Skip to content

Jesienne zmiany w portfelu inwestycyjnym — jeszcze mocniejsza ekspozycja na rynki wschodzące

portfel-listopadRaz na jakiś czas, zazwyczaj po dopływie dodatkowej gotówki, robię małe rebalansowanie portfela inwestycyjnego. Tym razem rebalansowanie było jednak dość spektakularne (doszło kilkaset tysięcy złotych). Kilka dni temu zdecydowałem się więc podnieść stawkę i postawić jeszcze większy zakład na mojego absolutnego faworyta następnej dekady, czyli na azjatyckie rynki wschodzące.

O tym, dlaczego w ogóle warto zainwestować na rynkach wschodzących pisałem już jakiś czas temu, dlatego wszystkich zainteresowanych odsyłam do tekstu z początku października.

Poniżej przedstawiam jedynie krótkie podsumowanie zmian w portfelu, bez szczególnie rozbudowanego uzasadnienia.

Sprzedałem część polskich akcji z WIG20, żeby więcej środków zainwestować za granicą

Akcje firm z WIG20 kupione w pierwszej części tego roku stanowiły prawie 14% mojego portfela, a to zdecydowanie za dużo jak na jego dalsze możliwości wzrostowe w takim kształcie.

Dlatego sprzedałem cześć z nich z zyskiem około 5% i zostawiłem sobie jedynie ETF-a na WIG20, który stanowi obecnie 9% całego portfela. Pod koniec roku postaram się jeszcze dobrać dwie-trzy średniej wielkości polskie spółki z największymi perspektywami na wzrost.

Aby je kupić, sprzedam jednak część jednostek funduszu ETF, ponieważ nie chciałbym, żeby polska giełda stanowiła więcej niż 10% portfela.

Dokupiłem akcje Tesli w charakterze inwestycji długoterminowej

Znam wszystkie argumenty za tym, żeby nie kupować akcji Tesli (pali gotówkę, nie zarabia, jest potwornie przewartościowana, ma niepewną przyszłość i tak dalej).

Mimo wszystko uważam jednak, że to może być inwestycja stulecia na miarę Google czy Apple. Zwłaszcza, że zaraz mają ukazać się kwartalne wyniki finansowe, które — jeśli wierzyć przepowiedniom analityków — powinny być dla firmy korzystne. Chyba po raz pierwszy w historii. Na wszelki wypadek chciałem mieć więcej akcji Tesli w portfelu, gdyby wróżenie z fusów rzeczywiście się sprawdziło.

Obecnie akcje Tesli stanowią 4% mojego portfela.

Tutaj pisałem więcej o tym, dlaczego warto zainwestować pieniądze w akcje Tesli.

Kupiłem akcje SolarCity, bo wierzę w sens i powodzenie tego biznesu

Jak jest Tesla, to musi być i SolarCity. Tak, tak, tu też znam wszystkie argumenty przeciw. Wiem, że do tej pory większość firm kręcących swój biznes wokół odnawialnych źródeł energii upadła. Wiem, że akcje SolarCity runęły o kilkadziesiąt procent w ciągu kilku miesięcy. Wiem, że to bardzo ryzykowne, aby teraz kupować. Ale ja po prostu wierzę w powodzenie master planu Elona Muska i nic na to nie poradzę.

Na wypadek, gdyby jednak plan się nie powiódł, akcje SolarCity stanowią tylko 3% mojego portfela i traktuję tę transakcję trochę jako spekulację, trochę jako inwestycję, a trochę jako zakład o przyszłość świata, w którym już niedługo dachowe panele słoneczne (produkowane przez SolarCity oczywiście), za darmo i niepostrzeżenie będą zasilały akumulatory stojących w kalifornijskich garażach samochodów marki Tesla.

Kupiłem akcje Deutsche Banku, bo wszyscy akurat sprzedają

Wiadomo nie od dziś, że na giełdzie najwięcej można zarobić kupując akcje wtedy, kiedy leje się krew.

Stąd wzięła się czysto spekulacyjna transakcja na pikujących akcjach Deutsche Banku, których kurs (moim zdaniem) jest sprowadzony na dno przez panikę, a nie przez racjonalne argumenty. Skala przeceny po problemach banku wydaje się nieadekwatna do samych problemów.

Dlatego, jeśli ktoś ma wystarczająco dużo odwagi, to teraz jest ten moment, w którym warto kupować, o czym szerzej pisałem tutaj.

Akcje Deutsche Banku stanowią 3% mojego portfela. Za kolejne 2% planuję dokupić jeszcze akcje drugiego zdechlaka z tego samego przedszkola, czyli Credit Suisse.

W obu przypadkach liczę na odbicie podobne do tego, jakie nastąpiło po kryzysie w 2008 roku. Każdy, kto kupił wtedy akcje banków, stał się później bogatym człowiekiem.

Kupiłem ETF-a na indeks Bangladeszu, bo rynki wschodzące to ciągle jest przyszłość

Inwestycja w banglijską gospodarkę ma zbyt wiele zalet, aby wszystkie je tu wymieniać. Z tego powodu powstał oddzielny tekst na ten temat.

W każdym razie, Bangladesz to jeden z moich faworytów na najbliższe lata i z pewnością w niedalekiej przyszłości dokupię więcej jednostek z ekspozycją na ten kraj.

Obecnie akcje spółek banglijskich stanowią 5% portfela inwestycyjnego.

Kupiłem ETF-a na indeks Singapuru, bo tam będzie rozgrywała się historia

Singapur to nowy Nowy Jork. Tak jak wieki temu na świecie królowała Wielka Brytania, a w poprzednim stuleciu Ameryka, tak w obecnym milenium centrum świata przeniesie się (już się przenosi) do Azji.

Jednym z beneficjentów tego pokoleniowego ruchu powinien być Singapur. Do zakupów akurat w tym momencie zachęca niska cena na giełdzie i dobra sytuacja techniczna na wykresie.

Akcje z Singapuru stanowią 6% portfela.

Kupiłem ETF-a na koreański indeks giełdowy na wypadek, gdyby Korea pojednała się ze swoim sąsiadem

To jest zagranie pod ewentualne otworzenie granic Korei Północnej i większą integrację kraju ze światem, np. poprzez wpuszczenie do państwa Kim Dzong Una biznesu nie tylko chińskiego, ale także tego z południa. Ideę tę opiszę szerzej w jednym z kolejnych artykułów.

Akcje z Korei Południowej stanowią tylko 3% portfela, bo nie jestem przekonany co do timingu, więc nie chcę zamrażać w nich zbyt dużych pieniędzy.

Kupiłem ETF-a na chiński indeks giełdowy, bo jest tanio, a Chiny bedą rządzić światem

Skusiło mnie niedowartościowanie chińskich akcji, nawet pomimo obaw o potencjalną bańkę na rynku nieruchomości.

Bańka jest chyba jednak przereklamowana, bo nawet jeśli istnieje, to nie stwarza takiego zagrożenia jak bańka kredytów hipotecznych w USA, a to dlatego, że w Chinach, aby dostać kredyt na mieszkanie, trzeba posiadać 50% wkładu własnego. Tak więc nawet jeśli bańka pęknie (co w najbliższym czasie jest mało prawdopodobne, bo Chińczycy ciągle masowo przeprowadzają się do miast windując ceny w kosmos), to cały system nie powinien runąć.

Długoterminowo uważam Chiny za lidera wzrostu i nowe światowe mocarstwo, które zepchnie USA na drugi plan.

Podobnie jednak jak przy Korei, nie jestem przekonany co do timingu i mam obawy, że zanim giełda ruszy dalej na północ, to może jeszcze zaliczyć jakąś korektę. Nie przyglądałem się też dokładniej jak wygląda sytuacja z zadłużeniem, spółkami zombie itd., ale z tego co czytam w prasie — dość kiepsko. To kolejne zagrożenie.

Dlatego podchodzę tu asekuracyjnie i Chiny stanowią w tym momencie jedynie 3% portfela inwestycyjnego.

Kupiłem obligacje rynków wschodzących, bo to jedyny pewniak, w którego warto dzisiaj zainwestować gotówkę

Kolejny zakład o to, że rynki wschodzące będą w niedalekiej przyszłości miały się o wiele lepiej niż kraje rozwinięte. Obligacje te dają średnio 6% zysku rocznie i zapakowane są w instrument o nazwie iShares J.P.Morgan USD Emerging Markets Bond EMB.

Wyceniana w dolarach paczka od początku roku dała już zarobić 15%. Instrument składa się z ponad 300 różnych obligacji, głównie rządowych. Największą część stanowią papiery Rosji, Urugwaju, Peru, Petronas (corpo — Malezja), Polski, Argentyny, Węgier i Rumunii. Żadna z pozycji nie zajmuje więcej niż 2% portfela funduszu, a więc można tu mówić o bardzo dobrej dywersyfikacji.

Obligacje traktuję jako tymczasową przechowalnię gotówki, która zostanie wyciągnięta, jeśli zajdzie potrzeba zakupu innego, bardziej dochodowego aktywu.

Obligacje zagraniczne razem z polskimi stanowią łącznie 7% mojego portfela.

Kupiłem jednostki funduszu trzymającego platynę, bo zarabianie na giełdzie i akcjach to jednak nie wszystko

Platyna nie była tak tania od czasu kryzysu w 2008 roku. Moim zdaniem sytuacja na świecie wydaje się niezbyt stabilna, więc część kapitału będzie uciekała w stronę bezpiecznych aktywów, takich jak złoto, które z kolei powinno za sobą pociągnąć także notowania platyny.

Złoto zresztą też mam w portfelu, ale tylko skromne 2% i to z perspektywą krótkoterminową. O platynie myślę raczej średnioterminowo, tzn. w horyzoncie 1–2 lat. Wystarczy mi tu zysk 20–30%.

Obecnie platyna zajmuje w moim portfelu 5%.

Kupiłem opcje CALL na ropę, bo liczę na zamrożenie produkcji przez OPEC

A konkretniej kupiłem opcje na instrument, który nazywa się United States Brent Oil (BNO). Strike price 15.00 z terminem wygaśnięcia na trzeci piątek grudnia 2016. To jest ewidentne zagranie pod spotkanie krajów OPEC w listopadzie i pod ewentualne zamrożenie przez kartel poziomów produkcji (lub nawet pod ich przycięcie).

Opcje stanowią mikroskopijną część portfela, ponieważ posiadam już sporą pozycję na ropie (5%), w którą zainwestowałem poprzez certyfikaty Raiffeisen pod koniec lipca. Ta inwestycja do tego czasu przyniosła już prawie 20% zysku i liczę na przynajmniej drugie tyle. Dodatkowe opcje są więc tylko wisienką na torcie.

Dokupiłem jednostki ETF z ekspozycją na Wietnam, bo to moja ulubiona inwestycja długoterminowa

Wyrównałem portfel dokupując trochę ETF-ów na indeks reprezentujący wyniki akcji spółek wietnamskich. To było zwykłe rebalansowanie, bez żadnego innego uzasadnienia poza takim, że ciągle jest całkiem tanio.

Obecnie Wietnam stanowi 5% mojego portfela.

Tutaj pisałem więcej o tym, dlaczego warto zainwestować pieniądze w akcje wietnamskie.

Dokupiłem jednostki ETF z ekspozycją na Pakistan, bo wierzę, że przyszłość dopiero przed nim

Po decyzji o włączeniu Pakistanu do indeksu MSCI Emerging Markets w dalszym ciągu nie nastąpił żaden solidny wzrost, dlatego uznałem, że końcówka roku to może być ostatnia szansa, aby załapać się na rajd na północ.

Obecnie Pakistan stanowi 5% mojego portfela.

Tutaj pisałem więcej o tym, dlaczego warto zainwestować pieniądze w akcje pakistańskie.

Trzymam gotówkę w PLN i USD, bo obecnie po prostu nie wiem w co jeszcze warto zainwestować pieniądze

Nie da się ukryć, że największą cześć mojego portfela stanowi obecnie gotówka (34%). Część leży w dolarach kupionych jakiś czas temu jeszcze w zagraniu pod decyzję FED-u odnośnie podniesienia stóp procentowych, a część w złotówkach.

W tej chwili szczerze powiem, że nie bardzo wiem co z tymi pieniędzmi zrobić. Cieżko dzisiaj znaleźć dobrą okazję inwestycyjną na rynkach innych niż emerging markets, a tu już myślę, że jestem zainwestowany po uszy. Chętnie więc znalazł bym jakąś przeciwwagę dla rynków wschodzących, które wypełniają obecnie mój portfel, ale niestety nic nie przychodzi mi do głowy.

Jeśli znajdę trochę czasu, postaram się bardziej zainteresować tym, jak obecnie wygląda sytuacja na kukurydzy, pszenicy i soi, bo mam wrażenie, że przez ostatnie potężne zbiory i przepełnienie magazynów cena spadła już tak nisko, że zaczyna być atrakcyjna.

Tak więc do końca roku portfel powinien się jeszcze lekko zmienić. A potem mam nadzieję utrzymać go w takim kształcie przez przynajmniej 2–3 lata.

Obecnie mój portfel wygląda w ten sposób:

portfel-listopad

Jesienne zmiany w portfelu inwestycyjnym — jeszcze mocniejsza ekspozycja na rynki wschodzące
4.9 Ocen: 15