Skip to content

Kim jestem i po co piszę to wszystko?

Tradingiem na większą skalę zajmuję się od 2011 roku. Od tego czasu zarządzam prywatnym funduszem, a od 2014 roku także pieniędzmi należącymi do sporego trustu, w którym zasiada kilkanaście innych osób. W 2017 roku dla jednego z polskich domów maklerskich stworzyłem autorski portfel inwestycyjny „Prometheus”. Aktualnie jestem Członkiem Zarządu spółki inwestycyjnej Hudson Hill Trust S.A. W wolnych chwilach przygotowuję się do egzaminu CFA oraz pracuję nad uzyskaniem międzynarodowej licencji na prowadzenie własnego funduszu hedgingowego w Hongkongu. 

Z historii nowożytnej mogę powiedzieć, że od 2014 do 2017 roku byłem Prezesem Zarządu firmy doradczej Blackhorse Middle East Solutions Ltd. z siedzibą w Dubaju, a od 2017 roku jestem dyrektorem wykonawczym w spółce Hudson Hill Associates Ltd. z siedzibą w Londynie. W Polsce pracowałem jako analityk dla domu maklerskiego Athena Investments S.A. W ostatnich latach świadczyłem też usługi z zakresu public relations i public affairs dla spółek Skarbu Państwa z branży farmaceutycznej oraz dla innych krajowych instytucji.


Jak to się zaczęło?

Inwestowanie zaczynałem na warszawskiej GPW, jednak szybko przestało mi to wystarczać (mały wybór instrumentów, mała płynność, za to duża korelacja). Potem przyszedł czas na giełdę niemiecką, brytyjską i w końcu amerykańską, która oferuje chyba najszersze spektrum do realizacji wszelkich pomysłów, które tylko przychodzą do głowy (głównie dzięki gigantycznej liczbie ETF-ów). W międzyczasie miałem jeszcze doświadczenia z Forexem, dość udane zresztą, jednak dla własnego komfortu psychicznego szybko stamtąd uciekłem (duże uznanie dla osób, które regularnie używają dźwigni 1:100 i nie mają problemów z zasypianiem).

Tak więc dzisiaj handluję przede wszystkim na rynkach amerykańskich, ale także na giełdzie w Hongkongu, w Singapurze, w Toronto i we Frankfurcie oraz sporadycznie na polskiej GPW. Używam takich instrumentów jak ETF-y, ADR-y, opcje, certyfikaty oraz kontrakty CFD. Handluję akcjami, indeksami, obligacjami, towarami, walutami oraz surowcami. Gram według odmiennych strategii, w zależności od zakładanego horyzontu czasowego. Częściej jestem po długiej niż po krótkiej stronie rynku. W akcje i indeksy inwestuję w perspektywie wieloletniej. Posługuję się zarówno analizą fundamentalną, jak i techniczną, ale przede wszystkim zdrowym rozsądkiem. Staję się także coraz większym fanem wszystkich strategii z zakresu quantitative.


Po co powstał ten blog?

Początkowo tego bloga założyłem, aby wykorzystać jakoś dłużący się czas na lotniskach podczas czekania na przesiadki. Pomyślałem, że mógłbym w takich momentach pisać krótkie teksty i dzielić się swoimi obserwacjami, analizami, komentarzami, ciekawostkami z rynków, z książek i z prasy zagranicznej oraz świeżymi pomysłami na lukratywne transakcje. A więc blog miał być wyłącznie czymś, co konstruktywnie wypełni pustkę po jet lagu.

Ale to było ponad dwa lata temu. Przez ten czas poznałem dzięki blogowi bardzo wielu fajnych ludzi, nawiązałem współpracę z krajowym domem maklerskim, a także zacząłem prowadzić prywatne szkolenia. Z czasem zauważyłem też, że dzielenie się wiedzą sprawia mi o wiele więcej przyjemności niż wszystkie inne rzeczy, którymi się w życiu zajmuję. Dlatego też mozolnie zacząłem zmierzać w kierunku intensyfikowania tego, co lubię robić, a nie tego, co przynosi większe pieniądze.


Dlaczego inwestowanie to dobry sposób na życie?

Skąd w ogóle wzięło się u mnie zainteresowanie inwestowaniem? Ponieważ tutaj końcowy wynik zawsze zależy tylko i wyłącznie ode mnie. W inwestowaniu na własny rachunek nie można zrzucić winy na niesłownego kontrahenta, sklerotycznego współpracownika czy niedouczonego szefa z politycznego nadania. Inwestor jest pierwszą i ostatnią osobą, która w całości odpowiada za swoje sukcesy lub porażki. To natomiast oznacza pełną i bezwarunkową… niezależność. Chyba do niej wszyscy dążymy, prawda?

W inwestowaniu nie ma jednej właściwej drogi do sukcesu. Można zmieniać strategie i podejście tyle razy, ile tylko się chce, za każdym razem rozwijając i ulepszając swoje umiejętności. Cały czas jest jeszcze miejsce na dodatkową edukację. Proces doskonalenia nigdy się nie kończy. Tylko ode mnie zależy, ile energii poświęcę na to, żeby systematycznie uczyć się czegoś nowego. Dzięki temu można nieustannie się rozwijać i zdobywać coraz szerszą wiedzę.

Lubię inwestowanie także za to, że od pewnego poziomu, kiedy zdobędzie się już podstawy teoretyczne, pozna specyfikę instrumentów i tak dalej, staje się ono rozgrywką z samym sobą. Na wyższym etapie handlowanie na giełdach to już tylko psychologia, panowanie nad emocjami i umiejętność odczytywania nastrojów na rynkach. Trading to fascynująca gra, jeśli poświęci się wystarczająco dużo czasu, aby opanować jej zasady.

Najbardziej chyba jednak przekonuje mnie, że inwestowanie to pomysł na życie, który można dowolnie skalować. Nikt nie uczy się inwestować mając do dyspozycji wielomilionowy portfel. Zazwyczaj giełdową edukację zaczynamy od kwot dużo niższych. Skalowalność inwestowania polega na tym, że wszystko to, czego nauczymy się dla 100 000 zł, będzie sprawdzało się także dla 1 000 000 zł. W miarę rozwoju i w miarę zdobywania większego kapitału, zasady pozostają w gruncie rzeczy te same. Raz zdobyta wiedza nigdy nie przepadnie, a sama nauka inwestowania to także pewna forma inwestycji, która zaprocentuje w przyszłości.

Nie chcę żeby zabrzmiało to jak kiczowaty frazes, ale uważam, że dla osób ambitnych, inwestowanie na własny rachunek to najlepszy możliwy sposób na prowadzenie w pełni niezależnego (i dostatniego) życia. Na odnalezienie swojego Świętego Graala.

PS. Nie mam monopolu na rację, więc jeśli ktoś uważa, że srogo się w czymś mylę, to zapraszam do podzielenia się swoimi argumentami w komentarzu. Być może to pozwoli nam wszystkim zaoszczędzić sporo pieniędzy.

PS 2. Nie podaję tu swoich personaliów, ponieważ wychodzę z założenia, że im mniej osób wie, że mam jakiekolwiek pieniądze, tym mniej osób będzie się nimi interesowało. Epatowanie majątkiem dobrze wygląda w teledyskach, jednak w prawdziwym życiu ściąga na głowę same kłopoty.


Kontakt ze mną:

W związku z tym, że dostaję coraz więcej maili, na które coraz trudniej mi odpisywać, najpierw upewnij się czy:

1. Odpowiedzi na Twoje pytanie nie da się łatwo znaleźć przy użyciu wyszukiwarki Google.
2. Jeśli nie, to zadaj je poprzez forum na stronie. W ten sposób większa liczba osób skorzysta z mojej odpowiedzi.
3. Użyj poniższego formularza dopiero wtedy, gdy sprawa dotyczy konkretnie mojej osoby lub ma charakter prywatny.

Dzięki za wyrozumiałość!
--


Kim jestem i po co piszę to wszystko?
4.9 Ocen: 18