O tym mówi Wall Street

08 05.20

NASDAQ to nowy S&P 500

Największe spadki od czasu kryzysu w 2008 roku zostały odrobione w niespotykanie szybki sposób. Od dna z 23 marca amerykańskiemu indeksowi technologicznemu zajęło zaledwie półtora miesiąca, żeby znaleźć się ponownie na plusie w skali całego roku. 

Tego samego nie można jednak powiedzieć o dwóch pozostałych popularnych indeksach, czyli o S&P 500 (-10%) i o Dow Jones (-18%). Skąd wynika ta pogłębiająca się rozbieżność? Odpowiedź jest całkiem prosta. Z biegiem lat coraz większe znaczenie dla amerykańskiej gospodarki zyskują spółki technologiczne, które zdominowały dzisiaj znaczną część naszego życia.

W czasach po drugiej wojnie światowej główne skrzypce w rozwoju kraju odgrywały ciężkie branże przemysłowe i fabryki. To był czas królowania indeksu Dow Jones. Lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte charakteryzowały się bardziej zrównoważonym wpływem poszczególnych sektorów na gospodarkę. Przemysł nie rozwijał się już tak dynamicznie, za to zaczęło pojawiać się zwiększone zapotrzebowanie na usługi i inne kategorie konsumenckie. To był czas szerokiego indeksu S&P 500. Od ponad dekady jednak coraz większe znaczenie i coraz większy wkład w amerykańskie GDP odnotowują spółki technologiczne. 

Firmy z sektora nowych technologii czy usług internetowych mają niesamowite możliwości ekspansji i osiągnięcia efektu skali dość niskim kosztem. Na pewno niższym niż sektory przemysłowe. Dynamiczny wzrost przychodów wskazuje na większy potencjał. Większy potencjał przekłada się natomiast na wyższe wyceny, ale też na płytsze spadki i na szybsze odbicia kursów akcji. Efekt mamy widoczny na wykresie poniżej.  


20-latki wchodzą na rynek

Programy pomocowe czymś trzeba sfinansować. Po raz pierwszy w historii rząd Stanów Zjednoczonych zamierza wypuścić na rynek nowy typ obligacji dwudziestoletnich. Na początek na kwotę 20 miliardów dolarów. 

Suma wydaje się dość skromna, biorąc pod uwagę, że całkowity planowany na drugi kwartał poziom emisji nowych obligacji wyniesie… trzy biliony dolarów (amerykańskie tryliony). To pięć razy więcej niż kwoty pożyczane od podatników w 2009 roku na ratowanie gospodarki. Nie wspominając już o tym, że tylko w kwietniu emisje nowych obligacji sięgnęły półtora biliona dolarów. 

Sam fakt emisji nowego długu w celu sfinansowania programów pomocowych nie jest tak naprawdę niczym niezwykłym. Po tej operacji deficyt rządu wzrośnie co prawda dwukrotnie, ale i tak jest to mniejsze zło niż pozostawienie społeczeństwa samemu sobie.

Zadziwiające może być natomiast to, że na nowe obligacje, emitowane z coraz niższym kuponem odsetkowym (obecnie 2%), cały czas znajdują się kolejni chętni. To może się jednak szybko zmienić, bo jak twierdzą eksperci, pojawienie się nowych 20-letnich papierów skanibalizuje nieco popyt na te istniejące i może doprowadzić do ich przeceny na rynku wtórnym.

Do tej pory obligacje długoterminowe były absolutnie najlepiej spisującą się klasą aktywów w tym roku osiągając wynik ponad 22% od początku stycznia. Tymczasem rentowności obligacji 10-letnich znalazły się w ostatnich miesiącach na niespotykanych jeszcze w historii poziomach w okolicach pół procenta. 


A co do „niespotykanych”…

Słowo to zrobiło w 2020 roku – nomen omen – niespotykaną dotąd karierę. Niespotykana dynamika spadków indeksów, niespotykana szybkość odbicia, niespotykane poziomy bezrobocia i niespotykane ujemne ceny ropy naftowej wywindowały zastosowanie „niespotykanego” sformułowania o kilkaset procent w ciągu zaledwie tygodni. To naprawdę niespotykane.  

  • Transakcje dnia
  • Filmy edukacyjne
  • Instruktaże Wideo