O tym mówi Wall Street

07 01.20

Bayer zaczyna tracić rynek… rolniczy

Kiedy w 2018 roku niemiecki producent aspiryny przejmował amerykańskiego wytwórcę nasion i produktów biobójczych – kontrowersyjnego molocha Monsanto – nikt nie spodziewał się, że w kolejce czeka ponad dziesięć tysięcy pozwów. 

W rok po finalizacji fuzji, farmerzy używający sztandarowego produktu biobójczego o nazwie Roundup, zaczęli twierdzić, że zapadają przez niego na raka. Fala pozwów zalała Bayer, jako nowego właściciela produktu. Problem jest poważny, bo ten segment Bayera odpowiada za roczne przychody w wysokości ponad pięciu miliardów dolarów, a sam Roundup używany jest na 65% pól uprawnych w USA. 

Gdyby tego było mało, ostatnio okazało się, że Roundup jest stosowany już od tak długiego czasu, że niektóre typy groźnych dla zbiorów chwastów zaczęły ewoluować i stały się na niego odporne. 

Ręce zaciera więc największy konkurent Bayera na tym polu – Corteva – która powstała dwa lata temu w wyniku połączenia dwóch innych gigantów – firm DuPont i Dow Chemical. Zarząd Cortevy przekonuje, że ich produkt jest o wiele skuteczniejszy niż Roundup i rozpoczyna zakrojoną na masową skalę kampanię sprzedażową. 


Ciężki czas dla branży motoryzacyjnej

Sprzedaż samochodów w USA spadła w 2019 roku o 1.6%. Wczoraj drugi największy producent – Ford – jako ostatni z branży opublikował swoje wyniki handlowe. Zaskoczeń nie było, firma – podobnie jak pozostałe duże spółki motoryzacyjne – pokazała mizerne rezultaty za 2019 rok. 

Sprzedaż aut Forda spadła o 3.2%, Fiata o 1%, Toyoty o 2%, General Motors o 2.3%, a Nissana o 10%. Jedynym wyjątkiem w branży jest Tesla, która dostarczyła ponad 50% więcej aut niż rok wcześniej.

Z wczorajszego raportu wynika, że problem z niższą sprzedażą i kiepskimi przychodami przeciągną się prawdopodobnie także na 2020 rok z uwagi na to, że u dealerów w dalszym ciągu pozostała duża liczba nie sprzedanych aut ze starszych roczników i na rynku zwyczajnie nie ma popytu ani miejsca na nowsze wersje. 

Eksperci twierdzą, że rynek motoryzacyjny osiągnął już dojrzałość podobną do rynku smartfonów, gdzie każdy kolejny model nie jest o wiele bardziej innowacyjny od poprzedniego, co sprawia, że klienci dłużej są wierni temu, co już mają, nie czując potrzeby wymiany. Dlatego niemal wszyscy producenci aut na świecie zwiększają nakłady i przyspieszają prace nad wprowadzeniem do oferty jak najszerszej gamy aut elektrycznych. Ten, komu uda się to w miarę szybko, zgarnie bardzo dużą część tortu. 


Hulaj dusza, piekła nie ma

Istnieje jedna amerykańska instytucja finansowa, która w ciągu roku oferuje zwrot w wysokości czterech dolarów z każdego zainwestowanego w nią jednego dolara. I nie jest to żaden fundusz inwestycyjny ani nowe, prowadzone zza kratek, przedsięwzięcie Bernarda Madoffa. Instytucją, o której mowa, jest amerykański urząd skarbowy IRS. 

Mimo tak dużego zwrotu z zainwestowanego kapitału, administracja rządowa regularnie od dekady ucina środki na rozwój IRS, przez co w urzędzie brakuje siły roboczej. Zwłaszcza, że jej pracownicy zasypywani są coraz nowszymi administracyjnymi obowiązkami. 

Efektem niskich nakładów na IRS jest spadająca od lat liczba kontroli przeprowadzanych na podatnikach. W 2010 roku jeden na stu Amerykanów spotykał się z audytem swojego sprawozdania podatkowego. W 2019 roku jednak tylko jedna na dwieście osób mogła spodziewać się telefonu z urzędu skarbowego. To spadek o pięćdziesiąt procent. W tym roku kontroli będzie jeszcze mniej. 

Eksperci szacują, że niemoc IRS-u każdego roku kosztuje państwo około jednego biliona dolarów (amerykański trylion). Problem ze ściągalnością podatków pogłębiony jest przez fakt, że stany takie jak Delaware czy Wyoming od kilkudziesięciu lat nie podpisały jeszcze umowy o wymianie informacji podatkowych z IRS-em, przez co pozostają de facto największymi rajami podatkowymi na świecie, do których wglądu nie ma praktycznie żadna amerykańska instytucja. 

  • Transakcje dnia
  • Filmy edukacyjne
  • Instruktaże Wideo