O tym mówi Wall Street

02 09.20

„Party like it’s 1999”, czyli wielki powrót indywidualnych

Udział indywidualnych inwestorów w obrocie akcjami na amerykańskim rynku w ostatnich miesiącach jest najwyższy od ponad dwóch dekad. Czy ktoś tu ma uczucie déjà vu?

Darmowe transakcje u wielu brokerów, dodatkowe pieniądze z zapomogi socjalnej i zwykła nuda wynikająca z siedzenia w domu sprawiły, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy 20% obrotu na giełdach wygenerowanych zostało przez domorosłych traderów.

Dla porównania jeszcze dziesięć lat temu ten poziom był dwa razy niższy, a w zeszłym roku wynosił 15%. Wielu ekspertów zaczyna porównywać obecny napływ do sytuacji z końcówki lat dziewięćdziesiątych, kiedy brokerzy po raz pierwszy umożliwili praktycznie każdemu zawieranie transakcji przez internet, co sprowadziło na rynki nową gotówkę i wykreowało bańkę na najbardziej popularnych aktywach, głównie spółek technologicznych.

Póki co faktem jest jednak, że pomimo relatywnie dużego udziału inwestorów indywidualnych na rynku, w dalszym ciągu nie mają oni na tyle znaczącej siły nabywczej, aby samodzielnie wpływać na kursy akcji co większych spółek.

To prawda, że tzw. „Hossa Robinhooda” potrafi wywindować kursy niektórych spółek o kilkaset procent w ciągu paru dni, ale dotyczy to wyłącznie garstki firm o znikomej kapitalizacji. W rzeczywistości badania pokazują, że działania inwestorów z platformy Robinhood są zerowo lub nawet odwrotnie skorelowane z ruchami największych i najpopularniejszych spółek.

Korelacja pomiędzy wzrostem kursów akcji na giełdzie i nabywaniem ich danego dnia przez użytkowników Robinhooda jest na przykład zerowa w przypadku Tesli czy Apple’a i ujemna w przypadku chociażby Google. Oznacza to, że w dni, kiedy inwestorzy na platformie Robinhood kupują rekordowe ilości wspomnianych akcji, ich kurs tego dnia akurat spada. Trudno więc uzasadniać wzrosty cen jedynie zrachowaniami inwestorów indywidualnych.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda jednak na rynkach azjatyckich, gdzie od zawsze to inwestorzy indywidualni stanowili siłę napędową giełdy. Prywatne transakcje odpowiadają dzisiaj za ponad 80% obrotu na chińskiej giełdzie w Szanghaju i 84% obrotu na koreańskiej giełdzie w Seulu.

Wynika to głównie z faktu, że rynek funduszy inwestycyjnych nie jest tak rozwinięty w Azji, a sami Azjaci z kolei bardzo wiele swoich spraw finansowych od dawna załatwiają samodzielnie przy wykorzystaniu smartfonów, z którymi nie rozstają się na krok. Handel na giełdzie odbywa się tam także w większości przypadków poprzez telefon komórkowy.

W rzeczywistości jednak w Stanach Zjednoczonych faktyczny odsetek inwestorów indywidualnych na giełdzie może być wyższy niż pokazują to statystyki płynące z samych giełd.

Wynika to z faktu, że dzisiaj ponad 42% wszystkich transakcji odbywa się w USA nie na giełdach publicznych, ale na tzw. dark poolach, które nie mają obowiązku raportowania pełnych statystyk. W przypadku niektórych popularnych wśród detalistów spółek, np. United Arlines, w ostatnich miesiącach ponad 62% transakcji zostało zawartych poprzez dark poole należące do prywatnych banków inwestycyjnych czy spółek zajmujących się handlem wysokich częstotliwości (tzw. HFT).

Wielu inwestorów indywidualnych nawet nie zdaje sobie zresztą sprawy, że ich zlecenia nigdy nie docierają na rynki publiczne, ale są przekierowywane przez brokerów od razu na niepubliczne parkiety lub prosto do prywatnych spółek, takich jak Citadel czy Two Sigma, które rozliczają te transakcje w tzw. trybie in-house.

  • Transakcje dnia
  • Filmy edukacyjne
  • Instruktaże Wideo