O tym mówi Wall Street

09 01.20

Zakupy tak, ale raczej w internecie

Jedna z największych amerykańskich sieci handlowych Macy’s ogłosiła właśnie zamknięcie kolejnych trzydziestu sklepów zlokalizowanych w największych miastach USA. Macy’s próbuje radzić sobie z mniejszą liczbą klientów oferując nową politykę zniżek i wyprzedaży, ale na razie bezskutecznie. Przychody w trzecim kwartale spadły o 3.5%, a prognozy na czwarty świąteczny kwartał mówią o dalszym spadku 2.5%

Macy’s nie jest jedynym stacjonarnym sprzedawcą, który cierpi na odpływ klientów. Bath & Beyond poinformowało ostatnio o erozji przychodu o 9% i o stracie 38 mln w przedostatnim kwartale, a J.C. Penney walczy o przetrwanie i jest na granicy bankructwa. Trudności mają nie tylko sklepy detaliczne, ale także inni sprzedawcy stacjonarni. Jedna z najstarszych sieci aptek Walgreens „pochwaliła się” właśnie spadkiem zysku w ostatnim kwartale o 25%. 

Powód kłopotów w każdym wypadku jest ten sam. To mniejsza liczba klientów chcących kupować produkty w sklepach fizycznych. Trudno jednak mówić tu o zwalniającej gospodarce, bo na problem ten nie cierpią sklepy online, gdzie sprzedaż w zeszłym roku wzrosła o 18%.


Konsoliduje się branża jedzenia na telefon

Grubhub zasugerował właśnie, że rozważa możliwość sprzedania firmy, żeby ratować udział w rynku, poziom sprzedaży i… cenę akcji. Grubhub wszedł na giełdę sześć lat temu, a w zeszłym roku jego kapitalizacja wynosiła jeszcze 13 miliardów dolarów. Kilka dni temu firma była warta już tylko 5 miliardów, chociaż po wczorajszej informacji akcje wzrosły o 13%. 

Potencjalnym kupującym może być któryś z największych konkurentów chicagowskiego Grubhuba, czyli Uber Technologies, DoorDash lub Postmates.

Większość spółek z tej branży ciągle jest nierentowna z uwagi na wyczerpującą wojnę cenową, której głównym celem jest pozbycie się konkurencji i budowa efektu skali. Wielu uważa, że w sektorze panuje bańka, która tylko czeka na przebicie, gdy inwestorzy zaczną w końcu domagać się nie coraz większej liczby użytkowników, ale namacalnych zysków i potwierdzenia, że ten model biznesowy rzeczywiście jest w stanie wygenerować jakiekolwiek pieniądze.


Ciężkie czasy dla półprzewodników minęły

Potwierdził to właśnie Samsung Electronics, który opublikował prognozy sprzedażowe bijące na głowę te przygotowane przez niezależnych analityków. Według spółki zapotrzebowanie na układy scalone znowu przyspieszyło, zapasy dostępne w magazynach uległy znacznemu zmniejszeniu, a ceny ponownie zaczęły rosnąć. 

Samsung spodziewa się, że głównym katalizatorem do kolejnych kilku lat wzrostu sprzedaży będzie rozwój sieci 5G, który wymusi wymianę sprzętu, ale także otworzy drzwi do umieszczania chipów w coraz większej liczbie produktów, które dzięki 5G będą mogły się ze sobą komunikować. 

Podobnego zdania był ostatnio prezes amerykańskiego Microna, który stwierdził, że poprzedni kwartał okazał się dnem spadkowego cyklu w tej branży i od teraz będzie już tylko lepiej. 


Wojna, wojna i po wojnie

Tak samo szybko, jak się pojawiło, tak samo szybko zniknęło napięcie związane z zalążkiem konfliktu na Bliskim Wschodzie pomiędzy USA i Iranem. Donald Trump zapowiedział wczoraj, że nie będzie żadnych dalszych ataków ani odpowiedzi Ameryki na rakiety wystrzelone ze strony Iranu.

Amerykańskie obligacje, uważane za bezpieczny instrument na czas kryzysu, w ciągu kilku minut od tej informacji spadły o ponad jeden procent, a kapitał momentalnie przepłynął do rynku akcyjnego windując cenę S&P 500 z minus jednego do plus 0.5%. Ropa naftowa także błyskawicznie spadła o 3.5%, a złoto oddało prawie 1%. Wygląda na to, że giełdowa karawana jedzie dalej.


PS. Już dzisiaj o 19.00 zapraszam na godzinne spotkanie online poświęcone temu, w co warto inwestować w 2020 roku. Rejestracja tutaj.

  • Transakcje dnia
  • Filmy edukacyjne
  • Instruktaże Wideo