Skip to content

Dwa pomysły na to jak zainwestować w rosyjskie akcje przy zachowaniu małego ryzyka

Akcje rosyjskie w 2017Niedawno sam grałem na spadki rosyjskiego indeksu giełdowego, ale z końcem roku zmieniłem zdanie. Po tym jak Donald Trump został prezydentem, a kartel OPEC ogłosił wprowadzenie limitów na wydobycie ropy naftowej, rosyjskie akcje na giełdzie wystrzeliły w górę. Sporo osób widzi w tym początek końca kilkuletniej recesji trapiącej naszego wschodniego sąsiada. Ja także jestem zdania, że istnieje spora szansa na wzrosty moskiewskiej giełdy w 2017 roku, dlatego poniżej podpowiadam jak można na tym zarobić, do minimum ograniczając konsekwencje potencjalnej pomyłki.

Wszystkie pomysły opierają się na wykorzystaniu notowanego na nowojorskiej giełdzie funduszu VanEck Vectors Russia ETF o symbolu RSX. Fundusz odzwierciedla ruchy akcji 32 firm rosyjskich, m.in. z sektora energii (np. Gazprom, Lukoil) czy finansów (np. Sberbank). Wycena spółek z portfela funduszu jest ekstremalnie korzystna i wykazuje ogromne niedowartościowanie. Wskaźnik Cena/Zysk na koniec grudnia wynosił 8,5, a Cena/Wartość Księgowa 0,7. To mówi samo za siebie. W dodatku kurs miesiąc temu wybił się górą z wieloletniego kanału spadkowego, co może zwiastować trwałe odwrócenie trendu.

O tym jak w ogóle zainwestować za granicą i jak kupić instrumenty notowane na giełdzie w USA pisałem w tym miejscu.


Pomysł nr 1 – kupujemy czyste jednostki ETF

To jest najbardziej oczywiste rozwiązanie, ale niestety także najbardziej ryzykowne. Rosyjskie akcje rosły praktycznie nieprzerwanie przez ostatnich dwanaście miesięcy, wspinając się od ceny 12,00 USD w styczniu 2016 do 21,22 USD w styczniu 2017 roku. Widać więc jak na dłoni, że istnieje tu spore ryzyko wystąpienia korekty.

To z kolei oznacza, że mamy jedynie trzy proste możliwości:

  1. Już teraz kupić jednostki ETF i liczyć się z możliwym dużym zjazdem ich wartości w ciągu najbliższych miesięcy
  2. Z zakupem poczekać na korektę, która może jednak nigdy nie nadejść i liczyć się z tym, że okazja ucieknie nam sprzed nosa
  3. Kupić trochę jednostek za połowę docelowej kwoty i poczekać na ewentualny spadek, aby dokupić drugie tyle przy niższym kursie, uśredniając cenę w dół.

Niestety żadne z tych rozwiązań nie wydaje się obecnie atrakcyjnym pomysłem. Dlatego warto rozważyć jakąś bardziej wyrafinowaną strategię.


Pomysł nr 2 – zawieramy transakcję typu married put

W związku z tym, że istnieje spore ryzyko korekty, na pewno warto jakoś się przed nią zabezpieczyć. Nie ma sensu po prostu siedzieć i czekać aż korekta nadejdzie, bo z drugiej strony to się może nigdy nie wydarzyć. Dlatego optymalnym pomysłem wydaje się w tej sytuacji zastosowanie najprostszej strategii hedgingowej znanej jako married put.

Married put polega na zakupie określonej liczby jednostek ETF RSX oraz na jednoczesnym zakupie opcji PUT na taką samą liczbę jednostek ETF RSX. W ten sposób już teraz nabywamy ETF-a na wypadek, gdyby kurs od razu poszedł do góry, ale jednocześnie zawieramy ubezpieczenie w postaci opcji PUT na wypadek, gdyby kurs ETF-a zaczął jednak spadać. Dzięki temu to, co stracimy na spadku wartości jednostek ETF, zostanie wyrównane przez wzrost wartości opcji PUT.

Czy takie zagranie może się opłacać?

Sprawdźmy na rzeczywistych dzisiejszych (02.01.2017 r.) cenach.

ETF RSX – 21,22 USD

RSX May 18.00 PUT – 0,54 USD

RSX May 20.00 PUT– 1,04 USD

RSX May 21.00 PUT – 1,44 USD

Wariant 1

W tym wariancie kupujemy 100 jednostek funduszu ETF RSX za łączną kwotę 2122 USD oraz opcje RSX May 20.00 PUT za łączną cenę 104 USD.

Taka transakcja oznacza, że kupiliśmy 100 jednostek ETF po cenie 21,22 USD i opcje PUT, które na wypadek spadków pozwalają nam sprzedać tych 100 jednostek ETF po cenie 20 USD.

Dlatego nawet jeśli cena ETF-a spadnie, powiedzmy, do poziomu 17 USD, to my w dalszym ciągu będziemy mieli prawo sprzedać nasze jednostki za 20 USD. Dzięki temu ograniczyliśmy maksymalną potencjalną stratę do z góry znanego poziomu, który wynosi różnicę w cenie zakupu ETF-a (21,22 USD) i w cenie wykonania opcji (20 USD), czyli razem 122 USD. Do tego doliczyć trzeba koszt zakupu opcji w wysokości 104 USD, co daje nam łączną absolutnie maksymalną możliwą stratę wynoszącą 226 USD.

Nawet w przypadku, gdyby kurs ETF-a zleciał do bardzo niskich poziomów, my nigdy nie stracimy więcej niż 226 USD.

Bez zabezpieczenia się opcjami PUT już przy spadku kursu poniżej poziomu 18,96 USD (21,22-2,26) zaczęlibyśmy tracić więcej niż 226 USD.

Wariant 2

W tym wariancie kupujemy 100 jednostek funduszu ETF RSX za łączną kwotę 2122 USD oraz opcje RSX May 21.00 PUT za łączną cenę 144 USD.

Taka transakcja oznacza, że kupiliśmy 100 jednostek ETF po cenie 21,22 USD i opcje PUT, które na wypadek spadków pozwalają nam sprzedać tych 100 jednostek ETF po cenie 21 USD.

Dzięki temu znowu ograniczyliśmy naszą maksymalną potencjalną stratę do z góry znanego poziomu, który wynosi 22 USD, czyli różnicę w cenie zakupu ETF-a (21,22 USD) i w cenie wykonania opcji (21 USD) przemnożoną przez 100 akcji. Do tego doliczyć trzeba jednak koszt zakupu opcji w wysokości 144 USD, co daje nam łączną maksymalną możliwą stratę nie przekraczającą 166 USD.

Podsumowując, w tym przypadku kupujemy 100 jednostek ETF po cenie 21,22 USD i jednocześnie od razu kupujemy sobie prawo (opcja PUT) do sprzedania tych 100 jednostek po cenie 21,00 USD choćby nie wiadomo jak nisko spadł kurs. Dzięki temu za 144 USD (koszt zakupu opcji) ograniczamy maksymalną stratę do kwoty 22 USD (kupujemy jednostki po 21,22 i w przypadku spadków sprzedajemy po 21,00 USD). Jeśli kurs pójdzie do góry, to z prawa do sprzedaży jednostek po 21,00 USD nie musimy oczywiście korzystać i opcje wygasną, a my zarobimy na wzroście wartości jednostek ETF.

Który wariant wybrać?

Na pierwszy rzut oka dużo korzystniejszy wydaje się wariant drugi, bo w transakcji ryzykujemy jedynie kwotę 166 USD w porównaniu do 226 USD, która ryzykowaliśmy w wariancie pierwszym. To prawda, ale jak to zwykle bywa – nie ma nic za darmo.

Ograniczając maksymalną stratę poprzez zakup opcji z wyższą ceną wykonania, ograniczamy sobie także maksymalny zysk w przypadku, gdyby kurs ETF-a od razu po zakupie poszedł do góry.

W wariancie pierwszym kupujemy jednostki za 21,22 USD i opcje za 1,04 USD, co razem daje cenę 22,26 USD na jednostkę. Dopiero wzrost kursu ETF-a powyżej 22,26 USD pozwoli nam osiągnąć zysk netto, bo dopiero powyżej tego poziomu wzrost kursu jednostek ETF pokryje dodatkowy wydatek, który ponieśliśmy na zakup opcji.

W wariancie drugim kupujemy jednostki za 21,22 USD i opcje za 1,44 USD, co razem daje cenę 22,66 USD na jednostkę. A więc dopiero wzrost kursu ETF-a powyżej 22,66 USD pozwoli pokryć wydatek na opcje zabezpieczające transakcję i wygenerować jakiś zysk netto.

Który wariant jest korzystniejszy? Cóż, nie ma tutaj jednego idealnego rozwiązania. Każdy wybór będzie równie dobry w zależności od tego, na czym nam bardziej zależy – czy na ograniczeniu poziomu potencjalnej straty czy na maksymalizacji zysków. Możliwości jest oczywiście o wiele więcej, ponieważ do wyboru mamy dziesiątki opcji z różnymi cenami wykonania i z różnymi terminami wygasania.

Pamiętać trzeba tylko, że opcje, które ja zaproponowałem, chronią nas jedynie do terminu ich wygaśnięcia, czyli do trzeciego piątku maja 2017. Można oczywiście wybrać droższe opcje z dłuższym terminem wygaśnięcia. Myślę jednak, że majowe w zupełności wystarczą, bo jeśli jakaś korekta na akcjach rosyjskich ma się pojawić, to powinna nadejść już w początkowych miesiącach 2017 roku.

Więcej o tym jak działają opcje PUT pisałem w tym tekście.


Trzy uwagi na koniec

  1. Wszystkie wymienione parametry zakupu opcji można oczywiście dowolnie modyfikować. W przykładach użyłem akurat tych poziomów dlatego, że analiza techniczna (Ichimoku cloud, szczyt z 2015 r. itd.) sugeruje potencjalny poziom wsparcia przy cenie 20,00-20,50 USD za ETF-a.
  2. Nie zapominajmy, że istnieje jakaś granica wzrostów, dlatego ja bym zamykał transakcję już przy 30-32 USD, co i tak powinno przynieść prawie 50% zysku.
  3. Moim zdaniem nie warto teraz grać na wzrosty przy użyciu opcji CALL, bo istnieje zbyt duża szansa na korektę w najbliższym czasie, przez co konieczność czekania na ewentualny powrót kursu do wyjściowego poziomu zeżre nam zbyt dużo time value z wartości opcji.