektywnie projektować. W praktyce ARM licencjonuje architekturę CPU i gotowe bloki IP, dzięki czemu producenci i hyperscalerzy mogą tworzyć własne układy bez budowania wszystkiego od zera.</p>



<p>Do tej pory wielu kojarzy ARM głównie z telefonami i urządzeniami mobilnymi, ale w AI jego rola rośnie, bo centra danych zaczynają szukać tańszych i bardziej energooszczędnych rozwiązań, a własne chipy tworzone “in-house” stają się sposobem na obniżenie kosztów inferencji i uniezależnienie się od jednego dostawcy.</p>



<p>ARM jest więc jak <strong>klocki Lego</strong> dla przemysłu chipowego: im więcej firm próbuje projektować własne układy do AI, tym większa wartość mają standardy, narzędzia i gotowe elementy (Lego) przyspieszające projekt i skracające czas od pomysłu do produkcji.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">3. Kto to wszystko produkuje? TSMC jako „fabryka” zaawansowanych chipów</h2>



<p>Większość firm w AI projektuje, ale nie produkuje, bo produkcja na najnowszych węzłach technologicznych wymaga skali, wiedzy procesowej i ogromnych nakładów kapitałowych. A to wszystko potrafi…</p>



<h3 class="wp-block-heading">Taiwan Semiconductor Manufacturing Company (TSM)</h3>



<ul>
<li><strong>PLUS</strong>: To jedyna i niezastąpiona fabryka na świecie, która potrafi wyprodukować zaawansowane chipy. Firma nie do obalenia – bariera wejścia jest zbyt wysoka</li>



<li><strong>MINUS</strong>: Ogromne ryzyko geopolityczne – ewentualna blokada Tajwanu przez Chiny oznacza krach całego systemu opartego na TSMC (i triumf chińskich alternatyw)</li>
</ul>



<h3 class="wp-block-heading">TSMC (TSM)</h3>



<p>TSMC to w tej historii <strong>najważniejsza fabryka świata</strong>, która bierze projekty chipów od różnych firm (Nvidia, Apple, AMD, często też hyperscalerzy projektujący własne układy) i zamienia je w fizyczny produkt. Jeśli Nvidia jest mózgiem w sensie projektowania, to TSMC jest ciałem, bez którego najlepszy nawet projekt pozostaje tylko plikiem na dysku.</p>



<p>Dla TSMC kluczowe jest to, że w AI liczy się najnowsza technologia produkcji (węzły typu 5nm/3nm), bo ona daje przewagę w wydajności i efektywności energetycznej, a wejście na ten poziom to nie tylko zbudowanie nowej fabryki przez kogoś, kto ma pieniądze. Wejście na ten poziom wymaga całych dekad budowania know-how, gigantycznych nakładów, wyszkolonych ekspertów z doświadczeniem, zaplecza i perfekcyjnego opracowania całego procesu.</p>



<p>Dlatego TSMC jest jak <strong>wąskie gardło całego systemu</strong>: nawet jeśli zmieniają się liderzy w projektowaniu, większość zaawansowanych chipów i tak przechodzi przez tę samą bramkę produkcyjną, co czyni z TSMC beneficjenta niezależnego od tego, kto wygrywa wyścig.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">4. Kolejne wąskie gardło technologiczne: ASML i litografia EUV</h2>



<p>Tutaj warto wspomnieć o drugim niezastąpionym ogniwie. Na poziomie narzędzi produkcyjnych także istnieją bowiem elementy, których nie da się zreplikować.</p>



<h3 class="wp-block-heading">ASML (ASML)</h3>



<ul>
<li><strong>PLUS</strong>: ASML to monopolista, który dostarcza maszyny do litografii EUV – kluczowe dla najnowocześniejszych procesów produkcyjnych. Bez niej nie ma TSMC.</li>



<li><strong>MINUS</strong>: Maszyny ASML są tak dobre, że firmy rzadko kiedy zastępują je nowymi, ograniczając przychody po stronie ASML. Jej los zależy w dużej mierze od TSMC.</li>
</ul>



<h3 class="wp-block-heading">ASML (ASML)</h3>



<p>ASML to w tej układance <strong>producent maszyn do fabryk</strong> (takich, których nikt inny na świecie nie potrafi dostarczyć w tej samej klasie technologicznej). ASML produkuje systemy litografii, a w szczególności EUV (Extreme Ultraviolet), czyli sprzęt, bez którego nie da się seryjnie wytwarzać najbardziej zaawansowanych chipów w nowoczesnych procesach technologicznych. Jeśli TSMC jest “kuchnią”, w której gotuje się najtrudniejsze dania, to ASML jest dostawcą <strong>jednego, krytycznego pieca</strong>, bez którego ta kuchnia nic nie zrobi.</p>



<p>Dlatego ASML jest typowym wąskim gardłem całej branży: możemy mieć najlepszych projektantów chipów i najlepszą fabrykę, ale bez odpowiednich maszyn nie zejdziemy na kolejne generacje miniaturyzacji i nie zrobimy układów, które dają przewagę w wydajności i efektywności energetycznej.</p>



<p>W AI ta zależność jest brutalnie prosta: <strong>więcej AI → większy popyt na zaawansowane chipy → większa presja na moce produkcyjne → większa rola narzędzi litograficznych</strong>. A tu dokładnie stoi właśnie ASML.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">5. Projektowanie chipów: Cadence i Synopsys (EDA)</h2>



<p>Zanim jednak chip trafi do fabryki, musi zostać zaprojektowany i zweryfikowany. Narzędzia EDA są dla półprzewodników tym, czym CAD dla inżynierii – bez nich nie ma nowoczesnego układu.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Cadence (CDNS) i Synopsys (SNPS)</h3>



<ul>
<li><strong>PLUS</strong>: Obie spółki to dominujący dostawcy EDA, a rosnąca złożoność układów AI zwiększa znaczenie tej warstwy niezależnie od tego, kto finalnie wygra wyścig.</li>



<li><strong>MINUS</strong>: W 100% zależne od cyklu na rynku półprzewodników. Jakiekolwiek spowolnienie w inwestycjach, oznacza od razu niższe przychody</li>
</ul>



<p>Mówi się, że<strong> Cadence (CDNS) i Synopsys (SNPS)</strong> to w ekosystemie AI „<strong>AutoCAD dla chipów</strong>”, bo bez ich oprogramowania EDA nie da się dziś sensownie zaprojektować nowoczesnego układu scalonego, zwłaszcza tak złożonego jak akceleratory AI. To narzędzia do projektowania, symulacji i weryfikacji, które pozwalają sprawdzić, czy chip w ogóle zadziała, zanim ktokolwiek wyda setki milionów na jego produkcję.</p>



<p>W praktyce są jak <strong>system kontroli lotu</strong>: nie budują samolotu (chipów), ale bez nich nikt nie odważy się wystartować. Ich rola rośnie, gdy rośnie presja na własne układy (custom silicon) u hyperscalerów i firm typu Broadcom, bo im więcej projektów i im bardziej zaawansowany proces technologiczny, tym większa zależność od tych narzędzi i tym więcej wartości powstaje w tej właśnie warstwie, której często nie widać na pierwszy rzut oka.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">6. Pamięć i przepustowość: HBM jako paliwo dla akceleratorów</h2>



<p>W modelach AI kluczowa jest nie tylko moc obliczeniowa, ale też to, jak szybko dane mogą przepływać między pamięcią a akceleratorem. Stąd znaczenie HBM.</p>



<h3 class="wp-block-heading">SK Hynix i Micron</h3>



<ul>
<li><strong>PLUS</strong>: Kluczowe i niezastąpione elementy do rozwoju najbardziej zaawansowanych układów na AI, do tego zdywersyfikowana sprzedaż o produkty do zastosowań w elektronice użytkowej</li>



<li><strong>MINUS</strong>: Możliwość wejścia na to pole ze strony innych graczy, np. Samsunga; choć na razie to Micron i SK Hynix tworzą najlepsze i najszybsze pamięci</li>
</ul>



<p><strong>SK Hynix i Micron</strong> to w ekosystemie AI dostawcy kluczowego paliwa dla akceleratorów, czyli <strong>pamięci HBM (High Bandwidth Memory)</strong>. Bez niej nawet najlepsze GPU nie jest w stanie pracować na pełnych obrotach, bo dusi się na przepustowości danych. Jeśli GPU jest silnikiem, to HBM jest <strong>układem paliwowym i turbiną</strong>: pozwala szybko podawać i odbierać ogromne ilości informacji, co w treningu i inferencji jest równie ważne jak sama moc obliczeniowa.</p>



<p>Dlatego HBM jest jednym z najtwardszych wąskich gardeł całego łańcucha: można chcieć kupić tysiące akceleratorów, ale bez odpowiedniej ilości HBM nie zbuduje się wydajnego klastra AI. Koreański SK Hynix jest często postrzegany jako lider w HBM, a Micron jako drugi istotny gracz zwiększający podaż. Obie spółki stoją w miejscu, gdzie boom na AI materializuje się pod postacią trudnej do szybkiego zwiększenia produkcji pamięć.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">7. Sprzęt do produkcji chipów: Applied Materials, Lam Research, KLA</h2>



<p>ASML to najbardziej znany element, ale fabryki chipów to również setki innych etapów. Ekosystem narzędzi produkcyjnych to cały osobny koszyk beneficjentów rosnących inwestycji w półprzewodniki.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Applied Materials (AMAT), Lam Research (LRCX), KLA (KLAC)</h3>



<ul>
<li><strong>PLUS</strong>: Bez ich sprzętu i narzędzi nie jest możliwe zbudowanie fabryki czy wytwarzanie i testowanie półprzewodników na masową skalę. Nie zależą od pojedynczego klienta</li>



<li><strong>MINUS</strong>: Ich los nierozerwalnie związany jest z popytem na chipy i inwestycjami w rozbudowę infrastruktury. Silna korelacja z resztą graczy</li>
</ul>



<p><strong>Applied Materials, Lam Research i KLA</strong> to <strong>ekipa budująca i kalibrująca fabrykę chipów</strong>. Bez ich sprzętu nie da się w ogóle produkować półprzewodników na skalę i jakość wymaganą przez AI. Applied i Lam dostarczają kluczowe narzędzia procesu (m.in. nakładanie warstw, obróbkę materiałów), czyli to, co realnie “rzeźbi” tranzystory i połączenia w krzemie, a KLA jest specjalistą od <strong>inspekcji i metrologii</strong> – pilnuje, żeby produkcja nie zamieniła się w loterię, bo przy nanometrach najmniejszy defekt potrafi zabić wydajność i uzysk.</p>



<p>Jeśli ASML to najbardziej spektakularny “piecyk” w kuchni, to AMAT/Lam/KLA stanowią cały zestaw urządzeń i kontroli jakości, który sprawia, że ta kuchnia potrafi dowozić tysiące identycznych dań dziennie. W AI ich rola rośnie automatycznie, bo gdy rośnie popyt na zaawansowane chipy, rośnie popyt na <strong>moce produkcyjne</strong>, a moce produkcyjne w półprzewodnikach oznaczają po prostu więcej narzędzi i lepszą kontrolę procesu.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">8. Sieć, zasilanie i chłodzenie: to, co skaluje klastry AI</h2>



<p>Kiedy klastry AI rosną, ograniczeniem przestaje być tylko liczba GPU. W praktyce liczą się bowiem także: sieć (latencja i przepustowość), energia oraz chłodzenie.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Arista Networks (ANET) i Broadcom (AVGO): sieć</h3>



<h3 class="wp-block-heading">Vertiv (VRT) i Monolithic Power Systems (MPWR): energia i termika</h3>



<p><strong>PLUS</strong>: Kluczowi partnerzy w dostarczaniu sprzętu sieciowego łączącego elementy data-center, w zapewnianiu zasilania na poziomie samych chipów i dostarczenia infrastruktury krytycznej (UPS, zasilanie, chłodzenie)</p>



<p><strong>MINUS</strong>: Choć obecnie najlepsze na rynku, nie są to rozwiązania, których nie można zastąpić, przez co istnieje ryzyko ze strony konkurencji</p>



<p><strong>Arista Networks, Monolithic Power Systems i Vertiv</strong> to trzy filary tej samej warstwy data center, czyli “<strong>żeby to w ogóle działało w praktyce</strong>”: Arista jest od <strong>sieci</strong>, która spina tysiące serwerów/GPU w jeden klaster (bez szybkiej komunikacji AI dusi się na przesyle danych).</p>



<p>Monolithic Power Systems jest od <strong>zasilania na poziomie komponentów</strong> – dostarcza układy zarządzania energią i konwersji, dzięki którym prąd trafia do GPU stabilnie, efektywnie i bez strat (to jak elektronika i wtrysk paliwa w silniku).</p>



<p>Vertiv odpowiada za <strong>infrastrukturę krytyczną</strong> data center: systemy zasilania, UPS-y, rozdział mocy i chłodzenie, czyli całą mechanikę i HVAC potrzebną, żeby ekstremalnie gęste szafy AI nie przegrzewały się i nie traciły zasilania.</p>



<p>Te wszystkie spółki razem tworzą niewidoczną, ale fundamentalną część całego ekosystemu: GPU mogą być genialne, ale bez sieci, prądu i chłodzenia są jak superauto bez dróg, paliwa i hamulców.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">9) Jaki z tego płynie wniosek dla inwestora?</h2>



<p>Najprostszy sposób: starajmy się myśleć o AI, nie jako o pojedynczej firmie czy firmach, ale jako o całym łańcuchu zależności i zamówień. To prawda, że popyt generują medialni hyperscalerzy i twórcy modeli, ale najstabilniejsze strumienie przychodów często trafiają do warstw, które są wąskimi gardłami: produkcja, narzędzia, pamięć, sieć, energia i chłodzenie.</p>



<p>Dlatego AI w teorii &nbsp;może i oznacza koszyk spółek z różnych pięter stosu, ale w kontekście inwestycyjnym, największymi beneficjentami (póki co) pozostają firmy dostarczające infrastrukturę.</p>



<p>Jeśli chcesz otrzymać gotowe portfolio z uwzględnieniem proporcji spółek w zależności od ich zmienności (ryzyka) i korelacji pomiędzy sobą, ale także ich aktualnej wyceny czy siły fundamentalnej, zostaw mi maila w formularzu poniżej, a prześlę Ci jednostronicowy PDF z propozycją takiego portfela. Za darmo i bez zobowiązań.</p>


<div class=""><div class='_form_109'></div><script type='text/javascript' src='https://tradingforaliving.activehosted.com/f/embed.php?static=0&id=109&6AD0C134E80F9&nostyles=0&preview=0'></script></div>


<p class="has-text-align-right"><em>*Artykuł został napisany przy pomocy&#8230; sztucznej inteligencji (ChatGPT 5.2)</em></p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/jak-zainwestowac-w-sztuczna-inteligencje/">Mapa ekosystemu AI: Jak to działa i kto zarabia na sztucznej inteligencji?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.tradingforaliving.pl/jak-zainwestowac-w-sztuczna-inteligencje/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>23</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Kiedy sprzedawać akcje – sztuka realizowania zysków w odpowiednim momencie (która nikomu się nie udaje)</title>
		<link>https://www.tradingforaliving.pl/kiedy-sprzedawac-akcje/</link>
					<comments>https://www.tradingforaliving.pl/kiedy-sprzedawac-akcje/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Trela]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 14 Jan 2025 13:07:05 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Porady]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.tradingforaliving.pl/?p=9055</guid>

					<description><![CDATA[<p>To nie moment zakupu, ale sprzedaży decyduje o tym, czy osiągniemy zysk czy stratę. Jednak decyzja o sprzedaży akcji jest jedną z najtrudniejszych, z jakimi mierzy się inwestor. Ręka w górę, jeśli komuś regularnie udaje się sprzedawać akcje w idealnym momencie – na samym szczycie, bez późniejszego żalu. Nie widzę tłumu. Nie mogę&#160;widzieć, bo taki [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/kiedy-sprzedawac-akcje/">Kiedy sprzedawać akcje – sztuka realizowania zysków w odpowiednim momencie (która nikomu się nie udaje)</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>To nie moment zakupu, ale sprzedaży decyduje o tym, czy osiągniemy zysk czy stratę. Jednak decyzja o sprzedaży akcji jest jedną z najtrudniejszych, z jakimi mierzy się inwestor. Ręka w górę, jeśli komuś regularnie udaje się sprzedawać akcje w idealnym momencie – na samym szczycie, bez późniejszego żalu. Nie widzę tłumu. Nie mogę&nbsp;widzieć, bo taki ideał jest nieosiągalny. Istnieją jednak strategie i wskaźniki, które pomagają lepiej określić korzystny moment sprzedaży, zamiast zdawać się na czysty przypadek.</strong></p>



<p>Zanim omówimy, jak podejmować najlepsze możliwe decyzje dotyczące sprzedaży akcji z portfela, przedstawię kilka argumentów, które pokazują, dlaczego znalezienie jednego całkowicie idealnego momentu w praktyce jest niemożliwe i dlaczego zbytnie skupianie się na tym może przynieść więcej szkody niż pożytku.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Dlaczego tak trudno sprzedać akcje w dobrym momencie?</h1>



<p>Oczekiwanie idealnego momentu na sprzedaż akcji opiera się na nieprawdziwym założeniu, które niemal graniczy z błędem logicznym. To oczekiwanie zakłada bowiem, że rynek jest statyczny; podczas gdy rzeczywistość giełdowa zmienia się dynamicznie z sekundy na sekundę.</p>



<p>Każda nowa rekomendacja analityków, aktualizacja ratingu, rewizja ceny docelowej czy rewizja prognoz zysków, każda informacja płynąca ze spółki, komentarz ekspercki, publikacja danych finansowych, decyzja banku centralnego czy działania regulatorów – wszystko to sprawia, że otoczenie inwestycyjne ewoluuje z minuty na minutę, stale zmieniając kontekst, w którym przychodzi nam oceniać podjęte przez nas decyzje.</p>



<p>Decyzja o sprzedaży akcji, która mogła wydawać się idealna jeszcze dwa dni temu, w świetle informacji czy danych, które pojawiły się dzisiaj, może okazać się fatalna.</p>



<p>Nawet zresztą, jeśli patrząc wstecz okazałoby się, że sprzedaliśmy akcje na absolutnym szczycie (co jest niezwykle mało prawdopodobne, bo taki moment zdarza się tylko raz w roku, a nasze szanse na jego trafienie wynoszą zaledwie 1:252 – tyle dni handlowych ma giełda w USA), to i tak mogłoby się okazać, że nie była to decyzja optymalna. Dlaczego?</p>



<p>Ponieważ gdybyśmy sprzedali nieco wcześniej, jeszcze przed osiągnięciem szczytu, i zainwestowali ten kapitał w inne akcje, to taka alternatywna inwestycja mogłaby przynieść znacznie wyższy zysk. Z tej perspektywy nawet trzymanie spółki i sprzedanie jej dopiero na samym szczycie nie byłoby więc optymalną&nbsp;decyzją.</p>



<p>Problemów z wybieraniem idealnego momentu sprzedaży jest więcej, ale większość z nich można podzielić&nbsp;na trzy kategorie.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Trzy powody, przez które nie znajdziemy idealnego czasu na sprzedaż</h2>



<ol>
<li><strong>Nieprzewidywalność rynku</strong> – giełda jest złożonym systemem zależnym od niezliczonych zmiennych. Próba “wstrzelenia się” w idealny momencie zakłada, że możemy dokładnie przewidzieć przyszłe zachowania rynku, co jest sprzeczne z jego naturą. Z dzisiejszej perspektywy nie jesteśmy w stanie określić, czy ten moment jest idealny czy też&nbsp;nie – o tym, dowiemy się dopiero w przyszłości, której z definicji nie jesteśmy w stanie przewidzieć.</li>



<li><strong>Błąd retrospekcji </strong>–&nbsp;analizując historyczne zachowanie się kursów akcji z perspektywy czasu często wydaje nam się, że idealny moment na sprzedaż był oczywisty w przeszłości, ale to iluzja wynikająca z patrzenia wstecz. Wytypowanie takiego momentu w czasie rzeczywistym jest praktycznie niemożliwe.</li>



<li><strong>Nieistniejąca zero-jedynkowość</strong> – Zakładanie, że istnieje jeden “idealny” moment na sprzedaż, pomija możliwość istnienia wielu innych równoległych dobrych decyzji, które będą porównywalnie efektywne i zyskowne. Rzeczywistość inwestycyjna to raczej spektrum decyzji o różnym stopniu trafności, a nie absolutny idealny punkt, który jako jedyny gwarantuje sukces.</li>
</ol>



<p>Dlaczego o tym wszystkim mówię, zamiast od razu pokazać kilka gotowych wskaźników? Amerykanie często używają określenia “paralysis by analysis,” które opisuje sytuację, w której nadmierne skupienie na analizowaniu argumentów za i przeciw, ciągłe zwlekanie i dążenie do perfekcji prowadzą do tego, że finalnie nie podejmujemy żadnej decyzji.</p>



<p>Tymczasem brak decyzji jest o wiele gorszy niż podjęcie decyzji nieoptymalnej – bo nie posuwa nas do przodu i nie dostarcza żadnego feedbacku.</p>



<p>Akcje prędzej czy później trzeba będzie sprzedać, a decyzję o odpowiednim momencie należy podjąć. Warto jednak zrobić to w sposób bardziej przemyślany niż losowy – co, na szczęście, jest jak najbardziej możliwe.</p>



<p>Zestaw wskaźników czy kryteriów, które mogą nam w tym pomóc, będzie różnił się w zależności od naszej strategii inwestycyjnej oraz horyzontu czasowego, na jaki inwestujemy.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Inwestowanie długoterminowe vs. spekulacja</h1>



<p>Mówi się, że największe katastrofy spotykają portfel&nbsp;wtedy, kiedy inwestorzy zaczynają zachowywać się&nbsp;jak spekulanci, a spekulanci zaczynają myśleć, że są inwestorami. Kluczem do budowy każdego systemu, każdej strategii inwestycyjnej jest więc odpowiedzenie sobie na pytanie – kim jestem, <a href="https://www.tradingforaliving.pl/trading-czy-inwestowanie-jaka-jest-wlasciwa-droga/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">inwestorem czy spekulantem</a>?</p>



<p>To istotne, bo od odpowiedzi będzie zależał dobór zestawów wskaźników pomagających podjąć decyzję o tym, kiedy sprzedawać akcje. A więc kim jesteś? Długoterminowym inwestorem czy spekulantem?</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Jestem inwestorem</h2>



<p>Powinieneś sprzedawać akcje tylko wtedy, gdy spółka przestaje spełniać kryteria zakupu lub gdy znajdziesz lepszą alternatywę na jej miejsce. Wskaźniki wyceny w takiej sytuacji nie mają znaczenia.</p>



<p>O tym, jakie kryteria powinna spełniać spółka, aby trafić do portfela, opowiadałem w trakcie webinaru: <a href="https://youtu.be/74w3Uxehs9I?si=wKsHW-k13q9n31M-" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Jak wybrać najlepsze spółki do inwestycji na 2025 rok?</a></p>



<p>Zasadnicza reguła kapitalizmu mówi, że jako inwestorzy alokujemy kapitał tam, gdzie może on pracować najefektywniej i ma największe szanse na pomnożenie. Na giełdzie oznacza to, że powinieneś wybrać 20–30 najlepszych spółek, jakie uda Ci się znaleźć, i regularnie (np. raz na kwartał) rebalansować portfel, upewniając się, że Twoje akcje nadal są tymi najlepszymi.</p>



<p>Jeśli któraś ze spółek przestaje spełniać początkowe kryteria, czas na sprzedaż. To logiczne – jeśli obecnie nie kupiłbyś tej spółki do portfela, to nie powinieneś jej też w nim trzymać. Ergo – sprzedajesz akcje.</p>



<p>Pamiętaj, że akcje „nie wiedzą”, czy są w Twoim portfelu, ani czy masz na nich zysk, czy stratę. Kurs i tak podąży swoją drogą. Dlatego sam fakt posiadania akcji ani ich obecny wynik nie powinny wpływać na Twoje decyzje.</p>



<p>Podsumowując: inwestowanie polega na ciągłym utrzymywaniu w portfelu najlepszych spółek, jakie możesz znaleźć. Sprzedajesz akcje tylko wtedy, gdy fundamenty danej firmy zaczynają się psuć albo gdy znajdziesz lepszą inwestycję, do której przeniesiesz uwolniony kapitał.</p>



<p>Jak przeprowadzić gruntowną analizę fundamentalną? Szczegółowo opisałem to tutaj: <a href="https://www.tradingforaliving.pl/analiza-fundamentalna-spolki-wskazniki-zadluzenia-rentownosci/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Analiza fundamentalna spółki: wskaźniki zadłużenia, rentowności i inne</a></p>



<p><strong>W skrócie: dla inwestora długoterminowego sygnałem do sprzedaży akcji są:</strong></p>



<ul>
<li>znaczna, negatywna rewizja przychodów i zysków na kolejne lata,</li>



<li>rozpoczęty trend obniżania ceny docelowej przez analityków,</li>



<li>pogorszenie sytuacji fundamentalnej (ujemny cash-flow, wzrost zadłużenia, spadek marży).</li>
</ul>



<h4 class="wp-block-heading">Dlaczego wskaźniki wyceny i upside nie mają znaczenia?</h4>



<p>Dopóki fundamenty są solidne, a spółka generuje coraz więcej przychodów, zysków i gotówki przy utrzymaniu wysokich marż, te czynniki prędzej czy później dogonią kurs akcji, obniżając wycenę. W takim przypadku analitycy najpewniej będą dalej podnosili ceny docelowe, co zwiększy upside, nawet bez wystąpienia korekty kursu.</p>



<p>Jeśli zatem o swoich inwestycjach rzeczywiście myślisz długoterminowo, to właśnie fundamenty, a nie zmieniające się dynamicznie wskaźniki wyceny, powinny być Twoim głównym kompasem w inwestowaniu.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Jestem spekulantem</h2>



<p>Powinieneś sprzedawać akcje wtedy, gdy ich wycena znacząco odbiega od średniej, gdy upside spada w okolice zera lub gdy psują się fundamenty spółki, która przestaje spełniać kryteria zakupu. Alternatywnie, sprzedajesz, gdy znajdziesz lepszą inwestycję, w którą możesz przenieść uwolniony kapitał.</p>



<p>Różnica między spekulantem a inwestorem polega na podejściu: spekulant częściej rotuje spółki w portfelu i zawiera więcej transakcji, aby potencjalnie ograniczyć wahania portfela.</p>



<p>Teoretycznie decyzje o sprzedaży mogą opierać się na wskaźnikach takich jak P/S czy P/E w odniesieniu do ich 5–7-letniej średniej. W praktyce jednak te wskaźniki bywają niejednoznaczne, a czasem wręcz się wykluczają, przez co ich wskazania są mało precyzyjne.</p>



<p>Przykładowo, P/S może sugerować przewartościowanie spółki nawet przez rok czy dwa, ale jak na tej podstawie zawęzić moment sprzedaży do konkretnego miesiąca czy tygodnia?</p>



<p>Tutaj z pomocą przychodzi upside, o którym więcej mówiłem w <a href="https://youtu.be/vave5hMNSwI?si=5E_OBCvUc3Yult_2" target="_blank" rel="noreferrer noopener">nagraniu na YouTube</a>. Trzeba jednak pamiętać, że upside należy rozpatrywać w połączeniu z jego kluczową składową, czyli price target. Jeśli cena docelowa spada, to sam ten fakt może być sygnałem do sprzedaży, nawet jeśli upside pozostaje wysoki.</p>



<p><strong>Więcej o tym, jak w praktyce podejmować decyzje o sprzedaży akcji, znajdziesz w materiale poniżej:</strong></p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Sztuka realizacja zysków – jak znaleźć idealny moment na sprzedaż akcji i nie przegapić okazji?" width="500" height="281" src="https://www.youtube.com/embed/5vg42Iwf0tQ?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p>Jak pokazuje <a href="http://youtube.com/post/UgkxH3KXQcDR0NJ2wlAbmugfOGFbZHB9PJsI?si=P2uM0Kwf1f5B5lI6" target="_blank" rel="noreferrer noopener">ankieta na YT</a> znaczna część inwestorów korzysta jeszcze ze wskaźników analizy technicznej, takich jak oscylatory (RSI, MACD) czy wskazania trendu, np. średnie kroczące. Trzeba jednak pamiętać, że analiza techniczna opiera się wyłącznie na dynamice zmiany kursu akcji i nie uwzględnia wszystkich danych, informacji oraz prognoz, które pojawiają się w sferze fundamentalnej.</p>



<p>Teoria mówiąca o tym, że kurs akcji dyskontuje wszystko jest tylko tym, czym jest, czyli… teorią (<a href="https://www.tradingforaliving.pl/teoria-efektywnosci-rynku/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">którą zresztą łatwo obalić</a>).</p>



<p>Dla odmiany rewizje ceny docelowej (price target) czy prognoz zysków (EPS) przez analityków uwzględniają już szerszy kontekst: potencjalne zmiany sytuacji spółki, zagrożenia wynikające z wprowadzenia taryf czy regulacji, wejście na rynek nowych konkurentów, zmiany trendów konsumenckich itd. Wskaźniki fundamentalne oferują więc pełniejszy i bardziej wiarygodny obraz sytuacji.</p>



<p>Jeśli ktoś&nbsp;zatem chciałby dodatkowo stosować wskaźniki analizy technicznej, to warto robić to w kierunku zgodnym z fundamentami.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Jak do sprzedaży akcji podejść w praktyce?</h1>



<p>Inwestowanie na giełdzie to złożony proces, a decyzja o sprzedaży akcji jest wynikiem wcześniej podjętych działań i analiz w kwestii oceny fundamentów, zbadania potencjalnych alternatyw i zrozumienie kontekstu wyceny.</p>



<p><strong>W skrócie – kluczowe elementy tego procesu to:</strong></p>



<ol>
<li><strong>Regularna ocena fundamentów</strong> – akcji nie wystarczy kupić i o nich zapomnieć. Sytuacja na giełdzie zmienia się dynamicznie, dlatego regularne monitorowanie fundamentów jest niezbędne. Zwracaj uwagę na rewizje prognoz zysków, czy spółka bije oczekiwania analityków, oraz czy cena docelowa jej akcji jest stale podnoszona. Negatywne rewizje zysków, spadające marże czy malejąca dynamika wzrostu przychodów powinny być sygnałem ostrzegawczym.</li>



<li><strong>Analiza kosztu utraconych korzyści </strong>– trzymanie kapitału w dobrej spółce, której fundamenty są stabilne, także może być błędne, jeśli istnieje lepsza alternatywa inwestycyjna. Kapitał powinien być alokowany tam, gdzie pracuje najefektywniej. Zawsze zadaj sobie pytanie: <em>Czy jestem w stanie znaleźć lepszą spółkę i zainwestować pieniądze efektywniej?</em></li>



<li><strong>Parametry wyceny jako wskazówka, nie reguła</strong> –&nbsp;wysokie wskaźniki wyceny, takie jak P/E czy P/S, nie zawsze oznaczają, że czas na sprzedaż. Ważny jest kontekst. Spółki z wysoką dynamiką wzrostu zysków często mają wysokie wyceny. W okresach niskich stóp procentowych średnie wyceny rosną nawet dla przeciętnych firm. Dla młodych spółek w początkowej fazie rozwoju wskaźniki wyceny mogą być ekstremalnie wysokie, ale to nie oznacza automatycznie, że należy sprzedać akcje.</li>
</ol>



<p>Klucz do poprawnych zagrań leży w przemyślanym podejściu i ciągłej analizie – to fundament każdej trafnej decyzji inwestycyjnej.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Podsumowanie</h2>



<p>Nie ma uniwersalnej formuły na określenie dobrego momentu na sprzedaż akcji, bo to zależy od tego, jakim typem inwestora jesteś. W przypadku spekulantów sprawdzi się sprzedawanie akcji, gdy wyceny są nadmuchane lub gdy upside jest bliski zeru.</p>



<p>W przypadku długoterminowych inwestorów lepszym pomysłem jest trzymanie spółki tak długo, jak jej fundamenty i zyskowność pozostają atrakcyjne lub do momentu, w którym uda nam się&nbsp;znaleźć lepszą alternatywę, żeby przenieść do niej kapitał.</p>



<p>Zachęcam więc do tego, żeby najpierw przemyśleć swoją&nbsp;strategię i wizję inwestowania, aby odpowiedzieć sobie na pytanie o to, jakim typem inwestora chcesz być. Następnie, żeby sporządzić&nbsp;listę dosłownie kilku najistotniejszych wskaźników/kryteriów, które będą dla Ciebie kluczowe przy ocenie inwestycji. Na koniec wprowadź nawyk comiesięcznej lub cokwartalnej analizy swoich spółek i sprawdzaj, czy nadal spełniają one te kryteria.</p>



<p>Pamiętaj, że rynki są dynamiczne, a kursy akcji na bieżąco odzwierciedlają nowe informacje i dane ze spółek oraz ich otoczenia. Dzisiejsze szczyty na kursie akcji z perspektywy kolejnego roku mogą okazać się po prostu nową&nbsp;średnią.</p>



<p>Przy podejmowaniu decyzji o sprzedaży akcji nie chodzi tylko o to, aby pozbyć się słabej czy przewartościowanej spółki, ale też o to, żeby przenieść kapitał&nbsp;do najlepszej możliwej inwestycji, którą w danym momencie uda nam się&nbsp;znaleźć.</p>



<p>Sam fakt, że „na giełdzie jest drogo”, nie oznacza, że korekta jest tuż za rogiem – opieranie decyzji na takim założeniu może przynieść więcej szkody niż pożytku.</p>



<p><strong>PS. Jeśli zastanawia Cię, dlaczego w tym artykule nie znalazło się ani jedno słowo odnośnie tego, czy warto patrzeć&nbsp;na to, jaki zysk lub stratę mamy na danej pozycji, zanim ją&nbsp;zamkniemy, to koniecznie przeczytaj ten tekst: <a href="https://www.tradingforaliving.pl/strata-i-zysk-nie-maja-znaczenia/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Strata i zysk z danej pozycji nie mają żadnego znaczenia</a></strong></p>



<div class='_form_15'></div><script type='text/javascript' src='https://tradingforaliving.activehosted.com/f/embed.php?static=0&id=15&6AD0C134EAF98&nostyles=0&preview=0'></script>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/kiedy-sprzedawac-akcje/">Kiedy sprzedawać akcje – sztuka realizowania zysków w odpowiednim momencie (która nikomu się nie udaje)</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.tradingforaliving.pl/kiedy-sprzedawac-akcje/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czy rynek naprawdę jest efektywny? Teoria akademicka kontra brutalna rzeczywistość</title>
		<link>https://www.tradingforaliving.pl/teoria-efektywnosci-rynku/</link>
					<comments>https://www.tradingforaliving.pl/teoria-efektywnosci-rynku/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Trela]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 03 Dec 2024 13:04:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Pozostałe]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.tradingforaliving.pl/?p=9008</guid>

					<description><![CDATA[<p>&#8222;Rynek jest efektywny” – to mantra powtarzana na uczelniach biznesowych, którą słyszał już chyba każdy student marzący o karierze zawodowego inwestora. Ale czy rzeczywiście tak jest? Czy wszystkie dostępne informacje zawsze znajdują odzwierciedlenie w cenach? A może to jedynie elegancka teoria, która w praktyce okazuje się pełna niedoskonałości? Przyjrzyjmy się, czy i jak możemy wykorzystać [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/teoria-efektywnosci-rynku/">Czy rynek naprawdę jest efektywny? Teoria akademicka kontra brutalna rzeczywistość</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>&#8222;<strong>Rynek jest efektywny” – to mantra powtarzana na uczelniach biznesowych, którą słyszał już chyba każdy student marzący o karierze zawodowego inwestora. Ale czy rzeczywiście tak jest? Czy wszystkie dostępne informacje zawsze znajdują odzwierciedlenie w cenach? A może to jedynie elegancka teoria, która w praktyce okazuje się pełna niedoskonałości? Przyjrzyjmy się, czy i jak możemy wykorzystać jej luki na swoją korzyść</strong></p>



<p>Teoria efektywności rynku (Efficient Market Hypothesis, EMH), opracowana przez Eugene’a Famę jeszcze w latach 60., zakłada, że ceny aktywów na rynku odzwierciedlają wszystkie dostępne informacje w danym momencie, co oznacza, że nie ma miejsca na okazje inwestycyjne wynikające z niedoszacowania lub przeszacowania wartości akcji.</p>



<p>Zanim zaczniemy poddawać tę teorię w wątpliwość, zastanówmy się jednak, komu może zależeć na jej propagowaniu. Czy za popularyzacją tej koncepcji stoją wyłącznie akademickie dążenia do wyjaśnienia mechanizmów rynkowych? A może jej zwolennicy, w tym zarządzający funduszami pasywnymi i dostawcy ETF-ów, czerpią z niej konkretne korzyści, które idą w parze z ich własnymi interesami finansowymi?</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Giełda według EMH, czyli hype na ETF-y</h1>



<p>Według Famy rynek działa niczym doskonały system, w którym żadne nowe dane nie dają przewagi inwestorom, ponieważ zostają błyskawicznie uwzględnione w cenach. Teoria dzieli się na trzy formy: słabą, średnią i silną – odzwierciedlające poziom dostępnych informacji, które mają wpływ na ceny aktywów.</p>



<ul>
<li><strong>Słaba forma</strong>: Ceny uwzględniają wszystkie dane historyczne, więc analiza techniczna zachowania się kursu akcji nie przynosi przewagi</li>



<li><strong>Średnia forma</strong>: Ceny odzwierciedlają wszystkie publicznie dostępne informacje (w tym z prognoz i sprawozdań), więc analiza fundamentalna również nie pozwala pokonać rynku.</li>



<li><strong>Silna forma</strong>: Nawet informacje poufne są uwzględniane w cenach, co czyni rynek absolutnie nieprzewidywalnym i niemożliwym do pobicia przez typowego inwestora.</li>
</ul>



<p>Teoria ta stała się podstawą dla popularyzacji inwestowania pasywnego, opartego na idei, że lepiej podążać za rynkiem, inwestując w indeksy, niż próbować go pokonać. Według zwolenników EMH, próby systematycznego przewyższania wyników rynku przez aktywnych inwestorów są z góry skazane na porażkę, a koszty takich działań często przewyższają potencjalne korzyści.</p>



<p>Jednymi z największych zwolenników i propagatorów tej teorii są zarządzający oraz eksperci opłacani przez dostawców pasywnych ETF-ów, które – według nich – stanowią jedyny racjonalny sposób na długofalowe zyski z giełdy. Jest to oczywiście korzystne dla dostawców ETF-ów, które w ostatnich dwóch dekadach pojawiają się niczym grzyby po deszczu.</p>



<p>Nie jest to zresztą specjalnie zaskakujące, ponieważ ich przychody z prowizji za pasywne zarządzanie środkami inwestorów w samym 2023 roku przekroczyły 20 miliardów dolarów. Im głośniej o EMH, tym więcej zarabiają dostawcy ETF-ów.</p>



<p>Choć EMH ma wielu zwolenników, zwłaszcza wśród przedstawicieli branży związanej z ETF-ami, jest również szeroko krytykowana, szczególnie przez praktyków rynku – zarówno zawodowych inwestorów, jak i tych indywidualnych – którzy na własne oczy dostrzegają, że w codziennej rzeczywistości teoria ta często nie znajduje pełnego odzwierciedlenia.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Buffet i Burry przeciwko teorii efektywności</h1>



<p>Warren Buffett, jeden z najbardziej znanych inwestorów na świecie, wielokrotnie podkreślał, że efektywność rynku nie wyjaśnia sukcesów takich inwestorów, jak on sam czy jego partnerzy w Berkshire Hathaway. Według Buffetta, rynki często ignorują fundamenty spółek, co pozwala inwestorom długoterminowym na wykorzystywanie okazji. “Gdyby rynki były zawsze efektywne, nie istniałoby coś takiego jak błąd w wycenie” – zauważył Buffett w jednym ze swoich słynnych listów do akcjonariuszy.</p>



<p>Wątpliwości podnosi też Michael Burry, który zasłynął z przewidzenia kryzysu finansowego w 2008 roku. Burry argumentował, że rynki mogą być efektywne tylko w warunkach stabilności, a w czasach kryzysów czy ekstremalnej zmienności często wpadają w pułapki irracjonalności. Jego analiza rynku nieruchomości tuż przed krachem w 2008 roku pokazała, że ogromne nieefektywności mogą istnieć, gdy inwestorzy ignorują sygnały płynące z fundamentalnych danych.</p>



<p>Podobne głosy krytyki wyrażał też, m.in. George Soros, który uważa, że rynek napędzany jest nie tyle przez fundamenty, ale przez percepcję inwestorów odnośnie tych fundamentów; czy Howard Marks i Ray Dalio zwracający uwagę, że za znaczną część zmian cen na giełdzie odpowiada zbiorowa psychologia inwestorów.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Przykłady nieefektywności rynku</h2>



<p>Efektywność rynku może i brzmi jak sensowna teoria, ale w praktyce okazuje się, że rynki finansowe często działają irracjonalnie. Historia pełna jest przykładów, które podważają założenia teorii Eugene’a Famy. </p>



<p>Oto najciekawsze przypadki pokazujące, że nieefektywności rynku są realne i można je wykorzystać.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Bańka na dot-comach z 2000 roku</h3>



<p>Jednym z najbardziej znanych przykładów nieefektywności rynku była bańka technologiczna z końca lat 90. Akcje spółek internetowych, które nie miały przychodów, zysków ani realnych modeli biznesowych, były wyceniane na miliardy dolarów. Na przykład Pets.com, firma zajmująca się sprzedażą artykułów dla zwierząt, osiągnęła wycenę 300 milionów dolarów, zanim upadła kilka miesięcy później.</p>



<p>Powód? Euforia inwestorów i wiara, że internet zmieni świat w tempie szybszym niż było to możliwe. Rynek ignorował fundamenty, a ceny akcji rosły tylko dlatego, że inni kupowali. Gdy bańka pękła, indeks Nasdaq stracił ponad 75% swojej wartości w ciągu dwóch lat.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Efekt stycznia i inne sezonowe anomalie</h3>



<p><a href="https://www.tradingforaliving.pl/encyklopedia/january-effect/">Efekt styczn</a><a href="https://www.tradingforaliving.pl/encyklopedia/january-effect/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">ia</a> to jedno z najczęściej badanych zjawisk na rynkach finansowych. Statystycznie, ceny akcji małych spółek rosną w styczniu bardziej niż w innych miesiącach roku. Mechanizm ten wynika z realizacji strat podatkowych przez inwestorów pod koniec roku oraz reinwestowania kapitału na początku stycznia.</p>



<p>Przykładem może być indeks Russell 2000, który w styczniu często przewyższa wyniki dużych indeksów, takich jak S&amp;P 500. Powodem nie jest odzwierciedlenie fundamentów spółek w ich cenach, ale kwestie podatkowe.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Krach pandemiczny z marca 2020 roku</h3>



<p>Początek pandemii COVID-19 w marcu 2020 roku doprowadził do jednego z najszybszych spadków na globalnych rynkach w historii. Indeks S&amp;P 500 stracił ponad 30% w ciągu kilku tygodni, gdy inwestorzy wpadli w panikę, wyprzedając akcje na masową skalę.</p>



<p>Jednocześnie spółki technologiczne, takie jak Zoom czy Amazon, które zyskały na pandemii, zaczęły gwałtownie rosnąć, pomimo tego, że ani dane finansowe, ani rewizje prognoz nie uzasadniały aż tak dużego wzrostu. Ten krach pokazał, że rynki są podatne na emocje, a nie na chłodną analizę.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Bańki na debiutach giełdowych</h3>



<p>Kolejnym przykładem nieefektywności rynku są okresowe bańki na debiutach giełdowych (<a href="https://www.tradingforaliving.pl/encyklopedia/ipo/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">IPO</a>). W 2021 roku firmy takie jak Rivian, które jeszcze nie miały znaczących przychodów, osiągały wyceny przekraczające 100 miliardów dolarów w dniu debiutu. Inwestorzy masowo kupowali akcje w nadziei na szybkie zyski, co prowadziło do absurdalnych wycen spółek z kiepskimi modelami biznesowymi (lub z ich kompletnym brakiem).</p>



<p>Po debiucie wiele takich spółek traciło na wartości, gdy inwestorzy zdawali sobie sprawę, że fundamenty nie uzasadniają cen. W innych przypadkach debiuty giełdowe były anulowane w ostatniej chwili, kiedy inwestorzy orientowali się, że spółki planujące wejście na giełdę w ogóle nie mają realnego planu na osiągnięcie zyskowności (np. WeWork w 2019 roku).</p>



<h3 class="wp-block-heading">Momentum i zachowania stadne</h3>



<p>Rynki często podążają za trendami, co prowadzi do nadmiernych wzrostów lub spadków bez specjalnych powodów merytorycznych. Dobrym przykładem jest Tesla, której wycena rosła o kilkaset procent w 2020 roku, głównie dzięki hypeowi wokół Elona Muska, pomimo braku specjalnego odzwierciedlenia we wzroście przychodów czy zysków firmy, a nawet pomimo mniejszego popytu na auta w czasach lockdownu.</p>



<p>To typowy efekt zachowań stadnych – inwestorzy kupowali, bo inni kupowali, a gdy cena stabilnie rosła z miesiąca na miesiąc, pod ten trend podłączali się inni kupujący, którzy tylko wzmagali dalsze wzrosty.</p>



<p>Po raz kolejny jednak – wzrosty kursu akcji nie miały odzwierciedlenia w poprawiających się&nbsp;wynikach sprzedażowych, ani nie były spowodowane żadnymi istotnymi informacjami płynącymi z rynku.</p>



<p>Powyższe przykłady to jedynie wierzchołek góry lodowej empirycznych dowodów podważających teorię efektywności rynku, ale są one chyba wystarczająco wymowne i przekonujące, by wzbudzić co najmniej sceptycyzm wobec jej założeń.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Dlaczego rynek jest aż tak nieefektywny?</h1>



<p>Psychologia inwestorów jest jednym z kluczowych czynników prowadzących do nieefektywności rynku. Zarówno indywidualni, jak i instytucjonalni inwestorzy, choć dysponują różnymi zasobami i wiedzą, często podejmują decyzje w oparciu o emocje, błędne przekonania czy presję otoczenia.</p>



<p>Te czynniki nie tylko prowadzą do irracjonalnych decyzji, ale także potrafią zaburzać wyceny aktywów, tworząc sytuacje, w których ceny akcji, obligacji czy towarów znacząco odbiegają od ich fundamentalnej wartości.</p>



<p>Strach i chciwość to dwa najbardziej pierwotne mechanizmy, które sterują rynkami. Gdy ceny aktywów zaczynają gwałtownie rosnąć, inwestorzy ogarnięci chciwością obawiają się przegapienia okazji (tzw. FOMO – Fear of Missing Out). To prowadzi do masowego kupowania aktywów, nawet jeśli ich wyceny są oderwane od fundamentów.</p>



<p>Z kolei strach pojawia się w momentach spadków. Podczas marcowego krachu w 2020 roku wywołanego pandemią COVID-19, inwestorzy masowo wyprzedawali akcje w obawie przed dalszymi stratami. Panika ta doprowadziła do historycznych spadków, które nie miały pełnego uzasadnienia w fundamentach spółek.</p>



<p>Ci jednak, którzy zachowali spokój i kupili akcje w czasie tej wyprzedaży, osiągnęli spektakularne zyski już w kolejnych miesiącach.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Błędy poznawcze – pułapki myślenia inwestorów</h2>



<p>Nieefektywności rynkowe często wynikają z dobrze znanych i opisanych błędów poznawczych, czyli systematycznych odchyleń od racjonalnego myślenia, które wpływają na decyzje inwestycyjne.</p>



<p>Do najczęstszych błędów należą:</p>



<ol>
<li><strong>Nadmierna pewność siebie</strong>: Inwestorzy, zwłaszcza profesjonaliści, często przeceniają swoje umiejętności przewidywania przyszłości. To prowadzi do podejmowania ryzykownych decyzji, które w dłuższej perspektywie mogą przynosić straty.</li>



<li><strong>Efekt potwierdzenia</strong>: Skłonność do szukania informacji, które potwierdzają już posiadane przekonania, a ignorowanie tych, które je podważają.</li>



<li><strong>Kotwiczenie</strong>: Przywiązanie do wcześniejszych poziomów cen. Inwestorzy często opierają swoje decyzje na historycznych wartościach aktywów, ignorując zmiany w fundamentach.</li>



<li><strong>Zachowanie stadne</strong>: Naśladownictwo innych inwestorów, zwłaszcza w czasie paniki lub euforii rynkowej, co prowadzi do nadmiernych wzrostów lub spadków.</li>



<li><strong>Awersja do strat</strong>: Ludzie odczuwają ból związany ze stratą dwukrotnie silniej niż radość z osiągniętego zysku. W praktyce oznacza to, że inwestorzy często trzymają akcje spadające, licząc na odwrócenie trendu, by uniknąć realizacji straty, zamiast zainwestować ten kapitał w bardziej perspektywiczne aktywa.</li>
</ol>



<p>Jednym z największych badaczy błędów poznawczych był nieżyjący już Daniel Kahneman, o którego pracy więcej pisałem w artykule: &#8222;<a href="https://www.tradingforaliving.pl/daniel-kahneman-bledy-poznawcze-na-gieldzie/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Czego o inwestowaniu nauczył nas Kahneman?</a>&#8222;</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Jak wykorzystać nieefektywność rynku?</h1>



<p>Nieefektywności rynku nie są wadą, lecz źródłem przewagi dla świadomych inwestorów, którzy potrafią je dostrzec i wykorzystać. Gdyby rynek był stale efektywny, pojęcie okazji inwestycyjnej w ogóle by nie istniało. Nieefektywności rynku są zatem kluczowe i niezbędne, żeby móc go pokonać.</p>



<p>Aby to osiągnąć, konieczne jest połączenie wiedzy i umiejętności analitycznych oraz nowoczesnych technologii. Poniżej dwa kluczowe obszary, na których warto się skoncentrować, by zwiększyć swoje szanse na pobicie benchmarku.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Edukacja, wiedza i doświadczenie</h2>



<p>Zrozumienie mechanizmów rynkowych to podstawa. Inwestorzy, którzy regularnie poszerzają swoją wiedzę, mają większe szanse na zidentyfikowanie nieefektywności. Oto, na co warto zwrócić szczególną uwagę:</p>



<ul>
<li><strong>Zrozumienie fundamentów</strong>: Znajomość analizy fundamentalnej pozwala określić rzeczywistą wartość spółek i porównać ją z ich aktualną wyceną na rynku. Niezależnie od tego, czy chodzi o wskaźniki finansowe, strategie biznesowe czy sytuację branżową, im lepiej inwestor rozumie daną spółkę, tym łatwiej dostrzeże błędne wyceny.</li>



<li><strong>Psychologia rynku</strong>: Wiedza o genezie i działaniu mechanizmów, takich jak strach, chciwość, błędy poznawcze czy zachowania stadne, umożliwia lepsze panowanie nad własnymi odruchami i unikanie pułapek emocjonalnych przy podejmowaniu decyzji.</li>



<li><strong>Doświadczenie:</strong> Żaden kurs czy książka nie zastąpi wieloletniej praktyki. Obserwowanie zachowań rynku w różnych sytuacjach, prowadzenie własnych analiz i wyciąganie wniosków z błędów buduje intuicję i pomaga lepiej wykorzystywać okazje.</li>
</ul>



<p>Inwestowanie bez solidnej wiedzy to jak żegluga bez mapy – może się udać, ale ryzyko błędów jest ogromne. Rozwijanie umiejętności analitycznych i poszerzanie wiedzy rynkowej daje inwestorowi pewność siebie i zdolność do podejmowania lepszych decyzji. Każda godzina poświęcona na edukację to krok bliżej do stania się inwestorem świadomym i skutecznym.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Narzędzia wspierające decyzje</h2>



<p>Postęp technologiczny z ostatniej dekady zapewnił inwestorom dostęp do zaawansowanych narzędzi analitycznych, które mogą znacząco podnieść jakość ich analiz. Wykorzystanie technologii umożliwia szybsze, bardziej racjonalne i precyzyjne podejmowanie decyzji inwestycyjnych. Niekorzystanie z tych narzędzi to świadoma decyzja o pozostaniu w tyle za innymi.</p>



<p>Dzisiaj za kilkadziesiąt dolarów miesięcznie bez wychodzenia z domu na wyciągnięcie naszej ręki są:</p>



<ul>
<li><strong>Platformy analityczne</strong>: W ostatnich latach słynny Bloomberg Terminal zaczął powoli odchodzić do lamusa, a prym wiodą o wiele tańsze i bardziej dostępne alternatywy takie, jak: yCharts, GuruFocus czy <a href="https://scrab.tradingforaliving.pl/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Scrab</a>. W dodatku porządne platformy brokerskie same w sobie oferują sporo darmowych danych finansowych i prognoz dla globalnych spółek.</li>



<li><strong>Skanery rynkowe</strong>: Automatyczne skanery w ciągu sekund pozwalają znaleźć spółki lub instrumenty finansowe spełniające określone kryteria, np. niskie <a href="https://www.tradingforaliving.pl/encyklopedia/pe-price-to-earnings/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">wskaźniki P/E</a>, wysokie prognozy wzrostu przychodów czy małe ryzyko bankructwa. To oszczędza czas i pozwala skupić się na dokładnej analizie wstępnie już przeselekcjonowanej garstki najlepszych spółek.</li>



<li><strong>Algorytmy i AI</strong>: Sztuczna inteligencja dopiero raczkuje i ciągle popełnia masę błędów, ale mimo tego już teraz dość dobrze sprawdza się w analizowaniu dużych zbiorów danych czy symulowaniu różnych scenariuszy. Profesjonalni inwestorzy coraz częściej wykorzystują te narzędzia także do pomocy w researchu, brainstormingu czy poszukiwaniu drugiej opinii odnośnie konkretnego pomysłu na inwestycję.</li>



<li><strong>Modele scoringowe</strong>: Zaawansowane <a href="https://www.tradingforaliving.pl/co-to-jest-model-scoringowy/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">modele scorin</a><a href="https://www.tradingforaliving.pl/co-to-jest-model-scoringowy/">gowe</a> umożliwiają obiektywną ocenę fundamentów spółek. Analizują one kluczowe wskaźniki, takie jak rentowność, zadłużenie czy wzrost przychodów, i przypisują ocenę, która pomaga szybko zidentyfikować spółki o solidnych fundamentach. Korzystanie z takich narzędzi minimalizuje wpływ subiektywnych emocji na proces podejmowania decyzji inwestycyjnych.</li>



<li><strong>Automatyzacja:</strong> Automatyzacja procesów analizy, oceny i podejmowania decyzji sprawia, że cały system inwestycyjny staje się bardziej ustrukturyzowany, a nasze transakcje mniej przypadkowe. Dzięki automatyzacji kluczowych etapów, takich jak selekcja spółek czy zarządzanie portfelem, nie tylko oszczędzamy czas, ale także podejmujemy decyzje w oparciu o wcześniej przygotowane założenia, a nie impulsy chwili.</li>
</ul>



<p>Korzystanie z nowoczesnych narzędzi i technologii to nie tylko ułatwienie pracy inwestora, ale przede wszystkim sposób na zbudowanie przewagi na rynku. Automatyzacja procesów, modele scoringowe czy zaawansowane platformy analityczne pozwalają podejmować decyzje szybciej, trafniej i z większą pewnością.</p>



<p>W świecie, gdzie konkurencja rośnie z każdą sekundą, umiejętne wykorzystanie dostępnych narzędzi może stanowić kluczową różnicę między inwestorem odnoszącym sukcesy a tym, który działa na ślepo, opierając się na własnym uznaniu lub zawodnej intuicji.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Rynki nie są doskonałe – i całe szczęście</h1>



<p>Tam, gdzie kończy się teoria, zaczyna się przewaga. Rynki finansowe, choć przez laików postrzegane jako nieprzewidywalne, a przez akademików jako efektywne, w rzeczywistości nie są ani jednym, ani drugim.</p>



<p>Inwestorzy, którzy inwestują w edukację i głębokie zrozumienie mechanizmów rynkowych, zyskują przewagę pozwalającą podejmować świadome decyzje i unikać pułapek emocjonalnych. Profesjonalizm w inwestowaniu nie opiera się na ślepym podążaniu za trendami, lecz na umiejętności ich analizy i wykorzystania.</p>



<p>Historia rynków finansowych pokazuje, że błędy i anomalie zawsze będą ich częścią. Bańki spekulacyjne, sezonowe wahania czy techniczne odchylenia to nie przeszkody, lecz okazje, które mogą przynieść ponadprzeciętne zyski.</p>



<p>Skuteczne wykorzystanie tych sytuacji wymaga jednak solidnego przygotowania, chłodnej głowy oraz zaawansowanych narzędzi analitycznych, które pomagają podejmować decyzje oparte na faktach, a nie emocjach. To właśnie takie podejście odróżnia profesjonalnych inwestorów od tych przeciętnych.</p>



<p>Reasumując, nieefektywność to nie problem, ale szansa i tylko od nas zależy, czy i jak ją wykorzystamy.</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/teoria-efektywnosci-rynku/">Czy rynek naprawdę jest efektywny? Teoria akademicka kontra brutalna rzeczywistość</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.tradingforaliving.pl/teoria-efektywnosci-rynku/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Skąd taka zmienność na giełdzie, czyli krótka historia o tym, jak japoński bank centralny zepsuł nam wakacje</title>
		<link>https://www.tradingforaliving.pl/skad-taka-zmiennosc-na-gieldzie-2024-roku/</link>
					<comments>https://www.tradingforaliving.pl/skad-taka-zmiennosc-na-gieldzie-2024-roku/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Trela]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 28 Aug 2024 11:48:48 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.tradingforaliving.pl/?p=8922</guid>

					<description><![CDATA[<p>Czy to tylko korekta, czy już&#160;krach? Początek bessy, czy typowy miesiąc na giełdzie? Jeszcze zostać czy już uciekać? Te i inne trudne pytania zadawaliśmy sobie w trakcie wakacji, bo tegoroczny sezon ogórkowy zapewnił&#160;na rynku emocje i wahania niespotykane od czasu pandemii. Ten giełdowy rollercoaster łatwo jednak wytłumaczyć, a winnych należy szukać w Tokio i w [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/skad-taka-zmiennosc-na-gieldzie-2024-roku/">Skąd taka zmienność na giełdzie, czyli krótka historia o tym, jak japoński bank centralny zepsuł nam wakacje</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>Czy to tylko korekta, czy już&nbsp;krach? Początek bessy, czy typowy miesiąc na giełdzie? Jeszcze zostać czy już uciekać? Te i inne trudne pytania zadawaliśmy sobie w trakcie wakacji, bo tegoroczny sezon ogórkowy zapewnił&nbsp;na rynku emocje i wahania niespotykane od czasu pandemii. Ten giełdowy rollercoaster łatwo jednak wytłumaczyć, a winnych należy szukać w Tokio i w amerykańskim Hamptons.</strong></p>



<p>Wakacyjne wahania na giełdzie same w sobie nie są&nbsp;niczym nietypowym. W tym roku jednak to ich zakres zrobił wrażenie. W ciągu dwóch tygodni drugiej połowy lipca S&amp;P 500 spadł od swojego szczytu o 8%, NASDAQ o 13%, a&nbsp;indeks półprzewodników tąpnął aż o 25%.</p>



<p>Sama Nvidia najpierw w jeden miesiąc straciła prawie bilion dolarów ze swojej kapitalizacji, a następnie odzyskała pięćset miliardów w ciągu zaledwie siedmiu sesji giełdowych. Potem było już&nbsp;tylko ciekawiej.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Nieco czarny poniedziałek</h1>



<p>W poniedziałek 5 sierpnia japoński indeks NIKKEI w ciągu jednej sesji runął o 12%, koreański KOSPI spadł o 9%, a amerykański NASDAQ tuż po otwarciu zanurkował o 6%. VIX momentalnie wystrzelił do poziomów nie widzianych od czasu pandemii z 2020 roku.</p>



<p>Nie był&nbsp;to może poniedziałek aż tak czarny, jak ten z 1987 roku, kiedy Dow Jones spadał&nbsp;w ciągu jednej sesji o 23%, ale i tym razem wielu inwestorów na całym świecie obudziło się&nbsp;rano z takim właśnie wrażeniem zerkając na to, co dzieje się&nbsp;na rynkach od Azji po Amerykę.</p>



<p>Porównania do 1987 roku nie są&nbsp;jednak całkiem przesadzone, także z uwagi na to, co stało się&nbsp;później.</p>



<p>Podobnie jak i wtedy, tak i tym razem rynki odbiły dość szybko. Producenci chipów w ciągu ledwie kilku sesji wzrośli o 15%, spółki technologiczne przytyły o 10%, a szeroki indeks podskoczył o ponad 7%, co pozwoliło mu odrobić niemal wszystkie wcześniejsze straty.</p>



<p>Podobnie jak wtedy, dzisiaj też nie doszło do żadnego większego kataklizmu ani załamania w systemie finansowym, który zmusiłby FED do przedwczesnej interwencji, do czego zresztą po dwóch tygodniach spadków już namawiali niektórzy spanikowani ekonomiści i bankierzy.</p>



<p>Podobnie jak i wtedy, tak i tym razem spadki miały przyczyny bardziej techniczne niż merytoryczne.</p>



<p>Co takiego zatem wydarzyło się przez te wakacje, że giełdą rzucało w jedną&nbsp;i drugą&nbsp;stronę? Otóż na podwyższoną&nbsp;zmienność&nbsp;miało wpływ kilka pozornie niezwiązanych ze sobą rzeczy.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Carry trade, które poszło bardzo nie tak</h1>



<p>Japoński jen rzadko kiedy staje się sprawcą pogromu na amerykańskich spółkach technologicznych, ale tym razem to właśnie on, wespół z japońskim bankiem centralnym, przyczynili się do amerykańskiej korekty.</p>



<p><em>Carry trade</em>, jako szerzej stosowana strategia, praktycznie nie istniała jeszcze do początku lat 90-tych. Wtedy jednak Bank Centralny Japonii postanowił zrobić coś, co na zawsze odmieniło sposób działania globalnych rynków finansowych.</p>



<p>BOJ (Bank of Japan) zdecydował&nbsp;wtedy po raz pierwszy w historii ściąć&nbsp;stopy procentowe niemalże do zera. Działanie to w zamierzeniu miało pomóc stymulować japońską gospodarkę (co nie do końca się&nbsp;udało), ale zamiast tego stworzyło okazję do zaciągania przez Wall Street praktycznie darmowych pożyczek w japońskim jenie (co udało się fantastycznie).</p>



<p>Po co amerykańskim funduszom inwestycyjnym niskooprocentowana pożyczka w jenie? Ano po to, żeby natychmiast wymienić jena na walutę kraju, który posiada dużo wyższe stopy procentowe. Dzięki temu za sam fakt przechowywania tej waluty od depozytów gotówkowych trzymanych na rachunku rosły soczyste odsetki (stąd nazwa <em>carry trade</em>, <em>carry</em> – od trzymania waluty docelowej w celu wygenerowania odsetek).</p>



<p>Popularną&nbsp;walutą&nbsp;docelową był wtedy funt brytyjski, dolar australijski i dolar amerykański. Strategia działała w ten sposób, że fundusz z Wall Street zaciągał pożyczkę w jenie po efektywnym koszcie około 0.5% rocznie i błyskawicznie wymieniał te środki na dolary amerykańskie, które pod koniec lat dziewięćdziesiątych płaciły średnio 5.5%. Dzięki temu, po odliczeniu kosztu pożyczki, fundusz księgował czysty zysk w wysokości 5% netto.</p>



<p>Cały czas jednak istniało tu ryzyko walutowe. Dolar przecież mógł się osłabić względem jena o więcej niż 5%, co sprawiłoby, że taka pozycja wygenerowałaby stratę. Dlatego stopniowo fundusze zaczęły przeznaczać kupione na kredyt dolary do tego, żeby zainwestować je w aktywa o wyższych rentownościach, co pomogłoby <em>offsetować</em> ryzyko walutowe.</p>



<p>Zaczęło się od obligacji rządowych (wtedy około 6.5% rentowności), ale potem stopniowo, w miarę wzrostu apetytu na &#8222;darmowe&#8221; zyski, dolary uzyskane z wymiany niskooprocentowanych jenów zaczęły trafiać do coraz to bardziej ryzykownych aktywów.</p>



<p>Szybkie przewinięcie taśmy o dwadzieścia lat do przodu i okazuje się, że pod koniec lipca 2024 roku miliardy dolarów z pożyczek w jenie zostało zaparkowanych, na przykład w akcje Nvidii oraz innych spółek z sektora AI, co miało pomóc stworzyć efekt niesamowitej dźwigni i wykorzystać do maksimum ten &#8222;darmowy&#8221; japoński kapitał. Nie uprzedzajmy jednak faktów.</p>



<p><strong>Więcej o tym, jak dokładnie działa <em>carry trade</em> można przeczytać w Encyklopedii Inwestycyjnej w haśle: <a href="https://www.tradingforaliving.pl/encyklopedia/carry-trade/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Co to jest carry trade?</a></strong></p>



<p>Strategia <em>carry trade</em> to rozwiązanie genialne w swojej prostocie, ale jest z nią jeden problem. Raz na jakiś czas jen rośnie. A kiedy już rośnie, to sprawia, że pożyczkobiorcy zmuszeni są do sprzedaży akcji kupionych na kredyt, wymiany waluty na jena i do spłaty swojej japońskiej pożyczki.</p>



<p>Dopóki sytuacja jest odwrotna i to kurs jena względem dolara spada (czyli mniej więcej od dekady), to oznacza, że spłata pożyczki staje się coraz tańsza zapewniając inwestorom dodatkowy zysk. Nic jednak nie trwa wiecznie i czasem (np. pod koniec 2007 roku czy w połowie 2024) to dolar spada, a jen spektakularnie rośnie powodując na Wall Street paniczne zamykanie pozycji akcyjnych i wymianę dolarów na jeny.</p>



<p>Tym razem domek z kart zaczął się sypać, kiedy najniższy od dekady kurs jena zmusił w końcu Bank Japonii do działania.</p>



<p>Po 17 latach w marcu 2024 roku BOJ po raz pierwszy podniósł&nbsp;stopy procentowe. Wydarzenie wiekopomne, ale w marcu na nikim nie zrobiło jeszcze specjalnego wrażenia, bo dalej były to poziomy jedne z najniższych na świecie. Ta pojedyncza podwyżka nie powstrzymała zresztą jena przed dalszą deprecjacją i w lipcu japońska waluta sięgnęła najniższego poziomu względem dolara od&#8230; 38 lat.</p>



<p>To już przelało czarę goryczy i zmusiło BOJ do drugiej w tym roku podwyżki stóp procentowych oraz do zapowiedzi kolejnej. Tym razem zdecydowanie i determinacja BOJ momentalnie doprowadziły do wystrzału kursu jena i do jednodniowego krachu (-12%) na tokijskiej giełdzie, który był&nbsp;zwieńczeniem tygodnia, w jakim NIKKEI wymazał wszystkie zyski z całego roku.</p>



<p>Ale ucierpiał nie tylko japoński indeks NIKKEI.</p>



<p>Tuż przed ogłoszeniem decyzji BOJ wartościowy poziom pozycji typu <em>carry trade</em> na japońskim jenie w lipcu był&nbsp;najwyższy od siedmiu lat. Dokładnie połowa tego miesiąca okazała się absolutnym szczytem ilości jenów będących w krótkiej sprzedaży (większość wymieniono na dolary).</p>



<p>To po prostu musiało się źle skończyć.</p>



<p>Morgan Stanley oszacował, że tuż po lipcowym rajdzie jena, około 60% wszystkich istniejących na świecie pozycji krótkich w jenie zostało zamkniętych w ciągu zaledwie dwóch tygodni. JPMorgan z kolei wyliczył, że ta liczba jest nawet wyższa i około 70% pozycji <em>carry trade</em> na jenie zostało zlikwidowanych w drugiej połowie lipca. Brokerzy walutowi mówią o jeszcze większych poziomach.</p>



<p>Bez względu jednak na precyzyjną wartość, faktem jest, że gdy okazało się, że BOJ zaczyna agresywną politykę podwyżek, najbardziej zatłoczony &#8222;trejd&#8221; na Wall Street zaczął się panicznie rozwiązywać.</p>



<p>Dramatycznie rosnący kurs japońskiej waluty błyskawicznie zmusił amerykańskich inwestorów do sprzedaży aktywów kupionych na kredyt (głównie spółki AI), żeby jak najszybciej wymienić dolary na jeny i spłacić pożyczki, póki amerykański dolar całkiem nie stracił jeszcze na wartości względem umacniającego się jena.</p>



<p>Cała sytuacja przypomina zatem nieco efekt motyla, w którym teoretycznie mało znaczące wydarzenie na jednym krańcu świata, poprzez uruchomienie mechanizmu domina, potrafi wywołać tsunami w innej części globu.</p>



<p>W innych okolicznościach gwałtowne umocnienie się jena nie miałoby pewnie aż takiego przełożenia na amerykańskie akcje, ale&#8230;</p>



<p>Tym razem trafiło na bardzo niską płynność amerykańskiego rynku.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Kiedy Wall Street je sałatkę za 80$</h1>



<p>Hamptons leży we wschodniej części Long Island, cztery godziny drogi od dolnego Manhattanu. Aby dostać się&nbsp;do Hamptons, ze znajdującej się nieopodal Wall Street stacji Broad St. należy wsiąść do metra linii J i podjechać 23 przystanki na Brooklyn na stację Jamaica, a następnie przesiąść się do pociągu LIRR, który po dwóch godzinach jazdy dowiezie nas do Southampton. Stamtąd trzeba wsiąść w autobus linii 92, żeby przejechać osiem przystanków do Montauk Station. Teraz wystarczy już&nbsp;tylko trzydziestominutowy spacer i jesteśmy&nbsp;w samym środku Hamptons.</p>



<p>Nikt nigdy w historii Wall Street prawdopodobnie jednak nie dotarł&nbsp;tam w ten sposób. Znacznie lepiej niż&nbsp;amerykańska komunikacja miejska sprawdza się bowiem Bentley z własnym szoferem lub prywatny albo współdzielony helikopter, które są preferowanymi środkami transportu przez letnich rezydentów Hamptons i które skracają czas podróży dwukrotnie (Bentley) lub dwunastokrotnie (helikopter).</p>



<p>Hamptons to miejsce, w którym sałatka z kurczakiem kosztuje w sklepie 80$, a średnia cena nieruchomości wynosi prawie 3 mln dolarów (dla porównania w West Palm Beach na Florydzie to około 400 tysięcy dolarów). Hamptons to miejsce uwielbiane przez traderów z Wall Street, którzy spędzają tam większą część wakacji, z dala od swoich terminali Bloomberga i z dala od problemów na giełdzie. Hamptons to miejsce, w którym nie zawiera się&nbsp;transakcji giełdowych.</p>



<p>Zanim przejdziemy do tego, co Hamptons ma wspólnego z lipcowym krachem na amerykańskiej giełdzie, wróćmy jeszcze tych jedenaście tysięcy kilometrów na wschód, gdzie rozgrywały się wspomniane już wcześniej dantejskie sceny nie widziane tam od lat osiemdziesiątych.</p>



<p>Na giełdzie w Tokio zabrakło bowiem kupujących. Przez lata BOJ prowadził unikalny w skali świata program skupu lokalnych ETF-ów, ratując tym samym tokijską giełdę przed większymi spadkami za każdym razem, gdy na parkiecie zaczynało dziać&nbsp;się&nbsp;coś&nbsp;niedobrego.</p>



<p>W 2021 roku BOJ jednak częściowo wycofał&nbsp;się&nbsp;z tego programu, co pośrednio miało swój udział&nbsp;w tym, że umacniający się&nbsp;jen wywołał falę spadków na japońskim parkiecie, której nie było teraz komu powstrzymać.</p>



<p>Podobnie jak w Japonii zabrakło kupujących, problemy z płynnością pojawiły się również na parkiecie w Stanach Zjednoczonych, gdzie w najlepsze trwał wakacyjny sezon i na posterunku nie było tak wielu zarządzających, którzy mogliby skusić się na zakupy przecenionych akcji lub przynajmniej klepnąć przekalibrowanie algorytmów, aby te przestawiły się z podążania za chwilowym trendem i zaczęły łapać co ciekawsze spadające noże.</p>



<p>Ale Hamptons rządzi się&nbsp;swoimi prawami. Wakacje są tam święte, a w lokalnym country clubie (jednorazowa opłata członkowska wynosi 850 000$ plus 25 000$ rocznie) nie rozmawia się o giełdzie, ani tym bardziej nie zawiera się transakcji; zwłaszcza, że do środka nie można wnosić&nbsp;telefonów komórkowych, ani innych urządzeń elektronicznych.</p>



<p>W czasie, gdy śmietanka Wall Street oddawała się kolejnym partiom golfa rozgrywanym w prestiżowym klubie Shinnecock Hills (na karnet członkowski trzeba czekać tam w kolejce wiele lat), na wyschniętym z płynności amerykańskim rynku oliwy do ognia dolewały raportowane właśnie dane finansowe największych spółek, które były co prawda dobre, ale nie aż tak dobre, żeby powstrzymać&nbsp;wyprzedaż akcji.</p>



<p>W <em><a href="https://www.tradingforaliving.pl/encyklopedia/conference-call/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">conference callach</a></em> coraz częściej zaczął pojawiać się nerwowy temat większych i większych wydatków związanych z inwestycjami w AI, które nie generowały (jeszcze) dostatecznie dużych przychodów uzasadniających te wydatki, co tylko wpłynęło na dodatkową nerwowość ze strony inwestorów.</p>



<p>Jakby tego było mało, w sferze makro w międzyczasie zarysowały się trochę słabsze dane ekonomiczne. Głównie chodziło o wyższy wzrost bezrobocia i niższy przyrost nowych miejsc pracy.</p>



<p>To wszystko, choć wytłumaczalne przez większy napływ imigrantów, generalnie powinno pozostać bez większego znaczenia dla rynku akcji, ale w sytuacji znikomej płynności, słabsze makro stało się kolejnym kamyczkiem do ogródka i wystarczającym katalizatorem do wycofywania się z krótkoterminowych spekulacyjnych pozycji zawieranych przy pomocy dźwigni.</p>



<p>W każdym innym okresie nad większą i bardziej zdeterminowaną podażą najpewniej udałoby się&nbsp;zapanować funduszom, instytucjom i algorytmom, które na co dzień pełnią de facto rolę <em>market makera</em>, no ale tym razem trafiło na okres wakacji z mniejszą płynnością i tej nadwyżki akcji w obiegu zwyczajnie nie było komu wchłonąć.</p>



<p>Zestawiając to z dwutygodniowym okresem, w którym wiele funduszy zostało brutalnie zmuszonych do natychmiastowego zamykania&nbsp;swoich pozycji kupionych za pożyczone jeny, powstała mieszanka wybuchowa – wymuszona sprzedaż i brak kupujących. Jaki był&nbsp;tego efekt, to wszyscy pamiętamy.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Czy to już koniec? (nic z tych rzeczy)</h1>



<p>Ostatni tydzień sierpnia pokazuje, że gwałtownie umocniony jen znowu przyciąga rzesze chętnych do tego, żeby skorzystać z niemalże darmowej pożyczki, która dzisiaj kosztuje 0.75% w skali roku. Jak pokazują dane CFTC liczba pozycji krótkich na jenie od połowy sierpnia rośnie o 30-40% na tydzień, co oznacza, że zabawa zaczyna się na nowo.</p>



<p>Tym razem jednak ma to o tyle sens, że japoński bank centralny chyba trochę&nbsp;się przestraszył&nbsp;pandemonium, które wywołał i jego przedstawiciele zaczęli tonować swoje wypowiedzi odnośnie dalszych podwyżek stóp. Do tej pory w planie była jeszcze jedna podwyżka na grudzień, ale dzisiaj nie jest to już&nbsp;takie pewne, a nawet jeśli, to wygląda na to, że ta podwyżka mogła już zostać zdyskontowana w cenie jena.</p>



<p>Wszystko wskazuje więc na to, że <a href="https://www.tradingforaliving.pl/encyklopedia/carry-trade/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">japoński <em>carry trade</em></a>, który wywołał tak duży popłoch na amerykańskim parkiecie, zaczyna na nowo podnosić się z popiołów.</p>



<p>Co z tego wyjdzie zobaczymy już we wrześniu, który <a href="https://youtu.be/bRpD1Nd4CCI?si=ASQuocO0GiC6gCzN" target="_blank" rel="noreferrer noopener">statystycznie</a> jest najgorszym okresem dla giełdy, ale jak widać każda passa kiedyś dobiega końca.</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/skad-taka-zmiennosc-na-gieldzie-2024-roku/">Skąd taka zmienność na giełdzie, czyli krótka historia o tym, jak japoński bank centralny zepsuł nam wakacje</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.tradingforaliving.pl/skad-taka-zmiennosc-na-gieldzie-2024-roku/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Inwestowanie pasywne 2.0. Jaki fundusz ETF wybrać i jak podkręcić zysk opcjami?</title>
		<link>https://www.tradingforaliving.pl/inwestowanie-pasywne-w-najlepsze-etf-zakup-opcjami/</link>
					<comments>https://www.tradingforaliving.pl/inwestowanie-pasywne-w-najlepsze-etf-zakup-opcjami/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Trela]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 13 Jun 2024 09:30:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[Porady]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.tradingforaliving.pl/?p=8811</guid>

					<description><![CDATA[<p>Inwestowanie pasywne to ucieleśnienie wizji, w której minimalnym nakładem pracy osiągamy dwucyfrowe zwroty, a pieniądze rosną same nawet wtedy, kiedy śpimy. Wystarczy kupić&#160;ETF na S&#38;P 500, a potem o nim zapomnieć. Po dekadzie zyski powinny przekraczać 10% średniorocznie. Co jednak, gdybyśmy byli w stanie podrasować ten zwrot jeszcze bardziej poprzez wybór nieco lepszego funduszu ETF [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/inwestowanie-pasywne-w-najlepsze-etf-zakup-opcjami/">Inwestowanie pasywne 2.0. Jaki fundusz ETF wybrać i jak podkręcić zysk opcjami?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>Inwestowanie pasywne to ucieleśnienie wizji, w której minimalnym nakładem pracy osiągamy dwucyfrowe zwroty, a pieniądze rosną same nawet wtedy, kiedy śpimy. Wystarczy kupić&nbsp;ETF na S&amp;P 500, a potem o nim zapomnieć. Po dekadzie zyski powinny przekraczać 10% średniorocznie. Co jednak, gdybyśmy byli w stanie podrasować ten zwrot jeszcze bardziej poprzez wybór nieco lepszego funduszu ETF i kupienie go przy pomocy opcji?</strong></p>



<p>Fakty są takie, że dziewięć na dziesięć osób na giełdzie osiąga wyniki gorsze niż benchmark. Według różnych danych ponad 90% inwestorów wyszłoby na tym lepiej, gdyby odpuściło sobie inwestowanie aktywne i po prostu kupiło ETF-a na S&amp;P 500 (amerykański indeks giełdowy), zamiast próbować wybierać poszczególne spółki do portfela.</p>



<p>Średnioroczne zwroty amerykańskiego rynku akcji z ostatnich kilkudziesięciu lat wynoszą mniej więcej 10% i to jest już&nbsp;poziom zadowalający, aczkolwiek… nie jest to ostateczna granica, do której można dojść inwestując pasywnie.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Co to znaczy “inwestowanie pasywne”?</h3>



<p>Inwestowanie pasywne to strategia inwestycyjna polegająca na zakupie i utrzymywaniu przez wieloletni horyzont tego samego składu portfela z minimalnymi działaniami ze strony inwestora.</p>



<p>Inwestowanie pasywne charakteryzuje się niższymi kosztami transakcyjnymi i podatkowymi w porównaniu do strategii aktywnych oraz mniejszym ryzykiem związanym z błędami w wyborze poszczególnych aktywów, a statystycznie także wyższymi zwrotami w przypadku większości inwestorów.</p>



<p>Typowymi narzędziami wykorzystywanymi w inwestowaniu pasywnym są fundusze ETF, które naśladują wyniki konkretnych strategii inwestycyjnych lub indeksów giełdowych, takich jak S&amp;P 500 czy WIG20.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Co to jest ETF?</h3>



<p>ETF jest rodzajem funduszu inwestycyjnego, który w sposób automatyczny i z góry zaplanowany, na podstawie określonych kryteriów, dokonuje zakupu akcji do swojego portfela.</p>



<p>Jednostkami funduszy ETF można handlować na rynkach publicznych dokładnie tak samo, jak zwykłymi akcjami. Stąd zresztą wzięła się ich nazwa – <em>Exchange Traded Funds</em> – oznaczająca „fundusze, których jednostkami uczestnictwa handluje się na giełdzie”.</p>



<p>Fundusze ETF są idealne dla drobnych inwestorów, ponieważ można w nie zainwestować nawet małe kwoty – od kilkudziesięciu do kilkuset dolarów za sztukę. Koszt inwestycji w popularne ETF jest znikomy i często wynosi mniej niż 0.5% rocznie.</p>



<p>Inwestowanie w ETF jest także w pełni bezpieczne, ponieważ fundusze zobligowane są do zakupu realnych akcji jako zabezpieczenie emitowanych jednostek uczestnictwa.</p>



<p>Więcej o tym, jak dokładnie działa, a także jakie są wady i zalety inwestowania w ETF, można przeczytać w <a href="https://www.tradingforaliving.pl/encyklopedia/etf/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Encyklopedii Inwestycyjnej</a>.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Jak wybrać odpowiedni ETF i ile można na nim zyskać?</h1>



<p>Inwestowanie w fundusze ETF (<em>Exchange Traded Funds</em>) notowane na giełdzie pozwala zrezygnować z potrzeby wyszukiwania i analizowania poszczególnych spółek oraz daje duży komfort, umożliwiając uniknięcie konieczności oceny i prognozowania, które akcje będą lepsze od innych.</p>



<p>Problem w tym, że funduszy ETF na rynku są&nbsp;tysiące, a sam handel ETF stanowi już ponad 70% całego obrotu na giełdzie papierów wartościowych w USA. Jak spośród całego tego grona wybrać najlepsze ETF?</p>



<h2 class="wp-block-heading">Porównanie najlepszych funduszy ETF</h2>



<p>Trzy główne rodzaje funduszy ETF notowanych na giełdzie to:</p>



<ul>
<li>ETF-y indeksowe,</li>



<li>ETF-y sektorowe,</li>



<li>ETF-y faktorowe.</li>
</ul>



<p>Każdy z nich ma swoje wady i zalety, ale przez mnogość wyboru wszystkie te fundusze ETF pozwalają stworzyć praktycznie dowolną strategię inwestycyjną. Poniżej krótkie omówienie najlepszych funduszy ETF dostępnych na giełdach zagranicznych.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Fundusze indeksowe: SPY vs. QQQ</h3>



<p>Mówiąc o inwestowaniu w fundusz ETF indeksowy zazwyczaj mamy na myśli <strong>ETF na S&amp;P 500</strong> (ewentualnie na WIG20, ale o tym za chwilę), który ukrywa się pod symbolem SPY. Ten ETF jest pierwszym i zazwyczaj najlepszym wyborem, ponieważ daje ekspozycję na pięćset największych amerykańskich spółek z różnych sektorów.</p>



<p>Zainwestowanie na amerykańskie spółki jest rozsądnym pomysłem, ponieważ USA to nie tylko największa gospodarka świata, ale też największa giełda świata, na której notowane są czołowe globalnej spółki. Mówimy więc o ekspozycji na potężną gospodarkę chronioną przez największą potęgę militarną, która w dodatku operuje w najsilniejszej walucie świata wspieranej przez najpotężniejszy bank centralny.</p>



<p>Jeśli zatem zostajemy w temacie inwestowania pasywnego, czyli takiego, które nie wymaga posiadania własnego zdania na temat konkretnego składu portfela, to postawienie na całą gospodarkę USA wydaje się&nbsp;dobrym pomysłem.</p>



<p>ETF SPY lub jego odpowiedniki w ciągu ostatnich dziesięciu lat średniorocznie przynosiły około 12.5% zysku, a w ciągu ostatnich kilkudziesięciu około 10% <a href="https://www.tradingforaliving.pl/encyklopedia/cagr/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">CAGR</a>.</p>



<p>Idąc jednak krok dalej, można zwrócić swoją&nbsp;uwagę w kierunku innego indeksu, takiego jak NASDAQ-100, gdzie posiadalibyśmy już&nbsp;ekspozycję na sto największych amerykańskich spółek, ale głównie z szeroko rozumianego sektora technologicznego.</p>



<p><strong>Fundusze indeksowe na NASDAQ-100</strong>, taki jak ten o symbolu QQQ, są dobrym pomysłem dla osób, które wierzą, że firmy zajmujące się&nbsp;nowymi technologiami będą coraz bardziej dominowały w gospodarce i w naszym życiu, przez co przychody, zyski oraz cena ich akcji wzrosną szybciej niż średnia rynkowa.</p>



<p>Inwestując w <strong>ETF indeksowy QQQ</strong>, wprowadzamy więc do procesu wyboru aktywów pewne własne przekonania co do przyszłości, ale nadal mówimy tu o inwestowaniu pasywnym, które nie wymaga analizy poszczególnych akcji.</p>



<p>Fundusz indeksowy ETF QQQ z ostatnich dziesięciu lat przynosił&nbsp;średniorocznie około 18% zysku.</p>



<p>Mamy co prawda jeszcze trzeci główny indeks do wyboru – <strong>Dow Jones Industrial Average</strong> – ale nim nie ma sensu zawracać&nbsp;sobie głowy, bo zyski generowane przez DJIA są niższe (11% z ostatnich dziesięciu lat) nie tylko od NASDAQ, ale też od tych, wypracowywanych przez S&amp;P 500.</p>



<h3 class="wp-block-heading">ETF-y branżowe: SMH vs. reszta</h3>



<p>ETF-y branżowe to ekspozycja na największe spółki z konkretnej branży (np. półprzewodniki czy biotechnologia). W takim wypadku mamy możliwość przemycenia już&nbsp;naszego zdania do całego pasywnego procesu inwestycyjnego. Stawiając jednak na konkretną&nbsp;branżę możemy albo faktycznie pobić benchmark albo&#8230; bardzo mocno z nim przegrać. </p>



<p>Dla zobrazowania tych dysproporcji wystarczy uświadomić sobie, że ekspozycja na <strong>fundusz ETF SMH</strong>, czyli na producentów półprzewodników, przynosiła 27% średniorocznie z ostatnich dziesięciu lat, ale już ekspozycja<strong> </strong>na<strong> ETF IBB</strong>, czyli na sektor biotechnologiczny, dała zarobić tylko 5.5% średniorocznie z tego samego okresu.</p>



<p>Biorąc pod uwagę to, jak wyglądają zwroty z poszczególnych sektorów, prawdopodobieństwo wyboru przez nas tej “odpowiedniej branży” jest przeciwko nam:</p>



<ul>
<li>Sektor energetyczny – 3.8% średniorocznie</li>



<li>Sektor nieruchomości – 5.2% średniorocznie</li>



<li>Sektor finansowy – 10.8% średniorocznie</li>



<li>Sektor wydobywczy (metale szlachetne) – 5.6% średniorocznie</li>



<li>Sektor robotyki i automatyki – 8% średniorocznie</li>



<li>Sektor dóbr konsumenckich – 8.4% średniorocznie</li>



<li>Sektor obronności – 10.7% średniorocznie</li>



<li>Sektor opieki zdrowotnej – 10.9% średniorocznie</li>



<li>Sektor energii odnawialnej – 5% średniorocznie</li>
</ul>



<p>Co nam to mówi? Po pierwsze, że w ciągu ostatniej dekady cały amerykański indeks ciągnięty był&nbsp;głównie przez spółki technologiczne, a po drugie, że dość trudno jest wybrać i przewidzieć konkretny sektor, który pociągnie ten indeks w kolejnych latach.</p>



<p>Ergo, dla większości osób najlepszym rozwiązaniem będzie postawienie na cały amerykański rynek (ETF SPY) lub doważenie w nim spółek technologicznych (ETF QQQ), bo chyba nikt nie spodziewa się, że nowoczesne technologie nagle zaczną znikać z naszego życia, a branże czy spółki z nimi związane nagle przestaną się rozwijać.</p>



<h3 class="wp-block-heading">ETF-y faktorowe: MTUM vs. IWF</h3>



<p>Jeszcze innym pomysłem na quasi-pasywne inwestowanie jest dobór do portfela takich funduszy ETF, które nie odzwierciedlają zachowania się&nbsp;całego rynku, ale prowadzą konkretną strategię inwestycyjną. Mowa o ETF-ach faktorowych. Technicznie to często nie są zresztą ETF-y, tylko tzw. <a href="https://www.tradingforaliving.pl/encyklopedia/etn/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">ETN-y (Exchange Traded Notes)</a>, ale nie komplikujmy i przyjmijmy, że chodzi o zwykły ETF.</p>



<p>ETF faktorowy to taki, który dobiera spółki do portfela na bazie jednego czynnika (faktora). Tym czynnikiem może być kapitalizacja, wysokość wypłacanej dywidendy, dynamika wzrostu przychodów i zysków, wycena lub zachowanie się kursu akcji spółki w ciągu ostatniego roku, ale też beta ETF czy ETF o niskiej zmienności.</p>



<p>Popularnymi funduszami ETF opartymi o faktory są, na przykład te odzwierciedlające impet, czyli tzw. <em><a href="https://www.tradingforaliving.pl/momentum-trading/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">momentum</a></em>. Obserwacja giełdowa potwierdza, że spółki przynoszące dobre zwroty w przeszłości, mają tendencję do tego, aby przynosić&nbsp;również dobre zwroty w przyszłości. Dlatego istnieją fundusze ETF, które co kwartał czy co pół roku dobierają do swojego portfela spółki z indeksu S&amp;P 500, ale tylko takie spółki, których kurs akcji w ostatnim okresie wzrósł bardziej niż&nbsp;średnia.</p>



<p>Najpopularniejszym ETF-em tego typu jest <strong>ETF o symbolu MTUM</strong> notowany na amerykańskiej giełdzie, który przynosi około 13% średniorocznie z ostatnich dziesięciu lat, ale jednym z najskuteczniejszym jest już <strong>ETF XMMO</strong> uwzględniający spółki o mniejszej kapitalizacji i dający 15% średniorocznie z tego samego okresu.</p>



<p>Drugim popularnym podejściem jest wybór ETF-a naśladującego spółki o rosnącej dynamice wzrostu zysków, czyli strategia tzw. <em><a href="https://www.tradingforaliving.pl/encyklopedia/growth/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">growth investing</a></em> (np. <strong>ETF IWF</strong>), który przynosi średniorocznie lekko ponad 15%.</p>



<p>Innymi pomysłami na inwestowanie w fundusze faktorowe są chociażby ETF-y naśladujące strategie inwestowania w:</p>



<ul>
<li>Spółki <a href="https://www.tradingforaliving.pl/encyklopedia/value/" target="_blank" rel="noreferrer noopener"><em>value</em></a> o atrakcyjnych wycenach – 8.43% średniorocznie</li>



<li>Spółki wypłacające <a href="https://www.tradingforaliving.pl/inwestowanie-w-spolki-dywidendowe/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">wysokie dywidendy</a> – 9.6% średniorocznie</li>



<li>Spółki o <a href="https://www.tradingforaliving.pl/jeden-magiczny-trik-ktory-pomoze-ograniczyc-straty/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">niskiej kapitalizacji</a> – 8.9% średniorocznie</li>



<li>Spółki o <a href="https://www.tradingforaliving.pl/sigma-quantitative-trading/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">minimalnej zmienności</a> – 10.5% średniorocznie</li>



<li>Spółki o dużej dynamice <a href="https://www.tradingforaliving.pl/co-wplywa-na-ceny-akcji-na-gieldzie/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">wzrostu przychodów</a> – 15.6% średniorocznie</li>
</ul>



<p>Reasumując, z obserwacji ostatniej dekady, najlepiej sprawdziłaby się <strong>kombinacja funduszy ETF QQQ (indeks NASDAQ-100), IWF (<em>growth investing</em>) oraz XMMO (<em>mid-cap momentum</em>).</strong></p>



<p>Można oczywiście znaleźć ETF-y tematyczne (branżowe), które w ostatnich latach przynosiły o wiele większy zysk (np. SMH, czyli półprzewodniki), ale tutaj mówimy już o wyborze konkretnej tezy inwestycyjnej, a nie o pasywnym postawieniu na cały indeks czy na całą strategię.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Czemu nie polskie fundusze ETF na WIG20 notowane na GPW?</h3>



<p>Polska to rynek o marginalnym znaczeniu dla dużych funduszy ETF, przez co ich oferta jest tu mocno ograniczona, zwłaszcza jeśli spojrzymy na to, jakie drzwi otwiera przed nami handel na giełdach zagranicznych.</p>



<p>Problem polskiej giełdy papierów wartościowych wynika głównie z małej kapitalizacji spółek, kiepskiej płynności oraz braku zainteresowania dużej grupy inwestorów takimi rozwiązaniami. Istnieje jednak garstka ETF-ów dostępnych na GPW, w tym ten na indeks WIG20. Czy warto się nim zainteresować?</p>



<p>Otóż… nie. Z dwóch powodów. Po pierwsze indeks WIG20 skażony jest spółkami skarbu państwa, w których często nie obowiązują rynkowe zasady gry, przez co ciężko takie spółki oceniać, nie wspominając już o tym, że kurs ich akcji niekiedy dość mocno odbiega od fundamentów.</p>



<p>Pokazywałem zresztą kiedyś, jak odmienne byłyby losy polskiego indeksu, gdyby… <a href="https://www.tradingforaliving.pl/na-czym-polega-prawdziwy-problem-polskiej-gieldy/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">wyrzucić&nbsp;z niego spółki skarbu państwa</a>.</p>



<p>Drugi powód to konieczność dywersyfikacji swoich źródeł dochodu. Pracując lub mając klientów w Polsce i zarabiając w złotówkach, uzależnieni jesteśmy od lokalnej koniunktury. Inwestując dodatkowo środki na polskiej giełdzie zwiększamy to uzależnienie jeszcze bardziej.</p>



<p>W sytuacji, kiedy w Polsce zacznie się&nbsp;robić&nbsp;źle, w tym samym czasie ucierpi nasz pracodawca (być może stracimy pracę albo klientów), spadnie wartość&nbsp;złotówki i jeszcze w dodatku oberwą spółki z naszego portfela, bo są&nbsp;to spółki uzależnione od tej samej koniunktury. Inwestowanie za granicą&nbsp;ma więc podwójny sens i podwójne uzasadnienie. </p>



<p>Więcej na ten temat pisałem zresztą niedawno w artykule: <a href="https://www.tradingforaliving.pl/inwestowac-za-granica/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Osiem powodów, żeby wyjść poza polską&nbsp;giełdę</a></p>



<h4 class="wp-block-heading">Gdzie kupić jednostki uczestnictwa w funduszach ETF?</h4>



<p>Do wyboru mamy krajowe narzędzia związane z bankami, takie jak platforma mBanku czy Bossa od Banku Ochrony Środowiska, które z jednej strony są łatwe i przyjemne w obsłudze (a w dodatku same wystawiają co roku PIT), ale z drugiej strony nie zapewniają dostępu do opcji, które są kluczowe do tego, aby z inwestowania w ETF wycisnąć dodatkowy zysk.</p>



<p>Dostęp do handlu opcjami będzie potrzebny też, żeby kupić amerykańskie ETF-y nie posiadające odpowiednika w Europie, ponieważ możliwość ta została kilka lat temu zablokowana przez Unię Europejską. Wszystko oczywiście da się obejść, ale…</p>



<p>Do tego potrzebna będzie profesjonalna platforma transakcyjna, taka jak Interactive Brokers lub alternatywnie LYNX, który ma co prawda wyższe prowizje, ale zapewnia obsługę i support w języku polskim. Obaj brokerzy dają dostęp do tysięcy najlepszych funduszy ETF, które można kupić przy pomocy opcji.</p>



<p>Więcej o Interactive Brokers i trickach pozwalających kupić akcje taniej niż cena widoczna na platformie, pisałem <a href="https://www.tradingforaliving.pl/jak-kupowac-akcje-taniej/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">w tym artykule</a>.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Jak kupić ETF przy pomocy opcji PUT</h1>



<p>No właśnie, opcje. Dlaczego warto w ogóle myśleć o tym, żeby inwestować w ETF przy pomocy opcji? Powody są dwa. Po pierwsze to podnosi zysk i ogranicza straty. Po drugie… zakup amerykańskich ETF możliwy jest wyłącznie poprzez opcje.</p>



<p>Sposoby na to, żeby kupić ETF przy pomocy opcji, też są&nbsp;dwa: <a href="https://youtu.be/IqiX-wxgeLQ?si=crVz8ZWqXPRCYUJK" target="_blank" rel="noreferrer noopener">BUY CALL i SELL PUT</a>. Mówiąc inaczej – możemy albo kupić opcję CALL i ją&nbsp;wykonać, albo <a href="https://youtu.be/W5QCEwbgJy8?si=ehJp8uq4wp6rdxav" target="_blank" rel="noreferrer noopener">wystawić opcję PUT</a> i dać się jej wykonać&nbsp;samej.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Zakup opcji CALL vs. sprzedaż opcji PUT</h2>



<p>Kupując opcję CALL kupujemy sobie prawo do tego, żeby nabyć potem sto jednostek ETF (lub jakichkolwiek innych akcji) po z góry znanej cenie, w z góry znanym czasie. Cenę transakcji i czas jej realizacji wybieramy sami.</p>



<p>Przy dzisiejszej cenie ETF-a SPY na poziomie 542$, możemy więc zdecydować, że nabędziemy opcję CALL, która da nam prawo do kupienia jednostek funduszy ETF nie dzisiaj, ale na przykład za równy miesiąc i to w dodatku w cenie 540$.</p>



<p>Problem w tym, że za takie prawo trzeba aktualnie zapłacić około 7.40$ na jedną jednostkę ETF, czyli łącznie 740$ za pakiet uprawniający do nabycia stu sztuk ETF po cenie niższej o dwa dolary za jednostkę. Ciężko mówić&nbsp;tu zatem o dodatkowym zysku.</p>



<p>Ale a z drugiej strony możemy też&nbsp;wystawić opcję PUT, która zobowiązuje nas do zakupu tych samych akcji po tej samej cenie w tym samym terminie, co powyżej.</p>



<p>W tym wypadku, moglibyśmy wystawić (sprzedać) opcję PUT, która będzie oznaczała, że kupimy jednostki funduszu ETF po cenie 540$, lecz nie dzisiaj, tylko dopiero za miesiąc. Za wystawienie takiej opcji&nbsp;otrzymamy 5.32$ premii przypadającej na jedną akcję, czyli łącznie nasz dodatkowy zysk wyniesie 532$.</p>



<p>Trzeba tu jeszcze uwzględnić fakt, że zobowiązujemy się&nbsp;kupić ETF po cenie 540$, a nie po aktualnej 542$, więc de facto zarabiamy tu dodatkowe dwa dolary, a zatem nasz łączny zysk wynosi 7.32$ na jednostkę, co oznacza dodatkowy 1.3% po miesiącu. Niby niewiele, ale jednak są&nbsp;to darmowe pieniądze.</p>



<p>Termin wygasania (od jednego dnia do kilku lat) oraz poziom wykonania takiej opcji są parametrami, które inwestor wybiera dowolnie; jednak największy sens ma wybranie poziomu oscylującego wokół&nbsp;aktualnego kursu akcji, a terminu wygasania na 30-45 dni od dnia zakupu.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Kiedy opcja PUT nie zostanie wykonana</h3>



<p>Taka transakcja zakupu jednostek funduszu ETF przez wystawienie opcji PUT zostanie zrealizowana jedynie wtedy, gdy w dniu wygaśnięcia opcji kurs ETF-a znajdzie się&nbsp;poniżej poziomu wykonania, czyli w tym wypadku poniżej 540$.</p>



<p>Jeśli tak się&nbsp;jednak nie stanie, to inwestor nie kupi co prawda jednostek ETF, ale zysk z wystawienia opcji (5.32$ na sztukę) pozostanie w jego kieszeni. W takim wypadku można ponowić&nbsp;cały proces i wystawić kolejną opcję na kolejny miesiąc, zgarniając za to kolejną premię w wysokości około 5.32$ na sztukę, co daje kolejne 1.3% zysku w skali miesiąca.</p>



<p>Statystycznie takie opcje powinny być realizowane mniej więcej za drugim razem, a zatem mówimy o realnym dodatkowym zysku wynoszącym około 2.5% po dwóch miesiącach.</p>



<p>W ekstremalnym przypadku, gdyby jednak kurs ETF uparcie nie spadał poniżej poziomu wykonania opcji, a inwestor powtarzałby manewr z wystawieniem opcji, to i tak nie wyjdzie na tym specjalnie źle, bo 532$ x 12 miesięcy oznacza jakieś 12% zysku z samej premii, zanim jeszcze w ogóle udałoby się kupić&nbsp;jednostki ETF.</p>



<p>W tym czasie środki gotówkowe pozostają do dyspozycji inwestora, co oznacza, że przy tak wysokich stopach procentowych jak obecnie, sama gotówka leżąca u brokera w dolarach i czekająca na zakup jednostek ETF, będzie generowała w międzyczasie około 4.5% dodatkowego zysku bez jakiegokolwiek ryzyka. Inwestując tę gotówkę w krótkoterminowe <a href="https://www.tradingforaliving.pl/encyklopedia/T-bills/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">obligacje T-Bills</a>, można ten dodatkowy zysk podnieść jeszcze bardziej do poziomu powyżej 5%, ale tu coraz bardziej przestajemy już mówić o inwestowaniu pasywnym.</p>



<p>Chociaż, z drugiej strony, taki manewr (wystawienie nowych opcji i kupno nowej serii miesięcznych obligacji) wymaga od inwestora poświęcenia zaledwie pięciu minut raz na miesiąc; więc ciągle jest to niewielki nakład dodatkowej pracy, który przynosi kilka dodatkowych punktów procentowych zysku w skali roku.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Zobacz, jak kupić ETF przy pomocy opcji na platformie IBKR</h3>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Inwestowanie w ETF przy pomocy opcji. Łatwy sposób na większy zysk i to o kilka punktów procentowych" width="500" height="281" src="https://www.youtube.com/embed/p0vNMcJcTxk?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p>Więcej na temat działania opcji można znaleźć w darmowym <a href="https://www.tradingforaliving.pl/opcje/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Kompendium Opcyjnym</a>.</p>



<p>Więcej o inwestowaniu w amerykańskie obligacje rządowe pisałem w tym potężnym przewodniku oraz pokazywałem w praktycznym materiałem wideo: <a href="https://www.tradingforaliving.pl/obligacje-skarbowe-usa/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Inwestowanie w obligacje krok po kroku</a></p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Inwestowanie w ETF na raty czy od razu za całość?</h1>



<p>Decydując się nie tylko na inwestowanie pasywne, ale w ogóle na wejście ze swoimi inwestycjami na giełdę, stajemy przed dylematem, czy całą dostępna gotówkę zainwestować “na raz” (tzw. <em>lump sum</em>) czy może kupować akcje lub jednostki ETF na raty (tzw. DCA – <em>dollar-cost averaging</em>) uśredniając tym samym łączny koszt zakupu.</p>



<p>Logika, intuicja i komfort psychiczny podpowiadałby, żeby na rynek chodzić na raty i kupować akcje partiami, bo wtedy istnieje większa szansa na to, że uśrednimy cenę&nbsp;zakupu w dół. Fakty jednak przeczą tej tezie.</p>



<p>Przez dwie trzecie czasu rynki rosną, co oznacza, że inwestując całą kwotę&nbsp;w dowolnym momencie, mamy statystycznie większe prawdopodobieństwo tego, że trafimy akurat w okresy wzrostów, a nie w okresy spadków.</p>



<p>To ważne, bo im dłużej nasze środki pracują na giełdzie (i im szybciej tę pracę rozpoczynają), tym lepiej będzie działał <a href="https://www.tradingforaliving.pl/procent-skladany-kapitalizacja-odsetek/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">procent składany</a>, co przełoży się potem na wyższe zwroty. Mówiąc inaczej, im dłużej <strong>nie angażujemy</strong> naszych środków na giełdę, tym gorszy będzie potem wynik końcowy.</p>



<p>Analitycy z Vanguarda policzyli nawet, jak wyglądałyby te różnice z okresu 2000-2023 przy założeniu, że inwestujemy 100 000$ w indeks S&amp;P 500, który w tym okresie przynosił średnio 8% zwrotu średniorocznego.</p>



<p>W wersji inwestowania na raz, okazuje się, że po 23 latach udałoby nam się&nbsp;wypracować 627 684$; ale przy inwestowaniu na raty byłoby to już tylko 529 693$. W dodatku ze średniorocznych 8% zrobiłoby się około 7.5%, bo pełne środki nie partycypowałyby w pierwszym roku inwestycji.</p>



<p>To udowadnia tylko, że statystycznie bardziej opłaca się zainwestować wszystkie swoje środki “na raz” niż&nbsp;rozkładać zakupy na mniejsze partie, licząc że kolejne transze akcji lub ETF-ów uda się&nbsp;kupić po lepszej cenie. Zazwyczaj się nie uda.</p>



<p>W zawodowym świecie, rządzonym przez Excel, od dawna statystyka ta jest już tajemnicą poliszynela, ale wśród inwestorów indywidualnych podjęcie takiej decyzji ciągle stanowi psychologiczną trudność, ponieważ położenie w jednym zakładzie wszystkich swoich pieniędzy na stół wydaje się&nbsp;mocno ryzykowne i mało komfortowe.</p>



<p>Z matematyką jednak ciężko dyskutować, a ona mówi, że to właśnie metoda tzw. <em>lump sum</em>, czyli wykładania całej kwoty na raz, będzie bardziej dochodowa w dłuższym terminie.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Dla kogo dobre będzie inwestowanie pasywne w ETF?</h1>



<p>Inwestowanie aktywne na giełdach zagranicznych często działa na wyobraźnię. Dzisiaj rachunek maklerski można otworzyć za darmo w ciągu kilku minut, bez wychodzenia z domu. Prowizje maklerskie i inne koszty transakcyjne są już&nbsp;na tyle marginalne, że dynamiczna alokacja aktywów nie stanowi żadnego problemu od strony technicznej.</p>



<p>Mimo tego jednak, statystyka pokazuje, że inwestorzy indywidualni (ale też zawodowe fundusze inwestycyjne) w większości przypadków nie są w stanie pobić benchmarku. Z tym faktem trudno się sprzeczać. I teraz, mając już&nbsp;diagnozę problemu, można pomyśleć o jego rozwiązaniu. Drogi do tego są dwie.</p>



<p>Uruchamiamy pokłady determinacji, konsekwencji, czasu i zaangażowania w to, żeby działania giełdy i całego tego inwestowania jednak porządnie się nauczyć licząc na to, że uda nam się dojść&nbsp;do granicy średniorocznego zysku w okolicach 20%, która dla większości osób będzie absolutnym maksimum do osiągnięcia w długim horyzoncie, lub…</p>



<p>Zadowalamy się zyskiem pasywnym dochodzącym do 15% rocznie, odpuszczamy inwestowanie aktywne, odpuszczamy tych kilka (potencjalnych) punktów procentowych zysku więcej, inwestujemy środki w fundusz ETF (lub w kilka różnych ETF), a uwolniony w ten sposób czas przeznaczamy na coś zupełnie innego.</p>



<p>Kwestia, na którą każdy musi sobie odpowiedzieć już&nbsp;samodzielnie.</p>



<div class='_form_95'></div><script type='text/javascript' src='https://tradingforaliving.activehosted.com/f/embed.php?static=0&id=95&6AD0C1350019B&nostyles=0&preview=0'></script>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/inwestowanie-pasywne-w-najlepsze-etf-zakup-opcjami/">Inwestowanie pasywne 2.0. Jaki fundusz ETF wybrać i jak podkręcić zysk opcjami?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.tradingforaliving.pl/inwestowanie-pasywne-w-najlepsze-etf-zakup-opcjami/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>19</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czego o inwestowaniu na giełdzie nauczył nas Daniel Kahneman?</title>
		<link>https://www.tradingforaliving.pl/daniel-kahneman-bledy-poznawcze-na-gieldzie/</link>
					<comments>https://www.tradingforaliving.pl/daniel-kahneman-bledy-poznawcze-na-gieldzie/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Trela]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 29 May 2024 09:36:33 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Porady]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.tradingforaliving.pl/?p=8783</guid>

					<description><![CDATA[<p>27 marca 2024 roku na Manhattanie w wieku 90 lat zmarł ktoś, kto giełdą nie zajmował się na co dzień, a mimo tego otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii i wywarł o wiele większy wpływ na inwestorów giełdowych niż niejeden finansista. Jak zatem możemy wykorzystać odkrycia profesora Kahnemana do tego, żeby podejmować lepsze decyzje inwestycyjne na giełdzie? Tak naprawdę [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/daniel-kahneman-bledy-poznawcze-na-gieldzie/">Czego o inwestowaniu na giełdzie nauczył nas Daniel Kahneman?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>27 marca 2024 roku na Manhattanie w wieku 90 lat zmarł ktoś, kto giełdą nie zajmował się na co dzień, a mimo tego otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii i wywarł o wiele większy wpływ na inwestorów giełdowych niż niejeden finansista. Jak zatem możemy wykorzystać odkrycia profesora Kahnemana do tego, żeby podejmować lepsze decyzje inwestycyjne na giełdzie?</strong></p>



<p>Tak naprawdę to właśnie od przełomowej pracy Daniela Kahnemana z przed kilkudziesięciu lat zaczęliśmy zmieniać nasze wyobrażenie o tym, w jaki sposób inwestorzy podejmują decyzje na giełdzie. Przed Kahnemanem panowało bowiem przekonanie, że <em>homo economicus</em> jest istotą myślącą, przez co swoje decyzje podejmuje racjonalnie. Kahneman udowodnił, jak bardzo nieprawdziwe było to założenie.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Jak podejmujemy decyzje: System 1 vs. System 2</h1>



<p>Przełomowa książka Daniela Kahnemana, &#8222;Pułapki myślenia&#8221;, wprowadza koncepcję dwóch systemów myślenia: Systemu 1 (szybki, intuicyjny i emocjonalny) oraz Systemu 2 (powolny, przemyślany i logiczny).</p>



<p>System 1 jest podatny na błędy poznawcze ze względu na poleganie na heurystykach (uproszczeniach), podczas gdy System 2, choć bardziej dokładny, wymaga większego wysiłku poznawczego i przez to jest rzadziej stosowany.</p>



<p>Kiedy w dżungli coś szeleści w liściach – nie zastanawiamy się nad tym specjalnie, tylko uciekamy (to System 1). Gdy przychodzi jednak do podjęcia decyzji o budowie domu, wyborze kolejnej pracy zawodowej albo wyprowadzce na drugi koniec świata, do gry wkracza System 2.</p>



<p>Problem w tym, że mechanizm ten nie działa u większości inwestorów giełdowych.</p>



<p>W dzisiejszym szybkim, dynamicznym i przeładowanym informacjami świecie giełdy, ludzie częściej podejmują decyzje korzystając z Systemu 1 (tego szybkiego, intuicyjnego i emocjonalnego), niż z Systemu 2, który wymaga większego wysiłku i dogłębniejszej analizy faktów.</p>



<p>Kahneman nie tylko odkrył i zbadał te mechanizmy, ale także zaproponował sposoby na to, jak sobie z nimi radzić. A wszystko zaczęło się&nbsp;od…</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Teoria perspektywy i awersja do strat</h1>



<p>Teoria perspektywy opracowana przez Daniela Kahnemana i Amosa Tverskiego w 1979 roku jest chyba pierwszym i najważniejszym osiągnięciem w dziedzinie ekonomii behawioralnej, która udowadnia, że ludzie inaczej oceniają te same wartości w zależności od indywidualnej perspektywy.</p>



<p>Dla kogoś, kto trzy lata temu akcje XYZ kupił po 33$, aktualna ich cena na poziomie 80$ będzie świetną wiadomością. Dla inwestora, który nabył te akcje dwa miesiące temu po 115$, ich obecny kurs będzie małą katastrofą. W obu przypadkach zatem inwestorzy zupełnie inaczej ocenią atrakcyjność kursu takich akcji, pomimo tego, że cały czas mówimy o tej samej spółce. Zmianie uległ wyłącznie punkt odniesienia.</p>



<p>Dla kogoś, kto z inwestycji oczekiwał 50% zwrotu, zysk na poziomie 20% będzie dużym rozczarowaniem; ale dla kogoś, kto z tej samej pozycji liczył na 10% zwrotu, zysk 20% będzie już niewiarygodnie wysoki. Te same liczby, ale odmienna perspektywa, która prowadzi do różnej oceny rezultatów.</p>



<p>Indywidualna perspektywa sprawia też, że ludzie nie oceniają prawdopodobieństwa wystąpienia danego rezultatu w sposób liniowy. Mówiąc w skrócie rezultaty o małym prawdopodobieństwie często są&nbsp;przeceniane, a te o większym prawdopodobieństwie niedoceniane.</p>



<p>Dzieje się tak przede wszystkim z uwagi na różne informacje, którym poddawany jest konkretny odbiorca, ale też z uwagi na medialne uwypuklanie i rozdmuchiwanie wydarzeń, które miały bardzo małe prawdopodobieństwo wystąpienia (krachy, oszustwa, wojna, pandemia, czy&nbsp;wygrana w lotto), a z drugiej strony właściwie na ignorowaniu tego, co jest normą przez większą część czasu i co ma większe prawdopodobieństwo wystąpienia w przyszłości.</p>



<p>W realiach samej giełdy zresztą strach przed negatywnymi wydarzeniami o niskim prawdopodobieństwie wystąpienia poniekąd związany jest też z kolejnym psychologicznym fenomenem, a mianowicie z awersją&nbsp;do ponoszenia strat.</p>



<h2 class="wp-block-heading">&#8230;żeby tylko nie stracić</h2>



<p>Rozważmy następujący scenariusz. Masz do wyboru dwie opcje dotyczące potencjalnego zysku i straty:</p>



<p>Opcja A: Gwarantowany zysk 100 zł</p>



<p>Opcja B: 50% szans na zysk 200 zł i 50% szans na brak zysku</p>



<p>Większość ludzi wybierze opcję A, preferując pewny zysk zamiast ryzykować, mimo że oczekiwana wartość obu opcji jest taka sama (100 zł). No bo jeśli w opcji B zysk 200 zł&nbsp;przemnożymy przez prawdopodobieństwo jego wystąpienia (0.50), to oczekiwany zwrot wyniesie właśnie 100 zł, czyli będzie taki sam jak w pierwszym przypadku.</p>



<p>Teraz rozważmy jednak sytuację związaną z potencjalną stratą:</p>



<p>Opcja C: Gwarantowana strata 100 zł</p>



<p>Opcja D: 50% szans na stratę 200 zł i 50% szans na brak straty</p>



<p>W przypadku strat większość ludzi wybierze już opcję D i zaryzykuje większą stratę, aby uniknąć mniejszej, lecz pewnej straty. Nie trzeba dodawać, że oczekiwana wartość obu opcji jest taka sama, czyli wynosi -100 zł.</p>



<p>Kahneman udowodnił, że ludzie bardziej skłonni są unikać strat niż dążyć&nbsp;do zysków, co w dużej mierze wyjaśnia, dlaczego większość inwestorów na giełdzie radzi sobie źle&nbsp;– bo nie podejmuje dostatecznie dużego ryzyka wtedy, kiedy należy je podjąć i zachowuje się&nbsp;przy tym zbyt asekuracyjnie. Awersja do strat jest tego główną, ale nie jedyną, przyczyną.</p>



<p>Więcej o tym, jak radzić sobie z niechęcią do realizowania strat pisałem ostatnio <a href="https://www.tradingforaliving.pl/strata-i-zysk-nie-maja-znaczenia/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">w tym artykule</a>.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Trzy błędy poznawcze, które kradną nasze zyski</h1>



<p>Możemy mieć tytuł CFA, przeczytanych trzysta książek finansowych i najlepszy model scoringowy na świecie, ale wszystkie decyzje inwestycyjne, które podejmujemy, i tak będą sabotowane przez mechanizmy psychologiczne ukryte w naszym umyśle.</p>



<p>Mówimy tu o błędach poznawczych, które często działają poza świadomością inwestora i prowadzą do decyzji opartych na emocjach takich, jak strach czy chciwość, zamiast na racjonalnych przesłankach.</p>



<p>Przeczytanie jednego artykułu w internecie nie wystarczy, żeby te błędy wyeliminować, ale na pewno sprawi, że od teraz zwrócimy na nie większą uwagę.</p>



<p>Jakie więc błędy poznawcze najczęściej pojawiają się na giełdzie i negatywnie wpływają na nasz portfel?</p>



<h2 class="wp-block-heading">1. Mechanizm kotwiczenia i relatywność wartości</h2>



<p>Wiemy już, że ludzie oceniają wyniki względem pewnego punktu odniesienia, zamiast opierać się na absolutnych wartościach końcowych. To błąd, ale jeszcze gorszym zjawiskiem jest kotwiczenie swojego myślenia na wydarzeniach z przeszłości, czy na pojedynczej sytuacji, która miała miejsce kiedyś.</p>



<p>Często prowadzi to do irracjonalnych zachowań, takich jak trzymanie się przeszłych cen akcji jako standardu wartości, do którego odnoszona jest dzisiejsza wycena; czy niechęć do zmiany swojego zdania odnośnie spółki, która kiedyś mogła być dobrą inwestycją, ale w międzyczasie jej sytuacja uległa dramatycznej zmianie i firma nie spełnia już pierwotnych założeń.</p>



<p>W umyśle inwestora taka spółka cały czas pozostaje jako firma “dobra”, ponieważ kiedyś, tj. podczas pierwszej analizy, spełniła ona wszystkie merytoryczne założenia.</p>



<p>Inwestorzy często uznają natomiast trzymanie się dawnych wyborów za rozsądną konsekwencję w inwestowaniu. Tymczasem na rynku sytuacja potrafi zmieniać się bardzo szybko i spółka, która była dobra pół roku temu, dzisiaj może być już kiepską inwestycją.</p>



<p>Najlepsi inwestorzy to tacy, którzy w obliczu zmieniających się okoliczności są w stanie zmienić swoje zdanie i dostosować&nbsp;się&nbsp;do nowych realiów bez żadnego żalu i bez trzymania się swojej dawnej “kotwicy”.</p>



<p>Ten błąd kotwiczenia często nazywany jest też efektem statusu quo, w którym inwestorzy unikają zmiany składu portfela nawet wtedy, gdy analiza sugeruje, że inne inwestycje byłyby bardziej korzystne.</p>



<p>Po części wynika to z niechęci do realizowania strat, ale w dużej mierze też z ogólnej obserwacji, że ludzie mają tendencję do preferowania bieżącego stanu rzeczy i oporu przed jakimikolwiek zmianami, choć zazwyczaj są to zmiany na lepsze.</p>



<h2 class="wp-block-heading">2. Nadmierna pewność siebie i heurystyka dostępności</h2>



<p>Tajemnicą poliszynela jest to, że inwestorzy często przeceniają swoją zdolność do przewidywania ruchów rynkowych, co prowadzi nie tylko do nadmiernego handlu, ale też do podejmowania nierozsądnych decyzji inwestycyjnych wyolbrzymiających prawdopodobieństwo wystąpienia danego scenariusza.</p>



<p>Nagminnie zdarzają&nbsp;się sytuacje, w których inwestorzy zawierają daną&nbsp;transakcję&nbsp;oczekując ruchu kursu akcji w określonym czasie o, na przykład 20%, podczas gdy matematyczne prawdopodobieństwo takiego ruchu (bazujące na odchyleniu standardowym) wynosi, powiedzmy, zaledwie 5%.</p>



<p>Pewność siebie inwestora wygrywa w takim wypadku z <a href="https://www.tradingforaliving.pl/sigma-quantitative-trading/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">regułą dwa sigma</a>, która mówi, że w tym przypadku istnieje aż 95% szans, że to, czego oczekuje inwestor, po prostu się nie wydarzy. Mimo tego, rynek opcyjny zwłaszcza, pokazuje, jak ogromna jest liczba zawieranych transakcji tego typu, które stoją w sprzeczności z matematyką prawdopodobieństwa.</p>



<p>Ta nadmierna pewność&nbsp;siebie wynika często z wyolbrzymiania pozytywnych przykładów z przeszłości i pomijania tych negatywnych. Do wyobraźni inwestorów przemawia to, że spółki AMC czy GameStop w ciągu jednego tygodnia potrafiły wzrosnąć o 300%, ale jednocześnie pomijają oni to, że w ciągu pięćdziesięciu innych tygodni w roku te same spółki przynosiły stratę.</p>



<p>To właśnie tak zwana heurystyka dostępności, czyli tendencja do tego, żeby przeceniać te wydarzenia, które zostały najmocniej nagłośnione, przez co zapadły inwestorowi w pamięć; to znaczy są w niej wyraźne, aktualne i łatwo dostępne do odtworzenia.</p>



<p>W przypadku giełdy, heurystyka dostępności często sprawia, że inwestorzy mogą przeceniać prawdopodobieństwo sukcesu inwestycji w oparciu o ostatnie pojedyncze przykłady spektakularnych udanych inwestycji, które są łatwe do przypomnienia, ignorując przy tym długoterminowe statystyki i realia rynku.</p>



<p>Heurystyka dostępności polega więc na ocenianiu prawdopodobieństwa lub częstotliwości występowania zdarzenia na podstawie tego, jak łatwo można sobie przypomnieć przykłady podobnego zdarzenia z przeszłości.</p>



<p>Komuś, kto stracił niemal wszystkie pieniądze na krachu z 2008 roku, bardzo trudno będzie podejmować decyzje inwestycyjne w kolejnych latach, bo strach przed powtórką z historii będzie zbyt silny. Dla inwestorów, którzy weszli na giełdę w samym dołku po krachu z 2008 roku, będzie to jednak dowód na to, że takie krachy są niesamowitą okazją inwestycyjną.</p>



<p>Szersze badania pokazują zresztą, że ta heurystyka dostępności dotyczy nie tylko feedbacku płynącego z giełdy. Po obejrzeniu wiadomości o katastrofie samolotu, podróżni drastycznie przeceniają potem ryzyko podróży samolotem; po ekspozycji na przestępstwa relacjonowane w mediach; badani przeceniają realne ryzyko bycia ich ofiarą; a po obejrzeniu relacji z katastrof naturalnych, ataków terrorystycznych czy innych negatywnych zdarzeń; respondenci znowu ekstremalnie przeceniają prawdopodobieństwo ich wystąpienia w ich własnym otoczeniu.</p>



<h2 class="wp-block-heading">3. Efekt potwierdzenia i ostatniości</h2>



<p>Ludzie mają tendencję do poszukiwania informacji, które potwierdzają ich wcześniejsze przekonania czy punkt widzenia, i ignorowania informacji, które im przeczą. Dotyczy to zarówno poglądów politycznych, społecznych, filozoficznych, jak i… giełdowych.</p>



<p>Inwestor, który wierzy, że dana spółka odniesie sukces, będzie zwracał większą uwagę na pozytywne informacje o tej spółce, ignorując negatywne raporty czy krytyczne analizy, albo pomijając wskaźniki wyceny mówiące o tym, że firma jest przewartościowana.</p>



<p>Jeśli jesteśmy przekonani o dalszej dominacji spółek technologicznych na rynku, to szukamy informacji i analiz potwierdzających to przekonanie, ignorując jednocześnie wszystkie dane sugerujące możliwe przeinwestowanie czy spowolnienie w tym sektorze.</p>



<p>Kiedy znajdziemy niedowartościowane akcje, to skupiamy się na wskaźnikach, analizach i komentarzach medialnych, które potwierdzają ten fakt, ignorując jednocześnie informacje o problemach finansowych, spadku popytu na produkty spółki, wolniejszym wzroście zysków, większym zadłużeniu lub innych czynnikach ryzyka, które powodują, że cena akcji jest niska.</p>



<p>Do tego w dodatku, obok efektu potwierdzenia, pojawia się tutaj problem ostatniości, który sprawia, że inwestorzy mają tendencję do przypisywania większej wagi tym informacjom, które pojawiły się niedawno, niż tym z dalszej przeszłości.</p>



<p>Często przeceniamy choćby znaczenie ostatnich kwartalnych wyników finansowych firmy, czy najnowszych pojedynczych doniesień medialnych albo odczytów miesięcznych wskaźników ekonomicznych, nie biorąc pod uwagę długoterminowych trendów. Tymczasem w wielu przypadkach to ogólny trend jest zdecydowanie ważniejszy niż najnowszy pojedynczy odczyt.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Jak radzić sobie z błędami poznawczymi?</h1>



<p>W świecie inwestycji często mówi się, że dobry inwestor podejmuje decyzje przy pomocy głowy, a nie serca. To powiedzenie podkreśla znaczenie racjonalności i logicznego myślenia nad emocjami i intuicją. Jednak w rzeczywistości, najlepsze decyzje inwestycyjne powinny być podejmowane nie przy pomocy głowy czy serca, ale przy pomocy Excela, a więc przy wsparciu twardych danych i analiz.</p>



<p>Fakty są&nbsp;takie, że trudno dyskutować z danymi. Dane, statystyka, prawdopodobieństwo, liczby – to wszystko powinno składać się&nbsp;na argumenty stanowiące o wejściu lub wyjściu z inwestycji w konkretną spółkę czy cały sektor.</p>



<p>Dane są obiektywne i nie podlegają subiektywnym interpretacjom. Korzystanie z twardych liczb pozwala inwestorom na podejmowanie decyzji na podstawie faktów, a nie osobistych przekonań czy emocji.</p>



<p>Dotyczy to zarówno danych fundamentalnych płynących ze <a href="https://www.tradingforaliving.pl/analiza-fundamentalna-spolki-wskazniki-zadluzenia-rentownosci/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">sprawozdań finansowych</a>, ale też danych branżowo-popytowych, czyli takich, które opisują zachowania, perspektywy czy szanse całego sektora; oraz danych technicznych, bazujących na charakterystyce zachowania się poszczególnych instrumentów (beta, delta, sigma etc.)</p>



<p>Poza Excelem świetnie sprawdzi się też dziennik inwestycyjny, w którym skrótowo zapisywali będziemy własne przemyślenia odnośnie tego, czego dowiadujemy się o spółce przeprowadzając taką analizę danych. To znacznie pomaga ustrukturyzować własne myślenie i wyciągnąć potem poprawniejsze wnioski, a poza tym stanowi świetny punkt referencyjny na przyszłość.</p>



<p>Dobrym pomysłem jest też wprowadzenie checklisty z serią punktów kontrolnych, przez które należy przejść przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji inwestycyjnej. Dzięki temu mamy pod ręką&nbsp;wskazówki przypominające o tym, na jakich parametrach inwestycji rzeczywiście warto się skupić, co pomaga nieco usystematyzować&nbsp;chaos informacyjny towarzyszący podejmowaniu decyzji.</p>



<p>Idąc krok dalej – zbudowanie i wprowadzenie bardziej zaawansowanych <a href="https://www.tradingforaliving.pl/co-to-jest-model-scoringowy/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">modeli scoringowych</a> zdecydowanie pomoże zobiektywizować proces podejmowania decyzji i sprawi, że jeszcze bardziej będą one opierały się na twardych danych, <a href="https://www.tradingforaliving.pl/opinie-vs-informacje/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">a nie na opiniach</a>, które ze swej natury są subiektywne i podatne na interpretację.</p>



<p>Indywidualnych metod na to, jak radzić sobie z własnymi błędami poznawczymi na giełdzie jest oczywiście więcej i w każdym przypadku sprawdzi się pewnie nieco inny sposób ich rozwiązywania, w zależności od tego, z którym błędem dany inwestor ma największy problem.</p>



<p>Aczkolwiek, w każdym z tych przypadków, pierwszym etapem do wyeliminowania błędów poznawczych, zawsze będzie uzyskanie samej świadomości ich istnienia i diagnoza tego, z którym lub którymi z nich tak naprawdę sami mamy największy problem.</p>



<p>Nie stawiając poprawnej diagnozy, trudno będzie opracować lekarstwo.</p>



<div class='_form_95'></div><script type='text/javascript' src='https://tradingforaliving.activehosted.com/f/embed.php?static=0&id=95&6AD0C135030BE&nostyles=0&preview=0'></script>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/daniel-kahneman-bledy-poznawcze-na-gieldzie/">Czego o inwestowaniu na giełdzie nauczył nas Daniel Kahneman?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.tradingforaliving.pl/daniel-kahneman-bledy-poznawcze-na-gieldzie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak zabezpieczyć się przed spadkami na giełdzie (i czy na pewno warto)</title>
		<link>https://www.tradingforaliving.pl/jak-zabezpieczyc-sie-przed-spadkami-na-gieldzie/</link>
					<comments>https://www.tradingforaliving.pl/jak-zabezpieczyc-sie-przed-spadkami-na-gieldzie/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Trela]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 11 Apr 2024 00:21:28 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Porady]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.tradingforaliving.pl/?p=8671</guid>

					<description><![CDATA[<p>Fundusze hedgingowe wzięły swoją nazwę stąd, że zabezpieczają się przed spadkami na giełdzie stosując cały szereg różnych wysublimowanych strategii inwestycyjnych. Słowo hedge oznacza żywopłot, który pierwotnie sadzony był jako bariera ochronna dla roślin przed dewastującym wiatrem. Sprawdźmy zatem, które rozwiązania ze świata hedge fundów indywidualny inwestor może wdrożyć również na swoim rachunku i czy faktycznie [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/jak-zabezpieczyc-sie-przed-spadkami-na-gieldzie/">Jak zabezpieczyć się przed spadkami na giełdzie (i czy na pewno warto)</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>Fundusze hedgingowe wzięły swoją nazwę stąd, że zabezpieczają się przed spadkami na giełdzie stosując cały szereg różnych wysublimowanych strategii inwestycyjnych. Słowo <em>hedge</em> oznacza żywopłot, który pierwotnie sadzony był jako bariera ochronna dla roślin przed dewastującym wiatrem. Sprawdźmy zatem, które rozwiązania ze świata <em>hedge fundów</em> indywidualny inwestor może wdrożyć również na swoim rachunku i czy faktycznie będzie to miało dla niego jakikolwiek sens.</strong></p>



<p>Zanim poznamy strategie zabezpieczania portfela przed spadkami, zastanówmy się jednak najpierw, jaki tak właściwie cel chcemy dzięki temu osiągnąć. Mam na myśli nieco bardziej precyzyjny cel niż samo: “nie stracić pieniędzy na giełdzie”.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Dlaczego warto zabezpieczać się przed spadkami?</h1>



<p>Przede wszystkim minimalizując wahania portfela czy obsunięcia kapitału umożliwiamy bardziej wydajne działania mechanizmu <a href="https://www.tradingforaliving.pl/procent-skladany-kapitalizacja-odsetek/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">procenta składanego</a>. Inwestując 100$ w akcje i dopuszczając do spadku w wysokości 30%, czyli do 70$, kurs akcji musi potem odbić aż o 42%, żeby wrócić do punktu wyjścia. To oznacza, że akcje muszą wzrosnąć aż o 12% więcej niż spadły, żebyśmy w ogóle wyszli na zero.</p>



<p>Jeśli jednak dalibyśmy radę ograniczyć wahania do, powiedzmy, 10%, to spadek kursu akcji do 90$ będzie wymagał późniejszego odbicia jedynie o 11%, aby wyjść na zero. Tutaj różnica pomiędzy zakresem spadku a wymaganym późniejszym wzrostem wynosi już tylko 1%, a nie 12%. Nie trzeba dodawać, że to zdecydowanie ułatwia powrót na powierzchnię, co z kolei podnosi prawdopodobieństwo wypracowania zysków.</p>



<p>Drugim aspektem równie istotnym, co matematyka, jest psychologia. Duże wahania i znaczny ubytek majątku są dla wielu sytuacją&nbsp;ekstremalnie stresującą, która nie tylko nie pozwala spać w nocy i obniża komfort życia, ale też prowadzi do podejmowania irracjonalnych i nieoptymalnych decyzji z punktu widzenia finansowego. Mówiąc inaczej – inwestorzy przestawiają się z agresywnej mentalności “zarobić&nbsp;pieniądze” na potulną “chronić&nbsp;to, co jeszcze pozostało na rachunku”. Efektem jest pozbywanie się akcji po korektach, zamiast ich dokupowanie; czy uciekanie z pozycji, gdy ta lekko tylko odbije.</p>



<p>Trzecim powodem stosowania strategii hedgingowych, który będzie diabelnie istotny z punktu widzenia funduszy, jest zrobienie absolutnie wszystkiego, aby dużymi wahaniami nie wystraszyć&nbsp;klientów. Często bywa bowiem tak, że po większych spadkach klienci zaczynają&nbsp;masowo wycofywać&nbsp;swoją gotówkę, co oznacza, że robią to dokładnie w momencie, w którym powinni ją&nbsp;dopłacić. To staje się gwoździem do trumny funduszu zmuszonego do sprzedaży akcji i księgowania strat w samym dołku.</p>



<p>O ile trzeci punkt nie dotyczy inwestorów indywidualnych, to dwa pierwsze są problemami uniwersalnymi. Jakimi zatem strategiami hedgingowymi posługują się&nbsp;zawodowcy i jakie strategie hedgingowe może zaadaptować każdy z nas, żeby tym problemom zapobiec?</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Trzy popularne metody hedgingowe</h1>



<p>Podejść do zabezpieczania portfela przed spadkami jest wiele. Najpopularniejsze bazują na wykorzystaniu derywatów (najczęściej opcji); na ustanowieniu przeciwstawnych pozycji; lub na wykorzystaniu innej klasy aktywów, która jest ujemnie skorelowana z posiadanymi akcjami (głównie chodzi o obligacje). Każda z tych filozofii ma swoje plusy i minusy.</p>



<p>Większe fundusze dodatkowo wykorzystują&nbsp;jeszcze inną popularną metodę, czyli tzw. <em>swapy</em>, które są formą wykupienia ubezpieczenia od danego wydarzenia (wzrostu stóp procentowych, bankructwa firmy etc.). <em>Swapy</em> przenoszą po prostu ryzyko danego wydarzenia na drugą&nbsp;stronę transakcji w zamian za regularnie opłacane premie. Te formy są jednak niedostępne dla indywidualnego inwestora, więc nie ma sensu o nich wspominać.</p>



<p>A zatem…</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Strategia opcyjna Married PUT</h2>



<p>Najpopularniejsza i chyba najczęściej stosowana strategia hedgingowa mająca na celu ograniczenie strat w przypadku spadków na giełdzie. Married PUT pozwala zniwelować straty na akcjach absolutnie do zera lub do z góry określonego wybranego poziomu.</p>



<p>Married PUT to zakup opcji PUT zabezpieczającej posiadane akcje konkretnej firmy. Opcja PUT daje prawo (ale nie obwiązek) do sprzedania posiadanych akcji po wybranej wcześniej cenie, np. po cenie ich zakupu, nawet w przypadku, gdyby na giełdzie wystąpiły potężne spadki.</p>



<p>Dla przykładu, inwestor może posiadać akcje XYZ kupione po 100$ za sztukę i do tych akcji dokupić ubezpieczenie pod postacią&nbsp;opcji PUT, która przez najbliższy rok pozwoli mu sprzedać te akcje po cenie ich zakupu, bez względu na wszystko.</p>



<p>Jeśli więc kurs akcji spadnie do 70$, inwestor ciągle będzie mógł&nbsp;sprzedać akcje po 100$. Z drugiej strony – jeśli kurs wzrośnie do 130$, to akcje będzie można sprzedać na giełdzie po cenie rynkowej (opcja PUT daje bowiem prawo do tego, żeby z niej skorzystać, ale nie obowiązek). Sama opcja w takim wypadku wygasa i staje się bezwartościowa podobnie, jak niewykorzystane ubezpieczenie domu czy samochodu.</p>



<p>Brzmi zbyt pięknie? Słusznie. Opcja PUT zabezpieczająca akcje w stu procentach na rok będzie kosztowała około 20-30% ich wartości. W powyższym wypadku za zabezpieczenie akcji o wartości 100$ na rok musielibyśmy zapłacić&nbsp;zatem około 20-30$ za sztukę, co prawdopodobnie zjadłoby nam cały zysk z potencjalnej inwestycji.</p>



<p>Jednakże… w rzeczywistości nikt nie zabezpiecza się przed spadkami na cały rok. Zawodowi inwestorzy przy pomocy opcji PUT zabezpieczają się&nbsp;najczęściej jedynie na określony dzień czy cały tydzień, kiedy z kursem akcji może wydarzyć się&nbsp;coś złego. Takim dniem są choćby momenty publikacji sprawozdań finansowych, ważnych danych ekonomicznych czy decyzji banków centralnych.</p>



<p>W takim wypadku ubezpieczenie całej pozycji na kilka dni nie powinno kosztować więcej niż 2-3% jej wartości, co wydaje się niskim kosztem jak na możliwość całkowitego zabezpieczenia akcji przed potencjalnym spadkiem o kilkanaście procent po publikacji słabszych danych niż spodziewane.</p>



<p>Więcej o strategii Married PUT można przeczytać tutaj: <a href="https://www.tradingforaliving.pl/married-put/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Najpopularniejsza strategia hedgingowa</a></p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Pozycje krótkie, czyli tzw. <em>short selling</em></h2>



<p>Innym pomysłem, z którego często korzystają&nbsp;fundusze hedgingowe, jest zawieranie przeciwstawnych transakcji na skorelowanych ze sobą aktywach po to, żeby zminimalizować&nbsp;tzw. deltę portfela, a więc jego “czułość” na wydarzenia rynkowe.</p>



<p>W praktyce osoba, która posiada ekspozycję na najlepsze spółki technologiczne, może jednocześnie dokonać krótkiej sprzedaży (zagrać na spadki) ETF-a na indeks NASDAQ-100 lub na inny indeks skorelowany z kursami posiadanych akcji w proporcjach jeden do jednego (wartościowo) lub innych pożądanych.</p>



<p>Idea jest taka, że mając najlepsze akcje wchodzące w skład danego indeksu zakładamy, iż&nbsp;w przypadku wzrostów będą one rosły bardziej niż cały uśredniony indeks, a w przypadku korekt, będą spadały nieco mniej. Dlatego jednocześnie gramy na wzrost poszczególnych najlepszych spółek i na spadek całego indeksu.</p>



<p>W tej sytuacji w przypadku wzrostów odnotowujemy zysk na akcjach (większy) i stratę na indeksie (mniejszą), czyli netto zarabiamy pieniądze; a w przypadku korekty na giełdzie mamy stratę na posiadanych akcjach, ale jednocześnie zysk na spadku indeksu, przeciwko któremu zagraliśmy na krótko.</p>



<p>To jedna z najbardziej typowych pozycji hedgingowych, w przypadku której zamiast całego indeksu czasem wykorzystuje się&nbsp;też pary poszczególnych spółek z tej samej branży.</p>



<p>Dla przykładu, jednocześnie można zagrać na wzrosty Nvidii i na spadki AMD albo Intela. Zakładamy tu bowiem, że pomimo ewidentnej korelacji pomiędzy tymi akcjami, to spółka lepsza (Nvidia) powinna jednak bardziej rosnąć i mniej spadać niż spółka gorsza (AMD czy Intel).</p>



<p>Tego typu zagrania zahaczają już o arbitraż i są naprawdę chętnie stosowane przez fundusze inwestycyjne, ponieważ poprzez posiadanie nieustannego “hedga” niebotycznie ograniczają&nbsp;one wahania całego portfela.</p>



<p>Więcej o graniu na spadki można przeczytać w artykule i obejrzeć na nagraniu z webinaru poświęconego właśnie temu tematowi: <a href="https://www.tradingforaliving.pl/gra-na-spadki-webinar/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Witamy w Shortville</a></p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading"><em>Asset allocation</em> i inne klasy aktywów</h2>



<p>Najprostszym i najbardziej intuicyjnym pomysłem na to, żeby zabezpieczyć swój portfel akcyjny przed spadkami, jest takie dobranie do niego aktywów, aby uzyskać pomiędzy nimi jak najmniejszą korelację (ale nie odwrotną, bo wtedy portfel będzie stał w miejscu).</p>



<p>Za takie aktywo, które zapewnia zerową korelację&nbsp;z akcjami (a czasem ujemną), uznaje się amerykańskie obligacje rządowe. Od dekad popularnym wariantem portfela jest tzw. portfel 60/40, w którym 60% aktywów stanowią&nbsp;obligacje, a 40% akcje. Charakterystyka tego portfela faktycznie pomaga wygładzić krzywą&nbsp;zysków i strat oraz zminimalizować wahania.</p>



<p>Dzieje się&nbsp;tak dlatego, że przez większość czasu w ciągu kilku ostatnich dekad, obie te klasy (akcje i obligacje) zachowywały się niezależnie, a czasem odwrotnie do siebie. Dzięki temu w czasach, gdy akcyjna część portfela przynosiła straty, były one do pewnego stopnia niwelowane przez wzrost obligacji (lub przynajmniej przez trzymanie przez nie wartości).</p>



<p>Do tego typu celów rzadko wykorzystuje się natomiast inne klasy aktywów jak towary czy surowce, bo ze swojej natury są one nie tylko mniej przewidywalne niż obligacje, ale też bardziej zmienne niż&nbsp;same akcje.</p>



<p>Więcej o tym, jak działają obligacje, można przeczytać w tym tekście i obejrzeć na praktycznym nagraniu wideo: <a href="https://www.tradingforaliving.pl/obligacje-skarbowe-usa/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Inwestowanie w obligacje krok po kroku</a></p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Wszystkie problemy strategii hedgingowych</h1>



<p>To teraz ciemna strona księżyca. W rzeczywistości bowiem zazwyczaj jest tak, że wszystko to, co fantastycznie wygląda na papierze i mądrze brzmi w teorii, rzadko kiedy choć&nbsp;w połowie sprawdza się tak dobrze w prawdziwym świecie. Nie inaczej jest ze strategiami opisanymi powyżej.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Koszty, koszty, koszty</h3>



<p>Married PUT faktycznie jest najskuteczniejszym istniejącym sposobem, żeby zabezpieczyć swoje akcje przed jakimikolwiek stratami, ale ta forma jest po pierwsze kosztowna, a po drugie – żeby była efektywna – wymaga idealnego timingu. Chodzi o to, żeby nie zabezpieczać się na nieokreślony czas, bo to będzie kosztowało 20-30% rocznie.</p>



<p>Zabezpieczenie się&nbsp;na krótsze okresy jest już&nbsp;sporo tańsze, bo wyniesie 1-3% za okres do tygodnia, co teoretycznie nie wygląda tak źle, ale konia z rzędem temu, kto potrafi przewidywać nadchodzące spadki z dokładnością co do tygodnia czy nawet miesiąca. Gdyby tak było, to równie dobrze można by na ten czas pozbyć się akcji, zamiast kupować do nich opcje zabezpieczające.</p>



<p>Married PUT zatem sprawdzi się&nbsp;świetnie, ale raczej w sytuacjach, w których z góry znamy termin danego wydarzenia, przed którym chcemy się&nbsp;zabezpieczyć (np. publikacja wyników), dzięki czemu możemy wybrać&nbsp;najkrótsze możliwe i najtańsze opcje, nie rujnujące jeszcze portfela.</p>



<p>W przeciwnym wypadku nadgorliwe stosowanie tej strategii będzie dla nas nieopłacalne od strony kosztowej i zje większość potencjalnych zysków.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Zyski, zyski, zyski</h3>



<p>W przypadku pozycji krótkich, które stanowią&nbsp;przeciwwagę do posiadanego portfela akcyjnego, problem leży gdzie indziej. Samo ich utrzymanie bowiem nie powinno wynieść&nbsp;więcej niż 2-3% w ujęciu rocznym, co jest poziomem akceptowalnym, ale…</p>



<p>Posiadanie przeciwstawnych pozycji w tak mocno skorelowanym świecie giełdowym, z którym mamy do czynienia obecnie, sprawi, że w czasach hossy wszystkie nasze zyski będą dramatycznie ograniczone poprzez straty na pozycjach krótkich ciągnących portfel w dół.</p>



<p>Tak zabezpieczony portfel faktycznie byłby w stanie wygenerować zysk przy absolutnie minimalnym poziomie wahań i obsunięć kapitału, ale ten zysk będzie bardzo niski.</p>



<p>Ta metoda rzeczywiście jest chętnie używana przez instytucjonalnych graczy, ale raczej takich, którym nie zależy na maksymalnie wysokim zysku, tylko właśnie na minimalnych możliwych wahaniach portfela. No bo czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, na przykład emerytalny fundusz pracowniczy, w którym obsunięcia kapitału w bessach sięgają po 30-40%? No właśnie.</p>



<p>Są gracze, dla których od wysokich zysków o wiele ważniejsza jest niska zmienność.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Korelacja, korelacja, korelacja</h3>



<p>Problem z umieszczaniem w portfelu obligacji rządowych jest natomiast taki, że przez większość czasu one faktycznie są zerowo lub ujemnie skorelowane z akcjami, ale… okresami korelacja ta bywa dodatnia.</p>



<p>Ostatnie lata pokazały, że obligacje potrafią wykazywać niemal pełną korelację z akcjami przez długie okresy i to zwłaszcza w czasie, kiedy najbardziej zależałoby nam na tym, aby jakoś to portfolio zrównoważyć.</p>



<p>W całym 2022 roku, kiedy indeksy akcyjne spadały o 20%, obligacje na koniec roku odnotowały stratę wynoszącą… 30%. W tym wypadku posiadanie obligacji nie tylko nie zabezpieczyło portfela przed stratami, ale jeszcze te straty powiększyło.</p>



<p>Takie sytuacje są oczywiście rzadkością i częściej mamy do czynienia z brakiem korelacji niż z korelacją, ale mimo tego posiadanie obligacji w portfelu nie będzie żadnym gwarantem obniżenia jego wahań.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">To może jednak się nie zabezpieczać?</h1>



<p>Strategie hedgingowe przede wszystkim mają nie dopuścić do straty pieniędzy – pod tym stwierdzeniem podpisze się każdy. W rzeczywistości jednak to, czy na danej pozycji wygenerujemy stratę czy zysk, będzie wiadome dopiero w momencie, w którym postanowimy te akcje sprzedać.</p>



<p>Wyobraźmy sobie, że kupujemy akcje dobrej firmy z horyzontem, powiedzmy, dziesięcioletnim; albo nawet dwu- czy trzyletnim. Czy tymczasowa strata widoczna tylko na papierze w czasie trwania tej inwestycji będzie czymś, przed czym warto się&nbsp;zabezpieczać? Jakie znaczenie ta okresowa strata będzie miała w perspektywie kilku lat, kiedy pozycja będzie likwidowana?</p>



<p>Co z punktu widzenia, na przykład roku 2029, będzie nas obchodziło, czy akcje XYZ w trzecim kwartale 2024 r. spadły o 20% czy też nie? Ano niewiele. Dla inwestora będzie liczył się&nbsp;wyłącznie finalny wynik na sam koniec okresu inwestycji.</p>



<p>To, co dzieje się z profilem zysku i straty w międzyczasie, jest wyłącznie zmiennością nieodłącznie związaną z inwestowaniem w akcje. Zabezpieczanie się przed zmiennością w okresie trwania inwestycji może faktycznie pomóc lepiej działać&nbsp;procentowi składanemu i może pomóc lepiej spać w nocy właścicielowi rachunku, ale w praktyce ma ono o wiele więcej minusów niż korzyści.</p>



<p>Żeby nie kończyć jednak całkiem pesymistycznym tonem, warto wspomnieć, że istnieje metoda, która pozwala zminimalizować wahania portfela, nie niosąc za sobą tak wielu niedoskonałości jak te, opisane powyżej.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Stara dobra szkoła zarządzania portfelem</h1>



<p>Tak zwany hedging organiczny to sposób na taką budowę i na takie zarządzanie portfelem, które sprawią, że portfolio samo z siebie będzie mniej podatne na wahania rynkowe, co z kolei pozwoli lepiej pracować <a href="https://www.tradingforaliving.pl/procent-skladany-kapitalizacja-odsetek/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">procentowi składanemu</a>.</p>



<p>W 1950 roku Harry Markowitz opracował kultową <a href="https://www.tradingforaliving.pl/ryzyko-na-gieldzie/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Modern Portfolio Theory</a>, za którą otrzymał potem Nagrodę Nobla i która do dzisiaj jest podstawą służącą za wytyczne przy budowie portfela w taki sposób, aby ograniczał on łączne ryzyko z całej inwestycji.</p>



<p>W dużym skrócie – odpowiednia dywersyfikacja portfela na 25-30 spółek, ustalanie wag na bazie zmienności (bardziej zmienna spółka ma mniejszą wagę niż&nbsp;mniej zmienna) oraz okresowe rebalansowanie portfela i przywracanie mu pierwotnych proporcji mogą zdecydowanie pomóc nie tylko obniżyć wahania portfolio, ale też w efekcie poprawić jego zyski.</p>



<p>Dobór odpowiednich spółek i zdywersyfikowanie portfela, a następnie poprawne ustalenie i pilnowanie wag rzeczywiście będzie najprostszą (co nie znaczy łatwą) metodą na ograniczenie ryzyka. Nieco więcej o tym aspekcie w skrótowej formie można przeczytać tutaj:</p>



<p><a href="https://www.tradingforaliving.pl/ile-spolek-do-portfela/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Sprawdź, czy masz odpowiednią liczbę akcji w portfelu</a> (na końcu tekstu arkusz Excel do pobrania).</p>



<p><div class="_form_107"></div><script src="https://tradingforaliving.activehosted.com/f/embed.php?id=107" charset="utf-8"></script></p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/jak-zabezpieczyc-sie-przed-spadkami-na-gieldzie/">Jak zabezpieczyć się przed spadkami na giełdzie (i czy na pewno warto)</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.tradingforaliving.pl/jak-zabezpieczyc-sie-przed-spadkami-na-gieldzie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dlaczego strata i zysk z pozycji nie mają żadnego znaczenia przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnej</title>
		<link>https://www.tradingforaliving.pl/strata-i-zysk-nie-maja-znaczenia/</link>
					<comments>https://www.tradingforaliving.pl/strata-i-zysk-nie-maja-znaczenia/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Trela]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 19 Mar 2024 10:03:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Porady]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.tradingforaliving.pl/?p=8631</guid>

					<description><![CDATA[<p>Akcje kupione po 100$ spadają do 70$ i generują papierową stratę 30%. Co zrobić? Dokupić i uśrednić cenę zakupu, sprzedać i zminimalizować dalsze straty, czy może nie robić&#160;nic i poczekać na odbicie, żeby wyjść chociaż na zero? Inne akcje wzrosły o 50%. Trzymać dalej, sprzedać część, czy zrealizować cały zysk? Otóż… wszystkie te rozterki są [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/strata-i-zysk-nie-maja-znaczenia/">Dlaczego strata i zysk z pozycji nie mają żadnego znaczenia przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnej</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>Akcje kupione po 100$ spadają do 70$ i generują papierową stratę 30%. Co zrobić? Dokupić i uśrednić cenę zakupu, sprzedać i zminimalizować dalsze straty, czy może nie robić&nbsp;nic i poczekać na odbicie, żeby wyjść chociaż na zero? Inne akcje wzrosły o 50%. Trzymać dalej, sprzedać część, czy zrealizować cały zysk? Otóż… wszystkie te rozterki są niepotrzebne, bo to nie poziom zysku czy straty z danej pozycji powinien decydować o tym, co zrobić&nbsp;dalej.</strong></p>



<p>Bardzo często trafiam na pytania, które zaczynają&nbsp;się&nbsp;mniej więcej tak:</p>



<blockquote class="wp-block-quote">
<p><em>Dwa lata temu kupiłem akcje Alibaby po 200$, a one potem spadły do 50$, ale dzisiaj odbiły już&nbsp;do 100$. Mam na nich stratę 50%. Co teraz zrobić?</em></p>
</blockquote>



<p>Druga osoba jednak ma z tymi akcjami zupełnie inny problem:</p>



<blockquote class="wp-block-quote">
<p><em>Rok temu kupiłem akcje Alibaby po 100$, a one potem spadły do 50%, ale ostatnio odbiły znowu do 100$. Dzisiaj jestem na nich na zero. Co teraz zrobić?</em></p>
</blockquote>



<p>Trzecia osoba to nieco większy szczęściarz:</p>



<blockquote class="wp-block-quote">
<p><em>Parę miesięcy temu kupiłem akcje Alibaby po 50$, a one potem odbiły do 100$. Mam na nich zysk 100%. Co teraz zrobić?</em></p>
</blockquote>



<p>Gdyby podjęcie poprawnej decyzji inwestycyjnej zależało od tego, jaki poziom zysku lub straty dana osoba wygenerowała na danych akcjach, to każdy z tych trzech inwestorów musiałby w tym samym momencie podjąć zupełnie inną&nbsp;decyzję dotyczącą tych samych akcji.</p>



<p>Nie trudno się&nbsp;domyślić, że trzy różne decyzje nie mogą być&nbsp;poprawne w tym samym czasie (pod warunkiem oczywiście, że mówimy o podobnych strategiach czy horyzontach inwestycyjnych, a nie porównujemy, na przykład działania <em>daytradera</em> do działań długoterminowego inwestora).</p>



<p>To zatem prowadzi do wniosku, że decyzja o tym, czy dane akcje warto kupić czy może sprzedać, musi być decyzją obiektywną i – co więcej – binarną, która powinna być identyczna w przypadku różnych inwestorów o podobnym horyzoncie czasowym i podobnym systemie inwestycyjnym.</p>



<p>Taka konkluzja z kolei sugeruje, że poziom zysku i straty, który praktycznie dla każdego inwestora jest inny, nie może być żadnym istotnym elementem składowym decyzji odnośnie tego, co z akcjami zrobić&nbsp;dalej.</p>



<p>Decyzja o zakupie bądź sprzedaży akcji jest natomiast decyzją&nbsp;binarną dlatego, że albo dane akcje w danym momencie nadają się&nbsp;do zakupu albo nie. Jeśli nie nadają się&nbsp;do zakupu, to nikt nie powinien ich bowiem także posiadać w swoim portfelu.</p>



<p>W rzeczywistości nie mamy więc do podjęcia trzech decyzji na giełdzie (kupić, sprzedać, trzymać), tylko dwie (kupić lub sprzedać), bo albo akcje nadają się do tego, żeby mieć je w portfelu albo się&nbsp;nie nadają.</p>



<p>Mało intuicyjne? A dlaczego niby mielibyśmy trzymać w portfelu konkretne akcje, skoro uznajemy, że w danym momencie nie kupilibyśmy ich ponownie, gdyby&nbsp;nie znajdowały się one jeszcze w naszym portfolio?</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Pozbycie się akcji to problem psychologiczny</h1>



<p>To wszystko jednak prosto wygląda tylko w teorii, bo w praktyce szalenie trudno jest nam rozstać się&nbsp;z akcjami, które już posiadamy. Odpowiedzialny jest za to mechanizm sprawiający, że bardziej cenimy przedmioty, które już do nas należą od tych, których nie mamy jeszcze w swoim posiadaniu.</p>



<p>W efekcie o wiele łatwiej podjąć&nbsp;decyzję o niekupowaniu dzisiaj akcji XYZ, jeśli nie mamy ich jeszcze w portfelu, niż o sprzedaży tych samych akcji z portfela, jeśli jesteśmy już ich właścicielem. A tymczasem to powinna być&nbsp;ta sama decyzja, bo albo te akcje warto w portfelu mieć (w takim wypadku powinniśmy je kupić) albo nie warto (wtedy powinniśmy je sprzedać).</p>



<p>W praktyce niestety zupełnie inaczej podchodzimy do tego, co nasze, a inaczej do tych rzeczy, których nie posiadamy.</p>



<p>To zjawisko świetnie pokazują badania z pogranicza psychologii behawioralnej i finansów. W jednym z nich grupa studentów ekonomii dostała w prezencie kubki o zadeklarowanej wartości 20$. Kilka tygodni później badacze zapytali studentów, czy są skłonni odsprzedać swoje kubki po cenie 20$. Większość studentów nie chciała tego zrobić i ugięła się dopiero wtedy, gdy badacze podnosili proponowaną&nbsp;cenę&nbsp;w okolice 50$.</p>



<p>Dla kontrastu grupa kontrolna studentów, która wcześniej nie otrzymała kubków w prezencie, została zapytana jak wysoką cenę jest w stanie zapłacić, żeby otrzymać taki sam kubek. Odpowiedzi wahały się w okolicach 10-15$.</p>



<p>To były te same kubki, a mimo tego dla pierwszej grupy miały one wartość dochodzącą do 50$, natomiast dla drugiej grupy maksymalnie 15$. Duży rozrzut jak na określenie wartości tego samego kubka.</p>



<p>Jedyna różnica polegała na tym, że zadziałał efekt posiadania, który sprawia, że bardziej cenimy to, co już&nbsp;mamy, przez co trudno nam się rozstać nie tylko z kubkami, ale też akcjami czy z szafami pełnymi gratów i ciuchów, których od dawna nie używamy ani nie nosimy.</p>



<p>Co więcej, obok zgubnego efektu posiadania, który tak bardzo nie pozwala nam sprzedać akcji, do gry dołącza jeszcze jeden potężny mechanizm – efekt kotwiczenia.</p>



<p>W momencie, w którym kupujemy akcje po 100$, nasz umysł koduje w głowie tę właśnie cenę jako minimalną uczciwą wartość spółki, do której będzie później odnosił&nbsp;wszystkie przyszłe kursy akcji. Na tej bazie większość osób będzie podejmowała decyzje odnośnie tego, kiedy akcje sprzedać, żeby zrealizować zyski, a kiedy dokupić, żeby uśrednić&nbsp;cenę zakupu.</p>



<p>Dlatego z jednej strony tak trudno zdecydować się&nbsp;na sprzedaż akcji, kiedy ich aktualna cena znajduje się poniżej ceny zakupu a – z drugiej strony – tak łatwo podjąć decyzję o sprzedaży akcji, gdy tylko ich kurs wzrośnie lekko nawet powyżej poziomu 100$.</p>



<p>Problem w tym, że praktycznie każdy z nas kupuje te same akcje po innej cenie, przez co wszyscy mamy poziom kotwiczenia ustawiony na zupełnie innej wartości. Poprawna i obiektywna decyzja o tym, czy dane akcje warto kupić czy sprzedać, musi być natomiast zerojedynkowa i&nbsp;tak samo prawdziwa dla nas wszystkich, bez względu na to, gdzie zakotwiczyliśmy swój punkt odniesienia.</p>



<p>Zmierzam do tego, że cena, po jakiej kupiliśmy dane akcje (a także poziom późniejszego zysku czy straty, które są pochodną ceny zakupu) nie może brać udziału w podejmowaniu decyzji odnośnie tego, co dalej z takimi akcjami zrobić.</p>



<p>Decyzja owa musi wynikać wyłącznie z przesłanek, które będą prawdziwe i obiektywne dla każdego inwestora, bez względu na to, po jakiej cenie kupił&nbsp;dane akcje i jaki poziom zysku czy straty widzi na swojej platformie.</p>



<p>O szczegółach tych obiektywnych przesłanek powiem jednak za chwilę, bo wcześniej trzeba zwrócić uwagę&nbsp;na trzeci zabójczy mechanizm, który jest na tyle groźny, że doczekał&nbsp;się&nbsp;odrębnego śródtytułu.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Efekt okazji, czyli dokupowanie akcji, bo spadły</h1>



<p>To chyba jeden z groźniejszych mechanizmów, który w języku angielskim opisywany jest jako:</p>



<blockquote class="wp-block-quote">
<p><em>“Throwing good money after bad”, czyli niepotrzebne marnowanie kolejnych pieniędzy po zmarnowaniu poprzednich</em></p>
</blockquote>



<p>W skrócie chodzi o to, że czasem akcje rosną, a czasem spadają. Czasem podejmujemy poprawną&nbsp;decyzję, a mimo tego tracimy pieniądze; ale czasem podejmujemy niepoprawną&nbsp;decyzję i tracimy pieniądze. Problem polega na tym, że we wszystkich tych przypadkach po stracie pieniędzy próbujemy tę stratę za wszelką&nbsp;cenę odrobić i za raz utopionymi już&nbsp;pieniędzmi rzucamy kolejne partie gotówki w nadziei, że to pomoże szybciej odzyskać utracone poprzednio środki.</p>



<p>To właśnie mają na myśli Amerykanie mówiąc o “throwing good money after bad money”. Każdy może stracić pieniądze na błędnej decyzji czy nietrafionej pozycji – to są “bad money”; ale nie każdy musi ponownie wkładać palec do kontaktu i dorzucać kolejną gotówkę (“good money”) do pozycji, która już raz wygenerowała nam stratę.</p>



<p>W praktyce to zjawisko przybiera najczęściej formę uśrednienia ceny zakupu i ślepego dokupowania akcji, które spadły, tylko dlatego, że spadły i że teraz można je kupić&nbsp;taniej, niż&nbsp;jeszcze jakiś&nbsp;czas temu. To kiepski pomysł, bo w takich sytuacjach często o wiele lepszym rozwiązaniem będzie zrealizowanie pierwotnej straty i przekierowanie swojej uwagi na zupełnie inny zakątek rynku.</p>



<p>Tak się&nbsp;jednak nie dzieje.</p>



<p>Przede wszystkim wynika to z niechęci do realizowania strat (i przyznawania się&nbsp;do popełnionego błędu). Jak wiemy bowiem, nadzieja umiera ostatnia i pomimo tego, że zazwyczaj w końcu umiera, to przez ten czas towarzyszący agonii i sztucznemu podtrzymywaniu jej przy życiu przy pomocy dodatkowych pieniędzy, możemy jeszcze łudzić się, że los się&nbsp;w końcu odmieni i spółka, która spadła już&nbsp;o 70%, kiedyś w końcu odbije zapewniając nam chwałę i bogactwo.</p>



<p>Plus jest taki, że przez ten czas nie musimy podejmować żadnej niekomfortowej decyzji i wystarczy nie robić&nbsp;nic, czekając spokojnie na giełdowy cud. Łatwizna. Minus inercji jest jednak taki, że działania łatwe i komfortowe nigdy nie są poprawne, ani tym bardziej skuteczne, przez co z dużym prawdopodobieństwem stracimy nie tylko czas, ale i kolejne pieniądze dorzucane do tracącej pozycji.</p>



<p>Napisałem zresztą kiedyś cały oddzielny artykuł&nbsp;o tym, <a href="https://www.tradingforaliving.pl/decyzje-musza-bolec/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">dlaczego poprawne decyzje muszą boleć</a>. Zachęcam do przeczytania.</p>



<p>Pomijając jednak kwestie psychologiczne, to ślepe uśrednianie wszystkiego, co spadło, daje nam także złudne przekonanie, że jak obniżymy łączną&nbsp;cenę zakupu danych akcji, to łatwiej nam będzie potem wyjść na zero (no bo obniżamy sobie poprzeczkę, do której teraz akcje muszą podskoczyć, żeby ją&nbsp;pokonać).</p>



<p>W teorii nawet ma to sens, ale w praktyce rzadko kiedy jest skuteczne, jeśli decyzję o uśrednianiu podejmujemy tylko dlatego, że akcje spadły i mamy na nich stratę. Akcje mogą bowiem spadać z bardzo wielu powodów.</p>



<p>Co innego, jeśli akcje dobrej spółki spadają tylko dlatego, że leci cały rynek, który ciągnie za sobą wszystko w dół (w takim wypadku można uśredniać), a co innego jeśli akcje lecą na łeb na szyję, bo spółce spadają zyski, walą się prognozy przychodów albo firma została daleko w tyle za swoją konkurencją.</p>



<p>W tym pierwszym przypadku akcje faktycznie mają dużą szansę na odbicie. W drugim przypadku jednak możemy się&nbsp;odbicia nie doczekać i lepiej zrealizować stratę na poziomie 30%, żeby uwolnić te środki i realokować je w bardziej perspektywiczne akcje, niż kisić stratę przez kolejne lata blokując potencjał do wykorzystania gotówki w mądrzejszy sposób.</p>



<p>Na szczęście w podjęciu decyzji o realizacji straty pomaga zrozumienie prostego faktu, a mianowicie…</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h1 class="wp-block-heading">Zamknięcie stratnej pozycji jest neutralne finansowo</h1>



<p>Jak sprzedamy akcje ze stratą, to wartość naszego konta dalej będzie dokładnie taka sama, jak przed zaksięgowaniem tej straty. Realizując stratę niczego tak naprawdę nie tracimy.</p>



<p>Pozbywając się akcji o obecnej wartości, na przykład 7000$, wymieniamy tylko jedno aktywo na drugie – beznadziejne akcje o wartości siedmiu tysięcy na gotówkę pod postacią… siedmiu tysięcy. Z punktu widzenia wartości całego naszego rachunku brokerskiego nic się przecież&nbsp;nie zmienia.</p>



<p>Różnica jest taka, że mając uwolnioną gotówkę z akcji spółki kiepskiej, gdzie perspektywy na odbicie były dyskusyjne, możemy tę gotówkę ulokować teraz w akcjach najlepszej spółki, jaką uda nam się&nbsp;znaleźć na rynku po to, żeby podnieść sobie prawdopodobieństwo pomnożenia tej kwoty.</p>



<p>To jedyny skuteczny i logiczny sposób na to, żeby zwiększyć szanse na szybkie odrobienie strat, a na pewno dużo bardziej logiczny niż próba odrobienia tych strat przy pomocy tej samej kiepskiej inwestycji (złej decyzji), która nam tę stratę wygenerowała w pierwszej kolejności.</p>



<p>Najważniejsze to uświadomić sobie, że w każdym momencie naszego giełdowego życia powinniśmy zadbać o to, żeby mieć w portfelu zestaw najlepszych aktualnie spółek, jakie tylko uda nam się&nbsp;znaleźć. Zysk i strata z obecnych nie mają tu żadnego znaczenia.</p>



<p>Charakterystykę najlepszych spółek można określić natomiast jedynie poprzez obiektywne wskaźniki finansowe opisujące daną spółkę takie, jak zyskowność, prognozy, fundamenty czy wycena. Te wskaźniki są uniwersalne i będą jedyną obiektywną prawdą dla danej spółki bez względu na to, jaki poziom zysków czy strat w konkretnym momencie posiada na jej akcjach konkretny inwestor.</p>



<p>Patrząc bowiem przez indywidualny pryzmat poszczególnych zysków i strat nigdy nie uda się podjąć obiektywnej decyzji odnośnie kupna lub sprzedaży akcji, bo obraz ten będzie zaburzony przez poziom zysku lub straty przypisany do rachunku danego inwestora, a nie przez ocenę kondycji samej spółki, która może być albo dobrą inwestycją albo nie.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Co powinno wpływać na decyzję o zakupie lub sprzedaży?</h2>



<p>Powody podjęcia decyzji o tym, czy dane akcje warto sprzedać czy kupić można podzielić&nbsp;na dwie kategorie: merytoryczną i techniczną. Dotyczy to także tylko częściowej sprzedaży posiadanych akcji lub dokupowania większej liczby akcji po spadkach.</p>



<p>Do kategorii merytorycznej zalicza się cała działka analizy fundamentalnej (dla spekulantów także technicznej), której celem jest określenie, czy mamy do czynienia z dobrą inwestycją czy też nie.</p>



<p>Nieco inny zestaw wskaźników czy sposobu podejścia do kwestii wyceny będzie rozsądny w przypadku długoterminowych inwestorów (tutaj, np. możemy sobie całkowicie podarować patrzenie na <a href="https://www.tradingforaliving.pl/encyklopedia/upside/" target="_blank" rel="noreferrer noopener"><em>upside</em></a>); a inny dla krótkoterminowych; niemniej każdy inwestor powinien podejmować decyzję przez pryzmat jakiegoś zestawu obiektywnych finansowych kryteriów opisujących daną spółkę i jej akcje, bo tylko one będą uniwersalnie prawdziwe lub uniwersalnie fałszywe. Zyski lub straty na akcjach nie będą wskazaniem uniwersalnym.</p>



<p>Obszerny poradnik i materiał wideo w temacie oceny potencjału spółek można znaleźć&nbsp;tutaj: <a href="https://www.tradingforaliving.pl/analiza-fundamentalna-spolki-wskazniki-zadluzenia-rentownosci/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Przewodnik po analizie fundamentalnej krok po kroku</a></p>



<p>Kategoria techniczna zawiera w sobie natomiast wszystkie kwestie związane z doborem i utrzymaniem odpowiednich proporcji spółek w portfelu. Optymalne wagi danej spółki względem innych aktywów wynikają chociażby z poziomu ryzyka (im bardziej ryzykowna spółka, tym mniejszy udział&nbsp;w portfelu) czy stopnia korelacji (im mniej skorelowana z resztą aktywów, tym więcej akcji w portfelu).</p>



<p>Więcej o doborze wielkości pozycji w portfelu można poczytać&nbsp;w artykule: <a href="https://www.tradingforaliving.pl/ile-spolek-do-portfela/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Sprawdź czy masz odpowiednią liczbę akcji w portfelu</a></p>



<p>Problem w tym, że idealne proporcje będą idealne jedynie przez kilka pierwszych dni, a czasem przez kilka pierwszych godzin, bo z czasem jedne spółki wzrosną, a inne spadną sprawiając, że wagi w portfelu mocno się rozjadą. I to jest drugi powód, poza merytorycznym, który uzasadnia częściową sprzedaż lub dokupienie akcji do portfela w celu wyrównania pierwotnych idealnych proporcji.</p>



<p>Nawet tutaj jednak nie zysk i strata z poszczególnej pozycji będą częścią podejmowanej decyzji.</p>



<p>Potencjalne zaburzenie wagi (i wymuszenie redukcji) akcji spółki XYZ może być bowiem&nbsp;spowodowane zarówno przez jej wzrost względem innych spółek w portfelu; ale też przez to, że akcje XYZ stoją&nbsp;w miejscu, a inne spółki spadły; lub poprzez spadek akcji XYZ, ale spadek relatywnie mniejszy niż spadek innych spółek.</p>



<p>W każdym z tych trzech skrajnie różnych scenariuszy efekt będzie taki sam – waga spółki XYZ będzie wyższa od innych, co oznacza potrzebę jej redukcji. Do konkluzji takiej nie dojdziemy jednak obserwując poziom zysku czy straty na tych akcjach, bo w trzech różnych przypadkach poziom ten będzie zupełnie inny.</p>



<p>Żeby już dalej nie przynudzać powiem tylko, że zrozumienie tego, że poziom zysku czy straty na danej pozycji nie powinien mieć żadnego wpływu na decyzję o sprzedaży akcji, to chyba pierwszy i najważniejszy krok do tego, żeby wejść na wyższy poziom zawodowstwa.</p>



<p>Dążenie do tego, żeby z własnego procesu decyzyjnego jak najbardziej wykluczyć&nbsp;emocje, lęki i wszelkie błędy poznawcze, jest natomiast tym, na czym warto skupić się&nbsp;o wiele bardziej niż na jałowych dyskusjach odnośnie wyboru najlepszego brokera, na poszukiwaniu idealnej spółki albo na odnalezieniu najskuteczniejszego wskaźnika czy na wielu jeszcze <a href="https://www.tradingforaliving.pl/zbyt-duzo-uwagi/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">innych rzeczach, którym poświęcamy zbyt dużo uwagi na giełdzie.</a></p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/strata-i-zysk-nie-maja-znaczenia/">Dlaczego strata i zysk z pozycji nie mają żadnego znaczenia przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnej</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.tradingforaliving.pl/strata-i-zysk-nie-maja-znaczenia/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>27</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Efekt Hawthorne’a sto lat później. Jak go wykorzystać na giełdzie?</title>
		<link>https://www.tradingforaliving.pl/efekt-hawthorne-na-gieldzie/</link>
					<comments>https://www.tradingforaliving.pl/efekt-hawthorne-na-gieldzie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 13 Feb 2024 12:29:30 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Pozostałe]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://tradingsource.skdev.pl/?p=8586</guid>

					<description><![CDATA[<p>W latach dwudziestych ubiegłego wieku Elton Mayo – australijski psycholog z Harvard Business School – dokonał fascynującego odkrycia, które nie tylko na zawsze zmieniło sposób przeprowadzania badań zachowań ludzi, ale które może być także jednym z najlepszych sposobów na poprawę swoich własnych wyników i osiągnięć w praktycznie każdej dziedzinie życia, w tym na giełdzie. Ośmioletnie [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/efekt-hawthorne-na-gieldzie/">Efekt Hawthorne’a sto lat później. Jak go wykorzystać na giełdzie?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>W latach dwudziestych ubiegłego wieku Elton Mayo – australijski psycholog z Harvard Business School – dokonał fascynującego odkrycia, które nie tylko na zawsze zmieniło sposób przeprowadzania badań zachowań ludzi, ale które może być także jednym z najlepszych sposobów na poprawę swoich własnych wyników i osiągnięć w praktycznie każdej dziedzinie życia, w tym na giełdzie.</strong></p>



<p>Ośmioletnie badanie rozpoczęte przez Mayo w roku 1924 do dzisiaj jest jednym z najbardziej znanych eksperymentów przemysłowych w historii socjologii, ale rzadko kiedy wnioski z niego wykorzystywane są (świadomie) w procesie inwestycyjnym.</p>



<p>Setna rocznica eksperymentu i przełomowych odkryć, które z niego popłynęły, to dobra okazja, żeby wziąć ten temat na warsztat i sprawdzić, jak możemy go wykorzystać do podejmowania lepszych decyzji na giełdzie.</p>



<p>Najpierw jednak trochę kontekstu.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Proszę włączyć światło, panie Mayo</h2>



<p>Wszystko zaczęło się niemal sto lat temu na obrzeżach Chicago w fabryce Hawthorne’a, która wytwarzała sprzęt telefoniczny oraz inne elementy telekomunikacyjne. Hawthorne Works działała jako odnoga produkcyjna legendarnego wtedy przedsiębiorstwa Bell Systems, należącego do AT&amp;T.</p>



<p>Fabryka Hawthorne’a prosperowała dobrze, jednak coraz większym problemem przedsiębiorstwa stawała się dość niska efektywność pracy, zwłaszcza w dobie rosnących zamówień ze strony Departamentu Obrony USA.</p>



<p>Właściciele zatrudnili więc Eltona Mayo, aby pomógł&nbsp;im opracować skuteczny sposób na poprawę wydajności pracowników. Ta decyzja na zawsze zmieniła nie tylko los fabryki, ale też całą dziedzinę psychologii i socjologii.</p>



<p>Pierwszym pomysłem Mayo na poprawę produktywność była manipulacja oświetleniem. Badacz założył, że zwiększając poziom doświetlenia w fabryce być może pracownicy będą mogli pracować nieco szybciej i trochę dokładniej. To był strzał w dziesiątkę. Wydajność wzrosła niebotycznie. Naukowiec razem ze swoją ekipą zaczął więc sprawdzać kolejne pomysły.</p>



<p>Następnym krokiem było wprowadzenie dla pracowników regeneracyjnych przerw na posiłek, co w latach dwudziestych wcale nie było takie oczywiste. Efektywność załóg montażowych błyskawicznie wzrosła jeszcze bardziej.</p>



<p>Następnie Mayo wrócił do obniżenia poziomu oświetlenia, aby sprawdzić, który z tych dwóch czynników miał większy wpływ na wydajność pracy. Ku jego zaskoczeniu – po powrocie do pierwotnego natężenia oświetlenia – efektywność pracy wzrosła po raz kolejny.</p>



<p>Skonfundowany Mayo podzielił więc pracowników produkcyjnych na grupy kontrolne i w jednej z nich wycofał dodatkowo wprowadzone niedawno przerwy na posiłki. Co się okazało? Wydajność w tej grupie znowu uległa zwiększeniu.</p>



<p>W kolejnych fazach eksperymentu zmieniane były dodatkowo godziny pracy oraz inne czynniki, jak rozmieszczenie sprzętu w sali czy utrzymywanie większej czystości na stanowisku pracy. Zawsze z tym samym pozytywnym skutkiem dla poprawy efektywności.</p>



<p>Finalnie badacz przywrócił wszystkie pierwotne warunki pracy w fabryce i… efektywność po raz kolejny uległa zwiększeniu. Tymczasowo i nieznacznie, ale jednak.</p>



<p>Eksperyment trwał do lat trzydziestych, a wnioski, które Mayo z niego wyciągnął były takie, że… poziom oświetlenia w fabryce nie ma żadnego znaczenia, podobnie jak inne rozwiązania testowane przez ekipę badawczą.</p>



<p>Efektywność pracy fabryki Hawthorne’a zwiększała <strong>jakakolwiek zmiana</strong> elementów otoczenia oraz sama obecność naukowców i świadomość tego, że pracownicy są obiektem badań mających na celu poprawę ich warunków pracy.</p>



<p>Po latach dalszych eksperymentów Mayo udowodnił, że <strong>ludzie zmieniają swoje zachowanie, kiedy wiedzą, że są obserwowani.</strong> Jeśli obserwacji towarzyszy w dodatku zmiana warunków otoczenia (dowolna zmiana), to efekt ten ulega multiplikacji.</p>



<p>To odkrycie z przed stu lat wywróciło do góry nogami przede wszystkim sposób przeprowadzania badań i eksperymentów z udziałem ludzi, ale to nie tu leży jego prawdziwa siła. Będąc świadomym istnienia efektu Hawthorne’a można go bowiem wykorzystać do realizacji własnych celów, w tym do podejmowania lepszych decyzji inwestycyjnych.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Jak wykorzystać efekt Hawthorne’a na giełdzie?</h2>



<p>Mówiąc w skrócie – musimy wejść na świecznik i sami stworzyć sobie takie środowisko pracy, w którym wiemy, że jesteśmy obserwowani i ktoś patrzy nam na ręce przy podejmowaniu decyzji.</p>



<p>Nie chodzi tu o fizyczną obserwację; nie trzeba od razu kupować abonamentu do lokalnego biura co-workingowego; nie tu jest pies pogrzebany (chociaż u niektórych osób samo przebywanie wśród innych pracujących także podnosi motywację do pracy i jej efektywność).</p>



<p>W przypadku inwestowania na giełdzie lepiej sprawdzi się jakaś forma upublicznienia naszych decyzji, transakcji czy rozumowania towarzyszącego naszemu procesowi inwestycyjnemu.</p>



<p>To może być cokolwiek – od założenia konta na Twitterze/X i publikowania swoich transakcji razem z powodami ich zawarcia, horyzontem czy planem na wypadek katastrofy; ale równie dobrze sprawdzi się otworzenie bloga albo założenie własnego wątku na forum inwestycyjnym, czy udzielanie się na grupie inwestycyjnej na Facebooku.</p>



<p>Wszystko jedno, bo samo medium nie jest istotne, podobnie jak to, że początkowo pies z kulawą nogą nie zainteresuje się&nbsp;naszymi transakcjami, tezami i podejmowanymi decyzjami.</p>



<p>Nikt tego nie musi czytać, naprawdę. W tym działaniu nie chodzi o to, żeby gromadzić tysiące czytelników, ale o to, żeby mieć świadomość, że nasze decyzje i nasze działania są publicznie widoczne.</p>



<p>Już samo to powinno sprawić, że większą wagę&nbsp;przywiążemy do sformułowania swojego pomysłu inwestycyjnego w taki sposób, żeby nie wydawał się on absurdalny, przeczący sam sobie, czy w efekcie – żeby nie stać się pośmiewiskiem całego internetu.</p>



<p>Jakaś forma giełdowego ekshibicjonizmu, nawet dokonywanego pod pseudonimem, powinna sprawić, że nałożymy na siebie nieco większą autokrytykę i – zgodnie z efektem Hawthorne’a – być może zmodyfikujemy nieco swoje działanie tak, aby miało ono więcej sensu i aby nasze decyzje inwestycyjne były bardziej odpowiedzialne, przemyślane i poukładane.</p>



<p>Wiele osób (ja również) prowadzi własny dziennik inwestycyjny, w którym zapisuje swoje tezy inwestycyjne czy powody zawarcia transakcji albo powody wyjścia z danej pozycji. To świetny pomysł, bo po czasie możemy zweryfikować nasz tok myślenia i sprawdzić, gdzie mieliśmy rację, a gdzie popełnialiśmy błąd w rozumowaniu.</p>



<p>Po kilku kwartałach, nie mówiąc o latach, takie dzienniki są nieocenionym źródłem informacji odnośnie tego, co robimy dobrze, a co robimy źle. Gwarantuję, że w większości przypadków ujawni się&nbsp;określony wzorzec, z którego jest już prosta droga do maksymalizacji zachowań poprawnych i minimalizacji tych niepoprawnych.</p>



<p>Prowadzenie niepublicznego dziennika przyniesie jednak nieco słabszy skutek, niż robienie tego w sposób publiczny ze świadomością, że jesteśmy obserwowani, a nasze transakcje, argumenty, powody, czy tezy, bezceremonialnie wystawione są na krytykę innych.</p>



<p>To prawda, że samo zmuszenie się&nbsp;do sformułowania i zapisania czegoś na papierze albo w pliku tekstowym czy w Excelu wymusi już na nas użycie nieco bardziej klarownych argumentów potrzebnych do zwięzłego przedstawienia naszej tezy inwestycyjnej; ale to dopiero wystawienie tej tezy na światło dzienne będzie tym, co pomoże spojrzeć na nią z większego dystansu.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Czy to naprawdę działa?</h2>



<p>Zauważyłem kiedyś, że gdy tylko na siłowni obok mnie zaczyna ćwiczyć jegomość solidnych gabarytów, to ja sam nagle dostaję dodatkowych mocy i dodatkowej motywacji do tego, żeby zrobić&nbsp;jeszcze o kilka powtórzeń więcej albo żeby jeszcze bardziej skrócić przerwy pomiędzy poszczególnymi seriami.</p>



<p>Wszystko po to, żeby w oczach tego, obcego mi przecież dryblasa, nie wyjść na niedzielnego leszcza, który nie odróżnia fazy koncentrycznej od ekscentrycznej. Gdy w dodatku zamiast dryblasa obok staje przedstawicielka płci przeciwnej, to już w ogóle poprzeczka zostaje podniesiona i macham teraz hantlami z takim zaangażowaniem, jakbym trenował co najmniej do głównej roli w kolejnej części Rambo.</p>



<p>Ćwicząc jednak w domu czy na pustej sali, ta motywacja gdzieś zanika. Nie będąc na świeczniku łatwiej przychodzi decyzja, żeby sobie odpuścić i szybciej dać za wygraną. Sam fakt, że ktoś mnie obserwuje, sprawia zatem, że mam nie tylko więcej motywacji, ale również więcej siły fizycznej. Ciekawe, prawda?</p>



<p>Gdyby się dobrze zastanowić, to łatwo można znaleźć więcej przykładów tego, że gdy jesteśmy obserwowani, to zachowujemy się inaczej.</p>



<p>Kiedy w firmie nasz przełożony zostaje w biurze po godzinach, to my także mamy wtedy tendencję do dłuższej pracy niż w dniach, kiedy szef wyjechał w delegację.</p>



<p>Kiedy idziemy na pierwszą randkę do restauracji, to jesteśmy bardziej skłonni do zamówienia zdrowszego jedzenia (i wypicia mniejszej ilości wina) niż&nbsp;jakbyśmy szli na kolację sami albo po prostu zamawiali jedzenie do domu.</p>



<p>Kiedy na przeciwległym pasie ruchu stoi policyjny radiowóz, to mamy mniejszą&nbsp;chęć na ruszanie z pod świateł z piskiem opon albo na przejechanie skrzyżowania na “późnym pomarańczowym”, niż kiedy nikogo nie ma w okolicy.</p>



<p>Różne badania pokazują, że pacjenci leżący w szpitalu skrupulatniej przestrzegają wytycznych odnośnie diety czy precyzyjnych czasów przyjmowania leków, niż gdy rekonwalescencję przechodzą w domu. Spacerowicze częściej segregują śmieci w miejscach publicznych, niż robią&nbsp;to we własnym mieszkaniu. Studenci bardziej skupiają się&nbsp;na wykładzie, kiedy siedzą w auli, niż jak słuchają go w domu w formie online. W czasie pandemii częściej nosiliśmy maseczki wiedząc, że jesteśmy obserwowani, niż jak nikogo nie było w okolicy; i tak dalej.</p>



<p>Mówiąc inaczej, kiedy wiemy, że jesteśmy obserwowani, to nie tylko zachowujemy się mądrzej i bardziej odpowiedzialnie, ale też podejmujemy rozsądniejsze decyzje. Dlaczego zatem z działaniami giełdowymi miałoby być inaczej?</p>



<p>Sięgając do mojego własnego doświadczenia, efekt Hawthorne’a świetnie widać na przykładzie tego, jak różne czasem decyzje podejmuję w funduszu, którym zarządzam, a tym, jakie transakcje zawieram na prywatnym rachunku.</p>



<p>Wiedzę i umiejętności mam przecież te same, strategie i podejście do rynków również, a mimo tego w prywatnym portfelu otwieram czasem takie pozycje, za które kolejnego dnia jest mi zwyczajnie wstyd i których nigdy nie otworzyłbym w portfelu należącym do funduszu. Dlaczego?</p>



<p>Prawdopodobnie chodzi o to, że mam świadomość tego, iż w funduszu cały czas ktoś patrzy mi na ręce i mogę kiedyś zostać zmuszony, żeby wytłumaczyć się z każdej zawieranej transakcji.</p>



<p>Co prawda przez kilkanaście lat nikt jeszcze nigdy mnie o to nie poprosił, ale sama świadomość tego, że do naszych inwestorów co kwartał&nbsp;trafiają szczegółowe raporty z wykazem wszystkich transakcji sprawia chyba, że biorę większą odpowiedzialność za te transakcje i nie pozwalam sobie na nic głupiego, żeby nie czuć potem zażenowania.</p>



<p>To nic, że najprawdopodobniej nikt tych kilkudziesięciostronicowych raportów nie czyta i nie przegląda transakcji linijka po linijce. Wystarczy mi sama świadomość, że istnieje taka możliwość i że są to transakcje w pewnym sensie udostępniane publicznie, za które muszę wziąć odpowiedzialność.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h2 class="wp-block-heading">Efekt Hawthorne’a to nie wszystko</h2>



<p>Sam eksperyment Eltona Mayo doczekał się nieco krytyki, jeśli chodzi o jego wartość naukową. Część szczegółowych danych z przed stu lat uległa bowiem zniszczeniu, więc trudno było je obiektywnie zweryfikować. Nie wszystkie obserwacje z fabryki Hawthorne’a dało się także potem zreplikować w innych miejscach.</p>



<p>Część psychologów zwracała uwagę również na to, jak dużą rolę mogły w eksperymencie odegrać inne aspekty psychologiczne, np. tzw. <em>selection bias</em>, czyli poczucie pracowników fabryki, że zostali wybrani jako specjalna grupa do eksperymentu, a przez to, że są w jakiś sposób wyjątkowi i – co za tym idzie – że muszą stanąć na wysokości zadania i&nbsp;wykazać się przed naukowcami swoimi umiejętnościami w pracy (stąd wyższa efektywność).</p>



<p>Inną krytyką fenomenu wzrostu produktywności odkrytego w fabryce Hawthorne’a była jego tymczasowość. Późniejsze badania i eksperymenty wykazały, że istnieje zjawisko zwane <em>novelty effect</em>, które sprawia, że po wprowadzeniu jakiejkolwiek zmiany do naszego otoczenia, efektywność faktycznie wzrasta o 30-50%, ale utrzymuje się ona przez około osiem tygodni, po czym zaczyna spadać.</p>



<p>Pocieszające jest jednak, że po tych dwóch miesiącach, kiedy przyzwyczaimy się już&nbsp;do zmiany i zaadaptujemy się do nowych warunków, to efektywność –&nbsp;mimo spadku od swojego nowego szczytu – pozostanie na wyższym poziomie niż przed wprowadzeniem zmiany.</p>



<p>Drugą dobrą wiadomością jest to, że po tym czasie wystarczy wprowadzić kolejną zmianę, aby ponownie uruchomić efekt nowości i znowu zwiększyć swoją&nbsp;produktywność na kolejne tygodnie.</p>



<p>Zmianą może być cokolwiek – od zastąpienia wysłużonego laptopa albo zakupu słuchawek z redukcją hałasu, przez rozpoczęcie pisania w nowym notatniku, zaprenumerowanie innego dziennika finansowego albo wykupienie subskrypcji na nowym portalu analitycznym, aż po fizyczne przeniesienie się ze swoją&nbsp;pracą do drugiego pokoju czy biura.</p>



<p>Sprawdzić powinny się też błahe z pozoru zmiany, jak aktualizacja swojego profilu w mediach społecznościowych na bardziej zawodowy, zrobienie sobie profesjonalnej sesji zdjęciowej do umieszczenia na blogu, czy wkładanie porządnej koszuli, spodni i butów innych niż kapcie nawet wtedy, kiedy siadamy do pracy przy komputerze z zacisza własnego domu. Wszystko to powinno mieć dodatkowy motywujący skutek zwiększający naszą efektywność.</p>



<p>Konkluzja? Zmieniajmy, modyfikujmy, eksperymentujmy, próbujmy nowych rzeczy; ale za każdym razem starajmy się myśleć, jak przy okazji wystawić się na światło dzienne i ściągnąć na siebie uwagę (a często też ocenę czy krytykę) ze strony innych.</p>



<p>Zgodnie z efektem Hawthorne’a, to powinno sprawić, że będziemy coraz lepsi w tym, co robimy; a decyzje, które podejmujemy, będą coraz bardziej racjonalne.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl/efekt-hawthorne-na-gieldzie/">Efekt Hawthorne’a sto lat później. Jak go wykorzystać na giełdzie?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.tradingforaliving.pl">Trading For a Living - blog na temat inwestowania</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.tradingforaliving.pl/efekt-hawthorne-na-gieldzie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
