Skip to content

Przewartościowanie amerykańskiej giełdy to jeszcze nie powód, żeby trzymać się od niej z daleka

Przewartościowana giełda?Dostałem wczoraj maila z pytaniem czy w czasie panowania nieprzewidywalnego Donalda Trumpa w ogóle warto otwierać konto brokerskie za granicą i zaczynać inwestowanie na rozgrzanej już do czerwoności giełdzie w USA. Zwłaszcza po tak wielu latach nieprzerwanych wzrostów, gdy wejście na amerykański rynek akurat w momencie, kiedy S&P 500 jest kompletnie przewartościowany, wydaje się bardzo ryzykowne, bo giełda aż prosi się o solidną korektę. No cóż, moim zdaniem warto, ale…

Szczerze mówiąc to jest bardzo przytomne pytanie. Tylko, że to pytanie jest zadawane już od 2013 roku, od kiedy amerykańska giełda odnotowała czteroletni potężny rajd wzrostowy i zaliczyła spektakularne odbicie po kryzysie hipotecznym. Od tamtego momentu cały czas maglowany jest temat przewartościowania rynku i wyczekiwania na korektę, która niczym Godot „w końcu musi przecież nadejść”. Tylko tak jak Godot – jakoś, kurcze, nie nadchodzi.

Jak myślicie, ile osób od 2013 roku w dalszym ciągu czeka na spadki, żeby trafić w ten jeden jedyny idealny moment do wejścia na amerykański rynek?

To oczywiście pytanie retoryczne, dlatego mimo wszystko moim zdaniem nawet dzisiaj nie ma na co czekać, bo równie dobrze rajd amerykańskich akcji może potrwać jeszcze i dwa najbliższe lata, zanim nastąpi jakaś korekta. O ile w ogóle nastąpi.


Co nam mówi szklana kula?

Z drugiej strony solidny zjazd może pojawić się w ciągu kilku kolejnych tygodni/miesięcy. Wystarczy splot paru wydarzeń, których dzisiaj nie da się przewidzieć i krach gotowy. Czy tak będzie czy też nie, kto to wie? Moim zdaniem szanse są tu 50:50. Nikt nie potrafi przepowiadać przyszłości i szkoda życia, żeby się nad nią zastanawiać. Możemy sobie oczywiście w wolnych chwilach popisać na forach internetowych o tym co się komu wydaje, ale takie rozważania mają małą wagę i nie sprawią, że będziemy mieli w portfelu więcej pieniędzy. Niemniej z perspektywy czasu z pewnością okaże się, iż ktoś z nas miał stuprocentową rację.

A jeśli chodzi o przewartościowanie S&P 500. Nie zapominajmy, że S&P 500 to nie jest byt sam w sobie, tylko swojego rodzaju benchmark. S&P 500 to wirtualny twór i to nie jego zachowanie determinuje ruchy kursów spółek, tylko to ruchy kursów spółek wpływają na poziom S&P 500. Wydaje mi się, że wiele osób tego nie rozumie i traktuje zachowanie S&P 500 równoważnie z zachowaniem całej giełdy. Albo co gorsze – uważa, że zachowanie czy kondycja S&P 500 odbija się na ruchach pojedynczych spółek i przekłada na ich kursy. W rzeczywistości jest zupełnie na odwrót.

Moim zdaniem cały czas dla inwestorów istnieje spore pole do popisu i do pobicia benchmarku. Co to bowiem oznacza, że giełda amerykańska (S&P 500) jako całość jest przewartościowana, a jej wskaźnik P/E wynosi 25?

Nigdzie nie istnieje coś takiego jak przewartościowanie całej giełdy. P/E na poziomie 25 dla S&P 500 nie oznacza, że każda z pięciuset spółek ma taki sam wskaźnik P/E 25, tylko że jedna spółka wchodząca w skład indeksu posiada P/E na poziomie 40, druga na poziomie 28, a trzecia na poziomie 7. Średnia dla indeksu rzeczywiście wychodzi wtedy 25. Tylko kto każe nam inwestować w cały indeks? Zainwestujmy w spółkę, która ma P/E na poziomie 7 i prognozy regularnego zwiększania zysków przez kolejne 2-3 lata.


Kiedy drogo to już za drogo?

Druga sprawa to fakt, że jeśli nawet zgodzimy się, iż aktualnie na giełdzie jest drogo (w sensie całościowym), to jeszcze nie znaczy, że nie może być drożej.

Przed solidną korektą na początku lat 90-tych P/E dobiegało właśnie do poziomu 25, po czym kurs akcji runął. Jednak na szczycie bańki w 2000 roku P/E dochodziło już do 45, a na szczycie bańki w 2008 roku przekraczało 65. Można więc uznać, że mamy tendencję rosnącą i szczyty P/E, przy których następuje krach, są coraz wyższe. W takim przypadku z obecnych poziomów P/E 25 mamy jeszcze długą drogę do kolejnego wierzchołka.

Aczkolwiek z jeszcze innej strony patrząc, nie zapominajmy, że na poziom tego wskaźnika składa się nie jeden, ale dwa elementy, czyli cena akcji i zysk firmy. Żeby wskaźnik zleciał w bardziej przyzwoite rejony musi więc nastąpić jedna z dwóch rzeczy: spaść kurs akcji albo wzrosnąć zysk firmy.

W sytuacji, w której zyski firm zaczynają wzrastać, aktualny wysoki wskaźnik P/E już nie wydaje się taki straszny, bo na horyzoncie pojawia się perspektywa jego obniżenia bez konieczności redukowania kursu akcji. Analizując zatem wskaźniki danej firmy nie sprawdzajmy jej dzisiejszego EPS, tylko prognozowane EPS na rok i na dwa lata do przodu, żeby ocenić czy dzisiejsza cena jest wysoka czy też niska z perspektywy przyszłych, a nie teraźniejszych zarobków.


Tańczmy dopóki gra muzyka

W czasach kiedy rynek jako taki wydaje się przewartościowany, bardziej niż kiedykolwiek potrzebne jest selektywne podejście do wyboru spółek i aktywne zarządzanie portfelem. Wchodząc dzisiaj na giełdę nie sprawdzi się strategia „kup i trzymaj”. Jeśli ktoś jest na tyle odważny, aby tańczyć w tym momencie na parkiecie w USA, to tym bardziej powinien skupić się na wyborze spółek, które po pierwsze nie są przewartościowane, a po drugie mają realne perspektywy zwiększania przychodów przez najbliższe lata. Wbrew pozorom takie spółki i takie branże ciągle na giełdzie istnieją.

Tak więc moment, żeby wejść teraz na giełdę jest dobry jak każdy inny, który pojawiał się w ciągu ostatnich lat. Trzeba tylko mieć świadomość, że dzisiaj inwestowanie w USA jest o wiele trudniejsze, bo wymaga większego zaangażowania czasowego i zdecydowanego zacieśnienia kryteriów wyboru spółek do portfela, a potem bieżącego monitorowania sytuacji ekonomicznej i politycznej oraz odpowiedniego reagowania na to, co się dzieje na świecie. To z kolei oznacza konieczność dokonywania częstszych roszad w portfelu i szybszego realizowania zysków niż byliśmy przyzwyczajeni do tej pory.

Nie mówię, że pobicie przewartościowanego benchmarku jest łatwe, ale mówię, że przy zdroworozsądkowym podejściu wcale nie jest niemożliwe.

A więc tańczmy dopóki gra muzyka.

PS. Pomijam tu fakt (o którym może nie wszyscy wiedzą), że konto u amerykańskiego brokera i giełda w USA oferują dostęp nie tyko do rynku amerykańskiego, ale także dają możliwość kupienia prawie dwóch tysięcy ETF-ów z ekspozycją na gospodarki takie jak: Rosja, Brazylia, Pakistan, Chile, Nigeria, Wietnam, Korea, Chiny, Filipiny, Indie i tym podobne. Na którymś z tych rynków zawsze trwa akurat hossa.

Przewartościowanie amerykańskiej giełdy to jeszcze nie powód, żeby trzymać się od niej z daleka
5 Ocen: 10