O tym mówi Wall Street

14 07.20

Wracają restrykcje, a Rezerwa Federalna traci optymizm

W Kalifornii liczba zarażonych wirusem Covid-19 jest już ponad dwa razy wyższa niż w maju i nieustannie pnie się do góry w niemal pionowym tempie.

W poniedziałek gubernator stanu nakazał ponowne zamknięcie restauracji, muzeów, kin, szkół i wszystkich innych imprez masowych. Podobne ograniczenia na nowo wprowadziły Oregon, Arizona, Teksas, Michigan i Floryda.

Cały czas w mocy pozostają też ograniczenia na szczeblu federalnym, które zabraniają przekroczenia granicy kraju osobom przyjeżdżającym z Europy czy Chin. Co to oznacza dla branży turystycznej czy lotniczej – nie trzeba nikomu mówić, ale spore problem mają też firmy, które nagle straciły dostęp do kluczowych klientów czy do własnych pracowników i podwykonawców z poza USA.

Co w takiej sytuacji robi giełda? Osiąga nowe szczyty oczywiście. Tym razem jednak już nawet optymistyczny zwykle Bank Centralny zabiera głos i gasi optymizm. Robert Kaplan z FED-u powiedział w poniedziałek, że rynek zdaje się nie dostrzegać, iż mniej więcej w drugiej połowie czerwca sytuacja w gospodarce ponownie diametralnie się zmieniła.

Do tej pory mówiliśmy o bardzo dynamicznym wzroście niemal wszystkich wskaźników ekonomicznych, jednak druga fala wirusa wszystko wygasiła. Kaplan spodziewa się, że na najbliższy czas oznacza to prawdopodobnie koniec dobrych wiadomości płynących z gospodarki. Jego zdaniem rynki nieco się zagalopowały przyjmując zbyt optymistyczną wizję przyszłości, a to nigdy nie trwa w nieskończoność i tym razem też nie będzie.

Jest to dość wymowna uwaga ze strony przedstawicieli Rezerwy Federalnej, którzy zazwyczaj starają się unikać tak jednoznacznych osądów odnośnie zachowania rynków.

Szybujący w kosmos poziom wzrostu zachorowań na terenie całych Stanów Zjednoczonych faktycznie pokazuje jednak, że do zwalczenia pandemii cały czas mamy jeszcze długą drogę.


Chiny zaciągają hamulec

Ni z tego ni z owego chińskie media jak jeden mąż poinformowały w piątek, że na tamtejszym rynku akcyjnym panuje bańka spekulacyjna. Chwilę później państwowe fundusze inwestycyjne obwieściły, że zamierzają pozbyć się części swoich aktywów, aby zrealizować spektakularne zyski wypracowane przez akcje z parkietu w Shenzen.

Taka jednomyślność oznacza, że niewidzialna ręka partii wskazała kierunek. Kierunkiem tym są drzwi ewakuacyjne.

Na usprawiedliwienie partii trzeba jednak powiedzieć, że chińskie akcje faktycznie wyglądają, jakby wzrosły za bardzo i za szybko (40% od marca), więc od strony merytorycznej nie do końca może dziwić chęć realizacji zysków przez państwowe fundusze.

Chińskie władze oczywiście chciałyby widzieć silny i stabilnie rosnący lokalny rynek akcyjny, ale z drugiej strony nie mogą dopuścić do napompowania i do pęknięcia bańki takiej, jak w 2015 roku.


Rusza sezon wyników za Q2

Już tuż tuż, już niemal tu jest. W tym tygodniu rozpoczyna się sezon publikacji wyników finansowych spółek z amerykańskiego parkietu.

Będzie to jeden z najdziwniejszych sezonów w historii, bo niemal połowa spółek z indeksu S&P 500 jakiś czas temu wycofała wszelkie prognozy. Mówiąc inaczej: nikt nie wie, czego się spodziewać. Dlatego informacje płynące ze spółek, jakiekolwiek by nie były, i tak pewnie okażą się dla wielu osób sporym zaskoczeniem.

Sezon zaczyna się do raportów płynących z największych banków, co często nadaje ton całej reszcie, bo wyniki instytucji finansowych są niejako barometrem tego, co dzieje się w gospodarce.

Warto zwrócić uwagę, że akcje amerykańskich banków są dzisiaj tak tanie względem S&P 500, jak po kryzysie finansowym z 2008 roku. Dla długoterminowych inwestorów może to oznaczać okazję zdarzającą się raz na dekadę, żeby po atrakcyjnej cenie zainwestować w akcje dobrze zarządzanych spółek, takich jak JPMorgan czy Bank of America.

Z drugiej strony – całe S&P 500 jest dzisiaj najdroższe od 2017 roku biorąc pod uwagę to, jak bardzo spadły prognozowane zyski. Wracamy zatem do punktu wyjścia, czyli… nikt nic nie wie.

  • Transakcje dnia
  • Filmy edukacyjne
  • Instruktaże Wideo