O tym mówi Wall Street

05 11.20

Co dla rynków znaczy wygrana Joe Bidena?

Joe Biden zdobył urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wprawdzie do formalnego ogłoszenia wyników brakuje jeszcze głosów z kilku ostatnich stanów, ale właściwie już teraz Biden może zacząć myśleć o tym, jak wdrożyć swój pięcioletni plan. No właśnie – plan. Plan? PLAN? Jaki plan? To Joe Biden w ogóle ma jakiś plan?

Nie ma się co oszukiwać, Joe Biden będzie nijakim prezydentem. Brakuje mu charyzmy, zdecydowanych poglądów i zdolności przywódczych. Nie ma jasno sprecyzowanych celów, ani nie porywa za sobą tłumów, a jego awersja do wywoływania konfliktów automatycznie obniża zdolności negocjacyjne USA na arenie międzynarodowej… i to jest właśnie prezydent, którego dzisiaj potrzebuje Ameryka!

Po burzliwej i chaotycznej kadencji Donalda Trumpa najwyższy czas na odrobinę spokoju, opanowania i rozsądku. Na ponowne nawiązanie dobrych relacji z Rosją, Chinami i Meksykiem. Na otworzenie granic USA dla pracowników z zagranicy. Na wycofanie absurdalnych ceł i taryf oraz na mniejszą aktywność na Twitterze.

Rynki lubią spokój. Pieniądze lubią spokój. Joe Biden ten spokój zapewni. Jeszcze do wczoraj nowy prezydent niósł ze sobą co prawda zagrożenie zapowiadanymi wyższymi podatkami dla korporacji oraz dla najbogatszych osób, ale ten strach zniknął tak szybko, jak się pojawił. Do podniesienia podatków potrzeba bowiem zgody Senatu, a wszystko wskazuje na to, że ten pozostanie w rękach Republikanów.

Dla giełdy to najlepszy możliwy scenariusz. Z jednej strony stabilizacja, spokój i przewidywalność w działaniach Białego Domu, a z drugiej strony hamulec bezpieczeństwa, którym jest republikański Senat. Wbrew obawom, podział ten wcale nie oznacza całkowitego paraliżu ustawodawczego.

Lider Republikanów Mitchell McConnell jest bowiem znajomym Joe Bidena z czasów prezydentury Obamy. Obaj pracowali wspólnie przy projektowaniu wielu ustaw i obaj pokazali, że w kluczowych kwestiach potrafią się dogadać. To z kolei daje nadzieję na szybkie wprowadzenie potężnego pakietu stymulacyjnego, którego projekt zaginął ostatnio w trójkącie bermudzkim pomiędzy Kongresem, Senatem i Białym Domem.

Wczorajsze zachowanie się rynków tylko potwierdza tezę o optymistycznym układzie sił w nowym rządzie. W dniu ogłoszenia pierwszych rezultatów najmocniej rosły spółki technologiczne (nie będzie wyższych podatków, a rozbicie monopolu staje się historią) oraz firmy farmaceutyczne i ubezpieczeniowe (nie będzie limitów na ceny leków, ani objęcia większej liczby osób „darmowymi” polisami).

Rysą na szkle może być co prawda fakt, że Donald Trump grozi szabelką i składa wniosek do Sądu Najwyższego o zatrzymanie liczenia głosów, które uważa za sfałszowane, ale… Stany Zjednoczone to nie Polska, a Sąd Najwyższy, pomimo tego, że zdominowany przez Republikanów, w dalszym ciągu pozostaje jednak niezależny. God bless America!

  • Transakcje dnia
  • Filmy edukacyjne
  • Instruktaże Wideo