O tym mówi Wall Street

30 06.20

Spółki bronią się przed podawaniem prognoz na 2020 rok

Już ponad 40% spółek giełdowych z indeksu S&P 500 wycofało jakiekolwiek prognozy odnośnie swoich zysków i przychodów na 2020 rok. Wygląda zatem na to, że jeśli chodzi o przyszłe sprawozdania finansowe, to nikt nic nie wie i jeszcze długo wiedział nie będzie.

Coś jednak musi być na rzeczy, ponieważ do tej pory akcje firm, które się na to zdecydowały, osiągały wyniki o wiele gorsze niż cały rynek. Spółki rezygnujące z publikowania prognoz spadały potem średnio o 18% w porównaniu do S&P 500, który w tym samym czasie tracił 7%.

Jak mawiał Donald Rumsfeld – pewność i niepewność odnośnie czegoś można zaklasyfikować nie na dwa, ale na trzy różne sposoby. W pierwszym przypadku wiemy, że coś wiemy i wiemy, co to jest. Z drugim przypadkiem mamy do czynienia wtedy, kiedy wiemy czego nie wiemy, a o trzecim mówimy, kiedy zupełnie nie wiemy czego jeszcze nie wiemy.

Amerykańskie spółki najbardziej narażone na efekt Covid-19 wiedzą, że w 2020 roku utracą sporą część przychodów. To jest pewnik. Prezesi spółek wiedzą jednak, że nie wiedzą, jak duża będzie to część.

Dzieje się tak, ponieważ bardzo trudno jest ocenić, jak zachowa się społeczeństwo, kiedy ograniczenia zostaną już zniesione. Czy nawyki żywieniowe i zakupowe wrócą do normy? Co wtedy będzie normą tak właściwie? Czy dalej będziemy pracowali w biurach? Przemieszczali się komunikacją miejską? Kiedy wrócą imprezy masowe? Kiedy znikną ograniczenia powierzchniowe? Kiedy znowu samoloty i promy wypełnią się na nowo (i czy w ogóle?) Tych rzeczy nie wiemy, ale przynajmniej mamy świadomość, że ich nie wiemy.

Nie tego jednak boją się spółki. Największym zagrożeniem jest bowiem trzecia kategoria tego, z czego dzisiaj nawet nie zdajemy sobie sprawy, a co może się wydarzyć dość niespodziewanie. Niemożliwość wynalezienia szczepionki przez całe lata? Nowe mutacje wirusa? Większa jego odporność? To jest właśnie to, co Donald Rumsfeld nazywał „uknown unknowns”, które sprawiają o wiele więcej kłopotów niż „known unknowns” i tak bardzo utrudniają jakiekolwiek prognozowanie przyszłości.


Banki zaostrzają kryteria kredytowe

W przypadku sektora finansowego wielkim „known unknown” jest to, jak duża część kredytobiorców nie spłaci swojego zadłużenia. Teoretycznie, gdy podaż pieniądza jest tak duża jak dzisiaj, a stopy procentowe tak niskie, banki powinny zwiększać liczbę przyznawanych kredytów konsumenckich. Dzieje się jednak odwrotnie.

Dzisiaj problemem sektora finansowego jest to, że brakuje danych, które pomagają oszacować ryzyko niespłacenia nowych i obecnych pożyczek. Rezerwa Federalna opublikowała właśnie prognozę, która mówi o stratach dla banków komercyjnych przekraczających 700 miliardów dolarów z tytułu niespłaconych pożyczek konsumenckich.

Na wszelki wypadek więc, pomimo dostępności kapitału, banki zaostrzają kryteria kredytowe. Jest to o tyle niebezpieczne dla gospodarki, że trudniejszy dostęp do kredytu oznacza mniejszy popyt na nowe domy czy samochody, które są największym stymulatorem wydatków w gospodarstwach domowych.

Agencja ratingowa Fair Isaac Corp., twórca popularnego rankingu kredytowego FICO Score, poinformowała, że pracuje nad stworzeniem nowego indeksu oceny wiarygodności kredytowej, który będzie brał pod uwagę to, jak bardzo prawdopodobne jest, że dana osoba nie spłaci swojej pożyczki, gdyby sytuacja z wirusem przeciągnęła się na kolejne miesiące.

Nie trudno się domyślić, że najniższą punktację otrzymają pracownicy sektorów najbardziej narażonych na epidemię, a więc ucierpi każdy pracujący z turystyce, gastronomii, transporcie czy przy organizacji imprez masowych. Gorzej będą mieli też prowadzący własne działalności, np. właściciele salonów fryzjerskich czy kosmetycznych.

O dostęp do pieniędzy „drukowanych” przez Rezerwę Federalną nie mają się za to co martwić większe firmy. Liczba i wartość przyznawanych przez banki kredytów komercyjnych w samym tylko kwietniu rosła niemal pionowo.

  • Transakcje dnia
  • Filmy edukacyjne
  • Instruktaże Wideo