O tym mówi Wall Street

25 03.20

Powiało podejrzanym optymizmem

Przynajmniej na amerykańskiej giełdzie. Indeks Dow Jones zanotował we wtorek najlepszą sesję od… 1933 roku rosnąc o 11%. Trochę gorszym wynikiem pochwalił się indeks S&P 500, który wzrósł „tylko” o 9.5%. To z kolei okazało się najlepszym jednodniowym rezultatem od dwunastu lat. 

Za największe wzrosty odpowiedzialne były spółki, które jeszcze tydzień temu generowały największe straty. O 30% urosły akcje sieci restauracji Darden Restaurants, o 22% wspiął się kurs linii lotniczych Delta Airlines, a 14% zyskały papiery operatora promów luksusowych Carnival Corp.

Kursy w sesji pre-market sugerują, że w środę wzrosty będą kontynuowane. Co odpowiada za tak błyskawiczną zmianę nastrojów?


Największy w historii pakiet ratunkowy

Administracja Donalda Trumpa dogadała się z kongresmenami i senatorami w sprawie spektakularnego pakietu ratunkowego, który ma ulżyć przedsiębiorcom i pracownikom.

Plan rządu zakłada wpompowanie w gospodarkę rekordowych dwóch bilionów dolarów (amerykańskie dwa tryliony), co stanowi kwotę niemal trzy razy pokaźniejszą niż ta wprowadzona przez Baracka Obamę w 2008 roku. Razem z pomocą ze strony rezerwy federalnej, łączna wartość pakietu stymulacyjnego wyniesie ponad sześć bilionów dolarów. To stanowi około 30% rocznego PKB Stanów Zjednoczonych. 

Tak, nie ma w tym pomyłki. Amerykański rząd i bank centralny zamierzają załatać całą szacowaną dziurę, która powstanie w skutek blokad związanych z rozprzestrzenianiem się wirusa Covid-19. Co istotne, z zapowiedzi wynika, że w przypadku, gdyby epidemia nie zwalniała, dalsze pakiety ratunkowe są w pogotowiu. 

Tym razem, w przeciwieństwie do 2008 roku, administracja odrobiła lekcję i w projekcie uchwały zastrzegła, że pieniądze trafiające do przedsiębiorców nie mogą być wykorzystywane na skup własnych akcji czy na wypłatę premii dla zarządów, a priorytetem jest utrzymanie płynności finansowej i wysokiego poziomu zatrudnienia. 

Pakiet stymulacyjny w tak potężnej kwocie spowoduje podwojenie się deficytu budżetowego, ale póki co nikt się tym nie przejmuje. W końcu stopy procentowe oscylują wokół zera, czyli w praktyce rząd może zadłużać się do woli, a koszt obsługi tego zadłużenia nie będzie zbyt bolesny.


Kto na tym wszystkim traci?

Dolar. Amerykańska waluta, która od początku roku zyskała ponad 10% względem innych odpowiedników, zaczyna się osłabiać. FED robi bowiem wszystko, aby zapewnić dostateczną płynność i nie pozwolić na niedobory zielonych. To zaczyna być odczuwalne na rynku. 

Eksperci walutowi spodziewają się więc technicznej korekty na dolarze, która zakończy największy rajd na amerykańskiej walucie od 2012 roku, ale… nie na długo.

Wielu ekonomistów uważa, że dolar wkrótce powróci do dalszego dreptania na północ z uwagi na to, że praktycznie każdy bank centralny na świecie staje obecnie na głowie, aby „drukować” pieniądze. Biorąc pod uwagę ujemne stopy procentowe w strefie euro, ciągle oznacza to, że na tle drugiej najpopularniejszej waluty świata, amerykański dolar będzie wydawał się dość atrakcyjny. 

  • Transakcje dnia
  • Filmy edukacyjne
  • Instruktaże Wideo