O tym mówi Wall Street

12 06.20

Skąd te dziwne ruchy?

Po tym jak Hertz ogłosił bankructwo, jego akcje zaliczyły dno osiągając 26 maja cenę 0.55$ za sztukę (jeszcze w lutym kosztowały 20 USD). To złożyło się na spadek o 97% w ciągu zaledwie trzech miesięcy. Spektakularne, prawda? 

Nic z tych rzeczy. Spektakularne jest dopiero odbicie, które przyszło już po ogłoszeniu bankructwa. Śmieciowe akcje Hertza wzrosły w okresie od 26 maja do 8 czerwca o… 900%. Jednostkowa anomalia – ktoś powie. Znowu pudło.

Akcje kolejnego upadłego anioła na krawędzi bankructwa – firmy Chesapeake Energy – od 1 do 8 czerwca wzrosły o 440%. Dla porównania obligacje tej samej spółki wygasające w przyszłym roku handlowane są po cztery centy za jednego dolara, co oznacza, że praktycznie nikt nie wierzy w przetrwanie firmy.

Idźmy dalej. JCPenney, które już całkiem formalnie zbankrutowało w maju, odnotowało wzrost ceny akcji w ostatnim tygodniu o 200%. Whiting Petroleum? W tym samym okresie wzrost akcji o 330%. U innych bankrutów sytuacja wygląda identycznie. O co tu chodzi?

Sporo światła rzucają ostatnie dane płynące od brokerów ujawniające, kto dzisiaj wchodzi na rynek i kto kupuje tego typu akcje. 

Robinhood, czyli tani broker umożliwiający handlowanie akcjami poprzez aplikację na smartfony, opublikował dane, z których wynika, że na rachunkach jego klientów stan posiadania akcji Hertza w ostatnich tygodniach zwiększył się… o trzysta procent. 

Klientami Robinhooda są osoby o średniej wieku 31 lat, które nigdy wcześniej nie miały z giełdą niczego wspólnego i często przez aplikację dokonują swoich pierwszych zakupów akcji. W tym roku liczba osób otwierających konta w Robinhoodzie wzrosła o 30% w porównaniu do 2019 r.  

Inni brokerzy skierowani do detalicznego klienta potwierdzają ten trend. Fidelity Investment od marca do maja 2020 otworzył ponad 1.2 miliona nowych rachunków, co oznacza wzrost o 77% względem tego samego okresu w 2019 roku. TD Ameritrade w ciągu trzech miesięcy na początku roku założył 608 000 nowych kont, co daje wzrost o 249%. Z tego tylko w samym marcu uruchomionych i zasilonych zostało 426 000 rachunków. 

Kolejne dane wskazują na to, że największy przyrost klientów widoczny jest wśród osób przed 35 rokiem życia. Rosną także statystyki odnośnie liczby zawieranych transakcji. TD Ameritrade w czerwcu obsługiwało 3.5 miliona zleceń dziennie, co stanowi wzrost o 400% względem czerwca 2019 roku. 

Dobrze, wiemy już zatem, kto kupuje akcje, ale jak to możliwe, że młodzi zieloni znudzeni kwarantanną „inwestorzy” są w stanie aż tak bardzo ruszyć kursami akcji, żeby w ciągu dni wywindować je o kilkaset procent? Odpowiedzią na to jest niska kapitalizacja.

Po ogłoszeniu bankructwa i tąpnięciu kursów, kapitalizacja Hertza spadła z 3 miliardów do… 79 milionów dolarów. Tak, to nie pomyłka. Wszystkie akcje spółki dostępne w obiegu stały się w ciągu dwóch miesięcy warte ledwie 79 milionów dolarów. 

W samym dołku kapitalizacja Chesapeak Energy wyniosła 85 milionów dolarów (spadek z 1.5 miliarda), JCPenney 36 milionów (spadek z 380 milionów), a Whiting Petroleum 29 milionów (spadek z 730 milionów). 

Tak niska wartość akcji w obiegu sprawia, że nawet osoby z bardzo małym kapitałem inwestycyjnym są w stanie powodować dramatycznie wahania kursów akcji. Jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę, że dzisiaj są to kupujący, którzy nie do końca wiedzą co czynią, to odpowiedź na pytanie tytułowe mamy wyklarowaną dość jednoznacznie. 


Odwilż przyjdzie w trzecim kwartale

Tak uważa całkiem spore grono 62 ekonomistów ankietowanych na początku czerwca przez Wall Street Journal. 68% ekspertów uważa, że sytuacja na rynku pracy zacznie poprawiać się wraz z nadejściem trzeciego kwartału, a 22% twierdzi, że poprawa rozpoczęła się już pod koniec drugiego kwartału. 

Średnio analitycy spodziewają się spadku GDP w tym roku o 5.9%, co jest lepszym wynikiem niż 6.6% deklarowane w tym samych ankietach przeprowadzanych jeszcze miesiąc temu. Poziom bezrobocia typowany na koniec roku obecnie wynosi 9.6%, co w porównaniu z szacunkami z zeszłego miesiąca (11.4%) znowu oznacza poprawę nastrojów. 

Ekonomiści spodziewają się też, że do końca 2022 roku FED utrzyma stopy procentowe na obecnym poziomie, a odbicie w gospodarce nie przybierze ani kształtu litery V, ani U, ani L, tylko będzie przypominało „swoosh”, czyli znaczek firmy Nike. 


Najbardziej poszkodowani

Nie wszystkie sektory zaczną wychodzić z tarapatów już w trzecim kwartale. Branża lotnicza ocenia, że nie ma co liczyć na powrót do zyskowności co najmniej do 2022 roku. Linie lotnicze spodziewają się w tym roku rekordowej w historii straty przekraczającej 84 miliardy dolarów. 

Globalny spadek liczby pasażerów wyniesie około 55%, co przełoży się na 16 miliardów dolarów deficytu gotówkowego w przyszłym roku i na utratę pracy przez 32 miliony osób związanych z przemysłem lotniczym na całym świecie. 

Wykrwawiają się nie tylko linie lotnicze, ale też producenci samolotów. Boeing poinformował właśnie, że w maju dostarczył tylko cztery nowe maszyny, z czego ani jedna nie była typu pasażerskiego. Airbus wypuścił co prawda „aż” 24 samoloty, ale nie otrzymał za to ani jednego nowego zlecenia produkcyjnego. Boeing przyznał, że anulowanych zostało ponad 600 zamówień na ten rok. 

Wygląda na to, że branża lotnicza została najbardziej poszkodowana w efekcie zamrożenia gospodarki i wyjście z problemów potrwa jeszcze wiele lat. Zwłaszcza, że pierwsze zyski trzeba będzie przeznaczyć na spłatę pożyczek zaciągniętych od rządu i od prywatnych instytucji, dzięki którym firmy ciągle jeszcze mają czym oddychać. 

Prezes linii Delta Airlines przyznał w środę, że jeśli firmie nie uda się renegocjować warunków, to spółka już w przyszłym roku nie będzie w stanie wywiązać się z harmonogramu spłaty pożyczek. Od środy akcje Delty spadły o 20%. 

  • Transakcje dnia
  • Filmy edukacyjne
  • Instruktaże Wideo