Skip to content

Czy nadszedł już odpowiedni moment, aby zacząć inwestować w złoto?

Nie czas na inwestowanie w złotoCeny złota wymazały już większość zysków z tego roku, zaliczając największy miesięczny spadek notowań od trzech lat. Wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA okazał się katalizatorem przeceny, choć wszyscy sądzili, że będzie odwrotnie. Czy nie jest to przypadkiem dobry moment, aby rozpocząć inwestowanie w złoto?

Mocny dolar, rosnąca rentowność obligacji i coraz większy optymizm na rynkach zatrzymały niedawny rajd złota. Wzrostu cen nie byli już nawet w stanie podtrzymać kupujący zazwyczaj ogromne ilości kruszcu Chińczycy i Hindusi. Wielu zaczęło się zastanawiać czy nie jest to przypadkiem miejsce, w którym na rynek powinni wkroczyć długoterminowi kupujący.

Zdaniem dziennikarzy Reutersa warto jeszcze trochę poczekać. Oto dlaczego.

Stopy procentowe w USA

Jak świat długi i szeroki traderzy obstawiają, że 14 grudnia FED podniesie w USA stopy procentowe. Będzie to oczywiście czynnikiem negatywnym dla złota, ponieważ kruszec nie wypłaca odsetek. W związku z tym, wiele osób może uznać, że przy wyższych stopach procentowych bardziej opłaca im się lokować pieniądze, np. w obligacjach. W takiej sytuacji zazwyczaj popyt na złoto spada, tym samym dołując jego ceny.

— Rynek skupia się teraz na pozytywnej stronie obietnic Trumpa, która oznacza wyższy wzrost gospodarczy w USA, szybsze podnoszenie stóp procentowych przez FED i silniejszego dolara. To wszystko jest negatywne dla złota — mówi Julius Baer z firmy analitycznej Carsten Menke.

Rentowność obligacji

Dziesięcioletnie obligacje skarbowe wystrzeliły po tym jak Trump został prezydentem. Inwestorzy zakładają, że nowa administracja zwiększy poziom wydatków na infrastrukturę, co z kolei spowoduje wzrost inflacji.

— W sytuacji wysokiej rentowności obligacji koszt utraconych potencjalnych korzyści dla osób trzymających złoto jest zbyt wysoki, bo kruszec, który nie daje żadnych odsetek, przestaje być dla nich atrakcyjny na tle innych bezpiecznych instrumentów — dodaje Simona Gambarini z Capital Economics.

Silniejszy dolar

Kurs złota wyceniany jest w walucie amerykańskiej, a więc złoto ma tendencję do spadania w momencie, gdy dolar się umacnia. Jego zakup dla inwestorów z zewnątrz staje się wtedy bardziej kosztowny. Przez ostatni miesiąc dolar wzrósł do poziomów nie widzianych od kilkunastu lat, co posłało cenę kruszcu o 10% w dół.

Analitycy przewidują, że w 2017 roku dolar w dalszym ciągu będzie się umacniał. To nie pomoże notowaniom złota.

Apetyt na ryzyko

Zawirowania na rynkach finansowych nie wpływają już tak bardzo na notowania kruszcu. Złoto, które uważane jest za bezpieczną przystań w niepewnych czasach, rosło bardzo mocno po upadku Lehman Brothers czy po pojawieniu się plotek o bankructwie Grecji, które mogło wywołać kryzys w strefie euro. To jednak przeszłość, co udowodnił chociażby znikomy wzrost notowań złota po referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

— Inwestorzy przyzwyczaili się już do dużej zmienności na rynkach i dzisiaj nie robi ona na nich specjalnego wrażenia. Kiedy takie ryzykowne momenty jak upadek banku czy Brexit zdarzają się cały czas, to zwyczajnie tracą one na znaczeniu i ich wpływ na notowania staje się marginalny — mówi Carsten Fritsch z Commerzbanku.

Fizyczne zapotrzebowanie

Kiedy spadają ceny, to zazwyczaj szybko daje o sobie znać popyt na fizyczne złoto. Od 2010 roku azjatyckie kraje odpowiadały za 79% światowego zapotrzebowania na złotą biżuterię. Największymi kupcami były Chiny i Indie. To fizyczne zapotrzebowanie w efekcie windowało ceny złota z powrotem do góry.

Dzisiaj jednak popyt na złoto drastycznie spada. Indie wycofały niedawno z użycia niektóre banknoty, co spowodowało wyparowanie 86% wartości gotówki z obiegu. To wpłynęło z kolei na mniejsze zakupy złota, bo Hindusi biżuterię kupowali głównie za gotówkę. Chiny natomiast wprowadziły restrykcje na import kruszcu, aby zapobiec „wyciekowi” yuana za granicę.

— Z tych powodów fizyczne zapotrzebowanie na złoto jest bardzo niskie, więc dzisiaj po prostu nie istnieje prawdziwy popyt, który w poprzednich latach wspomagał wzrost cen złota — podsumowuje Daniel Smith z Oxford Economics.


Inwestować w złoto czy jeszcze poczekać?

Moim zdaniem warto jeszcze poczekać, aż złoto spadnie przynajmniej do poziomu z początku tego roku, czyli w okolice 1070 USD za uncję. Obecnie cena wynosi 1170 USD, co wydaje się poziomem dość atrakcyjnym, bo złoto potrafiło już kosztować 1900 USD kilka lat temu. Niemniej, ja nie potrafię dzisiaj znaleźć żadnego sensowego powodu, dla którego w niedalekiej przyszłości kruszec miałby się odbić i rosnąć w siłę.

Tak więc wydaje mi się, że warto jeszcze się powstrzymać, a jeśli złoto spadnie do poziomu około 1070 USD, to zainwestować w nie połowę docelowej kwoty, na wypadek gdyby kruszec spadał dalej. Dzięki temu będziemy mieli szansę uśrednić całą cenę zakupu w dół i dokupić drugie tyle, gdyby złoto spadło mocniej, na przykład do poziomu 900 USD, który ostatnio widziany był w 2009 roku.

Można też zastosować bardziej wyszukaną strategię hedgingową i stworzyć coś w rodzaju married put, czyli kupić już teraz jednostki ETF na złoto z perspektywą 2-3 lata, jednocześnie kupując wygasającą za 2-3 miesiące opcję PUT na tego samego ETF-a. Dzięki temu zabezpieczymy się przed sytuacją, w której złoto – zaraz po tym jak w nie zainwestowaliśmy – będzie spadało dalej.

Więcej o hedgingu przy pomocy opcji PUT pisałem w tym miejscu.

Jak zainwestować w fizyczne złoto?

Można oczywiście kupić monety lub sztabki. Polecam monety, ponieważ gdyby co, to można je dyskretnie ukryć za granicą, bez potrzeby zgłaszania tego służbie celnej. Przy wywożeniu monet za granicę liczy się bowiem ich wartość nominalna, a nie wartość kruszcu, z którego są wytworzone.

Tak więc, przy nominale 50 USD widniejącym na złotej uncjowej monecie, możemy legalnie wywieźć z kraju 200 monet o rzeczywistej wartości miliona złotych, ale o nominalnej wartości nie przekraczającej 10 000 USD/EUR (limit wywozu pieniędzy bez potrzeby deklarowania tego służbie celnej). W przypadku złotych sztabek taki trick już nie przejdzie.

Może brzmi to nieco paranoicznie, ale znam trzy osoby, które od dwóch lat sukcesywnie wywożą z kraju złoto i inne kosztowności w obawie przed inwazją ze strony Rosji. Mówię poważnie.

Bez względu na motywy, kupowanie złota w fizycznej postaci ma jednak dwa minusy. Po pierwsze – spread. Monety i sztabki sprzedawane są zazwyczaj ok. 4% drożej niż aktualna wartość kruszcu, a odkupowane 2% poniżej wartości. Na wstępie więc tracimy 6% na samym spreadzie.

Po drugie – koszty przechowywania. Jeśli ktoś nie boi się trzymać złota w domu, to ten koszt odpada. Jednak rozsądnie było by zdywersyfikować ryzyko i złoto ukryć, np. w skrytce bankowej. W Warszawie koszt małej skrytki to 300-600 zł rocznie, w Londynie i w Genewie 400-1000 euro.

Mało to wszystko wygodne i mało opłacalne. Jaka jest więc alternatywa?

Certyfikaty inwestycyjne na złoto lub fundusze ETF

Z perspektywy polskiego inwestora najłatwiej i najtaniej zainwestować w złoto przy pomocy certyfikatów emitowanych przez Raiffeisen Bank.

Plusem certyfikatów jest niski spread, duża płynność, bezpieczeństwo, łatwość zakupu i odsprzedania oraz możliwość nabycia certyfikatów w ramach IKE. Minusem jest fakt, że certyfikaty rozliczane są w złotówkach, a instrument bazowy w dolarach, tak więc występuje tu ryzyko walutowe, a przy kursie USD/PLN 4.20 certyfikaty są po prostu drogie.

Drugim rozwiązaniem jest fundusz indeksowy ETF skupujący fizyczne złoto. Jednym z takich funduszy jest SPDR Gold Trust o symbolu GLD. Fundusz trzyma prawdziwe sztabki złota ulokowane w londyńskich sejfach, a jego ruchy naśladują po prostu ruchy kruszcu. Sposób bardzo dobry i bezpieczny. W dodatku płacimy dolarami za instrument rozliczany w dolarach, więc odpada ryzyko kursowe. Wystarczy posiadać trochę zielonych i dostęp do giełdy za granicą.

Trzecim rozwiązaniem jest zakup akcji (lub ETF-a) firm wydobywających złoto. Ich kurs w dużej mierze uzależniony jest od kursu samego kruszcu. Tych ETF-ów jest kilkanaście, a samych firm jeszcze więcej, więc nie będę ich tu wszystkich wymieniał.


Źródło: Reuters