O tym mówi Wall Street

10 03.20

Krach/korekta/okazja*

*Największy problem z giełdą jest dzisiaj taki, że nikt nie wie, które z powyższych zwrotów należało by wykreślić. 

Sądząc po tym, że po raz pierwszy od 1991 roku cena ropy naftowej nurkowała wczoraj o 30%, a po raz pierwszy od 1997 roku handel na Dow Jones został wstrzymany z uwagi na kolosalne spadki, to zdecydowanie mamy do czynienia z krachem.

Biorąc jednak pod uwagę, że obecnie indeks S&P 500 znajduje się o 19% niżej od swojego ostatniego szczytu, ciągle mamy do czynienia wyłącznie z korektą. Dopiero spadek o ponad 20% oznacza przejście hossy w bessę. 

Patrząc natomiast na historię rynków finansowych, takie gwałtowne przeceny bardzo często okazywały się potem świetną okazją do zakupów, która zdarza się raz na kilka lat i po której odbicie przybiera kształt litery V. 

Konia z rzędem temu, kto dzisiaj jest w stanie przewidzieć, co będzie dalej. Doświadczenie podpowiada, że nie warto nawet próbować. Zresztą, po co komu koń z rzędem?


Czy wszyscy umrzemy?

Włochy rozpoczęły blokadę kraju na skalę niespotykaną w Europie od czasu drugiej wojny światowej. Imprezy masowe zostały odwołane, sklepy i muzea są zamknięte, dworce i lotniska opustoszały, a w większych miastach wprowadzono godzinę policyjną. Turyści zniknęli, a razem z nimi ich grube portfele. 

Do tej pory ponad 400 osób zmarło spośród 9100 zarażonych. To oznacza dość niską (w porównaniu do innych epidemii) śmiertelność na poziomie kilku procent. 89% ofiar miało powyżej 70 roku życia, co dla drugiej po Japonii najstarszej populacji na świecie z punktu widzenia „ludzkiego” jest tragiczną wiadomością, ale z punktu widzenia siły roboczej i/lub nabywczej, nie powinno przynieść długofalowych negatywnych rezultatów.

Wirus prędzej czy później odejdzie, do Rzymu wrócą turyści, a Chińczycy dalej będą kupowali torebki Prady. Mimo spodziewanego spadku GDP Włoch od -1% w najlepszym przypadku do -3% w najgorszym przypadku, gospodarka prawdopodobnie w końcu wróci na właściwe tory. 


Co Włochy mają wspólnego ze spadkami w USA?

Nic. Większość traderów z Wall Street nie potrafi nawet wskazać na mapie, gdzie leżą Włochy inne niż dzielnica „Little Italy”, do której jeździ się metrem na lunch. Wczorajszy czarny poniedziałek więcej miał wspólnego z nurkującą o kilkadziesiąt procent ceną czarnego złota niż z europejskim rozwojem wirusa. 

W weekend okazało się bowiem, że po sześćdziesięciu latach kartel OPEC powołany po to, żeby utrzymywać ceny ropy w ryzach, praktycznie przestał istnieć. Saudyjski minister energetyki po piątkowym spotkaniu obraził się na swojego rosyjskiego odpowiednika i zagroził, że Rijad zdejmie wszystkie ograniczenia wydobycia, na co Moskwa dała zielone światło swoim spółkom, by te również pompowały tyle ropy, ile tylko się da. W efekcie na rynku powstanie przerost podaży nad popytem, co doprowadzi(ło) do spadku cen. Proste? Proste.

Ale zaraz, zaraz. Czy niskie ceny ropy naftowej nie powinny przypadkiem pomagać amerykańskiej gospodarce? W końcu tania ropa to niższe koszty dla linii lotniczych, firm przemysłowych, spółek przewozowych, a co za tym idzie – niższe koszty transportu osób i dóbr wszelakich, które powinny pomóc podnieść zyski wielu firmom handlującym jakimkolwiek towarem. Skąd zatem spadki na rynku?


Houston, we have a credit crunch

Z obawy o bankructwo sektora łupkowego w USA. Amerykańskie firmy wydobywające ropę naftową są najbardziej zadłużoną branżą w kraju. Przy cenie ropy na poziomie 30 USD nie opłaca im się tej ropy wydobywać, bo próg rentowności wynosi około 50 USD. Dlatego większość spółek błyskawicznie podjęła decyzję o ograniczeniu odwiertów, żeby uciąć straty. Lepiej zarabiać zero dolarów niż minus dwadzieścia dolarów. 

Brak wydobycia oznacza brak wpływu gotówki do kasy. Brak gotówki w kasie oznacza niemożliwość spłaty zadłużenia. Dlatego w poniedziałek akcje największych banków spadały średnio po 15%. 

Brak spłaty zadłużenia sugeruje, że banki będą musiały dokonywać odpisów i tworzyć rezerwy na złe długi, przez co istnieje obawa, że zaostrzą kryteria kredytowe dla spółek z innych sektorów. Na trudniejszym dostępie do kredytu stracą już natomiast wszyscy, od firm usługowych po zwykłych konsumentów. Epidemia wirusa, zaburzenie łańcucha dostaw, zamknięte sklepy i zatrzymana produkcja, sprawiły bowiem, że dostęp do linii kredytowych jest dzisiaj spółkom potrzebny tak, jak ludziom powietrze. 

Czy w takim razie grozi nam kryzys finansowy na miarę 2008 roku? Nic z tych rzeczy. Obecny system finansowy i kondycja banków (przynajmniej amerykańskich) są o wiele bardziej stabilne niż w 2008 roku. Nie mamy do czynienia z tak skrajnym zadłużeniem gospodarstw domowych, z wysokimi stopami procentowymi i z bańką w wycenie ryzykownych aktywów. Systemowo jesteśmy dzisiaj o wiele lepiej przygotowani na nadejście ewentualnej recesji, przez co (nawet, gdyby wystąpiła), nie będzie ona miała długofalowych konsekwencji.  


Co może uratować rynki przed katastrofą?

Nie co, tylko kto. Donald Trump i Jerome Powell. Większość recesji wywoływana była przez rosnące stopy procentowe i trudności w dostępie do kredytu. Dzisiaj stopy procentowe spadają, a przedstawiciele banków centralnych zapewniają, że jeśli zajdzie taka potrzeba, redukcja będzie postępowała. Dzięki temu zadłużone firmy otrzymają możliwość najtańszego w historii refinansowania swojego długu, którego nie mogą spłacić. Karawana pojedzie dalej. 

Problem pojawi się jednak w momencie, gdy stopy procentowe spadną już w okolice lub poniżej zera. Możliwości reakcji Rezerwy Federalnej zostaną tym samym wyczerpane. Zawsze można oczywiście ponownie rozpocząć skup obligacji, tym razem korporacyjnych lub złagodzić kryteria kredytowe przez obniżenie bankom komercyjnym wymogów depozytowych, co uwolni na rynek dodatkową gotówkę, ale dla FED-u to ostateczność i as w rękawie trzymany na ostatnią chwilę.

Póki co bardziej prawdopodobne jest, że jokerem odwracającym losy rozgrywki okaże się Donald Trump, który w tym roku ubiega się o reelekcję.

Ekstremalnie niskie stopy procentowe i rekordowo wysoki popyt na amerykańskie obligacje rządowe sprawiają, że państwo może zadłużać się do woli i pieniądze uzyskane z emisji długu przeznaczać na pomoc dla firm i obywateli, których biznes cierpi w efekcie przestojów spowodowanych epidemią wirusa. 

Co państwo może zrobić? Wiele, ale najbardziej prawdopodobne jest ograniczenie pobieranego podatku od wynagrodzeń i od pensji pracowników tymczasowych, którzy potrzebni będą, żeby zwiększyć wolumen produkcji i nadrobić zaległości, kiedy wirus już ustąpi. W puli jest także rządowe finansowanie kosztów leczenia i nieobecności pracowników w swoich firmach, co powinno ulżyć i pracodawcom i zostającym w domu pracownikom, a przy okazji ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa. 

We wtorek wieczorem Donald Trump podczas konferencji ogłosi, jaki pakiet ratunkowy jego administracja wynegocjowała z Kongresem. Z deklaracji prezydenta wynika, że będzie on „potężny”. 

Czy to powstrzyma kraj przed recesją? Prawdopodobnie tak. Czy to powstrzyma rynki przed dalszymi spadkami? Prawdopodobnie… nie wiadomo. Przekonamy się już w środę.

PS. Jeśli sądzisz, że miałeś wczoraj ciężki dzień na giełdzie, to pomyśl o Warrenie Buffecie, który w zeszłym roku pomógł gigantowi naftowemu Occidental Petroleum sfinansować przejęcie innego dużego gracza na rynku ropy naftowej Anadarko Petroleum. Kilka miesięcy temu spółka została kupiona za 56 miliardów dolarów. Dzisiaj Anadarko warte jest 18 mld. Gdyby tego było mało, akcje Occidental Petroleum spadły wczoraj o -53%, a od zeszłego roku są już na minusie o ponad -80%. 

A jeśli niewystarczającym pocieszeniem jest to, że inni mają jeszcze gorzej, to zapraszam na darmowy webinar poświęcony temu „Jak przetrwać giełdową korektę”, który odbędzie się 16 marca o godzinie 19.00 

Obowiązuje wcześniejsza rejestracja: https://lynxbroker.link/webinar-16-3

  • Transakcje dnia
  • Filmy edukacyjne
  • Instruktaże Wideo