O tym mówi Wall Street

07 09.20

Wieloryb z NASDAQ już zdemaskowany

Od kilku tygodni traderzy na Wall Street zastanawiali się, kto stoi za najpotężniejszymi w historii giełdy zakładami opcyjnymi na dalszy wzrost spółek technologicznych i czy czasami nie jest to faktor napędzający ostatnie wzrosty. Piątkowe wydania dzienników finansowych ujawniły, że wieloryb pochodzi z Japonii i nazywa się… SoftBank.

Wydawało się, że minęły już czasy, w których pojedyncze fundusze są w stanie wywoływać tak duże ruchy (niektórzy ciągle z nostalgią wspominają, jak w 1992 roku George Soros złamał bank centralny Anglii). No ale właśnie – wydawało się.

Z raportu cytowanego przez media wynika, że w ciągu ostatnich tygodni japoński gigant inwestycyjny kierowany przez Masayoshi Sona (tego od Vision Fund i Vision Fund 2), kupił opcje CALL za sumę ponad czterech miliardów dolarów, które zyskają na wartości kilkudziesięciokrotność tej kwoty, jeśli spółki technologiczne wzrosną jeszcze bardziej.

SoftBank nabył opcje out-of-the-money na takie spółki, jak Apple, Tesla, Microsoft, Amazon, Zoom, Facebook czy Google. Nie do końca znane są dokładne parametry opcji (poziom wykonania i termin wygaśnięcia), ale sądząc po tym, iż były to instrumenty OTM, można spodziewać się, że pakiet opcji o wartości czterech miliardów pozwala uzyskać ekspozycję na akcje o wartości od kilkudziesięciu do kilkuset miliardów dolarów.

Pytanie tylko, w jaki sposób zakup tak potężnego nawet pakietu opcji CALL może wpłynąć na ruchy akcji? Otóż dużych pakietów nie kupuje się na rynku publicznym, tylko od prywatnych instytucjonalnych wystawców takich, jak banki komercyjne. SoftBank prawdopodobnie zawarł więc umowę z szeregiem instytucji, które te opcje mu wystawiły i sprzedały poza giełdą. Po co?

W uproszczeniu, pojedyncza opcja CALL daje prawo jej kupującemu do nabycia w przyszłości pakietu akcji po kursie z dnia transakcji opcyjnej (lub innym, w zależności od ustaleń), bez względu na to, gdzie akurat znajdzie się wtedy cena rynkowa akcji.

Przykładowo, jeśli opcja at-the-money została kupiona przy cenie akcji 100$, a w ciągu miesiąca kurs tych akcji wzrośnie do 120$, to posiadacz opcji CALL ciągle ma prawo kupić od wystawcy tej opcji akcje po cenie 100$ i następnie sprzedać je na rynku publicznym po 120$.

Trik polega na tym, że aby kupić jedną opcję dającą prawo do zakupu stu akcji wystarczy zainwestować ledwie kilka procent wartości całej pozycji akcyjnej, przez co powstaje mechanizm gigantycznej dźwigni. Opcje są bowiem wielokrotnie tańsze niż akcje. Mówiąc inaczej, SoftBank mógł zapłacić 3$ za opcję, która dała mu prawo kupić akcje po 100$ i od razu sprzedać je po 120$.

Po stronie banku komercyjnego, który wystawia takie opcje, czyli zobowiązuje się, że dostarczy SoftBankowi akcje w cenie 100$ pojawia się jednak nieskończenie wysokie ryzyko w wypadku, gdyby kurs tych akcji w międzyczasie poszybował do poziomu 120$. W takim wypadku bank musiałby najpierw kupić te akcje na rynku po 120$, a następnie sprzedać je SoftBankowi po 100$, na czym zaksięgowałby potężną stratę.

Dlatego wystawcy opcji, już w momencie zawarcia transakcji opcyjnej, zabezpieczają się przed tym kupując ogromne pakiety akcji (sto akcji na jedną opcję) w formie zabezpieczenia. Jeśli bank wystawia opcję przy cenie 100$ i jednocześnie w tym samym momencie nabywa akcje po cenie rynkowej 100$, to późniejszy ewentualny wzrost kursu akcji do poziomu 120$ nie generuje dla banku żadnego ryzyka.

W takiej sytuacji, gdy nadejdzie termin rozliczenia opcji, bank komercyjny dostarczy po prostu SoftBankowi posiadane przez siebie akcje, bez potrzeby kupowania ich na rynku publicznym po wyższej cenie.

Jaki interes ma w tym jednak bank wystawiający opcje? To proste. Za każde wystawienie opcji bank otrzymuje solidną premię, którą płaci mu nabywca opcji. W ten sposób SoftBank zajmuje sporą ekspozycję na dane akcje bez wydawania z góry pełnej kwoty potrzebnej na ich zakup, a wystawca opcji zatrzymuje w kieszeni premię. To sytuacja win-win, ponieważ celem banku nie jest zarobienie pieniędzy na wzroście kursu akcji, ale wyłącznie zaksięgowanie otrzymanej premii.

I w tym mechanizmie właśnie leży pies pogrzebany. Na każdą jedną zakupioną przez SoftBank opcję, ich wystawca kupował bowiem na giełdzie od razu sto akcji zabezpieczających tę opcję. Wystarczy prosta matematyka, aby obliczyć jak potężne pakiety akcji musiały być kupowane w formie zabezpieczenia dla opcji nabywanych za łączną kwotę czterech miliardów dolarów.

To by tłumaczyło niesamowity popyt na akcje spółek technologicznych, które w ostatnich tygodniach rosły praktycznie pionowo. To by tłumaczyło ewenement jednoczesnego wzrostu cen akcji i wzrost indeksu VIX, który, odkąd został stworzony, rósł tylko przy spadkach cen akcji (VIX de facto reprezentuje zmienność implikowaną rozumianą jako popyt na opcje).

I to by w końcu tłumaczyło, dlaczego w piątek i w czwartek (dzień przed publikacją wiadomości) spółki technologiczne tąpnęły ciągnąc za sobą cały rynek. Żeby zaksięgować swój niewątpliwie spektakularny zysk na akcjach otrzymanych od wystawcy opcji, SoftBank będzie przecież musiał te akcje potem sprzedać na rynku publicznym, zapewniając przy tym ich niebotyczną podaż.

Może proces ten rozpoczął się właśnie czwartek, a może to inni inwestorzy próbują uprzedzić fakty i pozbyć się akcji zawczasu? Dowiemy się o tym pewnie z kolejnego kwartalnego raportu składanego za trzy miesiące. Tak czy inaczej, wygląda na to, że era mamucich transakcji ruszających rynkiem nie dobiegła jeszcze końca, a jedynie zmieniła się ich specyfika.

Gdyby ktoś chciał bliżej poznać mechanizm wystawiania opcji w zamian za premie i dowiedzieć się, w jaki sposób strategię tę można wdrożyć na własnym prywatnym rachunku, zachęcam do przeczytania artykułu „Covered CALL w praktyce” i do obejrzenia webinaru poświęconego temu zagadnieniu: „Optymalizacja portfela przy pomocy opcji CALL

  • Transakcje dnia
  • Filmy edukacyjne
  • Instruktaże Wideo