...z perspektywy zarządzającego

Główny trzon mojej zawodowej działalności skupiony jest w ramach dwóch funduszy inwestycyjnych, które prowadzę – jeden dla
podmiotów zagranicznych, drugi dla klientów z Polski. Oba są urzeczywistnieniem wszystkiego tego, o czym od lat piszę na swoim blogu. Oba regularnie, miesiąc po miesiącu, pokonują praktycznie każdy benchmark, generując dla swoich inwestorów to, czego wszyscy szukamy. Oba zapewniają stabilny wzrost kapitału, niskie wahania i dodatni parametr alpha. Oba są moim oczkiem w głowie.

W świecie inwestycji próbowałem już chyba wszystkiego.

Prowadziłem indywidualne usługi asset management, współpracowałem z licencjonowanym domem maklerskim, zarządzałem portfelami funduszy zamkniętych i doradzałem butikowym family-office prowadzącym sprawy majątkowe garstki tzw. HNWI, czyli High Net Worth Individuals.

Wszystkie te przedsięwzięcia miały jedną cechę wspólną. Każde z nich bazowało na stałych opłatach pobieranych co miesiąc od klientów, bez względu na wyniki portfela. Success fee było oczywiście częścią składową wynagrodzenia zarządzającego, ale mimo tego, w skali roku aż 3-4% opłat przybierało formę stałą. Nawet, jeśli portfele znajdowały się w tym czasie na minusie. Wydało mi się to trochę nie fair w stosunku do klientów.

Zacząłem więc szukać podmiotów, w ramach których mógłbym prowadzić portfele bazując wyłącznie na success fee, czyli na opłacie uzależnionej tylko i wyłącznie od osiąganych wyników netto. To było pouczające doświadczenie. Ja pukałem do drzwi funduszy zamkniętych i do drzwi domów maklerskich, a ich prezesi pukali się w głowę.

W tej branży interes klienta wydaje się mieć dla zarządzających drugorzędne znaczenie. Mało kto ma tu motywację do tego, aby dawać z siebie wszystko, bo mało kto jest za to uczciwie wynagradzany. W sytuacji, gdy bez względu na wynik, do funduszu spływa 3-4% opłat w ciągu roku, to priorytetem staje się pozyskanie jak największego kapitału i ściąganie cały czas nowych klientów, a nie zarabianie pieniędzy dla tych obecnych.

Dlatego największe wysiłki idą w kierunku marketingu, brania udziału w konkursach, obecności w rankingach, udziału w galach, konwentach, rautach i na zakrapianych kolacjach z potencjalnymi nowymi klientami. Zarządzanie obecnym portfelem schodzi na drugi plan. Wyniki są drugorzędne. Liczy się cash-flow i pozyskanie nowego kapitału.

Tak wygląda ten świat. Tylko, że ten świat, to nie jest mój świat.

Dlatego stworzyłem prawdopodobnie pierwszy w historii tego kraju fundusz, który nie pobiera żadnych opłat stałych, a moje wynagrodzenie uzależnione jest wyłącznie od zysków netto wypracowanych przez portfel. Jeśli moi inwestorzy nie zarabiają, to ja także nie zarabiam. W ten sposób wszyscy jedziemy na tym samym wózku, a ja mam motywację do tego, aby cały czas rozwijać obecny portfel. Uważam, że to jedyne sprawiedliwie rozwiązanie, w którym obie strony traktowane są po partnersku.

Czym moje fundusze nie są?

Na pewno nie są miejscem do spekulacji i dla spekulantów. Nawet nie rozmawiam z osobami, które oczekują zwrotów po kilkadziesiąt procent rocznie i pytają, dlaczego nie mam w portfelu Bitcoina, dlaczego nie gram na foreksie i dlaczego nie postawiłem wszystkiego na akcje CD Projekt.

Fundusze inwestycyjne nazywane są inwestycyjnymi nie bez powodu. Moja filozofia zakłada wyszukiwanie najlepszych spółek na świecie, z najlepszymi zarządami na świecie, z najlepszymi produktami na świecie i z najlepszym balance sheetem na świecie. Ja daję tym spółkom pieniądze funduszu, a one wykorzystują je do tego, aby po jakimś czasie wypuścić na rynek jeszcze lepszy produkt i po kilku kwartałach pokazać jeszcze lepsze sprawozdanie finansowe. Na tym polegają inwestycje w pierwotnym tego słowa znaczeniu i to jest podejście, którego się trzymam.

Uchwytne cele

Przede wszystkim jestem realistą i pragmatykiem. Jeśli na koniec roku mam 15% zysku, uważam, że był to bardzo dobry rok. Jeśli zysk wynosi 20%, otwieram szampana. Jeśli zysk przekracza 25%, to uznaję to za przypadek, a nie wynik moich umiejętności czy decyzji.

Zyski same w sobie nie mają jednak praktycznie żadnej istotnej wartości informacyjnej, jeśli oderwane zostaną od szerszego kontekstu.

Dlatego kluczowe jest dla mnie to, żeby portfel zachowywał się lepiej niż benchmark. W przeciwnym wypadku moja rola jest niepotrzebna, bo klient wyjdzie na tym lepiej, jeśli po prostu kupi sobie ETF-a na S&P 500. Tak więc, jeśli cały rynek akcyjny spada o 20%, a mój portfel spada o 15%, uznaję to za dobry wynik. Jeśli w danym roku rynek rośnie o 5%, a mój portfel rośnie o 10%, uznaję to za bardzo dobry wynik.

Maksymalna stabilność

Wynik procentowy to nie wszystko. Czasem lepiej jest wypracowywać średniorocznie stabilnych 15% niż zmiennych 25%.

Inwestując 100 zł w fundusz, który pierwszego roku wypracowuje 100% zysku, można szybko pomnożyć kapitał do 200 zł. Jeśli jednak w kolejnym roku fundusz zanotuje stratę 50%, to wartość kapitału wraca do punktu wyjścia. Pomimo tego, fundusz może pochwalić się, że wypracowuje średnioroczne zyski w wysokości 25% (100+(-50)/2=25).

Mnie jednak nie chodzi o to, żeby chwalić się w materiałach marketingowych wysokością średniorocznych zysków, tylko żeby w sposób spokojny i zrównoważony pomnażać majątek moich inwestorów bez narażania ich na stany przedzawałowe wynikające z nadmiernych obsunięć kapitału.

Realny horyzont

Jakiekolwiek inwestycje mają to do siebie, że na zwrot zazwyczaj trzeba poczekać dłużej niż kilka kwartałów. Kupując nieruchomość z nadzieją, że jej przyszła cena wzrośnie, raczej nikt nie spodziewa się tego w perspektywie jednego roku. Z akcjami jest podobnie.

W trakcie niedawnej ankiety przeprowadzanej wśród moich inwestorów otrzymałem jasne potwierdzenie, że sto procent z nich jest tego samego zdania. Zapytani o swój horyzont inwestycyjny, akcjonariusze jednoznacznie odpowiedzieli, iż wynosi on minimum 15 lat. To jest podejście, z którym chciałbym budować dalszą przyszłość funduszu.

Nagminna sytuacja, w której inwestorzy uciekają, kiedy tylko pojawi się korekta na giełdzie, a następnie decydują się powrócić, gdy rynki osiągają już nowe szczyty, sprawia, że jakiekolwiek pobicie benchmarku staje się niemożliwe. Wydłużenie horyzontu inwestycyjnego zmienia to diametralnie.

Liczni udziałowcy

W tym momencie do obu funduszy należy łącznie kilkudziesięciu inwestorów, a zgromadzony kapitał liczony jest w milionach dolarów. Cały czas planuję dalszy rozwój, ale jednocześnie chciałbym, aby oba fundusze pozostały przedsięwzięciem butikowym, a nie produktem na masową skalę.

Moi inwestorzy pochodzą z różnych zakątków nie tylko geograficznych, ale też biznesowych. Część osób to dawni kontrahenci, z którymi pracowałem przy okazji innych tematów. Część to czytelnicy bloga. Część brała udział w prowadzonych przeze mnie szkoleniach. Część usłyszała o mnie od swoich znajomych. Nie ma reguły.

Wszyscy natomiast traktowani są w funduszu po partnersku. Każdy ma dostęp do pełnych miesięcznych bilansów i zestawień handlowych, do audytowanych dokumentów i sprawozdań oraz do bieżących informacji odnośnie wszelkich istotnych rzeczy, które dotyczą działalności funduszu.

Zasady fair-play

Zero opłat stałych

Jedynym moim wynagrodzeniem jest 20% success fee, które policzone zostaje od wzrostu wartości netto akcji należących do prowadzonego przeze mnie funduszu.

High Water Mark

Wynagrodzenie wypłacane jest tylko wtedy, gdy wartość portfela wzrośnie ponad ostatni historyczny szczyt. Nie ma podwójnego liczenia tych samych zysków.

Brak zamrożenia kapitału

Horyzont inwestycyjny zakłada wieloletnią współpracę, ale nie zastrzegamy w umowie żadnych minimalnych okresów. Pieniądze można wycofać z dnia na dzień.

Pełna płynność udziałów

Każda umowa ma wbudowaną opcję PUT, dzięki której inwestor nabywa prawo do odsprzedania swoich akcji na rzecz funduszu w dowolnie wybranym momencie.

Wygoda inwestora

Niski próg wejścia

W odróżnieniu do większości zagranicznych funduszy hedgingowych, próg wejścia nie jest zaporowy i wynosi tu 150 000 zł w przypadku prywatnych osób z Polski.

Różne waluty

Istnieje możliwość opłacenia swojego wkładu w dowolnej uznanej walucie. Akceptowane są przede wszystkim złotówki, dolary, euro, franki, funty czy jeny.

System pełnomocnictw

Dla osób, które nie mają czasu albo ochoty na obsługę formalności, istnieje możliwość ustanowienia i skorzystania z naszego pełnomocnika.

Komunikacja online

Wszystkie umowy oraz informacje dotyczące funduszu i jego wyników udostępniane są w formie elektronicznej. Nie ma potrzeby ani jednej wizyty w oddziale fizycznym.

Pełna transparentność

Miesięczna wycena

Udziały funduszu wyceniane są rzetelnie co miesiąc przez jedną z największych i najbardziej renomowanych kancelarii podatkowo-audytorskich w Polsce.

Kwartalne raporty

Raz na kwartał inwestorzy otrzymują raport z komentarzami do wyników funduszu oraz do aktualnej sytuacji, a także z wykazem wszystkich zawieranych transakcji.

Roczne sprawozdania

Co roku publikowane są pełne sprawozdania z działalności, które poddawane są niezależnej opinii biegłego rewidenta sporządzającego raport z audytu.

Realna kontrola

Udziałowcy posiadają prawo głosu w sprawach dużej wagi. Bez zgody inwestorów nie można zaciągnąć pożyczki, nabyć nieruchomości czy zmienić struktury.

Strategie inwestycyjne

Jestem zdania, że stawianie wszystkiego na jedną kartę faktycznie może pomóc szybko pomnożyć nasz kapitał, ale to jednak skrupulatna dywersyfikacja i rozsądek pozwolą ten kapitał zachować przez dłuższy czas.

Dlatego portfolio konstruuję nie tylko w oparciu o dywersyfikację sektorową czy geograficzną, ale także o dywersyfikację klas aktywów oraz charakterystyk stosowanych strategii inwestycyjnych. Równocześnie staram się więc wprowadzać w życie podejścia odznaczające się ujemną korelacją, aby stworzyć dla kapitału funduszu naturalny organiczny system hedgingowy.

Economy 2.0

Podstawę portfela stanowią spółki z ekspozycją na najbardziej rozwojowe branże, takie jak usługi i handel w internecie, finanse online, chmura i SaaS, farmacja i biotechnologia, automatyka i robotyka, elektronika, sztuczna inteligencja czy nowe formy komunikacji.

Pomimo tego, iż stosuję podejście top-to-bottom, czyli analizę zaczynam od całych gospodarek, następnie schodząc na poziom poszczególnych sektorów, to finalnie kończę oczywiście na badaniu pojedynczych spółek. Sprawdzam ich stabilność finansową i fundamenty biznesu; audytuję sprawozdania finansowe i przepływy pieniężne; rozkładam na czynniki pierwsze działania, oferowane produkty i składy zarządów. Dzięki temu jestem w stanie wyselekcjonować te branże i tych uczestników danych sektorów, którzy charakteryzują się ponadprzeciętnym potencjałem rozwojowym na przyszłość.

W swoim researchu i analizie posługuję się czasem pomocą lokalnych ekspertów, o ile mam do nich dostęp, a także korzystam z komercyjnych raportów analitycznych, ale najczęściej bazuję na przeprowadzaniu tzw. OSINT (open-source intelligence), czyli wywiadu gospodarczego opartego o źródła jawne. Tak zebrane, pozyskane lub nabyte informacje są analizowane i kompilowane, aby finalnie wyciągnąć wnioski, na podstawie których dokonywane są potem rzeczywiste inwestycje.

Inne strategie

Obok przeważających inwestycji w spółki, sektory czy gospodarki, które charakteryzują się największym potencjałem do wzrostu, stosuję także równolegle kilka odmiennych strategii inwestycyjnych, które staram się opanować do perfekcji.

Short Volatility

Na dużą skale wystawiam opcje, z których następnie buduję złożone pozycje służące do grania na spadek zmienności implikowanej, czyli tej oczekiwanej przez inwestorów. Strategie typu straddle i strangle posiadają ujemną korelację ze światowymi indeksami giełdowymi, a więc stanowią bardzo dobre uzupełnienie inwestycyjnego portfolio. Opcje mają najczęściej typ europejski i wystawiane są na całe indeksy.

Strategie faktorowe

W dzisiejszym świecie bardzo silnej korelacji pomiędzy poszczególnymi rynkami czy grupami aktywów, coraz większe uzasadnienie ma określenie czynników i kryteriów inwestycji w daną branżę lub gospodarkę, czyli tzw. faktorów, a następnie oddanie władzy algorytmom, które zatroszczą się o odpowiedni dobór i późniejsze rebalansowanie spółek w portfelu. Moim faktorem numer jeden jest smart-beta inne wskaźniki bazujące na modelu CAPM.

Momentum trading

Czasem najprostsze rozwiązania okazują się najskuteczniejsze. Dlatego w mojej firmie opracowaliśmy kilka lat temu autorski sposób rozpoznawania aktywów znajdujących się w bardzo silnych trendach i zasad krótkoterminowego podłączania się pod te trendy. Podejście to realizowane jest najczęściej przy pomocy długich pozycji opcyjnych, czyli tzw. LEAPS-ów, ale także poprzez uczestnictwo w jednostkach funduszy algorytmicznych Blackrocka.

  • Transakcje dnia
  • Filmy edukacyjne
  • Instruktaże Wideo