O tym mówi Wall Street

13 03.20

Piątek trzynastego przyszedł dzień wcześniej

Powoli staje się to monotonne, ale indeksy po raz kolejny zrobiły coś, czego nie zrobiły jeszcze nigdy w historii. Tym razem słowa uznania należą się europejskim parkietom, które w większości odnotowały najgorszy dzień od czasów drugiej wojny światowej. Dla porównania amerykański Dow Jones został daleko w tyle i wczoraj spadał najszybciej „jedynie” od 1987 roku. 

Swoją niezłomną determinację w walce o nagłówki gazet wykazały również giełdy azjatyckie. Spektakularne dwucyfrowe spadki, które doprowadziły do tymczasowego wstrzymania handlu i zamknięcia rynku, wystąpiły na parkietach w Seulu, Bangkoku, Manili, Dżakarcie i Bombaju. Akcje z Tajlandii pobiły przy okazji jeszcze jeden rekord – zmienności. Tamtejszy indeks z poziomu -13% osiągniętego w trakcie sesji, finalnie dzień zakończył na… jednoprocentowym plusie. 

Optymistycznego finału nie miał za to handel w Stanach Zjednoczonych, gdzie akcje linii lotniczych spadały o ponad 20%, operatorów promów turystycznych o ponad 30%, a spółek naftowych o 40%. Dla przypomnienia – nie mówimy tu o wynikach z całego roku, ale z jednego tylko dnia.

Można odnieść uzasadnione wrażenie że to, co obecnie dzieje się na rynkach całego świata, jest absolutnie bezprecedensowe i będzie opisywane w książkach i pracach doktorskich z pogranicza ekonomii, socjologii i psychologii rynków. Jak tylko oczywiście uczelnie pozwolą już swoim doktorantom wrócić do pracy.


Donald Trump nie uratował świata

Amerykański prezydent być może przegrał właśnie listopadowe wybory. Jego środowe przemówienie, na którym miał przedstawić „potężny” pakiet ratunkowy dla gospodarki, okazało się jednym z bardziej kuriozalnych przemówień… tak, w historii. Pomimo tego, że Trump czytał z kartki, nie uchroniło go to przed popełnieniem całej masy błędów merytorycznych, a pakiet ratunkowy okazał się… pakiet ratunkowy? Jaki pakiet ratunkowy? Ktoś mówił coś o pakiecie ratunkowym?

Swoją szansę błyskawicznie za to wyczuli Demokraci, którzy przejęli pałeczkę i zadeklarowali, że jeszcze w piątek głosowaniu w Kongresie poddane zostaną rozwiązania, które realnie przyczynią się do poprawy sytuacji zarażonych osób, zadłużonych spółek i zabarykadowanych w domach pracowników korporacji. 

W tym samym momencie Rezerwa Federalna zapewniła dodatkową płynność na rynku, wstrzykując w niego pół biliona dolarów gotówki i deklarując możliwość rozpoczęcia skupu obligacji, aby tę płynność utrzymać. W przyszłym tygodniu na posiedzeniu FED-u należy spodziewać się także kolejnej obniżki stóp procentowych.

Chyba, że amerykański bank centralny zawaha się przed tym ruchem, podobnie jak wczoraj EBC, który nie szczędził co prawda wielu ciepłych słów ku pokrzepieniu inwestorskich serc, ale stóp w strefie euro nie obniżył. Efekt tego zawahania jest już oczywiście znany (tak, tak, to największy spadek europejskich indeksów w historii). 


Rosną szanse na recesję

Sytuacja jest teraz tak dynamiczna, że właściwie już w momencie pisania jakiejkolwiek informacji, staje się ona od razu nieaktualna. Kilka dni temu prawdopodobieństwo recesji w USA było jeszcze dość niskie. Dzisiaj ekonomiści ankietowani przez Wall Street Journal oceniają je na 49%. Skąd taka zmiana? 

No cóż, jeszcze kilka dni temu polityka fiskalna miała stymulować gospodarkę, a wjazd do Stanów Zjednoczonych nie był zamknięty na 30 dni. Taka blokada oznacza nie tylko zamknięcie granic dla turystów i biznesmenów, ale także dla gotówki z ich portfeli. Standardowo już – najbardziej ucierpią na tym drobni przedsiębiorcy żyjący z usług. 

Ekonomiści podkreślają natomiast, że w dalszym ciągu, nawet jeśli pojawi się techniczna recesja przez pierwsze dwa kwartały, to rząd cały czas ma możliwości fiskalne, żeby pomóc w błyskawicznym powrocie gospodarki na właściwe tory. Republikanie muszą tylko chcieć dogadać się z Demokratami. Swoją drogą, było by to kolejnym wydarzeniem nie spotykanym jeszcze w dotychczasowej historii.  

Jednak to nie o gospodarkę Stanów Zjednoczonych należy się obawiać. Bardziej niebezpieczna sytuacja panuje w innych krajach, zwłaszcza tych uzależnionych od eksportu ropy naftowej, której cena zanurkowała w ciągu kilku dni prawie o 30%. IMF w czwartek oznajmił, że pierwsze kraje już ustawiają się w kolejce po pożyczkę z międzynarodowego funduszu walutowego. W największej potrzebie znajduje się obecnie Iran, ale odpływ kapitału z długu rynków wschodzących stawia pod ścianą także inne gospodarki. 


Coś optymistycznego na koniec?

Pieniądze tracą obecnie wszyscy. Przed tym nie ma już schronienia. Pierwsze fundusze inwestycyjne zostają zamknięte, a na rachunkach pojawiają się pierwsze margin call-e. W ostatnich dniach nawet aktywa uważane za bezpieczne nie pozwalają niwelować strat. Spadają ceny złota i ceny obligacji rządowych. Zaraz, moment. Dlaczego spadają ceny złota i obligacji?

Banki komercyjne przyznały, że wyprzedają swoje aktywa, żeby zgromadzić gotówkę i utrzymać płynność. W ciągu ostatnich 12 miesięcy ceny złota wzrosły o 30%, a ceny obligacji rządowych o 40%(!), więc są to pierwsze instrumenty, które można upłynnić księgując przy tym zyski. To właśnie kilka dni temu zaczęły robić banki, kiedy tylko okazało się, że dodatkowa gotówka może być potrzebna jak nigdy z uwagi na ryzyko niespłacalności odsetek od kredytów z sektora naftowego. 

Co w tym wszystkim jest optymistycznego? Tylko to, że sytuacja banków jest dzisiaj o niebo lepsza niż w przed 2008 rokiem, a stopy procentowe są na poziomie o wiele niższym. To sugeruje, że globalny kryzys finansowy jest mało realny i obecny krach, bo dzisiaj już możemy mówić o krachu, prędzej czy później zostanie wymazany poprzez odbicie w kształcie litery V. 

Zwłaszcza, że pojawiają się pierwsze głosy mówiące o tym, że drobna recesja jest już zdyskontowana w cenach. Akcje spółek z najbardziej narażonych sektorów (linie lotnicze, turystyka) spadły przecież o ponad 50%, a większość negatywnych informacji została już opublikowana. Co może być jeszcze gorszego niż zamknięcie granic największego rynku na świecie tuż po tym, jak zamknięte zostały granice drugiego największego rynku na świecie?

Analitycy zwracają też uwagę na dużą liczbę zajętych pozycji krótkich, które kiedyś muszą zostać zamknięte. To oznaczało będzie masowe odkupowanie akcji z rynku, co z kolei wywoła efekt pozytywnego domina, czyli tzw. short squeeze, objawiający się błyskawicznym wzrostem kursów najbardziej poobijanych spółek. 

Co zazwyczaj wywołuje taki efekt? Pozytywna wiadomość. Na przykład płynąca ze strony rządu lub banków centralnych. W środę się jej nie doczekaliśmy. To może przynajmniej po piątkowym głosowaniu w Kongresie?

Przykro mi, ale trudno dostrzec obecnie coś bardziej optymistycznego. 

Co nie znaczy, że jutro sytuacja nie odwróci się o sto osiemdziesiąt stopni i nie nastąpi… największe odbicie w historii od czasu 2009 roku. 

Wszystko po to, żeby w poniedziałek rynek otworzył się luką nie widzianą od 1968 roku. 

Na szczęście po interwencji banków centralnych już w maju indeks S&P 500 spektakularnie powstanie z umarłych i osiągnie nowe szczyty. 

Do czasu, aż w listopadzie pojawi się nowa mutacja wirusa. 

Której efekt zostanie wymazany w grudniu, kiedy Joe Biden wygra drugą turę wyborów prezydenckich i rynki zaleje fala optymizmu.

Nie na długo jednak, bo w styczniu okaże się, że wybory były sfałszowane i akcje spadną najbardziej od 1926 roku. 

Witamy na giełdzie. 

  • Transakcje dnia
  • Filmy edukacyjne
  • Instruktaże Wideo