Skip to content

Dlaczego większość inwestorów sprzedaje, kiedy trzeba kupować?

right-way-wrong-way-sign-2Są na rynkach finansowych rzeczy, które nigdy się nie zmienią. Nie ma znaczenia kraj pochodzenia, miejsce inwestycji, ani nawet doświadczenie inwestorów. Po prostu pewne czynniki są stałe, niezależnie od okoliczności. Jak choćby ten, że decyzjami inwestycyjnymi u znacznej większości osób kierują emocje, zamiast logiki i zdrowego rozsądku.

Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Kupujemy okazyjnie fantastyczną butelkę rocznikowego wina za 1000 zł. Uwielbiamy to wino, tę winnicę i ten rocznik. Uważamy, że wino jest warte dużo więcej niż marny tysiąc. Butelkę kupujemy z nadzieją, że zachomikujemy ją w piwniczce przynajmniej na kolejnych 10 lat. Być może w międzyczasie jej wartość urośnie i sprzedamy ją na aukcji, a może przetrzymamy wino przez kolejnych 20 lat. To nie ma dzisiaj większego znaczenia. Ważne jest, że kupujemy butelkę wina z perspektywą jej przechowania przez następnych 10 lat.

Niestety kilka dni po tym jak butelka do nas dotarła, okazuje się, że jej cena zaczyna spadać.

Wina z tego rocznika po paru tygodniach od momentu, w którym wydaliśmy na nie 1000 zł, można już nabyć za 900 zł. Trochę nas to irytuje, ale nie robimy wielkiego dramatu. Parę dni później, nie wiedzieć czemu, cena u dostawcy spada do 800 zł. Zaczynamy się lekko denerwować i martwić, że jednak przepłaciliśmy. W ciągu najbliższych tygodni cena butelek naszego ukochanego wina z tego rocznika ciągle jednak leci w dół, aby po paru miesiącach w końcu zjechać do okolicy 500 zł. Można więc powiedzieć, że do tego momentu straciliśmy 50% na naszej inwestycji.

I teraz kluczowe pytanie: co robimy dalej z tą wiedzą? Czy widząc, że cena spadła już o połowę, postanawiamy w przypływie gniewu/desperacji/strachu sprzedać ze stratą butelkę wina, które tak bardzo lubimy i którego tak bardzo pożądaliśmy jeszcze kilka miesięcy temu, żeby odzyskać przynajmniej połowę kwoty, którą za nie wyłożyliśmy?

Czy może jednak nie możemy oprzeć się tak absurdalnie niskiej cenie i robimy coś zupełnie odwrotnego, dokupując jeszcze jedną butelkę?

W tym drugim przypadku (jedna butelka kupiona za 1000 zł, a druga za 500 zł) okazuje się, że średni koszt zakupu jednej butelki naszego ulubionego wina wynosi tylko… 750 zł! Chociaż początkowo uważaliśmy, że butelka jest warta przynajmniej 1000 zł. Musieliśmy tak uważać, skoro zdecydowaliśmy się na zakup po takiej cenie. Nagle więc zmienia się perspektywa i coś, co przed chwilą uważaliśmy za dramat i stratę 50% kapitału, po zmianie myślenia, okazało się świetną okazją inwestycyjną, która pozwoliła nam kupić dwie butelki po bardzo dobrej cenie 750 zł za sztukę.

W normalnym pozagiełdowym świecie właśnie tak działamy. Jeśli widzimy w sklepie przecenę 50% na buty z całej jesiennej kolekcji, to pomimo tego, że jest wiosna, raczej nie staramy się teraz panicznie sprzedać po obniżonej cenie swojej pary, którą kupiliśmy pół roku temu. Zamiast tego, korzystając z okazyjnej ceny, dokupujemy drugą parę, która spokojnie poczeka w szafie do jesieni. I nie ma tu żadnego znaczenia, że jakiś czas temu na podobne buty wydaliśmy dwa razy więcej.

Dlaczego więc postępujemy zupełnie odwrotnie, jeśli chodzi o giełdę? Zamiast dokupować spadające akcje, płacąc coraz korzystniejszą stawkę i uśredniając w dół cenę zakupu, to my panicznie wyprzedajemy po obniżonej wartości to, co już mamy. Przecież to nierozsądne.

Myślę, że wynika to z kierowania się emocjami i braku umiejętności zachowania zimnej krwi w stresującej sytuacji, w której każdego dnia na rachunku maklerskim widzimy coraz większą stratę. Pierwsze skrzypce odgrywa wtedy strach przed tym, że utopimy w inwestycji jeszcze więcej niż do tej pory. I niestety próbujemy ten proces jak najszybciej powstrzymać, za wszelką – nomen omen – cenę.

Z punktu widzenia logiki niezrozumiałe jest jednak, dlaczego bierzemy pod uwagę krótkoterminowe dołki i spadki cen, jeśli początkowo zakładaliśmy wieloletnią perspektywę inwestycji. Skoro interesuje nas wynik za 10 lat, to dlaczego reagujemy na podstawie zachowania ceny zaledwie po kilku miesiącach? Otóż moim zdaniem dlatego, że w przeważającej większości przypadków nie gramy według dwóch odrębnych strategii: krótko i długoterminowej, które powinny być od siebie diametralnie różne.

Krótkoterminowa strategia na przykład przede wszystkim w ogóle nigdy nie powinna dopuścić do utraty 50% kapitału na pojedynczej transakcji. Przy utracie 10-20% (co nie powinno z kolei stanowić więcej niż 1-2% całego portfela!) takie pozycje powinny być od razu bezdyskusyjnie zamykane. Na tym polega zarządzanie ryzykiem i wielkością pozycji, które są absolutnie kluczowe do osiągnięcia sukcesu w inwestycjach krótkoterminowych. Dzięki temu możemy księgować wiele strat pod rząd i naszemu portfelowi nie wyrządzi to specjalnej krzywdy. W zamian pozwoli nam to dotrwać do tej jednej jedynej lukratywnej transakcji, która da szansę z nawiązką odrobić straty z kilku poprzednich.

Zupełnie inaczej wygląda natomiast strategia długoterminowa, w której przeceny oraz wyprzedaże to idealne momenty do większych zakupów i powinny być wykorzystywane do tego, żeby dokupować walory, które już w portfelu mamy, a nie robić coś zupełnie odwrotnego i w okresie najniższych cen sprzedawać to, co już się posiada. Zwłaszcza, że giełdy często reagują przesadnie i panicznie, a gwałtowne spadki (po których najczęściej zdesperowani sprzedajemy) są szybko odrabiane.

Z okresów wyprzedaży na giełdzie korzystajmy więc tak samo jak korzystamy z promocji w sklepach: kupujmy jeszcze więcej! Goldman Sachs uknuł kiedyś slogan, który świetnie określał pożądaną strategię ich działania. Hasło brzmiało: “Long term greedy”. Management wpajał tą mądrość wszystkim swoim pracownikom jako motto przewodnie, które powinni brać pod uwagę przy podejmowaniu każdej pojedynczej decyzji inwestycyjnej.

I szczerze uważam, że dobrą radą dla inwestorów długoterminowych jest, aby przed podjęciem jakiegokolwiek działania na rachunku maklerskim, odpowiedzieć sobie właśnie na to jedno pytanie. Czy to, co zaraz zamierzam zrobić, wpisuje się w wymogi strategii “Long term greedy”?

PS. Oczywiście strategia ta nie zwalnia z myślenia i zdrowego rozsądku. Jeśli akcje spadają pomimo braku jakichkolwiek sensownych powodów (lub z powodów tymczasowych – np. słabszy kwartał), to jak najbardziej jest to dobry moment, aby dokupić ich więcej. Jednak zupełnie inaczej sytuacja wygląda, jeśli firma, którą kupujemy, zaczyna tracić swoją wewnętrzną wartość z uwagi na ogłoszenie niewypłacalności. Ale to chyba oczywiste.

Dlaczego większość inwestorów sprzedaje, kiedy trzeba kupować?
5 Ocen: 5