Prąd, dług i robo-taksówki. Pięć powodów, żeby zainwestować w chińskie AI

Prąd, dług i robo-taksówki. Pięć powodów, żeby zainwestować w chińskie AI
Komentarze: 0
Skomentuj

W lutym rozpisałem na tym blogu mapę amerykańskiego ekosystemu AI i pokazałem, kto w nim naprawdę zarabia. Portfel, który z tego wyszedł, jest już od początku roku 74 procent na plusie. Ten artykuł jest o tym, dlaczego do jego amerykańskiej części warto dołożyć chińską. Zacznę jednak od tego, czego w tym tekście nie będzie.

Nie będzie listy spółek, wycen ani wag w portfelu, bo to wszystko umieściłem w osobnym raporcie, który można pobrać za darmo zostawiając maila w formularzu poniżej.

W artykule będzie za to o tym, co widać dopiero, kiedy odsuniemy się od wykresu notowań Nvidii na kilka kroków i spojrzymy na temat nieco szerzej: o prądzie, o długu, o tym, kto na świecie faktycznie używa chińskiego AI, ale też o tym, co Pekin tak naprawdę robi po swojej stronie granicy, i o tym, dlaczego chińskie AI to nie tylko chatboty do flirtowania.



O wszystkim rozstrzygnie prąd

Jest jedna rzecz, w której Jensen Huang, Sam Altman i Elon Musk zgadzają się publicznie z Pekinem: w wyścigu energetycznym to Chiny mają przewagę. I to nie jest przewaga, którą da się nadrobić w kwartał.

Sztuczna inteligencja w skali przemysłowej to przede wszystkim prąd, którego serwerownie AI zużywają przeogromne ilości; chip jest tylko jego najdroższym odbiornikiem. I w tej jednej kategorii Stany Zjednoczone nie są liderem.

BloombergNEF szacuje, że w ciągu najbliższych pięciu lat Chiny dobudują ponad sześć razy więcej mocy wytwórczych niż Stany. W samym 2024 roku Chiny dołożyły do sieci 543 gigawaty, czyli więcej, niż Ameryka zbudowała w całej swojej historii. Morgan Stanley prognozuje amerykańskim centrom danych 44 gigawaty deficytu w ciągu trzech lat, a według Data Center Watch między połową 2024 a połową 2025 roku lokalne społeczności w USA zablokowały lub wstrzymały co najmniej 36 projektów centrów danych.

Amerykańskie centrum danych czeka dziś na przyłącze do sieci latami; transformator, na który w Chinach czeka się rok, w Stanach zamawia się na trzy.

Z kolei Chiny do 2030 roku mają mieć około 400 gigawatów wolnej mocy: trzykrotność tego, co według prognoz zużyją wszystkie centra danych świata razem wzięte. I co najważniejsze – żadne lokalne protesty im tego nie zablokują. Ameryka ma więc najlepsze chipy, ale za mało prądu, żeby je wszystkie obsłużyć. Chiny mają gorsze chipy, ale tyle prądu, że mogą użyć ich trzy razy więcej, żeby wyszło na to samo. Można obłożyć sankcjami litografię, pamięć HBM i oprogramowanie projektowe. Ale chińskich elektrowni Waszyngton na swoje czarne listy nie wpisze.


Kto płaci za budowę

Druga rzecz, której nie widać na wykresie Nvidii, to skąd biorą się pieniądze na amerykański boom.

Do 2024 roku odpowiedź była prosta: z gotówki. Microsoft, Alphabet, Amazon i Meta miały tyle wolnych przepływów, że mogły postawić centrum danych z bieżącego rachunku przepływów. Tylko, że to się właśnie skończyło. Epoch AI policzyło z raportów do SEC, że łączne wydatki inwestycyjne pięciu największych hiperskalerów rosną szybciej niż ich przepływy operacyjne i obie krzywe przecinają się mniej więcej w trzecim kwartale 2026 roku. Czyli teraz.

Od tego momentu boom finansuje się z cudzych pieniędzy: już w 2025 roku Alphabet, Amazon, Oracle, Meta i Microsoft wyemitowały około 121 miliardów dolarów obligacji wobec 40 miliardów w 2020. Alphabet ogłosił w czerwcu emisję akcji na 80 miliardów, największą w historii spółki giełdowej. Oracle ma przepływy wolne na minusie 24 miliardów, kontrakt CDS na jego długu urósł z 40 do blisko 180 punktów bazowych, a fundusze zaczęły finansować centra danych obligacjami zabezpieczonymi na kartach graficznych, co Jeffrey Gundlach porównał do trzydziestoletnich obligacji zabezpieczonych bananami.

Nie piszę tego, żeby straszyć. Piszę, żeby pokazać różnicę w profilu ryzyka. Amerykańska infrastruktura AI jest od tego roku budowana na kredyt, w tempie, które rynek obligacji już zaczął wyceniać. Chińska infrastruktura dla odmiany jest budowana w dużej mierze z wpływów do budżetu państwa i z oszczędności gospodarstw domowych. Jeden model ma swoje kowenanty, spready i inwestorów z Wall Street, którzy mogą pewnego dnia powiedzieć „dość”. Drugi ma plan pięcioletni wspierany przez drugą największą gospodarkę świata.

Nie twierdzę, że drugi model jest lepszy. Państwo jako inwestor przepala kapitał z entuzjazmem, którego prywatny rynek mu zazdrości. Twierdzę tylko, że te dwa ryzyka są różne, a różne ryzyka w jednym portfelu to dokładnie to, o co chodzi w dywersyfikacji. Kiedy rynek obligacji zacznie mieć problem z amerykańskim AI, chińskie fabryki i centra danych tego nie zauważą, bo nie finansują się na rynku obligacji, tylko z budżetu i z depozytów, których nikt na Wall Street nie wycenia.


Świat już używa chińskiego AI (tylko o tym nie mówi)

Trzecia rzecz zaskakuje najbardziej, bo jest sprzeczna z tym, w co wierzy wiele osób. Powszechnie zakłada się, że chińskie modele to produkt na chiński rynek: tanie, dobre, ale politycznie nie do przełknięcia na Zachodzie. Tymczasem liczby mówią, że Zachód je przełknął i to z dużym smakiem, tylko nie chwali się tym w komunikatach prasowych.

Rodzina modeli Qwen Alibaby przekroczyła w marcu miliard pobrań na Hugging Face i wyprzedziła Llamę Mety jako najczęściej pobierany otwarty model w historii. Według Hugging Face w ciągu ostatniego roku modele z Chin odpowiadały za 41 procent wszystkich pobrań na platformie i po raz pierwszy wyprzedziły amerykańskie. Około 70 procent nowych modeli pochodnych, które programiści na świecie budują na cudzej bazie, powstaje na bazie Qwena.

Na OpenRouterze, czyli platformie, przez którą firmy kupują hurtowo dostęp do modeli, udział chińskich dostawców wzrósł z niecałych dwóch procent do ponad 45 procent w ciągu roku. A według CSIS, waszyngtońskiego think tanku, który trudno posądzić o sympatię do Pekinu, europejski start-up, agencja rządowa w Azji czy programista w Ameryce Łacińskiej mogą dziś używać chińskiego modelu przez zewnętrznego dostawcę bez wysyłania czegokolwiek do Chin, co obniża polityczny próg bólu praktycznie do zera.

Dlaczego to ma znaczenie dla infrastruktury, skoro w modele raczej nie inwestujemy? Ano dlatego, że każdy z tych modeli był trenowany w chińskim centrum danych, na chińskim prądzie, częściowo na chińskich chipach, przez ludzi, którzy siedzą w Hangzhou i Pekinie.

Popyt na chińską infrastrukturę nie jest więc tylko popytem chińskim. Jest popytem globalnym, który przechodzi przez chińskie hale. Strategia Alibaby jest zresztą jawna: otwarte wagi są lejkiem ściągającym użytkowników (tak jak wyszukiwarka Google), a płatne wnioskowanie i chmura zbierają resztę.

Przychody chmurowe Alibaby urosły w ostatnim roku obrotowym o 34 procent, przychody z produktów AI rosły trzycyfrowo jedenaście kwartałów z rzędu, a spółka podniosła nakłady inwestycyjne do 126 miliardów juanów. Te nakłady lądują u producentów serwerów, modułów optycznych i u operatorów centrów danych, o których pisałem w raporcie.

Półtora roku temu śmiałem się z tego zagrożenia. Dziś 80 procent amerykańskich start-upów AI używa w produkcie przynajmniej jednego chińskiego otwartego modelu. To już przestało być powodem do śmiechu i zaczęło być powodem do podziwu.


Pekin zamknął drzwi od środka

O amerykańskich sankcjach mówi się wszędzie. O tym, co Chiny zrobiły z własną stroną granicy, mówi się dużo mniej, a dla inwestora to właśnie jest ta ciekawsza część.

W listopadzie 2025 roku Reuters ujawnił dyrektywę, według której każde nowe centrum danych, które dostało choć juana z publicznych pieniędzy, ma używać wyłącznie chińskich chipów. Projekty ukończone w mniej niż 30 procentach muszą już zainstalowane zagraniczne układy po prostu usunąć i zastąpić, a projekty bardziej zaawansowane przechodzą indywidualną ocenę. Od 2021 roku publiczne pieniądze zasiliły chińskie centra danych kwotą ponad stu miliardów dolarów. Wcześniej Cyberspace Administration of China zabronił największym firmom kupowania okrojonych kart Nvidii przygotowanych specjalnie na chiński rynek.

Efekt jest taki, że kiedy Waszyngton w tym roku zgodził się jednak sprzedawać do Chin układy H200, Nvidia zaraportowała z tego tytułu zero przychodu. Nie dlatego, że Chińczycy nie mogli kupić, ale dlatego, że nie chcieli. Dla odmiany w maju dziewięć kategorii krajowych chipów, od Huawei, Alibaby, Birena i Moore Threads, przeszło państwową ocenę bezpieczeństwa i zostało dopuszczonych do wdrożeń w administracji. Szach mat.

Proszę zwrócić uwagę na sekwencję. Najpierw Ameryka zamknęła Chinom dostęp do najlepszych chipów i myślała, że wygrała. Potem jednak to Chiny zamknęły Ameryce dostęp do swojego rynku, i zrobiły to szczelniej, niż Ameryka. I kto tu komu dokopał? Nvidia miała w tym kraju 95 procent rynku. Dziś nie ma w nim prawie nic i nie odzyska go niezależnie od tego, kto wygra następne wybory w Stanach, bo drzwi zostały już zamknięte z drugiej strony.

Dla chińskiego producenta chipów, modułów optycznych czy serwerów oznacza to coś, czego nie ma nigdzie indziej na świecie: rynek, na którym jedyny prawdziwy konkurent został usunięty dekretem partii, a klient jest zobowiązany kupować tylko lokalne produkty. To nie jest przewaga konkurencyjna. To jest brak jakiejkolwiek konkurencji.

Niestety brak konkurencji oznacza złe produkty, i tak, chińskie chipy są dziś gorsze: Rada Stosunków Zagranicznych szacuje, że najlepsze amerykańskie układy mają pięć razy więcej mocy obliczeniowej niż najlepsze chińskie i że ta różnica do 2027 roku może urosnąć.

Ale gorszy produkt sprzedawany z gwarancją zbytu to dla akcjonariusza wciąż bardzo dobry biznes. Huawei sprzedał w zeszłym roku około 812 tysięcy układów Ascend i planuje w tym roku 12 miliardów dolarów przychodu z procesorów AI, czyli o 60 procent więcej niż rok wcześniej. Huawei nie jest na giełdzie. Ale każdy z tych układów ktoś wyprodukował, zapakował, połączył światłowodem i wstawił do szafy. Ci ktosie są już na giełdzie.


AI z USA pisze. Chińskie patrzy, jeździ i podnosi

Ostatnia rzecz to pytanie, które w Ameryce zadaje się coraz głośniej, a w Chinach prawie wcale: do czego to AI właściwie służy i kto za to na końcu będzie chciał zapłacić?

Proszę zrobić prosty eksperyment i przypomnieć sobie, do czego sami Państwo użyli sztucznej inteligencji w tym tygodniu. Ktoś napisał maila. Ktoś streścił dokument. Ktoś poprosił o kod, o prezentację, o przepis na obiad. Amerykańskie AI, w tej postaci, w jakiej trafiło do konsumenta i do firm, jest przede wszystkim maszyną do pisania: czatuje, redaguje, podsumowuje, odpowiada.

To jest realna produktywność i nie zamierzam jej lekceważyć, ale ma jedną cechę, o której inwestor powinien pamiętać: monetyzuje się przez subskrypcję, reklamę i nadzieję, że ludzie zapłacą za lepszy tekst więcej, niż płacili za gorszy. Hiperskalerzy budują moc obliczeniową pod popyt, który dopiero ma nadejść.

W Chinach sztuczna inteligencja ma inne ciało. Ma oczy, koła i ręce.

Oczy najpierw, bo od nich się zaczęło. Według branżowych szacunków ponad połowa kamer monitoringu na świecie wisi na chińskich ścianach i słupach, a analiza obrazu wideo, rozpoznawanie twarzy, tablic, zachowań i wad produkcyjnych, była pierwszym zastosowaniem AI, na którym chińskie firmy zarabiały na skalę przemysłową, zanim ktokolwiek na Zachodzie usłyszał o czacie.

O etyce rozpoznawania obrazu z milionów kamer można mieć swoje zdanie, ale z punktu widzenia popytu na infrastrukturę to jest wnioskowanie, które działa dwadzieścia cztery godziny na dobę w milionach punktów naraz i nie potrzebuje, żeby ktokolwiek wykupił abonament.

Potem przyszły koła. Apollo Go Baidu realizuje dziś ponad 300 tysięcy przejazdów robotaksówkami tygodniowo w szesnastu miastach i przekroczyło w lutym 20 milionów przejazdów łącznie. Pony.ai jako jedyna firma w kraju wozi pasażerów bez kierowcy we wszystkich czterech miastach pierwszej kategorii, w Kantonie i Shenzhen przez całą dobę, i ogłosiła, że jej samochód siódmej generacji zarabia na siebie już w drugim mieście.

Łączna flota chińskich robotaksówek zbliża się do dziesięciu tysięcy pojazdów. Waymo w Stanach jest wciąż liderem, ale jest liderem samotnym; w Chinach w tym samym wyścigu biegnie pięć firm i każda ma za sobą kolejne miasta, które dają jej pozwolenia na działalność.

I wreszcie ręce, czyli to, co uważam za sedno. Międzynarodowa Federacja Robotyki opublikowała właśnie dane za 2025 rok: na świecie zainstalowano 603 tysiące robotów przemysłowych, z czego 354 tysiące, czyli 59 procent, w Chinach. Wzrost o jedną piątą rok do roku. Stany Zjednoczone, drugi rynek świata, zainstalowały w tym samym czasie 38 tysięcy. Chińska flota robotów w pracy jest pięć razy większa od amerykańskiej, a od 2024 roku chińscy producenci sprzedają w kraju więcej niż wszyscy zagraniczni razem wzięci.

Piętnasty plan pięcioletni, ten sam, z którego pochodzą cztery biliony juanów na moc obliczeniową, kieruje chińskie badania nad AI wprost do zastosowań fizycznych: fabryki, magazyny, porty, pojazdy.

IFR spodziewa się wzrostu chińskiego rynku o 5 do 10 procent rocznie do 2029 roku i podaje powód, który nie ma nic wspólnego z modą: starzejące się społeczeństwo zostawia fabryki bez rąk do pracy. Chiny nie mają innego wyjścia niż postawić na robotykę sterowaną przez AI.

To jest różnica, która decyduje o wszystkim. W Ameryce AI jest opcją, na którą trzeba znaleźć klienta. W Chinach AI jest koniecznością, na którą klient już czeka, bo ludność w wieku produkcyjnym kurczy się tam o miliony rocznie, a fabryka, która ma produkować dla całego świata, musi kimś te miliony zastąpić.

Robot nie zastępuje pracownika bez modelu, który nim steruje; model nie działa bez chipu, na którym liczy; chip nie działa bez hali, prądu i światłowodu. Cały łańcuch, o którym piszę w raporcie, ma w Chinach gotowego odbiorcę końcowego: kamery, pojazdy i największą bazę przemysłową świata, która nie ma innego wyjścia, niż go kupić.


Raport: spółki, portfel, ryzyka

Wszystko, czego w tym tekście celowo nie ma, znajduje w raporcie: chiński łańcuch AI rozpisany na osiem ogniw, jedenaście spółek z Hongkongu, Szanghaju, Shenzhen i USA z opisem, co robią i co mówią ich liczby, przykładowe portfolio z wagami dobranymi do zmienności, jeden ETF dla tych, którzy nie chcą pilnować jedenastu pozycji, oraz sześć ryzyk z sygnałami, po których poznamy, że się materializują. Jedenaście stron, stan danych na 24 września 2026.

Raport jest bezpłatny. Zostawcie Państwo adres e-mail poniżej, a trafi do Was w ciągu kilku minut.


Poprzednie wideo, jeśli ktoś jeszcze nie widział

PS. Artykuł napisany z pomocą AI (a jakże), ale jednak w wersji amerykańskiej, a nie chińskiej (jeszcze).

Przeczytaj również

Wszystkie wpisy
Pozostałe
21.04.2026
Fundacja rodzinna do inwestowania na giełdzie (krok po kroku)
Fundacja rodzinna do inwestowania na giełdzie (krok po kroku)
Pomysły
12.02.2026
Mapa ekosystemu AI: Jak to działa i kto zarabia na sztucznej inteligencji?
Mapa ekosystemu AI: Jak to działa i kto zarabia na sztucznej inteligencji?