O tym mówi Wall Street

08 01.20

Irańskie rakiety spadają na bazy USA

We wtorek wieczorem piętnaście rakiet wystrzelonych z terytorium Iranu uderzyło w amerykańskie bazy wojskowe rozmieszczone na terenie Iraku. Irańskie media twierdzą, że zginęło osiemdziesiąt osób. Amerykańskie władze zapewniają, że nikt nie został nawet ranny.

Reakcja Iranu była spodziewana i oczekiwana, jako ruch odwetowy za zabicie wysokiego rangą generała. Irańskie władze musiały zdecydować się na rewanż, aby zachować twarz w swoim kraju i spełnić oczekiwania silnego duchowieństwa nawołującego do zemsty. 

Jeśli okaże się, że w zamachu faktycznie nikt nie zginął, to nie powinno dojść do dalszej eskalacji konfliktu. Teraz wszystko zależy jednak od tego, w jaki sposób na prowokację odpowiedzą Stany Zjednoczone. Na dotychczasowe ataki, w których obywało się bez ofiar, Donald Trump reagował mocno powściągliwie. 

Mimo tego, że wydarzenia na Bliskim Wschodzie nie mają praktycznie żadnego przełożenia na przychody i zyski firm z amerykańskiej giełdy, tuż po informacji o zamachu kontrakty terminowe na S&P 500 spadały o niemal dwa procent. Kiedy jednak okazało się, że w ataku nie było ofiar i prawdopodobnie odbył się on bardziej na pokaz, strata na kontraktach akcyjnych zmniejszyła się do 0.3%. 


Taryfy okazują się skuteczne

Po raz pierwszy od trzech lat Stany Zjednoczone zmniejszyły swój deficyt handlowy. W efekcie nałożonych, głównie na Chiny, taryf handlowych, w końcówce 2019 roku mocno spadł amerykański import (to dobrze dla lokalnej gospodarki). 

USA sprowadzały z zagranicy przede wszystkim mniej komputerów, telefonów komórkowych i urządzeń elektronicznych. Jednocześnie ze spadkiem importu wzrósł eksport lokalnych produktów, co zawsze pozytywnie przekłada się na wzrost GDP. Eksperci szacują, że sam eksport w czwartym kwartale 2019 roku będzie odpowiadał za 1.2% wzrostu PKB, czyli aż za połowę z zakładanych 2.4%.

Sytuacja jednak zmieni się prawdopodobnie w pierwszym kwartale obecnego roku z uwagi na zawarcie części umowy handlowej, która skutkuje wycofaniem się USA z nałożonych do tej pory ceł. Import chińskich towarów powinien więc ponownie wzrosnąć. 


Dwa wskaźniki, dwa odczyty

W zeszłym tygodniu opublikowany został wskaźnik sentymentu managerów odpowiadających za dokonywanie zamówień do fabryk, który jest wczesnym wskaźnikiem ostrzegawczym przed recesją. IHS Markit wskazywał, że zamówienia rosną, co może oznaczać zwiększający się wolumen produkcji, a zatem dalszą ekspansję gospodarczą.

Tydzień później konkurencyjny wskaźnik ISM, mierzący w gruncie rzeczy dokładnie to samo, pokazał zupełnie inny odczyt mówiący o tym, że liczba zamówień spada i produkcja zwalnia najszybciej od czasu recesji w 2008 roku. Skąd te różnice? Nie wiadomo. Oba wskaźniki bazują na ankietach telefonicznych przeprowadzanych wśród managerów tego samego szczebla. 

Wiadomo natomiast, że w 2008 roku wskaźnik ISM ostrzegł przed recesją na trzy miesiące wcześniej niż wskaźnik Markit. Jednakże ISM w 2015 roku także sugerował recesję, podczas gdy Markit twierdził, że ekspansja dalej trwa. Recesji w 2015 roku oczywiście nie było. 

Na tablicy wyników skuteczności wygląda zatem na to, że mamy remis. Z pewnością jednak ISM w nadchodzących dniach częściej cytowany będzie przez giełdowych pesymistów, natomiast IHS Markit przez optymistów. 

Bezsprzecznym faktem jest natomiast to, że produkcja przemysłowa na przestrzeni lat stanowi coraz mniejszy procent wzrostu gospodarczego. Pięćdziesiąt lat temu produkcja odpowiadała za 25% wzrostu całego GDP, a dzisiaj już tylko za 11%. Jej miejsce zajęły przede wszystkim firmy usługowe, technologiczne, internetowe i farmaceutyczne, które dzisiaj napędzają amerykańską gospodarkę. 

  • Transakcje dnia
  • Filmy edukacyjne
  • Instruktaże Wideo